"Nocą myśli mają nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze smyczy…"
Głośna muzyka wypełniała wnętrze lokalu, podczas gdy zebrani ludzie entuzjastycznie urozmaicali swój czas w jej rytmie, zajmując miejsce parkietu. Harry błądził wzrokiem po zebranych, szczerze pragnąc by zabawa dobiegła końca. Kobiecy głos sprowadził go do rzeczywistości, a jego spojrzenie utkwiło w znajdującej się przed nim osobie po drugiej stronie kontuaru. Nieznajoma uśmiechnęła się lekko, co chłopak odwzajemnił. Kobieta pochyliła się bardziej ku kędzierzawemu, by ten mógł ją usłyszeć, więc Styles rozumiejąc zamiary również przybliżył się w jej kierunku.
– Poproszę dwa razy Tequile Sunrise – usłyszał przy swym uchu. Będąc tak blisko brunetki, mógł poczuć intensywny zapach jej perfum. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek przedtem ją widział. Odsunąwszy się skinął głową, po czym sięgnął do półki z alkoholami, chwytając te potrzebne do przygotowania napojów. Gdy skończył, kobieta posyłając krótki uśmiech zniknęła w tłumie wraz z trunkami.
Liam nadal siedział na swym miejscu z dłonią przyłożoną do nasady nosa. Harry przewrócił oczyma na myśl o tym, jak wielce zatroskany jest chłopak nieobecnością swej ukochanej. Korzystając z okazji, chciał dowiedzieć się czegoś co będzie dla niego niezwykle interesującym.
– Liam? – Chłopak cofnął rękę, a przed sobą ujrzał duże, szmaragdowe oczy które mieniły się w łunie błysku barwnych świateł, rozchodzących się po sali. – Widziałeś tą kobietę, która przed momentem zjawiła się przy barze? – zapytał, mając nadzieje, iż nie brzmiał na tak ciekawego, jakim w rzeczywistości był.
– Tak, pewnie chodzi ci o panią Tomlinson. – Liam kontynuował dalej swą wypowiedź, jednak Harry zupełnie go nie słuchał.
W tym momencie miał nieodpartą ochotę wyjść z pomieszczenia, które wydawało się być zwężającą klatką przepełnioną nikczemnością, a na pożegnanie głośno trzasnąć drzwiami. Jednak wiedział, że nie może tak postąpić. Oddychał głęboko, w myślach powtarzając, że po dzisiejszej nocy, już więcej nie będzie zmuszony do oglądania wszystkich, dzierżących piętno tragicznego uchybienia. Przynajmniej nie w tak długim czasie…
– Harry? Jesteś tu obecny? – Chłopak ujrzał przed oczyma dłoń Liama, który próbował zwrócić jego uwagę.
– Tak, wybacz zamyśliłem się – odpowiedział, spoglądając na mężczyznę, przy którego boku stała atrakcyjna dziewczyna.
– Harry Styles, bardzo mi miło. – Kędzierzawy wyciągnął rękę w stronę kobiety, która uścisnęła ją delikatnie.
– Danielle Peazer – posłała uroczy uśmiech, po czym wraz z chłopakiem udali się dołączyć do zabawy. Harry jedynie jęknął słysząc kolejne nazwisko.
Nie należał do osób cierpliwy, dlatego też resztkami siły trzymał się ustalonego planu, tak by wszystko szło zgodnie z jego myślą. A kiedy tak się stanie, wszyscy usłyszą prawdę skrywaną od lat. Usłyszą prawdę.
***
Louis przedostając się przez rozbawiony tłum, próbował dotrzeć do stolika przy którym już czekali jego przyjaciele. Gdy przekroczył, mogłoby się zdawać niedługą drogę, przy okazji dostając kilka ciosów między żebra przez niczego świadomych, otumanionych alkoholem ludzi, dostał sie do swego celu. Wzdychając opadł na kanapę, chwytając w dłoń gotowy już, kuszący trunek. Do jego uszu mimo głośnej muzyki dobiegł znajomy śmiech przyjaciela. Niall usiadł na oparciu skórzanej kanapy, prawie lądując na kolanach szatyna. Jego ręka objęła chłopaka, a szklanka uderzyła w naczynie trzymane przez Louisa.
– Zdrowie Lou! – Niall zbliżył się do policzka przyjaciela, składając niewinny pocałunek na co starszy chłopak prychnął śmiechem przewracając oczyma. – Gdzie jest Nick? – Louis powstrzymywał się, aby nie zepchnąć blondyna z zajmowanego przez niego miejsca.
– Dobrze o tym wiesz Nialler, że będąc pijanym jesteś nieznośny. Nie mam pojęcia gdzie jest Grims, wspominał, że jeśli mu się uda to złoży odwiedziny. – Blondyn przytaknął i nie dodając nic więcej, chwiejnym krokiem odszedł w kierunku Liama oraz Danielle, znajdujących się niedaleko bufetu.
Wraz z upływającym czasem stolik przy którym siedział Louis zapełniał się pustymi po alkoholu szklankami. Kiedy jego powieki były przymknięte, a hałas nieznośnie utrzymywał się w głowie, poczuł dotyk na swojej dłoni. Zdezorientowany natychmiast otworzył oczy, a przywitał go widok uśmiechniętej Perrie wraz z Eleanor pod ręką oraz Georga.
– Wszystko w porządku Louis? – zapytała blondynka, próbując przekrzyczeć muzykę. Chłopak uśmiechnął się potwierdzając, iż sytuacja wygląda należycie.
Gdy odeszli, Louis oparł się o skórzaną kanapę wzdychając ciężko. Dzisiejszy wieczór miał zapewnić mu jedynie odskocznie w postaci alkoholu płynącego w krwiobiegu chłopaka. Poważnie, niczego więcej nie oczekiwał, a przynajmniej chciał, aby tak właśnie było. Często karmił samego siebie kłamstwem, jednakże nie był zdolny do zagłuszenia własnych myśli, niemiłosiernie dających się we znaki ostatnimi czasy. Niespodziewanie ktoś zajął miejsce u jego boku, ponownie przywracając do rzeczywistości. Louis uśmiechnął się złośliwie, widząc przyjaciela opierającego policzek o jego ramie.
– Już masz dosyć Zayn? Niemal całą noc cię nie widziałem. Jeśli się nie mylę, dochodzi pierwsza, gdzie się podziewałeś? – spojrzał na chłopaka, który ciężko oddychał.
– Daj spokój Lou, przed chwilą ledwo udało mi się uciec Els, wcześniej poznałem pewną dziewczynę… i sam rozumiesz. – Zayn spojrzał na szatyna spod długich rzęs uśmiechając się wymownie.
– Wnioskuje, że niezwykle z ciebie dobry tancerz, skoro Eleanor tak dobrze się bawiła. Chyba jesteś mi coś winny, Malik? – Louis kiwnął głową w stronę parkietu na co brunet głośno jęknął.
Oboje wstali próbując utrzymać równowagę, z czym Louis miał nieco większe problemy zważając na czas jaki spędził w towarzystwie różnorodnych trunków. Zayn przyłożył dłoń do czoła, namawiając przyjaciela, aby jednak odpuścił dzisiejszego wieczoru, jednak Louis nie dał się przekonać. Oboje dostali się na parkiet, gdzie przebywali wszyscy znajomi. Tomlinson zamienił parę słów z przyjaciółmi, czy ich rodzicami gratulując sukcesów jakimi wykazywała się firma. Nie sposób było, by nie natrafił również na swoich rodzicieli, którzy widząc jego stan błagali by nie przesadzał. Chłopak jedynie ich uściskał, znikając by ponownie pojawić się przy Zaynie, który tłumaczył się, iż wcale nie zamierzał obrać kierunku w stronę drzwi wyjściowych.
– Pamiętaj, łapy przy sobie Tommo – warknął Zayn, widząc roześmiany tłum przyjaciół który zachęcał ich obojga do zabawy. Znajdowali się w trochę odosobnionym miejscu, tuż przy jednej ze ścian, podczas gdy reszta towarzystwa przebywała w centrum parkietu. Danielle specjalnie na tą okazje, poprosiła didżeja o jedną z bardziej klubowych, fertycznych piosenek. – Louis, jak zobaczą nas twoi rodzice, czy ktokolwiek inny mamy przejebane, a jeśli będzie to mój ojciec, możesz szykować wymiary mojej trumny.
– Daj spokój Zayn, chyba zrozumieją, że zdesperowany gej potrzebuje nieco rozrywki? – zaśmiał się w głos, po czym otarł biodrem o udo przyjaciela. Zayn powstrzymał się od jęku zażenowania, z resztką pozostałej dumy, która wciąż odbierana była przez Tomlinsona, postanowił wywiązać się z umowy przegranego zakładu.
Harry podając zamówionego drinka, spojrzał na Liama który pojawił się przy barze. Wyglądał na rozbawionego, pełnego dobrego humoru, którego wcześniej zdecydowanie mu brakowało. Korzystając z okazji upojenia chłopaka, Styles postanowił zadać mu niewiele pytań, odnośnie firmy oraz pozostawić uroczą pamiątkę.
– Witam ponownie Liam, jak zabawa? – zapytał, chcąc rozpocząć rozmowę.
– Bardzo dobrze, chociaż niebawem trzeba zbierać się do domu – odpowiedział uśmiechając się.
– Tak, racja. Słuchaj, czemu właściwie to całe przyjęcie postanowiło się odbyć?
– Firma działa jak najlepiej, podobno podpisano również jakiś kontrakt, mający na celu jeszcze bardziej ją wzbogacić. Po za tym, pan Malik obiecał również znaczne podwyżki, do tego jeszcze udane reklamy Sanoficox. A czemu pytasz? – Harry zamrugał kilkakrotnie nie spodziewając się tak obszernej odpowiedzi.
– Bez powodu, zastanawiało mnie skąd tylu ludzi…
– Harry, mógłbyś podać coś mocnego? Wybacz nie chcę przegapić tak dobrej zabawy, a Zaynowi po tym wszystkim na pewno przyda się coś dotkliwego. – Liam naglę przerwał kędzierzawemu.
– Jasne, jak bardzo mocne ma to być? – zapytał, uśmiechając się mimo zmęczenia.
– Hmm… sam zdecyduj. – Liam wskazał chłopakowi miejsce, gdzie widać było przyjaciół porwanych w szalonej zabawie. Przełknął głośno ślinę, widząc ponownie tego samego chłopaka, co wcześniejszego dnia na ulicy. Jednak teraz znajdował on się za plecami bruneta, ściśle przylegając do jego ciała, a dłonie obejmowały talię chłopaka. Starając się zachować jasność umysłu, musiał wykorzystać idealny moment. Liam obrócony stał do niego tyłem, więc wystarczyło, by Harry oparł się rękoma o blat kontuaru i wsunął upominek znajdujący się w niewielkiej białej kopercie, do tylnych kieszeni jego spodni.
Louis przygryzł skórę na szyi przyjaciela nie mocno ją ssąc. Wokół rozniosły się podniesione głosy oraz wiwaty ukazujące upodobanie się tego gestu. Szatyn śmiejąc się przeszedł do przodu stając przed Zaynem, który mordował go spojrzeniem.
– Dziękuję za piękny taniec, panie Malik. – Na znak wdzięczności pocałował chłopaka w policzek.
– Niezwykle erotyczny taniec. – Perrie uśmiechając się podała Zaynowi drinka, na co chwycił ją pod ramie kierując się w stronę stolików by zmęczony mógł usiąść, nie oglądając więcej swego aroganckiego przyjaciela.
Przecierał powierzchnię blatu, gdy za ostatnim opuszczającym, a raczej prowadzonym w tym celu mężczyzną, zamknęły się drzwi. Zastanawiając się, czy jutro będzie musiał gościć w lokalu w celu sprzątnięcia pozostawionego nieporządku, czy Ed ma do tego odpowiednich ludzi, kierował się do wyjścia snując nogami po podłożu. Gdy otworzył drzwi mieszkania, zerknął na zegarek głośno wzdychając gdy ujrzał trzecią nad ranem. Rozbierając się do bokserek, zmożony snem wsunął się pod ciepłą pierzynę. Jego usta utworzyły niewielki uśmiech na myśl o tym, iż już za parę godzin w Sanoficox Aventis, zjawi się koperta skrywająca finezyjną wiadomość…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz