Gdy parę dni później Zayn obudził się dość wcześnie i zdał sobie sprawę z tego, że nie słyszy krzątaniny Niall’a szykującego się na zajęcia, niezbyt wiedział co się dzieje. Nie, Niall na pewno miał tego dnia wykłady już od rana, Zayn bardzo dobrze znał jego plan. Dlatego dziwnym było, że blondyn jeszcze niczego nie podług, albo przewrócił, albo nie potknął się o nic i nie zaklął na cały dom. Oczywiście to też nie tak, że ta cisza przeszkadzała Zaynowi, bo trochę już za nią stęsknił. Wstał więc powoli i udał się do kuchni, gdzie znajdował się zadziwiający porządek i oczywistym dla niego było, że Niall nie zaglądał tam jeszcze dziś. Przez moment zastanawiał się o co chodzi, po czym dotarło to do niego. Chwycił więc powoli szklankę i nalał do niej zimnej wody z kranu. Nim zdążył się obejrzeć stał już w sypialni Irlandczyka ze szklanką nad jego głową i przechylał ją pewnie do góry nogami sprawiając, że cała zawartość uderzyła w idealnie porcelanową skórę Horana rozpryskując się po jego poduszce. W następstwie tego blondyn podskoczył i usiadł rozglądając się na boki zdziwiony. Jego oczy dwa razy większe niż zazwyczaj wbiły się w Mulata i spoglądał tak na niego przez chwilę.
-Zaspałeś. Znowu. –wyjaśnił ze stoickim spokojem Malik.
-Oblałeś mnie wodą. –to było chyba najbardziej spostrzegawcze stwierdzenie, na które zdolny był w tym momencie wysilić się Niall. Jego oczy wciąż były ogromne, a twarz wykrzywiała się w wyrazie zdziwienia. Zayn parsknął w odpowiedzi krótko i pokiwał głową.
-Fakt, spostrzegawczy jesteś. –odparł sarkastycznie, po czym odwrócił się tyłem i ruszył w stronę drzwi.- Wstawaj, bo zaraz będziesz spóźniony. No dalej, dalej.
-Zaynie! Oblałeś mnie wodą! Jak mogłeś, Zayn! –wykrzyczał lekko już obudzony Horan, gdy Zayn zniknął za drzwiami, a sam Irlandczyk wyskoczył spod kołdry idąc za Mulatem. Następnie dostał cichy śmiech Zayna, a gdy już znajdowali się obaj w kuchni, blondyn dokładnie wpatrywał się w plecy Malika, gdy ten robił mu śniadanie.
-Normalnie mogłem. Po prostu wziąłem szklankę, nalałem wody i wylałem ją na ciebie, abyś oduczył się takiego spóźniania się ciągle na uczelnie.
Ale w odpowiedzi otrzymał jedynie prychnięcie Niall’a, który wpychał sobie do buzi łyżkę załadowaną płatkami śniadaniowymi. Niall nawet nie miał zamiaru się wykłócać, ponieważ to był Zayn i Horan po prostu nie umiał się z nim kłócić. Z wielu przyczyn. Jedną z nich było oczywiście to, że zawdzięczał Mulatowi życie i ten przygarnął go aby był już zawsze bezpieczny, więc nie wypadało się teraz buntować. Innym powodem był fakt, że Horan naprawdę, naprawdę aż za bardzo lubił Zayna i od jakiegoś czasu nawet się z tym przesadnie nie krył. Nie skakał mu oczywiście w ramiona wyznając miłość, ale nie zmuszał się też do udawania, że Zayn jest mu totalnie obojętny. Ponieważ nie był, to było pewne. To była jedna z tych niewielu rzeczy, które w całym życiu Irlandczyka chłopak mógł spokojnie nazwać pewnymi i nie było możliwości, aby coś w najbliższym czasie się zmieniło. Na pewno nie bez pomocy samego Niall’a. A ten, chociaż przeszkadzała mu ta nieodwzajemniona miłość, nie miał nic przeciwko niej. Po prostu dobrze było mu z uczuciem, którym darzył Zayna, bo przez to otaczało go to ciepło, rozlewające się po jego ciele za każdym razem gdy Zayn zrobił coś milszego skierowanego w jego stronę. To uczucie było miłe. Było ciepłe, dawało mu to, czego nie odczuwał już od bardzo dawna. Cały Zayn dawał mu mnóstwo takich rzeczy. Bezpieczeństwo, troskę, zaufanie i jeszcze to fajne uczucie, które ludzie nazywają miłością.
-Zawieziesz mnie na uczelnie? –spytał po chwili Irlandczyk, a Zayn wbił w niego swoje czekoladowe ślepia, w których pewnego dnia, Niall chciałby utonąć.
-Nie ma mowy. Mam lepsze rzeczy do roboty, muszę znaleźć tego kolesia. Wiesz gdzie jest przystanek, a spacerek i trochę świeżego powietrza też dobrze ci zrobi.
-Ale Zayn, no daj spokój! To chwila, momencik, mógłbyś się dla mnie poświęcić… Ja bym to dla ciebie zrobił. –takie wypominanie było jedną z rzeczy, do jakich Niall posuwał się próbując namówić Zayna, choć miało do miejsce dość rzadko, ale jednak.
-Wcale nie. A nawet jeśli to ja nie jestem tobą.
-Och, no przestań już… I tak zaraz gdzieś wychodzisz i bierzesz samochód, to po drodze mógłbyś mnie podrzucić na uczelnię… Och, a wiesz, jakbyś zaparkował przed wejściem gdy skończy się pierwszy wykład, to pewnie zaczęliby myśleć, że jesteśmy parą! Genialnie, co nie? Bo wiesz, nie to żeby coś, ale jakoś nie wyprowadzałbym ich z błędy. –palnął Niall, a jego śmiech rozniósł się po domu. Oczywiście Zaynowi nie było tak do śmiechu. Pokręcił jedynie głową i popił trochę czarnej kawy.- Ale tak poważnie Zayn, proszę.
-Masz pięć minut i wychodzę. –po wypowiedzeniu tego krótkiego zdania, Niall ruszył jak oparzony w stronę swojej sypialni, aby się przebrać, podczas gdy Zayn dalej siedział popijając kawę. Spoglądając co jakiś czas na zegarek i wsłuchując się w hałas, który powodował Niall, Zayn relaksował się o dziwo bardzo łatwo. A gdy wreszcie minęło pięć minut, a Niall dalej nie był gotowy, Zayn nie miał zamiaru dawać mu kolejnej szansy więc po prostu wstał i ruszył do drzwi. I gdy Irlandczyk zdał sobie sprawę z tego, że Malik wychodzi, był nagle dziesięć razy szybszy i stał przy nim niemal natychmiast.
-Zaynie, jeszcze włosy, dwie minuty.
-Wychodzę.
-Dwie minuty, proszę!
Sapiąc cicho, Zayn oparł się o szafkę stojącą w przedpokoju i patrząc na zegarek zaczął odliczać dwie minuty, w trakcie których Niall mizernie układał swoją fryzurę i tak nie będąc w stanie dojść z tym do perfekcji. Skończył więc po chwili i razem z Malikiem ruszył do jego samochodu, gdzie rozsiadł się wygodnie na fotelu na pasażera, a uśmiech nie chciał zejść z jego twarzy nawet na moment. No, może do czasu gdy spojrzał na skupionego na jeździe Mulata.
-Czemu mnie nie lubisz? –to pytanie chodziło po jego głowię już od dawna, ale dopiero teraz poczuł się dość pewnie aby wypowiedzieć je na głos. Oczywiście i tak czuł się z tym co najmniej głupio.
-To nie tak, że cię nie lubię. –wyjaśnił spokojnie Zayn wciąż nie odrywając wzroku od jezdni.
-Przecież widzę, że mnie nie lubisz. Więc zastanawiam się czemu mnie nie lubisz. Jestem przecież miły, nie robię nic takiego. Harry zachowuje się tak samo i jego lubisz.
-Powiedziałem już, że to nie tak, że cię nie lubię. –powtórzył choć słychać było lekkie rozdrażnienie w jego głosie. To nie był temat na który Zayn chciał rozmawiać. Bo prawda była taka, że lubi Niall’a aż za bardzo. I to mu się wcale nie podobało.
-Louis’ego też lubisz, a jest skurwielem. Och, gdybym był skurwielem lubiłbyś mnie?
-Niall, skończ już.
-Nie. Chce wiedzieć co robię nie tak. Czemu mnie nie lubisz?
-Dekoncentrujesz mnie.
-Ja ciebie lubię. –okey, Niall nie powiedział tego. Niall to wyszeptał wpatrując się w obraz za szybą, ale wyleciało to z jego ust dość głośno, aby Zayn to usłyszał. I poczuł się jeszcze bardziej zły, ponieważ on też lubił Niall’a. Ale nie chciał go lubić, a przynajmniej nie teraz. Choć z drugiej strony, kiedy niby byłby na to dobry czas? Zayn po prostu nie chciał się zakochiwać, tu okoliczności nie miały znaczenia. Zupełnie tak jakby Zayn uważał za swoją słabość to, że lubi Niall’a. Ponieważ, skoro kogoś lubi, świat ma go w garści. Ponieważ gdyby zaszedł z Niall’em za daleko zapewne mógłby skoczyć za nim w ogień, albo nawet sprzedać się, choć duma była dla niego najważniejsza. On po prostu wiedział, że już teraz zrobiłby dla Niall’a zbyt dużo. I był na siebie wściekły. Ponieważ był słaby, w jego mniemaniu.
Choć może miał inne powody, aby uparcie wmawiać sobie i innym, że nie lubi Niall’a. Któż wie, pewnie nawet sam Zayn tego nie wie. Jednak stając przed uczelnią, tak jak prosił go Niall sugerując, aby ludzie uznali ich za parę, choć Zayn nie chciał tego; nie myślał o tym. Po prostu chciał jak najszybciej oddalić się od Niall’a i wyrzucić go na moment ze swoich myśli. Spojrzał jednak w bok i zauważył ten szeroki uśmiech na twarzy blondyna i tylko czekał, aż ten palnie coś głupiego. Cwana bestia z dnia na dzień stawała się coraz bardziej pewna i teraz był już niemal tak nieznośny jak Harry.
-Och, buzi na pożegnanie! –krzyknął śmiejąc się, co Zayn wyśmiał pukając się w czoło i dając mu do zrozumienia, ze uważa go za nienormalnego.- Och, no ok, ok… Sam fakt, że widzą mnie i ciebie sprawia, że zaczną plotkować. Więc, miłego dnia!
-Mhm. Tobie również. Nie szalej za bardzo i daj znać gdy wrócisz już do domu. –mruknął na odchodne Mulat i gdy tylko drzwi za Niall’em zamknęły się, samochód ruszył do tyłu aby Zayn mógł pojechać do swojego celu.
Niall za to przesiedział dzień zastanawiając się nad tym co robi nie tak. Bo przecież nie daje Zaynowi żadnych powodów do tego, aby go nie lubił. Jest miły, zabawny, posłuszny. Czego więcej mógłby oczekiwać od niego Zayn? Skoro Zayn ma powody aby lubić Niall’a może chodzi o to, że ma też powody aby go nie lubić. Może dlatego, że ściągnął na nich niebezpieczeństwo? Ale chwila, przecież Zayn sam chciał go ochronić, Niall nie prosił się o nic.
Harry tego dnia o dziwo nie spotkał się z Louis’m. Pisali ze sobą i nawet rozmawiali przez telefon, ale nic większego nie miało miejsca. To nie było typowe, ponieważ nawet jeśli nie umawiali się nigdzie, zazwyczaj Louis chociaż wpadał do Harry’ego na kawę, gdy ten miał zmianę. Styles tłumaczył to sobie jednak tym, że Louis na pewno jest zajęty i jego życie nie kręci się w okół Harry’ego. Taka była prawda. Co prawda od jakiegoś czasu oby dwaj podporządkowywali swój harmonogram mając na względach głównie drugiego, jednak chyba przyszedł czas na lekki odpoczynek. Na powrót do życia, które prowadzili zanim się poznali. Gdzie Harry siedział w domu robiąc coś z Zaynem i Niall’em, a Louis wychodził do klubów, albo spotykał się z Liamem i Danielle.
Louis jednak wcale nie wrócił do normalnego życia, takiego, jakie prowadził zanim poznał Harry’ego. Ten dzień spędził na nie robieniu kompletnie niczego i było mu z tym zaskakująco dobrze. Zastanawiał się przez moment czy aby nie pójść z Liamem do klubu, z drugiej jednak strony nie chciał odciągać go od Danielle, więc pozostał na paru sms’a do niego na temat jakichś głupot. Ostatnio spotykali się dość rzadko, ponieważ Louis był zajęty Harry’m. I właśnie siedząc znudzony na kanapie tego wieczoru postanowił, że choćby się paliło i waliło- jutro nawiedzi Liama i spędzą razem dużo czasu. I upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, ponieważ po pierwsze spędzi czas z przyjacielem, a po drugie- będzie zbyt zajęty aby myśleć o Harry’m. A tego wolnego, nudnego dnia myślał o nim aż za często. Boleśnie za często.
Szczerze mówiąc jednak Liam dosłownie stęsknił się za Louis’m. Poza tym, że cieszył się z tego, że jego przyjaciel wreszcie znalazł sobie kogoś na dłużej, był też po prostu zmartwiony. Ponieważ nagle cały świat Lou wyglądał tak, jakby kręcił się w okół Harry’ego. Liam bardzo dobrze znał Louis’ego i wręcz czytał mu z oczu. I widział, że Louis myślał o Harry’m wstając, i pijąc kawę, i idąc do sklepu z Liamem, i gotując obiad, i nawet kładąc się wieczorem spać. Ponieważ, kurczę, Louis już dawno, dawno nie był taki. Ostatni raz zachowywał się tak jeszcze w liceum i Liam właśnie dlatego bał się o Louis’ego. Ponieważ wiedział, że wtedy to skończyło się bardzo źle dla Tomlinsona i od tego czasu stał się taki… odległy. I nawet nie planował się wiązać, a teraz po prostu znowu wpadał po uszy i nie radził sobie z tym. Nawet nie zauważał tego jak bardzo uzależniał się od Stylesa. Liam spotkał już co prawda Harry’ego i on nie wyglądał jak poprzednia miłość Lou, on nawet nie leżał na półce obok byłej miłości Lou. On by po prostu miłym dzieciakiem, który idealnie pasował do Louis’ego. Jednak ten stan w którym jeden nie umiał przetrwać dnia bez drugiego był wręcz niezdrowy. I Liam zaczynał obawiać się czy skoro Harry jest tym miłym dzieciakiem, to czy jak każde dziecko nie znudzi się po pewnym czasie. I próbował ostrzegać przed tym Lou, naprawdę starał się wyjaśnić mu aby zwolnił. Ale później spotkał Harry’ego po raz kolejny, i kolejny, i wszystkie wątpliwości uciekły daleko, ponieważ Harry był jeszcze bardziej uzależniony od Louis’ego niż Louis od Harry’ego. I Harry naprawdę potrzebował Louis’ego, Liam czuł to. Liam czuł, że Harry też nie jest pierwszym lepszym dzieciakiem. On wyglądał i zachowywał się tak, ale wcale nie był taki. Jedynie stwarzał pozory, co wcale nie przeszkadzało Liamowi. Louis przecież również stwarzał pozory- gnojka bez serca, choć tak naprawdę była to tylko obrona. Może Harry również bronił się tak. Więc z czasem Liam mimo lekkiego strachu cieszył się, że Louis wreszcie może być naprawdę, naprawdę szczęśliwy z kimś, kto będzie dawać mu to szczęście każdego dnia, samym byciem obok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz