Louis drgnął nieznacznie. – Mam to rozumieć jako „Też cię kocham”, czy coś źle interpretuję ? – Zaśmiał się i uniósł brew.
Harry wziął twarz Louisa w dłonie i spojrzał mu głęboko w oczy. – Louisie Williamie Tomlinsonie, ja Harry Edward Milward— jego trzecie imię wywołało chichot ze strony starszego chłopca, który jednak Harry radośnie zignorował – Styles, również bardzo cię kocham.
Chłopiec z Donacaster rozpromienił się i złączył ich usta, lecz wkrótce potrzeba tlenu stała się zbyt wielka, więc oderwali się od siebie. – To będzie naprawdę romantyczne, jeśli oboje nie będziemy nadzy i z góry nie będą dochodzić odgłosy seksu .
Roześmiali się oboje i pocałowali jeszcze raz, opierając o siebie swoje czoła.
- Czy to znaczy, że mogę nazywać cię moim chłopakiem ? – zapytał Harry, pocierając kciukiem policzek Louisa.
Drugi chłopak uśmiechnął się i skinął głową. – Tak, myślę, że tak.
~*~
Harry był wyjątkowo szczęśliwy. Pękał z dumy, gdy zmienił swój status na Facebooku.
Po chwili zalały go komentarze typu „kto jest tą szczęściarą ?” i „ohhh, czy ona jest gorąca ?” i Harry uśmiechnął się znów, gdy Louis w końcu zaakceptował ten status.
Powiadomienie błysnęło przy imieniu chłopca i Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu na fakt, że był on teraz jego chłopakiem. Jego komentarz dosyć wyróżniał się od innych.
Louis Tomlinson: Nie wiem jak wy, ale ja myślę, że jest całkiem ładna..
Nagle pojawiła się wiadomość od jednego ze starych znajomych Harry’ego, Paula.
—
Paul Momsen: Więc co, jesteś teraz całkiem homo ?
Harry Styles: Co masz na myśli ?
Paul Momsen: Umawiasz się z pedałem.
Harry Styles : Co jeśli jestem ? Czy to ma jakieś znaczenie ? Czy to ma wpływ na cokolwiek, jeśli lubię facetów ?
Paul Momsen: Jesteś obrzydliwy ! Założę się, że po prostu kochasz wchodzić w jego tyłek. Nie mogę uwierzyć, że byłem twoim przyjacielem, ohydny pedale. Nie wracaj już do Homles Chapel dziwaku. *
—
Harry poczuł ból rosnący w jego piersi, gdy spojrzał na masę wiadomości w jego skrzynce, podobnych do tych od Paula.
Łzy zaczęły się pojawiać w jego oczach, po przeczytaniu tych nienawistnych wiadomości. Było wśród nich kilka z gratulacjami jemu i Louisowi i były one w większości od ludzi z Donacaster. Szczególnie Eleanor i Danielle.
Jego telefon zaczął wibrować i zobaczył, że numer dzwoniącego należał do Louisa. Otarł oczy z łez i odebrał połączenie. – Hej, Lou.
- Harry ? Brzmisz na przygnębionego. Już do ciebie jadę.
Przypływ miłości przepłynął przez żyły Harry’ego, wycierając jeszcze więcej łez. Szlochał otwarcie w telefon do swojego chłopaka i usłyszał, jak starszy chłopiec zaczyna się zbierać.
Kilka minut później, jego okno zostało otwarte i Louis pojawił się w jego pokoju, przyciągając go do ciasnego uścisku. – Shh, kochanie, co się stało ?
Młodszy z dwóch tylko zaszlochał i wskazał na swojego laptopa. Louis zaczął przewijać stronę,
-Zabiję ich – mruknął, potrząsając głową. – Naprawdę ich kurwa zabiję. Jego szczęka zacisnęła się i wyglądał teraz na bardziej rozzłoszczonego, niż kiedykolwiek.
Harry jedynie pokręcił głową. – To nie jest tego warte. Mam ciebie i tylko to się liczy.
Harry znów otarł łzy i Louis podszedł do niego, trzymając go w ramionach. Pocałowali się delikatnie, a ich łzy wymieszały się na ich twarzach.
Przerwało im ciche pukanie do drzwi, więc Harry szybko popchnął Louisa do swojej szafy, otwierając drzwi przed jego ciotką.
- Wszystko w porządku ? Słyszałam głosy. – Zmrużyła oczy, szukając czegoś w pokoju.
- To tylko mój laptop. – Przebiegł dłonią przez loki i podszedł, by zamknąć drzwi, ale ona wciąż tam stała.
- Dobrze, okej. W każdym razie, ja i twój wuj idziemy dziś do pracy, a Louis odrobinę się spóźni, co nie znaczy, że nie spodziewamy się po tobie przyzwoitego zachowania. – Odeszła, ze skinieniem głowy.
Louis wyjrzał z ukrycia. – Mam tu tak po prostu zostać ?
- Po prostu zastanawiałem się, jak długo zamierzasz zostać w szafie, Louis – zażartował Harry, jego nastrój poprawiał się.
Starszy chłopak przewrócił oczami i położył się na łóżku Harry’ego. – Nie powinieneś słuchać tych ciot, wiesz ?
- Mówi ten, który przed chwilą groził im zamordowaniem.
- Cicho, miałem nadzieję, że zapomniałeś. – Louis posłał mu uśmiech i przeciągnął się, a jego koszulka podwinęła się lekko. - Próbuję tylko powiedzieć, że to nie ma znaczenia. Liczysz się ty i ja. Jesteśmy razem.
Harry odwzajemnił uśmiech i podszedł do łóżka. – Tak, czy siak, będę mieć więcej zabawy z tobą. O wiele – wsunął rękę pod koszulę Louisa- więcej- jego ręka zsunęła się niżej, bawiąc się jego paskiem-zabawy.
Louis miał problemy z oddychaniem, gdy Harry wsunął rękę pod materiał jego spodni, prawie go dotykając, zanim—
Drzwi trzasnęły i otworzyły się. Za nimi stała zszokowana Felicia, z szeroko otwartymi oczyma wpatrującymi się w rękę Harry’ego.
Teraz mieli naprawdę, cholernie przejebane.
____________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz