***
Po raz pierwszy czuł się wręcz odprężony. Nie przeszkadzało mu to, że właśnie leżał tuż obok mulata. Otworzył swoje oczy i spojrzał na profil mężczyzny. Mógłby tak leżeć cały dzień, ale dopiero teraz zorientował się co wyrwało go ze snu. Telefon leżący na półce obok kanapy nieustannie wygrywał melodie informującą go, że właśnie jakaś osoba stara się do niego dodzwonić. Wyswobodził się z objęć Zayna i zdając sobie sprawę z tego jak bardzo pragnął dotyku tego chłopaka zaczerwienił się, przecież byli tylko przyjaciółmi. Rozmyślałby nad tym dłużej, jednak telefon po chwili spokoju znów zaczął dzwonić. Złapał za aparat i przejechał palcem po ekranie przykładając telefon do ucha.
-Niall?! - blondyn nie zdążył odpowiedzieć, bo po drugiej stronie mężczyzna zaczął wypluwać słowa jak z armaty -Mam problem. Twój kolega, ten w lokach jest… Powiedzmy wstawiony i nie chce opuścić lokalu, a muszę zamknąć bar. Jest dziesiąta rano, nie wyrzucę go przecież na ulicę. Szkoda dzieciaka. - Niall przetarł wciąż jeszcze zaspane oczy i przytrafił swoja swojego przyjaciele.
-Tak w ogóle to też miło cię słyszeć. - uszczypliwy ton blondyna spowodował sapnięcie przyjaciela po drugiej stronie.
-To nie jest zabawne, nie wiem co mam z tym dzieciakiem zrobić. - w pierwszym odruchu Niall miał ochotę wzruszyć ramionami i kazać go wyrzucić tak po prostu, ale wiedział, że Harry był tak naprawdę dobrym człowiekiem, ale zaślepionym miłością do Tomlinsona, który go wykorzystywał. Westchnął po raz kolejny i spojrzał na swojego brata, który właśnie popijał aromatyczną kawę.
-Zaraz tam będę pilnuj, aby nigdzie nie poszedł. – westchnął i spojrzał na śpiącego Zayna.
-Nie ma szans on jest nie tylko pijany, ale i rozbity. - po tych słowach Olly rozłączył się, a blondyn delikatnie dotknął ramienia mulata, aby go obudzi.
-Niall po co go budzisz niech jeszcze śpi. Całą noc nie spał biedaczek. – Liam podał bratu kubek w którym znajdował się gorący i aromatyczny czarny napój.
-Muszę komuś pomóc. Mam nadzieje, że Zayn spełni moją prośbę i zawiezie mnie do „Czerwonej Róży”. - powoli przebudzający się Zayn spojrzał na Nialla i uśmiechnął się ciepło do niego. Blondyn podał mu kubek z kawą. Nie przeszkadzało im picie z jednego kubka w trójkę, stanowili teraz jeden zespół.
-Braciszku, a to ty czasem nie potrzebujesz pomocy? - Liam zmarszczył brwi patrząc na swojego młodszego braciszka.
-Uwierz mi, że nie jestem jedyny i jeśli teraz nie pomogę tej osobie nie wybaczę sobie tego do końca życia. - Liam skinął głową, a Zayn powoli wygrzebał się z koca wstając z kanapy.
-Zayn pomożesz mi w tej sprawie? – jego błękitne tęczówki spotkały się z intensywnie brązowym spojrzeniem
-Zawsze możesz na mnie liczy skrzacie. Będę gotowy za dziesięć minut. – poczochrał włosy Nialla śmiejąc się radośnie i przywitał z Liamem szerokim uśmiechem po czym zniknął w łazience. Czerwień na policzkach Irlandczyka wstąpiła bez żadnego ostrzeżenia, a w jeszcze większe zakłopotało wprowadził go jego własny brat donośnym śmiechem informując, że wszystko dokładnie widział, że dostrzegł reakcję ciała Nialla, na dotyk mulata. To było żenujące.
***
Spojrzał w stronę wejścia do baru, a jego dłoń zatrzymała się przy klamce, aby otworzyć drzwi jednak nie nacisnął jej, po prostu wpatrywał się przed siebie. Zbyt wiele wspomnień wiązało się z tym miejscem i jedne o czym marzył to cofnięcie czasu, ale tego nie dało się zrobić.
-Może wejdę tam z tobą? - po tych słowach wypowiedzianych przez Zayna odwrócił się w jego stronę i z delikatnym uśmiechem pokręcił przecząco głową. Musiał to załatwić sam. Po wzięciu głębszego uśmiechu nacisnął na klamkę i wyszedł z samochodu dziarskim krokiem kierując się w stronę masywnych, uchylonych drzwi. Przymknął oczy i po chwili był w środku. Nie myśleć to był najlepszy sposób na każdy problem, zawsze jest nadzieja, że rozwiąże się on sam, a kłody spod nóg znikną. Machnął w stronę Olly’ego siedzącego na barze, a ten głową wskazał mu stolik przy którym siedział Harry. Jeśli Niall miał do tej pory jakieś wątpliwości czy pomóc temu dzieciakowi, jego widok w tym barze rozwiał je natychmiast. Podszedł do niego wolnym krokiem i usiadł przy nim gładząc delikatnie jego ramię.
-Harry ostrzegałem cię. Tak strasznie mi przykro. – westchnął cicho, a gdy kędzierzawy chłopak uniósł głowę, a jego zielone oczy zaświeciły się łzami, blondyn po prostu go do siebie przyciągnął i przytulił. -Zawsze ci pomogę, bo wiem, że ty dla mnie też chciałeś dobrze. - Harry rozpłakał się przytulając mocniej do Nialla.
-Tak bardzo cię przepraszam ja nie wiedziałem, naprawdę, nie wiedziałem. Ja mu ufałem, wierzyłem w każde jego słowo. Ja go naprawdę kochałem. - Niall delikatnie gładził jego plecy starając się uspokoić młodszego chłopaka -Co ja pieprzę? On mnie uderzył, a ja wciąż go kocham. - Harry wytarł powoli swoje oczy, a Niall złapał go za rękę i pomógł mu wstać.
-Nie pozwalaj nikomu siebie tak traktować, tym bardziej bić. Harry jesteś wartościowym człowiekiem trochę cię znam i wiem że zasługujesz na kogoś lepszego niż Tomlinson. - blondyn pomógł mu powoli ruszyć w stronę drzwi żegnając się z Olly’m jedynie skinieniem głowy i poprowadził chłopaka do samochodu, przy którym czekał już Malik paląc papierosa. Gdy ujrzał niewielkiego Nialla starającego się utrzymać większego Harry’ego nie mógł się nie uśmiechnąć, ale natychmiast podszedł do niego i pomógł mu wsadzić chłopaka do samochodu.
-Kto to jest? - Malik spojrzał na Nialla zanim ruszył we wskazany adres. Blondyn spojrzał na leżącego z tyłu chłopaka po czym przeniósł wzrok na Zayna .
-Ktoś kto strasznie chciał mi pomóc. Ktoś kto ufał bezgranicznie i został okropnie skrzywdzony. - Niall spojrzał w okno i nie odezwał się już do końca drogi, aż pod blok w którym mieszkał Styles. Zayn chciał pomóc przyjacielowi wprowadzić chłopaka do środka, ale Niall zaparł się, że zrobi to sam. Po kilku minutach Harry leżał na swoim łóżku, a Horan zdjął z niego odzienie wierzchnie i buty.
-Przepraszam cię Niall. Wiem, że mnie nienawidzisz, ja sam siebie nienawidzę jestem ohydną głupią kreaturą. - blondyn usiadł na łóżku obok niego i przejechał delikatnie palcami po jego lokach mierzwiąc je.
-Harry nie bredź. Nie mam ci tego za złe. Ty też nie możesz mieć. Będzie dobrze. Prześpij się trochę, a później zakończ rozdział o nazwie Tomlinson i bądź w końcu szczęśliwy dzieciaku. - uśmiechnął się i wstał -Musze lecieć. Trzymaj się.
-Dziękuje Niall. - Harry przewrócił się na bok i zasnął, a Niall wrócił do Zayna. Wsiadł do samochodu i zamknął oczy. Mulat o nic nie pytał po prostu ruszył w stronę mieszkania Irlandczyka gdzie czekał na nich Liam, a Niall miał nadzieje, ze żaden z ochroniarzy Tomlinsona go nie wiedział.
***
Louis właśnie przekartkowywał kolejny klaser z dokumentami, kiedy Preston wszedł do środka.
-Szefie. Pan Malik do pana. - mężczyzna miał kamienną twarz i tak naprawdę nie wiadomo gdzie patrzył, bo miał na nosie przeciwsłoneczne okulary.
-W takim razie zaproś go do środka. - szatyn uśmiechnął się delikatnie po czym zamknął z trzaskiem klaser, który następnie ułożył na biurku. Usiadł na krześle i uśmiechnął się delikatnie jednak wrednie patrząc na mulata, który wszedł do pomieszczenia. -Co pana do mnie sprowadza?
-Chcę porozmawiać o Niallu, to znaczy o tej dziwce, do której przychodzę. - brązowe tęczówki wpatrywały się w Tomlinsona nawet wtedy gdy chłopak siadał na krześle.
-Czy coś z nim nie tak? - szatyn uniósł brew ku górze wpatrując się w chłopaka.
-No właśnie trochę mi się znudziło. - czarnowłosy chłopak założył ręce na klatce piersiowej wpatrując się w swojego rozmówcę.
-Ah, czyli chce pan kogoś innego? - niebieskooki uśmiechnął się prawie niewidocznie po czym sięgnął po długopis, którym zaczął się bawić.
-Nie. Znudziło mi się to, że jestem sam. - Malik utrzymywał cały czas kontakt wzrokowy z Louisem, który zmarszczył brwi.
-Co to znaczy? - szatyn wpatrywał się niezrozumiale w chłopaka.
-To znaczy, że chcę żeby razem ze mną odwiedzał go mój kolega. - mulat zagryzł dolną wargę uśmiechając się bezczelnie.
-Co? Chyba panu się coś pomieszało. - Louis patrzył na niego z rozszerzonymi oczami kręcąc głową.
-Niby dlaczego? Klient płaci, klient wymaga. - Zayn uśmiechnął się do niego uroczo przejeżdżając językiem po wardze, którą następnie zagryzł.
-Szef ma reguły, szef się nie zgadza. - niebieskooki uśmiechnął się sztucznie kładąc ręce na biurku.
-Niech mnie pan wysłucha. - czarnowłosy spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się czarująco.
-Nie. Nie ma mowy. - niebieskooki spojrzał na niego odrzucając długopis. -To by wykończyło mojego pracownika, a nie na tym rzecz polega.
-Martwi się pan o takiego kogoś? - mulat uniósł brew ku górze, śmiejąc się cicho pod nosem.
-Jakby pan nie wiedział, daje mi największe zyski. - Tomlinson uśmiechnął się szeroko jednakże sztucznie wpatrując się w oczy Malika.
-A’propos zysków. - brązowooki uśmiechnął się cwaniacko -Płacę podwójnie za siebie i kumpla. - oczy Louisa rozszerzyły się po raz kolejny ze zdziwienia. Jeszcze żaden klient, nigdy mu czegoś takiego nie zaproponował. I tak dość dużo płacili, a ten chce dać mu podwójne stawki? Ale idiota.
-Hm.. Pomyślę nad tym. - szatyn uśmiechnął się delikatnie patrząc przez cały czas na chłopaka.
-Mogę przyjść z nim już na dzisiejszą wizytę? Płacę z góry. - chłopak uśmiechnął się szeroko wystawiając przy tym swoje śnieżnobiałe zęby.
-No dobrze, ale potrzebuję imię i nazwisko tego całego kumpla. - Tomlinson wyciągnął jakiś formularz z szufladki po czym położył go przed Malikiem, który od razu zaczął wszystko wypełniać. Gdy skończył wyciągnął z kieszeni pliczek z pieniędzmi, który położył na biurku.
-Życzę miłej zabawy. - Louis uśmiechnął się delikatnie na pożegnanie chłopaka, który właśnie wyszedł z jego gabinetu. -Idiota, tyle kasy za takie gówno. - włożył pieniądze do sejfu, który był w drugim pomieszczeniu i podszedł do okna wpatrując się w mulata, który wsiadł do swojego auta odjeżdżając z piskiem opon.
***
Gdy miał chwilę wytchnienia i myślał, że może jakoś odetchnie od tej całej bieganiny oczywiście ktoś musiał zakłócić jego spokój.
-Nie uwierzy szef, czego się właśnie dowiedziałem, co nie. Newsy po prostu z pierwszych stron gazet! - do gabinetu wszedł oczywiście nie kto inny jak Nick.
-Czego chcesz? - niebieskooki spojrzał na mężczyznę, który wyglądał jak rasowa dziwka. No tak, on był rasową dziwką.
-Nie wiem czy to na szefa nerwy. - Grimmy uśmiechnął się do niego uroczo lubieżnie przejeżdżając językiem po swoich wargach.
-Ja pierdole. Grimshaw, albo mówisz albo znikaj mi z oczu. Nie mam ochoty na babskie pogaduszki. - szatyn skrzywił się lekko wzdychając cicho.
-No już, już. Niech się szef opanuje z tych emocji. - mężczyzna wywrócił oczami i usiadł na krześle wpatrując się w Tomlinsona.
-Kiedyś mnie kurwa szlag jasny trafi i to będzie twoja wina. - Louis pokręcił głową po czym zajął miejsce przy swoim biurku, na swoim krzesełku. -Słucham.
-Pewien chłopczyk chce szefa, że tak powiem wykręcić, przekręcić… wychujać, co nie. - Nick mlasnął ustami zniesmaczony swoimi słowami.
-Mnie? To niemożliwe. Niby kto jest takim samobójcą? - szatyn uśmiechnął się delikatnie wpatrując się w swego rozmówcę.
-Zna go pan. - Grimmy uśmiechnął się szeroko szczerząc przy tym zęby.
-Przypierdolę ci jak mi zaraz nie powiesz. I dobrze wiesz, że nie żartuję. - Tomlinson warknął na mężczyznę, który od razu uniósł ręce w geście obronnym.
-Horan! - Nick spojrzał na szatyna, który miał teraz nienaturalnie wielkie oczy ze zdziwienia.
-Ten Horan? - niebieskooki wpatrywał się w Nicka nie dowierzając w jego słowa.
-Nie. Inny. Ten z ulicy Sezamkowej! - Grimmy wywrócił oczami wzdychając ciężko -No jasne, że ten. Już kiedy mówiłem, że jest fałszywym gnojem. Hm, a do tego w całej tej maskaradzie ma pomocników.
-Kogo? Mów natychmiast! - Louis wywiercał wręcz dziurę w mężczyźnie swym wzrokiem.
-Ten cały Malik i jego kumpel. - Nick uśmiechnął się cwaniacko rozsiadając się na krześle.
-Możesz już wyjść jeżeli nic więcej nie masz do gadania. Szybciej! - Tomlinson wrzasnął wściekły na mężczyznę, który wywracając oczami wyszedł z jego gabinetu. Widzieliście kiedyś wkurwionego byka na rodeo? To Louis właśnie teraz mniej więcej tak wyglądał. To czego się dowiedział po prostu go wkurwiło tak mocno, że nie wiedział co ma zrobić.
-Preston! - szatyn wydarł się i po kilku sekundach w jego gabinecie stał już mężczyzna.
-Tak szefie? Coś się stało? - ciemnoskóry czekał na rozkazy swego szefa.
-Przyprowadź tu Horana. Natychmiast i nie pozwól by on albo jego znajomi opuścili Symfonię. - Lou wpatrywał się w mężczyznę, który po chwili zniknął mówiąc krótkie „tak jest!”. O nie, tak się nie będą bawić z Tomlinsonem. Z nim się po prostu nie zadziera. Louis podszedł do swojego biurka po czym sięgnął do szuflady i wyciągnął z niej broń. Załadował ją i trzymał przez cały czas w dłoni. Już wiedział jak się policzy z tą pierdoloną suką i jego równie popierdolonymi koleżkami. Teraz tylko czekał niecierpliwie aż się zjawią, przywita ich niespodzianka.
***
Harry przez cały czas bił się ze swoimi myślami. Jego mózg mówił inaczej i serce inaczej. Trochę go to denerwowało, że nie mógł przez to egzystować normalnie. Ale wreszcie postanowił. Kończy z Tomlinsonem na zawsze. Wiedział, że to nie ma sensu. On i tak nigdy w życiu by go nie pokochał. Loczek wiedział, że jego serce właśnie łamie się na pół, gdyż go ciągle kochał i zawsze będzie. Wypowiedzenie trzymał w trzęsącej ręce, a w drugiej trzymał klucze. Wyszedł z domu zamykając go po czym wyszedł powolnym krokiem z budynku. Wsiadł do taksówki i podał kierowcy adres. Jego droga trwała niesamowicie długo, a przynajmniej tak mu się wydawało. Ciężko mu było, gdyż właśnie zamykał jakiś tam rozdział swojego życia, a wiadomo, że to nigdy nie jest łatwe. Wysiadł na miejscu i skierował się w stronę drzwi, którymi po chwili wszedł. Wiedział, że nie będzie Louisa, gdyż o tej godzinie zawsze siedział w Symfonii i pilnował porządku. Musiał zabrać swoje rzeczy tak by o tym nie wiedział. Miał nadzieje, że już nigdy więcej go nie ujrzy, ale wiedział, że nie ma wyjścia. Chciał złożyć wypowiedzenie osobiście, zresztą i tak by musiał się tam przywlec żeby machnąć kilka podpisików. Zabrał swoje rzeczy do torby po czym poszedł do salonu. Spojrzał na zdjęcie i westchnął ciężko. Nie mógł na nie patrzeć mimo że tak bardzo je lubił. Wziął ramkę do ręki po czym odłożył ją na miejsce tyle, że tak iż zdjęcie było zwrócone do strony komody. Rozejrzał się po raz ostatni po mieszkaniu i przygryzając wargę wyszedł z niego. Wsiadł do taksówki jadąc do miejsca swojej pracy by złożyć wypowiedzenie, było mu obojętne czy Tomlinson go zabije czy nie. Harry i tak był już pozbawiony jakichkolwiek uczuć, skoro Lou zabił jego uczucia, równie dobrze może zabić jego. Jemu było to już obojętne.
***
-I co wy naprawdę wierzycie, że to się uda? że Tomlinson uwierzy w chęć wykupienia mnie przez Zayna i że nie sprawdzi walizki do końca? - Niall wpatrywał się w swoich towarzyszy siedzących na łóżku. Oboje wzruszyli ramionami i przytaknęli głową.
-To musi się udać Niall. - Zayn wstał i przytulił go do siebie. Chciał jeszcze coś dodać, ale wtedy usłyszeli pukanie do drzwi. Horan szybko zrzucił koszulkę i to samo kazał uczynić chłopcom. Podszedł do drzwi i uchylił je spoglądając na prywatnego ochroniarza Tomlinsona.
-Mam nadzieje, że nie przeszkodziłem, ale pan Tomlinson prosi pana w trybie natychmiastowym. - obejrzał chłopaka od góry do dołu i odsunął się kawałek -Proszę się ubrać. Ja poczekam. - Niall zamknął drzwi i obrócił się w stronę swoich przyjaciół przełykając ślinę.
-Louis mnie wzywa i coś czuje, że to nie znaczy nic dobrego. - założył na siebie koszulkę i wziął głębszy oddech odwracając się w stronę drzwi.
-Niall. - blondyn odwrócił się i spojrzał na Zayna stojącego tuż przed nim. Mulat położył dłonie na policzkach chłopaka i spojrzał głęboko w jego oczy kciukiem delikatnie gładząc miejsce gdzie znajdowały się kości policzkowe -My tu jesteśmy, nie damy zrobić ci krzywdy. - pocałował go delikatnie w czoło. -Idź już bo narobisz sobie dopiero kłopotów. - uśmiechnął się delikatnie w jego stronę co niewątpliwie dodało otuchy blondynowi, którego nogi stały się jak z waty ale z innego powodu. Obiecał sobie, że jak tylko wróci cało z tej rozmowy, jeśli tylko uda mu się wyrwać z tego miejsca powie Zaynowi. Wszystko mu powie. spojrzał na goryla Tomlinsona i ruszył za nim. Znów to zrobił, znów się wyłączył. Myślał tylko o brązowych tęczówkach Malika i ciepłych ramionach brata. O bezpieczeństwie pragnął tego jak niczego innego. Przystanęli przed drzwiami dobrze znanymi chłopakowi, a ochroniarz otworzył je zerkając do środka.
-Pan Horan już jest - otworzył szerzej drzwi, a oczom Nialla ukazał się Tomlinson. Mimo, że siedział widać było jak drgają mu ręce. Był zły co nie wróżyło nic dobrego.
-Niech wejdzie. Zostaw nas samych Preston. - ostry ton jego głosu przeszył Nialla, a jednocześnie sprawił, że nie mógł się ruszyć. Ochroniarz wręcz wepchnął go do środka zamykając drzwi. Pozostawił go w pułapce. Widok zbliżającego się Louisa z zaciętym wyrazem twarzy przestraszył się, chciał uciec złapał za klamkę i poczuł mocne szarpnięcie do tyłu przez co upadł na ziemie.
-A pan dokąd się wybiera panie Horan? Mamy do pogadania. - odłożył broń na biurko po czym zaczął powoli podwijać rękawki swojej koszuli, a Niall cofał się wciąż znajdując się na ziemi w najdalszy kąt pomieszczenia -I to poważnie panie Horan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz