środa, 8 stycznia 2014

12

***

-Przykro mi, ale nic więcej dla pana nie mogę zrobić. - blondynka uśmiechnęła się miło do kędzierzawego chłopaka.


-W takim razie dziękuję. - zielonooki uśmiechnął się do niej promiennie po czym odszedł od okienka z kilkoma kopertami i plikami dokumentów. Teraz musiał to wszystko przejrzeć i dowiedzieć się prawdy o Tomlinsonie. Wyszedł z budynku i ujrzał czarną limuzynę, jego serce przyspieszyło, oddech uwiązł w gardle, a jego mózg przestał chwilowo pracować. Po chwili z samochodu wyszedł jakiś mężczyzna, którego Harry nigdy wcześniej nie widział. Kamień spadł mu z serca, bo przez chwilę myślał, że padnie trupem jeśli okaże się, że to limuzyna Louisa. Chłopak wziął głęboki wdech po czym wszedł na chodnik mieszając się w tłumie. Co chwila spotykał się tylko z lubieżnymi uśmieszkami jakichś dziewczyn. Szkoda, że ich wysiłek idzie na marne, bo przecież Harry woli kutasy. Po krótkiej chwili Styles zmęczony spojrzeniami kobiet i różnymi ich zaczepkami wsiadł do pierwszej lepszej taksówki i wskazał kierowcy adres. Po przeszło dziesięciu minutach był już w domu. Sam się dziwił, że tak szybko udało mu się dotrzeć do celu. Właśnie rozsiadał się na kanapie gdy usłyszał pukanie do drzwi. Myślał, że szlag go trafi, albo gorzej, Tomlinsona goryle go śledzili i powiedzieli wszystko swemu szefowi. Podszedł do drzwi i je otworzył. Jego oczom ukazała się drobna brunetka z czekoladowymi oczami, która była jego sąsiadką.

-Coś się stało? - kędzierzawy chłopak uśmiechnął się do koleżanki opierając się ramieniem o framugę drzwi.

-Właściwie to chciałam tylko pożyczyć jajka, gdyż piekę tort dla Letici i mi zabrakło, a do…

-Dobrze, już ci daję. - zielonooki uśmiechnął się szeroko i skierował się do kuchni po czym wyciągnął całą wytłaczankę z dziesięcioma jajkami i przekazał je dziewczynie.

-Dziękuję ci bardzo. Ratujesz mi dupę. - dziewczyna delikatnie ucałowała jego policzek po czym odwróciła się na pięcie i weszła do windy machając jeszcze na pożegnanie. Harry zamknął drzwi i skierował się do salonu, gdzie czekało na niego mnóstwo dokumentów do przejrzenia. Po około dwóch godzinach bezowocnych przeszukiwań doszukał się czegoś ważnego. W zasadzie miał nadzieje, że nie znajdzie tu nic i praktycznie był już pewien, że Niall oczerniał Louisa bezpodstawnie, ale dowód, który właśnie przed nim leżał był namacalny. Był to już drugi powód do tego by wierzyć Horanowi. Harry jeszcze raz wszystko przekalkulował i wszystko wychodziło mu dokładnie tak samo. Był zdruzgotany, nie mógł pojąć tego, że Lou może go okłamywać. Ale nie ma co na razie dramatyzować. Może da się jakoś wytłumaczy to, że regularnie, miesiąc w miesiąc przesyła na jakieś prywatne konto dziesięć tysięcy. Może to jakaś rodzina, koleżanka albo… kolega. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Spojrzał na zegarek i westchnął ciężko. Za kilka godzin zaczyna pracę więc pewnie spotka się z Tomlinsonem, a raczej nie ma innego wyjścia. Harry jednak wiedział, że musi się jakoś uspokoić, więc postanowił, że odwiedzi swój ulubiony bar. Tylko alkohol mógł mu pomóc się odprężyć. Wstał więc z podłogi i wziął wszystkie papiery do ręki by je włożyć do szafki. Wziął ze sobą jedną kartkę, na której były wszystkie te przelewy. Złożył ją w kostkę i wsunął do kieszeni spodni. Zarzucił na siebie swoją skórzaną kurtkę po czym wyszedł z mieszkania zamykając drzwi na klucz. Nie czekał na windę, po prostu zbiegł po schodach i wyszedł na zewnątrz budynku by od razu wsiąść do taksówki. To była jedyna zaleta mieszkania tutaj. Było pełno taksówek i nigdy nie musiałeś się martwić o to czy jakaś będzie. Po jakichś czterdziestu minutach był na miejscu. Teraz akurat był taki czas, że korki były niesamowite. Harry wszedł do budynku i rozejrzał się po sali. Ten bar chyba nigdy nie był pusty, zawsze tu ktoś siedział. Nawet jakby to miała być jedna osoba. Styles usiadł przy barze i uśmiechnął się do Olly’ego któremu tylko skinął głową. Wszyscy tutaj doskonale wiedzieli co Harry pije więc nigdy specjalnie nie musiał się wysilać. Po chwili przed nim wylądowała szklanka z whisky i lodem. Uniósł delikatnie naczynie ku swoim ustom i przechylił je tak by wlać sobie trunek do gardła. Uwielbiał ten moment kiedy gardło go paliło, a on pragnął więcej i więcej. Wypił wszystko do dna po czym zamówił znów to samo i równie szybko się tego pozbył. Spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę szesnastą. Zielonooki westchnął ciężko po czym wyciągnął z kieszeni dwadzieścia funtów i położył banknot na ladzie. Wstał ze stołka i skierował się ku wyjściu. Otwarł drzwi, a zimne powietrze uderzyło w jego twarz. Przymrużył oczy i idąc poczuł jak kogoś szturchnął w ramię.

-Przepraszam. - spojrzał na osobę, która „dostała” od niego z ramienia. -Hej. Miło znów Cię widzieć. - Harry uśmiechnął się delikatnie do osoby stojącej przed nim.

***

Liam nie miał pojęcia co zrobić ze sobą. Gdzie szukać Nialla? Westchnął cicho i wypił kolejną szklankę whisky i głowiąc się jak rozwiązać ten problem. Spytał barmana jeszcze o jakiś dobry hotel i udał się do niego. Nie było sensu rozmyślać nad tym gdzie aktualnie przebywał jego brat. Zameldował się, odebrał klucz i udał do pokoju gdzie od razu położył się na łóżku zasypiając. Cała podróż nieźle go wymęczyła. Nie minęło jednak zbyt wiele czasu, a obudził się ożywiony myślą, która zaświtała w jego głowie. Podniósł się na równe nogi i ruszył znów w kierunku baru, gdzie uprzednio pracował Niall. Przecież ten barman mógł wiedzieć gdzie aktualnie znajduje się młody. Minął recepcje i żwawym krokiem ruszył przed siebie. Jego nogi same wręcz niosły go do obranego celu, a myśli czepił się wręcz jak koła ratunkowego. Ostatnie kilka metrów biegł dopadając drzwi i wchodząc do korytarza na końcu którego znajdowała się sala. Już miał przekroczyć próg gdy poczuł uderzenie w ramię i odwrócił się powoli w stronę głosu.

-Przepraszam. -chłopak o czekoladowych lokach uśmiechnął się delikatnie - Hej. Miło znów Cię widzieć. - zrobił krok w jego stronę wyciągając rękę. Liam przez chwilę musiał skupić się na twarzy chłopaka i zdał sobie sprawę, że kilka godzin temu pytał go o drogę.

-Hej w sumie nie spodziewałem się, że znów cię spotkam. - uścisnąłem jego dłoń i uśmiechnąłem się ciepło. -Liam

-Mi również miło Liamie. Jestem Harry i cieszę się, że ci pomogłem znaleźć to czego szukałeś. - był ogromnie z siebie zadowolony i o dziwo pomimo wyraźnie wyczuwanego alkoholu mówił sensownie i konkretnie.

-Nie do końca. Miałem nadzieje znaleźć tu brata, ale niestety już tu nie pracuje. - chłopak wzruszył ramionami i oparł się o ścianę. Tak naprawdę po raz pierwszy rozmawiał o tym z kimkolwiek, nawet rodzice nie wiedzieli gdzie się wybiera. Spuścił głowę obserwując czubki swoich butów i podniósł ją dopiero czując dłoń Harry’ego na swoim ramieniu.

-Czy twój brat ma blond farbowane włosy i okropnie piękne niebieskie oczy? - w oczach Liama pojawiła się iskierka nadziei, przecież niewielu chłopców wyglądało tak jak jego brat, robił to przecież specjalnie po to aby się wyróżniać, lubił być inny niż wszyscy.

-Wiesz gdzie jest Niall? Harry błagam ja wiem, że to dziwnie wygląda, że nie wiem gdzie on mieszka, gdzie pracuje, ale on pragnął samodzielności, a wiem że teraz potrzebuje pomocy błagam powiedź mi gdzie on jest. - dłonie Liama zacisnęły się na płaszczu Harry’ego i wpatrywał się w zieleń jego oczu, które z każdą chwilą wyglądały jakby gasły, jakby coś sprawiało mu przykrość.

-Pomogę ci nie musisz mnie o to błagać. Chodź. - Liam zwolnił uścisk i ruszył za kędzierzawym chłopcem, któremu jednak chodzenie prosto sprawiało mały problem, ale oby to nie przeszkadzało. Harry czuł się dzięki temu lepiej, nie zapomniał, ale utopił kilka smutków. Natomiast Liam miał poznać miejsce pracy swojego brata. Co jakiś czas wymieniali między sobą uwagi, jednak Liam wciąż nie dowiedział się w jakim charakterze Niall tam pracuje, a nie mógł tego wyciągnąć od kędzierzawego chłopaka. Zatrzymali się przed piękną wielką willą, do której co chwilkę ktoś wchodził bądź wychodził. Kręciło się tam wielu bardzo młodych chłopców, oraz mnóstwo podstarzałych mężczyzn. Liam nie mógł rozgryźć co takiego mogłoby się tutaj znajdować. Odwrócił się do swojego towarzysza wpatrującego się w budynek z lekkim obrzydzeniem. Dopiero po chwili Harry odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął delikatnie.

-Teraz na pewno go nie złapiesz. Niall zaczyna pracę koło osiemnastej a kończy rano czwarta czy piąta. Przyjdź rano. Ja muszę już lecieć na mnie czas. Trzymaj się Liam i pomóż mu jak najszybciej. - zielone oczy znów skrywały w sobie mnóstwo bólu. Pożegnali się i każdy ruszył w swoją stronę. Harry mający swoje problemy, których z każdą chwilą było coraz więcej i Liam mający głowę pełną dziwnych myśli i potrzebujący wyjaśnić tę całą sytuację.

***

Harry będąc już w „Symfonii” przebrał się w swój strój roboczy i co chwila popijał jakieś drinki, które sam sobie zresztą przygotowywał. Oparł się o ścianę i włożył ręce do kieszeni wzdychając cicho. Miał już tego wszystkiego powoli dość. Wszedł na zaplecze i spojrzał na swoje ciuchy rozrzucone po całym pomieszczeniu. Wziął do ręki spodnie, a wtedy wypadła z nich jakaś karteczka. Kędzierzawy podniósł ją i otworzył. Była to kartka z przelewami Tomlinsona. Już przez chwilę zapomniał w ogóle o tym dowodzie. Wsadził karteczkę do tylnej kieszeni spodni, które miał teraz na sobie i uprzątnął resztę ubrań. Nie chciał by jego współpracownicy przerazili się gdy tu wejdą. Po chwili usłyszał czyjeś kroki więc wyszedł chwiejnym krokiem z zaplecza i ujrzał kolesia w czarnym garniturze z okularami przeciwsłonecznymi i miną jakby zamiar miał kogoś zabić.

-Panie Styles, pan Tomlinson woła pana na chwilę do swojego gabinetu. - mężczyzna zwrócił się w stronę Harry’ego, który roześmiał się tylko i spojrzał na niego.

-Powiedz mi gościu. Po jakiego chuja ci przeciwsłoneczne okulary w pomieszczeniu, w którym jest ciemno jak w kreciej dupie? - zielonooki wiedział, że mężczyzna wywrócił oczami, mimo że tego nie widział.

-Pójdzie pan sam, czy mam pana zanieść? - goryl stał niczym głaz w tym samym miejscu co jeszcze sekundę temu.

-Chcesz mnie zanieść? Jeny to miłe z twojej strony! Ale mam lęk wysokości więc nie za wysoko. - chłopak wyszczerzył szeroko swoje zęby po czym poczuł mocne szarpnięcie. -Ej no koleś opanuj hormony. Pójdę sam, weź mnie nie szarp! - Harry wyrwał się z objęć mężczyzny i szedł szybko w stronę gabinetu Lou. -Tomlinson cię znalazł w zoo, że jesteś taki narwany czy co? - mężczyzna był na skraju cierpliwości, ale Stylesowi to wcale nie przeszkadzało. -A może nie poruchałeś dzisiaj? - zielonooki zaśmiał się szyderczo. Mężczyzna nic nie odpowiedział, wiedział, że każde słowo, które skieruje do chłopaka może być jego ostatnim słowem w życiu, a nie uśmiechało mu się to by schodzić tak szybko z tego świata. Po chwili kędzierzawy stał już w gabinecie Lou, który uśmiechał się do niego uroczo.

-Tęskniłem za tobą Harreh, wiesz? - Louis podszedł do chłopaka i ucałował go w kącik jego ust.

-Wal się. - młodszy chłopak burknął pod nosem patrząc gdzieś w bok.

-Co? - szatyn oburzył się słowami swego kochanka. Nigdy się tak do niego nie odzywał.

-To co słyszałeś. - Styles spojrzał w niebieskie oczy swego szefa i uśmiechnął się cwaniacko.

-Jesteś pijany. - Lou rozszerzył oczy słysząc swoje własne słowa. Wiedział, że chłopak lubi się napić alkoholu ale nigdy nie pił by być pijanym. -Co się dzieje Harry? - niebieskooki stał naprzeciwko kędzierzawego i wpatrywał się w niego jak w obrazek. Po chwili Styles zacisnął swoje wargi w cienką linię i wziął kilka głębszych wdechów.

-Na co wydajesz swoje pieniądze Lou? - chłopak wpatrywał się w swego rozmówcę, który był teraz strasznie zaskoczony pytaniem kędzierzawego.

-Co to za pytanie? - Louis spojrzał na niego uśmiechając się delikatnie lecz niepewnie.

-Normalne. Wiem, że wydajesz bardzo dużo pieniędzy i chcę wiedzieć dla kogo. Co? Pewnie masz na boku jeszcze kilku takich frajerów jak ja? - Harry wpatrywał się w szatyna, a ten tylko kręcił głową.

-Nie wiem skąd masz takie informacje Harreh, ale ty jesteś jedyną osobą w moim życiu. A pieniądze wydaje na różne rzeczy, na nowy asortyment do mego dobytku, na nowe meble, które niszczymy razem w moim domu. Zresztą nie powinno cię to interesować. To moje pieniądze i mogę z nimi robić co chce. - Lou spojrzał na chłopaka, który zaśmiał się gorzko.

-Jeb się Tomlinson. - Styles spojrzał na szatyna, który w tym momencie wybuchł. Tomlinson uniósł rękę i już miał go uderzyć jednak się powstrzymał.

-Idź do domu Harry. Dzisiaj masz wolne. Jak wytrzeźwiejesz to porozmawiamy. - szatyn westchnął cicho widząc rozszerzone ze zdziwienia oczy chłopaka. Po chwili Harry był już na korytarzu i nie mógł w to uwierzyć. On chciał go uderzyć. Łzy cisnęły mu się do oczu, coraz bardziej był pewien, że Niall miał rację, że Tomlinson to skurwiel, który bawi się każdym. Teraz potrzebował się z kimś skontaktować. Tylko jedna osoba mogła mu pomóc.

***

Liam chodził co dnia pod wille obserwując uważnie co dzieje się w owym miejscu rano. Minął dokładnie tydzień, a jego brat po raz czwarty z rzędu żegnał się dość żarliwie z przystojnym mulatem. Wyglądał na dość szczęśliwego kiedy usta mulata znalazły się na jego bladym policzku. Szatyn nigdy nie spodziewałby się takiej zażyłości blondyna, on zazwyczaj był dość skryty nieufny i bardzo samodzielny. Ich pożegnanie przedłużało się, a obydwoje co jakiś czas rozglądali się nerwowo i nie wychodzili z cienia, ewidentnie przed czymś uciekali, albo przed kimś się chowali. Liam plecami oparł się o murek płotu i czekał, aż mulat przejdzie przez bramkę, gdy tylko do dostrzegł od razu złapał za jego ramię i przycisnął do ściany.

-Kim ty jesteś? - Liam nie chciał tracić ani sekundy musiał w końcu dowiedzieć się kim jest ten człowiek i czego chce od jego brata.

-Chyba ja powinienem pytać kim jesteś człowieku. Weź mnie puść o co ci chodzi?! - Zayn starał się wyszarpać i dosięgnąć twarzy chłopaka, ale Liam był sprytniejszy i miał więcej siły po raz pierwszy cieszył się, że chodził na siłownię.

-Nie wyrywaj się. - syknął w jego stronę i uderzył ciałem bruneta o ścianę, a ten w odpowiedzi syknął krzywiąc się nieznacznie -Muszę wiedzieć kim jesteś, czego chcesz od mojego brata i co on tu do cholery robi? - Liamowi powoli puszczały nerwy w totalnej złości, bo czuł się coraz bardziej bezradny. Wiadomo mógł od razu wejść do środka i wszystkiego by się dowiedział, ale wtedy dowiedział by się a nie mógł tego zrobić. Oczy mulata zrobiły się nienaturalnie duże, a po chwili zmarszczył brwi.

-Czekaj Niall jest twoim bratem? - Liam kiwnął głową, a gdy dostrzegł uśmiech pojawiający się u bruneta poluzował palce wbijające się w ramię chłopaka.

-Tak, a co w tym dziwnego? Muszę wiedzieć co się z nim dzieje. Wiem, że potrzebuje pomocy. - Zayn jednak nie mógł mu zaufać od razu. Niall uprzedzał go, że Tomlinson może coś zacząć podejrzewać i za pewne znajdzie sposób, aby dowiedzieć się co może łączyć go z blondynem.

-Udowodnij to jakoś. Każdy może się podać za czyjegoś brata, dodatkowo nie widzę między wami żadnego podobieństwa. - wyjął paczkę papierosów z kieszeni i wyjął jednego od razu odpalając, miał z tym gównem już dawno zerwać, ale sytuacja w jakiej się znalazł nie ułatwiała mu tego. Obserwował jak bibułka powoli spala się z każdym wciągniętym przez niego powietrzem i dopiero gdy wypuścił powoli wypuszczał powietrze zaszczycił spojrzeniem swojego rozmówcę grzebiącego w kieszeniach i wyciągającego portfel, a z niego kilka zdjęć. Wyciągnął je w stronę mulata.

-Jesteśmy przyrodnimi braćmi. - Zayn wziął fotografie i zaczął je uważnie przeglądać. Za każdym razem uśmiechał się szerzej. Mały Niall bez blond włosów mimo wszystko był do siebie podobny i taki uroczy. Doszedł do kolejnego zdjęcia i zatrzymał się na chwilkę. Widział na nim jedenasto może dwunasto letniego chłopca z krzywym uśmiechem, miał już swoje blond włosy, a oczy lśniły szczęściem. Zerknął na Liama i przewrócił zdjęcia po raz kolejny. Dwójka nastolatków siedząca na kanapie w ciepłym salonie i patrząca na siebie z dużą miłością. Tak to niewątpliwie musiał być brat Nialla. Zaciągnął się po raz kolejny cudownym dymem i uiścił peta gasząc go duchem.

-Chcesz wiedzieć co się dzieje z Niallem? - energiczne przytaknięcie głową upewniło go, że Liam jest u skraju wytrzymałości. Westchnął cicho i przeczesał dłonią swoje idealnie ułożone włosy -To chodźmy może do jakiegoś baru opowiem ci wszystko, ale nie jest to przyjemna historia. - Zayn wsadził dłonie do kieszeni swoich spodni i wzruszył ramionami.

-Muszę wiedzieć chce mu pomóc. Chodźmy do hotelu w którym się zatrzymałem tam spokojnie porozmawiamy w hotelowym barze. - Liam w tym momencie mógł rozmawiać chociażby i tutaj na chodniku.

-Pojedziemy moim samochodem, zaparkowałem niedaleko. A no i jestem Zayn. - Liam ruszył za mulatem w stronę parkingu znajdującego się za parkiem.

-Liam Payne. - głos chłopaka chociaż cichy dotarł do uszu Zayna który kiwnął głową i otworzył drzwi od czarnego porsche. Oczy Liama wyszły na wierzch na widok takiego samochodu. On o takim mógł tylko marzyć, ewentualnie śnić. Nie odezwał się jednak na ten temat ani słowem. Wsiadł na miejscu pasażera zapinając pasy i podał adres hotelu. Po kilku minutach znaleźli się pod budynkiem i weszli do środka siadając w najdalej oddalonym zakątku baru, aby nikt im nie przeszkadzał, bo pomimo ranka było tutaj dość sporo ludzi. Zayn powoli zaczął mu wszystko opowiadać, a Liam z każdą chwilą bladł i wiedział, że musi się napić. Zawołał barmana i poprosił o czystą wódkę, na trzeźwo nie mógł tego przyjąć. Jego brat męską prostytutką? Jego mały braciszek wpakował się w szambo po same uszy. Teraz wiedział, że musi mu pomóc i na szczęście nie był w tym sam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz