środa, 8 stycznia 2014

3

Poranek był dość chłodny, jednak Zayn obudził się otulony ramionami Harry’ego, więc nie odczuł tego zbytnio. Mimo to, gdy wreszcie wygramolił się z objęć młodszego chłopaka, chłodny wiatr oplótł jego ciało i Mulat mimowolnie się wzdrygnął, podchodząc do uchylonego okna. Zamknął je szybko i spojrzał przy okazji na ulicę. Ludzi nie było prawie w ogóle widać, jednak ci, którzy przechadzali się tak wcześnie, byli szczelnie owinięci szalikami. Była wiosna, więc taka pogodna zaskoczyła wszystkich. Zayn narzucił na nagi tors trochę przydużą bluzę i udał się powolnym krokiem do kuchni. Promienie lekko zasłoniętego słońca wpadały do pomieszczenia, nieprzyjemnie celując w źrenice chłopaka. Mimowolnie co jakiś czas mrużył oczy, wstawiając wodę na gaz. Jego głowa było w tym momencie zupełnie pusta, umysł zdawał się być wręcz wypranym z wszelkich myśli. Ziewnął przeciągle, wyszukując w szafce nowej paczki papierosów. W zwyczaju miał robić zapasy na wszelki wypadek. Zalał powolnie dwa kubki, jeden wypełniony kawą, drugi torebką herbaty. Odstawił je na stałe miejsca po obu stronach stołu i zajrzał do lodówki. Nie znajdując niczego godnego uwagi, zdecydował się wyjąć jedynie karton z mlekiem. Następnie wyjął z szafki dwie miski i paczkę płatków.

-Robisz śniadanie, Zie? –cichy, zachrypnięty głos rozniósł sie po pomieszczeniu. Każdy normalny zapewne podskoczyłby, Zayn jednak jedynie spojrzał na stojącego w progu Stylesa.

-Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał. –odparł i nasypał płatków do misek. Poczuł jak mocne ramiona oplatają go w pasie, a rozgrzane ciało przylega do jego pleców.- Płatki z mlekiem. Jak ci się spało?

-Było… trochę zimno. –odparł po chwili zastanowienia i zaśmiał się- następnym razem przytulaj mnie mocniej. Naprawdę, musisz potrenować. Twój chłopak nie będzie zadowolony, jeśli nawet przytulać się nie będziesz umiał.

-Kto ci powiedział, że będę miał chłopaka, Styles? –zapytał poirytowany. Nie przeszkadzałoby mu to, ale nie lubił gdy ktoś sugerował mu coś, kiedy nie było to niczym pewnym.

-Nikt. Tak po prostu… –szepnął i odkleił się od ciała Mulata.- Podgrzejesz mleko?

-Nie. Wtedy płatki się rozciapciają. Zimne też jest dobre.

-Ale jest mi zimno! –zaskomlał Harry i opadł niezadowolony na krzesło.

Zayn zmierzył go jedynie i nie odpowiedział. Gdyby naprawdę było mu zimno, mógłby ubrać się cieplej. Jednak Styles był zbyt leniwy, a to była kolejna cecha, którą Zayn chciał wyplenić. Zalewając ostatnią miskę mlekiem, odwrócił się w stronę stołu i postawił na niej dwa naczynia.

-Masz dziś spotkanie z tym mężczyzną, prawda? –spytał Harry po chwili niezręcznej dla niego ciszy. Zayn przytaknął ruchem głowy, więc chłopak kontynuował.- Mogę iść z tobą?

-Nie. –odparł natychmiast Mulat.- Dobrze wiesz, że nie mieszasz się w moje sprawy biznesowe zbyt bardzo. Mówiłem ci to tysiące razy. Więc nie kombinuj.

Harry czasem miał głupie pomysły, jak chodzenie z Zaynem na spotkania ze zleceniodawcami, bądź jeżdżenie na ‘delegacje’. Zayn jednak za każdym razem powstrzymywał go. Harry nie miał mieć nic wspólnego z tym światem, co więcej mógłby coś popsuć. Zayn nie chciał go narażać, oraz psuć swojej reputacji. On był tym niezależnym, wolnym strzelcem, o którym słyszał każdy, kto choć raz bawił się w ciemne interesy. Chodzenie na spotkania z dzieckiem takim jak Harry nie wchodziło w grę. Może i Harry był tylko o rok młodszy, jednak jego wygląd zdecydowanie tego nie mówił. Był dzieckiem. Teraz siedział z nadętymi policzkami, udając rozzłoszczonego i lekko obrażonego, ale na Zaynie to nie robiło wrażenia. Znał tą minę aż za dobrze, więc nie przejął się nią zbytnio. Po prostu posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, aby po chwili obserwować skruchę chłopaka. W gruncie rzeczy Harry wiedział, że Zayn najbardziej na świecie chce go chronić i był mu za to wdzięczny, choć nigdy tego nie wymagał. Dlatego nie naciskał już więcej, tylko w ciszy spożywał śniadanie. Gdy skończył chwycił kubek z parującą jeszcze herbatą i udał się do salonu. Opadając na kanapę włączył telewizor i znalazł poranne wiadomości wiedząc, że Zayn zaraz zjawi się tu, aby je wysłuchać. Tak też się stało, bo już po chwili Mulat siedział obok niego zapatrzony w sztorm nie wiadomo gdzie. Harry znał na wylot tego chłopaka, choć dla wszystkich innych mógł on się wydać w jakiś sposób nieodgadniony. Wydawał się być tajemniczym i lekko nieprzyjemnym, ale Harry wiedział co zrobić, by trafić w odpowiedni punkt jego psychiki. Harry wiedział, gdy coś go trapiło, lub gdy nie miał humoru. Wiedział też, gdy był szczęśliwy, choć zdarzało się to dość rzadko. Zayn nie lubił cieszyć się z byle czego, jego uśmiech miał naprawdę wysoką cenę i często nawet Harry’ego nie było na niego stać. Mimo to ten chłopak był najlepszym przyjacielem Harry’ego i on nie zamieniłby go na nikogo innego.

Wieczór przyszedł szybciej niż ktokolwiek by się spodziewał. Nim się obejrzeli Zayn wychodził z mieszkania, zostawiając lekko zmartwionego Harry’ego. Styles nie lubił zawodowych spotkań swojego przyjaciela, bo one nigdy nie były bezpieczne. Ale Zayn obiecał mu, że spotkanie odbędzie się w miejscu publicznym, więc chłopak uspokoił się lekko. Spokojnie wypuścił Mulata z domu. Gdy samochód Zayna zatrzymał się na parkingu centrum handlowego, była równo za pięć siódma. Powolnym krokiem udał się do małej kawiarni na pierwszym piętrze, nad której wejściem świecił karmelowy szyld ‘Late Latte’. Nazwa w dziwny sposób spodobała się chłopakowi, choć sam nie wiedział co było w niej takiego innego. Zauważył starszego mężczyznę siedzącego dokładnie w wyznaczonym kącie kawiarni, więc bez zastanowienia przysiadł się do niego, po czym zajrzał w menu. Gdy przybył kelner, obaj zamówili po małej czarnej i dopiero wtedy na siebie spojrzeli. Zayn nie miał w zwyczaju specjalnie przyglądać się swoim szefom. Ten był jak każdy inny, starszy, bogaty, dobrze wyglądający. Może był politykiem.

-Więc oto sławny Zie? –spytał z aroganckim uśmiechem. Zayn nienawidził takich typów. Byli zbyt pewni siebie, a gdyby Mulat chciał, mógłby zetrzeć mu ten uśmiech w pół minuty. Mimo to, był on jego pracodawcą, więc powstrzymał się od zgromienia go wzrokiem.

-Do rzeczy, jeśli można. –odparł spokojnie i rozejrzał się, czy aby nikt ich nie obserwuje, lub podsłuchuje. Miejsca publiczne były bezpieczne dla jego osoby, ale nie dla jego interesów. Zauważył jak przed nim pojawia się koperta. Powoli zajrzał do środka, po czym wyjął z niej parę zdjęć jakiegoś chłopaka. Dość niski blondyn, niczym się nie wyróżniający. Do przesady typowy.

-Niall Horan, syn James’a Horana. 19 lat, mieszka sam w Mullingar, studiuje. Nikt nie ma nic widzieć, ani wiedzieć. To ma być ostra nauczka dla jego ojca. Bardzo ostra. Dziesięć tysięcy funtów. Pięć tysięcy zaliczki i dziesięć po wykonaniu roboty. Pieniądze do ręki. Mieszkanie jest już wynajęte, a bilet na lot do Irlandii wykupiony na nazwisko mojego człowieka. Masz na to tydzień od dnia przylotu do Irlandii.

-Kiedy lecę?

-Jutro.

-To trochę szybko.

-Jest akurat. W razie problemów –mężczyzna zrobił pauzę i podał Zaynowi telefon.- tu jest numer, pod który dzwonisz w nagłych przypadkach. Umowa stoi?

Zayn zawahał się. Piętnaście tysięcy funtów to bardzo dobra cena za tydzień w Irlandii. Przygryzł wargę i zmierzył mężczyznę, po czym spojrzał na zdjęcie chłopaka. On nie będzie problemem.

-Stoi. –odparł szybko wyciągając rękę w stronę swojego nowego pracodawcy.

Nim się spostrzegł szedł w stronę samochodu z kopertą dokładnie schowaną w kieszeni. Następny tydzień spędzi na obserwowaniu Niall’a Horana i wyczuciu odpowiedniego momentu. Miał już listę dokładnych informacji na temat blondyna, więc to nie powinien być większy kłopot. Wsiadł do samochodu i wrócił do domu. Spokojnie mijając próg jego mieszkania nie był świadomy tego, że Harry zasnął na kanapie martwiąc się, by Zaynowi nic się nie stało. Mulat nie był nawet w połowie świadomy tego, jak bardzo Harry przejmował się nim i jak martwił się za każdym razem, gdy Zayn znikał. Widząc śpiącego chłopaka, na twarz Malika wpłynął lekki uśmiech. Nie było to nic specjalnego i Harry pewnie nie dowie się jak często nieświadomie rozczula tego niby oschłego Mulata. Chłopak udał się po cichu do swojej sypialni, skąd wziął ciepły koc, a następnie okrył nim śpiącego Stylesa. Jego loki rozsypały się po szarej poduszce, a usta rozchyliły lekko. Wyglądał uroczo, niczym ośmiolatek po zbyt długiej zabawie, który opadł bezsilnie w ramionach matki. Zayn usiadł jeszcze na chwilę na fotelu obok i spojrzał na ekran telewizora. Widząc kolejny program z wiadomościami doszedł do wniosku, że może faktycznie dobrze byłoby zamówić więcej kanałów. Nawet jeśli dla Zayna był to niepotrzebny wydatek, Harry nie był Zaynem i nie mógł siedzieć cały dzień w domu, słuchając wiadomości. Zostawiając go na godziny i tygodnie samotnie, Zayn był zobowiązany zapewnić mu choć jakąś rozrywkę, tymczasem przez cały czas robił coś zupełnie przeciwnego. Zimna ręka Malika powędrowała powoli po zarumienionym policzku młodszego chłopaka, dość delikatnie by go nie zbudzić. Po chwili zniknął jednak za drzwiami swojej sypialni, aby spakować walizkę. Gdyby mógł, wziąłby Stylesa ze sobą, jednak tak było dla niego lepiej. Zayn nie chciał znów zostawiać go samego i pakując kolejny t-shirt przysiągł sobie, że po tej akcji spędzi z nim więcej czasu. W duchu obiecał, że zacznie go zabierać w różne miejsca, że będzie w Londynie dłużej niż tydzień, że będzie przy nim dłuższy czas. Może nawet wyjadą gdzieś razem, czemu nie. Harry’emu należy się to, bo co to za przyjaciel, którego widuje się parę dni w miesiącu, choć on mieszka razem z tobą? Zayn był złym przyjacielem, za takiego się przynajmniej uważał. Opadł na łóżko i zapatrzył się w sufit. Słyszał ciche kroki i szmery w innej części mieszkania, jednak wiedział co jest ich przyczyną.

-I jak poszło? –spytał cichy głos Harry’ego, który teraz zmierzał w stronę jego łóżka, otulony szczelnie kocem. –Kiedy jedziesz?

-Jutro mam wylot. –odpowiedział bez entuzjazmu. Wiedział, że ta wiadomość zasmuci Harry’ego. Poczuł jak chłopak kładzie się obok niego i uważnie obserwuje jego twarz.- To nie potrwa więcej niż tydzień.

-Um… To dobrze. Dbaj o siebie i nie pakuj się w kłopoty. Masz wrócić cały i zdrowy.

Zayn znał te formułkę na pamięć. Harry mówił mu to za każdym razem, gdy Zayn miał gdzieś jechać. Zanurzył dłoń w jego bujnych lokach. Kochał je w pewien sposób. Harry też je kochał i dostawała szału na samą myśl o fryzjerze.

Kiedy Zayn obudził się rano, było krótko po szóstej. Harry leżał wciąż opatulony kocem, lekko ściskając jego rękę pochrapywał cicho. Nie chcąc go budzić, Mulat wyswobodził się delikatnie i udał do łazienki, aby wziąć prysznic. Nie lubił zasypiać przez przypadek, na przykład podczas filmu lub rozmowy, tak jak wczoraj. Następnego dnia był zmęczony, bo w nocy nie spał dobrze. Jednak nie miał tego za złe Harry’emu. On potrzebował głupich rozmów o niczym, zwyczajnej obecności Zayna. Dlatego dla Mulata to była czysta przyjemność, by wreszcie dać mu to czego potrzebował w tym momencie najbardziej. Ziewnął lekko i wstawił wodę na kawę. Nie wyobrażał sobie poranka bez kawy i papierosa, to byłby koszmar. W ciągu dnia nie pił przesadnie dużo, ale zdecydowanie dużo palił. Często Harry marudził mu, że jest to niezdrowe i śmierdzi, jednak Zayn nie brał tych uwag do siebie. Każdy ma swoje wady, jego było palenie.

Na pożegnanie ucałował Harry’ego w policzek i delikatnie potarmosił włosy. Nie chciał go budzić, więc po cichu wyszedł z domu. Wrzucając walizkę do bagażnika odpalił kolejnego papierosa. Usiadł za kierownicą i ruszył w stronę lotniska, bez specjalnego entuzjazmu. Lot miał o godzinie dziewiątej, na lotnisku stawił się więc już o ósmej. Harry w tym czasie smacznie spał. Tak przynajmniej myślał Zayn, więc cicha melodia jego telefonu lekko go zdziwiła.

‘Zayn, uważaj na siebie. Jedz, pij, nie świruj i pilnuj się. Nie rób głupot. Kocham cię xx P.S. przywieź mi whisky. Harry.’

Oczywiście, Zayn nie zamierza przywozić ze sobą alkoholu dla Stylesa. Przynajmniej nie miał takiej ochoty, jednak znając Harry’ego i słabość Zayna do niego, zapewne wróci z wcześniej wspomnianym trunkiem. Nawet jeśli nie lubi kiedy młodsze pije, on ma jednak już 19 lat i ma do tego prawo. W myślał przeklinał go za to. Dla niego zawsze będzie dzieckiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz