wtorek, 7 stycznia 2014

Kapitan Styles szczypał – nawet nie wiedział, co to było. Zbyt mocno opinające jego nogi, spodnie, które właśnie wyglądały jak legginsy. One… Cóż, wyraźnie ujawniały jego krocze i w tym momencie naprawdę dziękował Bogu, że jego Księżniczki tu nie było i nie mogła go widzieć.


Miał też na sobie t-shirt z jakimś rysunkiem, ale odmówił założenia kurtki. Wyglądał na bardzo inteligentnego wśród tych wszystkich książek Louisa i zadbał o to, aby trzymać swoją kurtkę blisko i niczego nie rozwalić.

Był… W mieszkaniu “Louisa”. To było dziwne, dziwne, bardzo dziwne. Nie potrafił nawet próbować zrozumieć takich rzeczy jak telewizja czy stereo. Louis tolerował nieco ogłuszonego chłopaka w swoim domu, jakby to był Harry. Ale prawda jest taka, że Kapitan Styles nie był jego Harry’m.

To wszystko zadziwiało umysł Kapitana, lecz w gruncie rzeczy, nie podobało mu się to. Lubił wyzwania i oczywiście, całe jego życie było jednym, wielkim wyzwaniem. Ale to, co stało się dziś, przeszło jego wszelkie oczekiwania. Zwłaszcza, że nie wiedział, kiedy znów zobaczy swojego impertynenckiego chłopaka. Jego Księżniczka, nawet stojąc tak po prostu przed nim, byłaby dla niego najbardziej atrakcyjna na Ziemi. A on… Nigdy nie będzie chociaż w połowie tak dobry. Był po prostu zwykłem chłopakiem, gejem.

- Och, daj spokój, nawet nie próbuj zakładać tych butów. Przysięgam, że będę musiał wysłać cię do Primarka, na jakieś zakupy – Louis powiedział z dłonią na swoim czole, jakby to, co robił kapitan, było najgorszym na świecie. Styles zamarł i spojrzał spod loków na chłopaka. Nie rozumiał, o co mu chodzi. - Nawet nie mogę uwierzyć, że to robisz.

- Nie ma w tym nic złego! - Kapitan bronił się.

- Nie ma nic… Ja. Tak. Zobacz, to jest ta główna rzecz, w której ty i Harry się różnicie.. On przynajmniej ma jakieś poczucie mody, Boże, nie łapiesz żadnego stylu? - Louis uśmiechnął się szyderczo, patrząc na buty z obrzydzeniem.

- No przepraszam, ale nie bardzo miałem szansę dowiedzieć się o najnowszych trendach, skoro utknąłem na środku pieprzonego morza.

- Dobrze - Louis był zakłopotany i sapnął, kręcąc nosem, aż wyszedł z pokoju.

Kapitan westchnął i opadł na łóżko za nim. Louis była trudny, dużo trudniejszy niż Księżniczka. Kto by pomyślał, że w ogóle jest ktoś bardziej arogancki, niż jego ukochany monarcha?

W drugim pokoju, Louis upadł na kanapę. Nawet nie wiedział, od czego zacząć. Wszystko było na miejscu. W sypialni był Harry. Nie jego Harry, inny Harry. Pirat. Miał pieprzonego pirata w swoim pokoju. Pirata, który wyglądał jak Harry, ale zachowywał się tak jak on. Poza tym wygląd. To puste spojrzenie, które mu podarował. To, że był trudny nie znaczyło, że sobie nie da rady.

Natychmiast przypomniał sobie, jak ciężko było mu z jego własnym Harry’m na początku, kiedy ich znajomość kwitnęła. Pirat był trochę bardziej protekcjonalny, wówczas gdy Harry był delikatny i niewinny. To było dziwne, widzieć ostrzejszą wersję Harry’ego.

Ech, Louisowi naprawdę brakowało Loczka. Chciał zobaczyć jego twarz, a nie niechlujnego pirata. Chciał zobaczyć czysty, młody, aksamitny wyraz twarzy swojego chłopaka. Musiał zobaczyć te zielone oczy, które oblane były dobrocią i miłością. Mimo, że oczy były tego samego koloru, cholernie się różniły. I to bolało, bo szukał szczęścia, ale w oczach kapitana go nie znalazł.

Zastanawiał się, czy pirat był szczęśliwy. Nie widział tego w jego oczach, nie widział tego w jego czynach. Oczywiście był przytłoczony, ale nie był zaintrygowany nowym otoczeniem? A może on po prostu tęskni za własnym chłopakiem? Oni w ogóle chodzą na randki? Gdy Louis stawił temu czoła, natychmiast coś kliknęło w jego umyśle. Oh. Ohhh, to kliknięcie. Dobrze, że było wystarczająco niezręcznie.

Louis nigdy tak naprawdę nie miał czasu tęsknić za kimś, ale to musiało być trudne, zwłaszcza, gdy nie mógł uciec od chłopaka, za wyjątkiem rzucenia się ze statku. To byłoby drastyczne, ale będąc na statku przez cały czas, bałagan z głowy, prawda? Więc miłość będzie jeszcze silniejsza, prawda?

- Hej, piracie! Czy kiedykolwiek skoczyłeś za burtę, ponieważ księżniczka nie odwzajemniła twego uczucia? - No cholera. Louis nie chciał tego tak powiedzieć. Na pewno nie chciał.

I-oh, dobrze, że nie był to najlepszy dźwięk. Słyszał ciężkie buty uderzające o podłogę. Był coraz bliżej. Drzwi otworzyły się z siłą i warcząc - ubrany w leginsy -, pirat wyglądał groźnie.

- Co ty, kurwa, powiedziałeś?

- Uhm, nie miałem na myśli… - normalnie, Louis by się śmiał, ale to był pirat , który prawdopodobnie miał miecz w spodniach czy coś - i nie, on nie mówił o jego penisie. Louis miał w głowie tylko penisa Harry’ego, jasne? Chwila, on też nazywa się Harry. Cholera.

- Nie jestem w nim zakochany, więc nie ma on czego odwzajemniać, dupku - Kapitan powiedział przez zęby.

- Oh dobrze, na pewno nie jesteś - Louis odparł, przewracając oczami. Jakoś, pewność siebie wróciła.

- Ty nic nie wiesz.

- Wiem, że jesteś w nim zakochany, nawet nie ukrywasz tego. Nie musisz się tak zachowywać, gdy jesteś blisko mnie, bo mogę wyczuć miłość bijącą od Ciebie. Zostałeś przyłapany, człowieku.

- Nie będę dyskutować z takim wieśniakiem, jak ty.

- Oh, jaki żargon z tej niespełnionej miłości, hm?

- Nie, nie jestem… Oh, do kurwy nędzy - Captain klapnął na kanapie i oparł głowę na rękach. Louis usiadł trochę bliżej pirata. Słyszał, jak mruczy “to takie nienormalne” i “dlaczego ja, dlaczego pieprzony książę.

- Hej, hej - Louis zaczął cicho. - To jest w porządku, piracie, nie martw się o to, jestem pewien, że zrozumiesz wszystko szybko – z wahaniem Louis podniósł rękę i poklepał niezgrabnie po plecach pirata. Wciąż nie mógł pozbyć się podobieństwa do Harry’ego, więc jego działania były oparte na tym, jak zawsze zachowywał się względem swojego chłopaka, który był całkowitym przeciwieństwem tego, czy pirat był.

- To nie ma prawa istnieć, bo ja jestem pieprzonym piratem i on jest pieprzonym księciem – rzekł przygnębiony pirat, nie patrząc na Louisa.

- Ten argument to bzdura, stary, absolutna bzdura. Jestem piosenkarzem, a mój chłopak jest niemową. Chcesz dostać inny przykład? - Louis zapytał retorycznie, wydymając wargi i unosząc brwi na pirata, gdy ten spojrzał na niego przez palce.

- To co innego.

- Nie, wcale nie.

- Tak, ale…

- To nie jest nic innego.

- Tak, ale…

- Żadnych “ale”*. Chyba, że chodzi o tyłek mojego Harry’ego, ale to już inny scenariusz.

- Eww, nie mów tak, gdy jego klon siedzi obok.

- Przykro mi, ale on naprawdę ma fajny tyłek i tęsknię za nim! - Louis zatrzymał się na chwilę. - Byłoby dziwne, gdybym poprosił cię, żebyś wstał i mógł popatrzyć na twój tyłek, myśląc o moim Haz?

- Tak.

- Okej… Mógłbyś popatrzeć na mój, hm? Założę się, że rozmiar mojego nie różni się od rozmiaru mojej “księżniczkowej wersji”, hm?

- Jest w porządku dziękuję.

- Chciałbym się obrazić, ale nie mogę, bo wątpię, by jego tyłek wyglądał tak dobrze, jak mój. To znaczy, serio, ubrania jakie miał na sobie… Boże, to przyprawiło mnie o dreszcze.

- Zamknij się, kurwa, Louis.

- Okej, zamykam się, nic więcej nie mówię…

- Louis.

- Kończę.

- Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz