Rozdział 5
Louis kolejny raz był ciągnięty przez Zayna. Przechodził obok nieznanych twarzy, gdy zmierzali w stronę sekcji biznesu w bibliotece. Stało się to zbyt szybko, nawet zanim był w stanie zaprotestować bądź strzelić Harry’ego w twarz za sprawienie, że mówił mu te wszystkie rzeczy, nie mając pojęcia o tym, że Zayn był tutaj, przysłuchując się ich konwersacji. Zauważył, że jego przyjaciel uśmiechał się od ucha do ucha, gdy opuszczał pomieszczenie. Pomyślał, że była to słodka zemsta Harry’ego za odrzucenie jego propozycji. Jako kolejny znalazł się na liście osób, które zapłacą mu za ponowne wprowadzenie go w kłopoty z Zaynem.
- Gdzie do cholery idziemy? - Louis szarpał się, próbując uciec od niego, ale po kilku nieudanych próbach zdecydował, że pójdzie razem z nim.
- W miejsce, gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. - Zayn spojrzał na niego, uśmiechając się, gdy ścisnął jego rękę. Doprowadził Louisa do tego, że ten stracił całe swoje opanowanie.
Zayn zatrzymał się przed otwartym pomieszczeniem z napisem, który głosił „Archiwum: sortowanie w toku. Jedynie dla personelu”. Louis spojrzał na niego, niemal błagając go, by nie zrobił kolejnego kroku, ale podobnie jak przypuszczał, Zayn wciągnął go do środka.
- Jeśli ktoś nas tu nakryje, będę skończony! Przecież wiesz, że jestem Przewodniczącym Rady Studentów i…
- Wiem, wiem. Po prostu zachowuj się cicho i nie zostaniemy przyłapani, okej? Jezu. Jesteś taką tchórzliwą panienką, Lou-Lou.- Zayn wydał z siebie cichy chichot, gdy pchnął drzwi za sobą i zamknął je, nie spuszczając wzroku z Louisa.
Louis zadrżał, pamiętając, że ich pierwsze spotkanie było dokładnie takie jak to i nie chciał mimo wszystko, żeby się tak skończyło.
Zayn zrobił krok w jego kierunku i poprosił go, by usiadł na podłodze, ponieważ nie było w pobliżu żadnego krzesła bądź stołu. Było to po prostu pomieszczenie pełne porozrzucanych książek oraz pudełek z katalogami i papierami.
Louis zaczął denerwować się, gdy zobaczył Zayna, siedzącego przed nim, wygodnie opierającego prawy łokieć na swoim kolanie.
- Tutaj. - Zayn stuknął w miejsce, które znajdowało się zaledwie cal od jego ciała. Jeśli siedziałby tam, byłby w pozycji między nogami Zayna, niezdolny ruszyć się lub uciec, gdyby ponownie planował coś daleko idącego.
Odsunął się od niego, jednak Zaynowi wydawało się to nie podobać. Pociągnął Louisa na podłogę, który skończył w pozycji, w której nie chciał się znajdować.
- Więc, o czym chciałeś porozmawiać? - Chłopak przysunął się bliżej, patrząc głęboko w jego oczy i uśmiechając się do niego ciepło.
Louis czuł się nieswojo, dostrzegając, iż to jest pierwszy raz, kiedy będą prowadzić przyzwoitą rozmowę bez zaczepiania i całowania całego jego ciała. Niestety, nie był na to gotowy i jego umysł znowu był kompletnie niesprawny.
- Myślałem o tym… Jak się czułeś przez ostatnie trzy lata? - Louis miał ochotę uderzyć samego siebie, przez absurd własnych słów. To nie było to, o co chciał go zapytać. Chciał wiedzieć co Zayn stara się zrobić, będąc znów tutaj.
- Nie jesteś do końca pewny swojego pytania, huh? - Zayn zachichotał, opierając głowę na swoim prawym ramieniu, gdy zaczął mówić. - Szczerze? Byłem smutny i zły, gdy mnie zostawiłeś, Lou.
Poczuł ból w piersi, gdy usłyszał głos Zayna. Był inny. Był głęboki i w pewien sposób sprawił, że czuł się winny. „Jakim cudem dał radę wypowiedzieć te słowa tak łatwo? Tak jakby cały czas było to w jego umyśle, wiedząc, co odpowiedzieć na każde pytanie jakie mu zadam. To nie fair” myślał. Czuł ciężar spojrzenia Zayna na sobie, obserwującego każdy jego ruch i każdą ekspresję.
- Nie wiem, co zrobiłem aż tak złego tobie, by opuścić mnie w taki sposób. Nie miałem pojęcia, jak cię odnaleźć i jak myśleć o tym, że uciąłeś ze mną kontakt. Doprowadziło mnie to do szaleństwa.
Louis nie zdawał sobie sprawy, że Zayn spoczywał już na jego ramionach, oddychając w jego nagi kark i pozwalając każdemu słowu zatopić się w jego skórze.
- Przestań… - Louis mruknął, zaciskając pięść na swoim kolanie. Nie był zdolny odsunąć się, a ta bliskość była czymś, do czego nigdy, przenigdy nie przyzwyczaiłby się.
- Wtedy przemyślałem wszystko. Pojąłem dlaczego uciekłeś i to doprowadziło mnie wystarczając do depresji, by gonić za tobą. - Ręka Zayna spokojnie sunęła po jego plecach, przyciągając go bliżej do siebie. - By znaleźć cię.
Louis wzdrygnął się, gdy Zayn przycisnął swoje usta do jego szyi, całując i ssąc ją stopniowo.
- Zayn. Czy możesz… przestań to robić… - Louis próbował odwrócić swoją twarz od Zayna, ale ręka bad boy’a z Bradford zatrzymała ją, przechylając, by dać sobie większy dostęp do jego szyi.
- Dlaczego powinienem to zrobić? Nie masz zielonego pojęcia, jak strasznie cię pragnę, Lou. Ja bardzo brakowało mi ciebie. - Zayn docisnął swoje wargi do jego ucha, szepcząc słowa, które sprawiły, które sparaliżowały go. - Doprowadzasz mnie do szaleństwa.
Zanim Louis mógł wymyślić odpowiedź na wypowiedź Zayna, ich usta złączyły się. Mulat złapał za jego policzki i brutalnie podbijał każdy centymetr jego ust, przygryzając i skubiąc jego wargi, jak gdyby próbował je rozerwać. Oddali się przyjemności jaką dostarczały im przeplatające się ich języki. Ich ciała poruszały się w rytmicznym tempie, napełniając ich przyjemnością po przez wzajemne poznawanie swoich ust.
- Powiedz, Lou. Jak się czułeś, gdy nie byłem w pobliżu? Jakie to uczucie żyć beze mnie?
Serce Louisa biło szybko. Nie był jeszcze gotowy, by powiedzieć mu jak naprawdę się czuł, gdy odszedł. Nie mógł tak po prostu do wszystkiego się przyznać temu chłopakowi.
- Oczywiście było w porządku.
- Naprawdę? Nigdy nie myślałeś o mnie, choćby przez jeden dzień? - Zayn drażnił się z nim, przybliżając się do niego, ale Louis chciał trzymać się swojej odpowiedzi, nie chciał ugiąć się i powiedzieć tego, co ten człowiek chciał usłyszeć.
- Nigdy. Nawet w twoich snach.
- Naprawdę, robisz to trudniejsze dla nas obu, Lou-Lou. - Razem z tym, Zayn puścił jego talię, gdy zaczął odpinać swój pasek. - Sprawiasz, że chcę posunąć się coraz dalej, czyż nie?
- Co ty, kurwa, robisz?! - Louis gapił się w szoku, jak chłopak ściągał przed nim spodnie. - To się nie stanie w tym miejscu, przysięgam…
- A co zrobisz? - Louis czuł się oniemiały przez obraz, który znajdował się przed nim. Zayn opierał się o ścianę, a jego dłoń gładziła swojego własnego penisa, patrząc głęboko w jego oczy. - Chcę ci pokazać, co ze mną robisz.
- Pierdolisz?! Masz zamiar robić sobie dobrze przy mnie, ty idioto?! Czy to jedyna rzecz, o której jesteś w stanie myśleć? - Louis został sparaliżowany. Wzmacniało się w nim niepokojące uczucie. Było to niebywałe i chciał odwrócić wzrok, ale bez skutku.
- To jest to, co się dzieje gdy jestem z tobą, Lou. To jak słyszę twój głos, zapach twoich perfum, jak smakują twoje usta, sposób, w jaki twoje ciało się porusza i twoja ekspresja, gdy jesteś ze mną. - Zayn sapał, gdy przyśpieszył ruchy ręką. - Po prostu nie potrafię siebie kontrolować.
Louis zmagał się by odwrócić wzrok, ale głos Zayn rozbrzmiewający w jego uszach, pobudził go także. Mógł poczuć, że całe jego ciało pragnie i pożąda dotyku jego rąk. Kiedy spojrzał z powrotem, Zayn złapał jego ręce i pozwolił uchwycić im swojego penisa. - Co do…
- Obciągnij mi, Lou-Lou.
- J-ja nie potrafię… - Louis czuł jakby jego ciało miało zaraz wybuchnąć, gdy dotknął całej twardej długości Zayna. Ciepło i uczucie tego sprawiało, że całe jego ciało zadrżało.
- Oczywiście, że potrafisz. Sprawmy, że oboje będziemy czuć się dobrze, co ty na to?
Zayn zaczął odpinać pasek Lou, łatwo ściągając jego spodnie razem z bokserkami i ujawniając jego erekcję.
- Cholera, Zayn. Co ty próbujesz – AH! - Poczuł, jak Mulat chwycił za całą jego długość. - Nie mogę tego zrobić… - Louis puścił penisa Zayna, gryząc swój język w kompletnym pohamowaniu, by nie wydać z siebie niepotrzebnych dźwięków.
- To takie niesprawiedliwe, Lou. - Zayn szarpnął za jego talię, sprawiając, że ich miednice pocierały się wzajemnie, gdy Mulat rozkraczył się. - W takim razie poczujmy siebie nawzajem.
Oboje jęknęli w tym samym czasie, gdy ich miednice otarły się wzajemnie.
- Nienawidzę cię, Zayn. Kurwa, nienawidzę cię… - Louis jęknął, gdy ugryzł jego plecy, nie będąc w stanie pojąć, jak do cholery, powinien stłumić te uczucia.
- Co ty na to, byś spróbował być bardziej szczerym? - Palce Zayna znajdowały się teraz na jego pośladkach, pocierając jego czułe miejsce. - Twoje ciało mówi i coś zupełnie innego, niż ty.
- Zakmnijsięzamnknijsięzamknij-KURWA! - Louis wygiął się w łuk, gdy Zayn wepchnął swoje palce w niego, naciskając część, która sprawiła, że nie był zdolny pohamować swoich odgłosów. Nie mógł już dłużej kontrolować swojego ciała, gdy wepchnął palce chłopaka głębiej. Nie był w stanie pojąć połączenia całej tej przyjemności, której doświadczał w tym momencie: ich erekcje trącały się i Zayn pieprzył go sowimi palcami, co sprawiało, że mógł dojść w każdej minucie. - ZAYN!
- Nie masz pojęcia, co to ze mną robi, gdy wykrzykujesz moje imię w ten sposób. - Zayn jęknął, wyciągając swoje palce, gdy podniósł biodra Louisa i umieszczając swojego penisa przy jego wejściu. - Skończmy to.
Louis niemal krzyczał, przez sposób w jaki Zayn wszedł w niego i poruszał się w nim coraz szybciej.
- Nie będziesz tego robić, za każdym pieprzonym razem – AH!
- Oczywiście. - Zayn uśmiechnął się do niego, chwytając jego biodra ciaśniej, gdy wykonywał coraz to szybsze i mocniejsze pchnięcia.
- Zawsze. Kurewsko. Mój. - Zayn podkreślił jego trzy ostatnie pchnięcia, gdy doszedł w Louisie, sprawiając, że chłopak z Doncaster także doszedł.
Osunęli się na podłogę. Louis skulił się, gdy łapał oddech, zamykając oczy przez uznanie swojej kolejnej przegranej z Zaynem. Czuł ręce Mulata na swojej talii, gdy ten przykrył dolne części jego ciała swoją kurtką, na końcu przytulając go.
- Zawsze byłeś mój, Lou. Pamiętaj o tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz