Na zewnątrz pokoju panowała cisza, a Louisa aż zaczęło skręcać. To pierwszy raz, kiedy faktycznie posłuchał Harry’ego i siedział cicho podczas ataku, ale już zaczynał tego żałował. Niall zamęczał go głupotami, a niepokój ogarniał go coraz bardziej. Choć już wystarczająco martwił się o Harry’ego, aby zastanawiać się nad wyjaśnieniem dlaczego Niall miałby „nagle” zginąć.
Gdyby tylko Harry nie był tak cholernie wybuchowy, może pominąłby to już dawno temu. Ale z jakiegoś powodu, to po prostu nie wydawało się rozsądnym pomysłem. A może była to po prostu myśl o dwóch obliczach wściekłości Harry’ego. Dobra, to na pewno myśl o dwóch obliczach wściekłości Harry’ego.
Jego gniew nie wydawał się przez chwilę zły, ale już pomysł o jego dwóch osobowościach spiskujących nad karą dla niego wydawały się trochę zbyt perwersyjne w stosunku do jego potrzeb. Był pewien, że Zaynowi to by się spodobało.
Rzucając ostatnie spojrzenie w kierunku drzwi Louis przestał kręcić się na krześle i podniósł wzrok na twarz irlandzkiego chłopaka, który obecnie trzymał go w niewoli. Mogło się zdawać, że mówi do gigantycznej biblioteczki pokrywającej ścianę. Słyszał o „głupich blondynach”, ale dopiero teraz zaczął się nad tym zastanawiać. Niall z pewnością był trafieniem w dziesiątkę.
- I wtedy on mi powiedział, że kiedy Syrena Cię pocałuje to nie utoniesz. Ale trzeba uważać, że jeśli pociągnąć Cię ze sobą to już po Tobie. Tak mówi kapitan Haz. A Harry nigdy mnie nie okłamał. To dobry chłopak. Wiesz, powiedział mi, że jeśli Arson oddałby mnie na targ niewolników to mogłem spotkać tam kilka Syren? - Louis ostrożnie podszedł do drzwi , zerkając aby upewnić się, że Niall jest jak zwykle niczego nieświadomy – Tak, powiedział, że można zamknąć je w szklanej klatce i zabrać na ląd i że… hej, Louis, dokąd się wybierasz? - Louis zaklął w myślach, uśmiechając się w stronę Nialla tak niewinnie jak tylko potrafił. Zero bezczelnego uśmiechu Louisie Tomlinson. Zero bezczelnego uśmiechu.
- Nigdzie – Niall zmrużył oczy patrząc na księcia i wzruszył ramionami – Cóż, myślę, że klamka zawsze zasługuje na to by na nią patrzeć – Louis skinął głową tak zachęcająco, jak tylko mógł – W każdym razie, jak już mówiłem…
- Na razie!
- Czekaj, Lou!
Louis wybiegł za drzwi z rozpromienioną twarzą.
***
Pierwszym co Louis zauważył, był fakt, że statek się poruszał. Płynęli i nikt po niego nie przyszedł. Niegrzecznie. Louis popędził wzdłuż krawędzi łodzi w poszukiwaniu Harry’ego
- Harry? Oh, Księżniczko Hazzo! - zanucił. Przez te dni zdążył się przyzwyczaić do dziwnych spojrzeń rzucanych mu przez załogę. Zwłaszcza odkąd zaczął siadywać na kolanach Księcia Siedmiu Mórz podczas posiłków. Oczywiście na prośbę Harry’ego.
Louis przeciskał się przez załogę, aż stanął na dziobie statku.
- Har… oh, Liam! Liam, widziałeś Harry’ego? - czekał tak cierpliwie jak tylko mógł przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę dopóki Liam i Zyan nie spojrzeli na niego jednocześnie – A więc? Gdzie on jest? - zapytał Louis patrząc to na jednego to na drugiego.
- Hmm, dobrze… - Louis spojrzał Liamowi prosto w oczy stając na palcach, aby wydawać się groźniejszym.
- Więc?
- Louis – Zyan przerwał z ciężkim westchnieniem, a Louis opadł na stopy odwracając głowę, aby spojrzeć ostrożnie na Zayna.
- Tak, Zayney? - spytał, a dobry nastrój wrócił na myśl, że zobaczy ponownie Harry’ego.
- Harry zniknął.
***
Danielle nigdy wcześniej nie widziała nikogo, kogo oczy stały się tak ciemne. A to coś znaczyło. Kruche ręce Louisa chwyciły za kołnierz Zayna i pchnęły pirata tak, że uderzył plecami o ścianę.
- Co masz na wymyśli mówiąc, że ZNIKNĄŁ? - Liam stał w szoku gdy Louis poderwał Zayna z miejsca gdzie stał i przycisnął go bez litości.
- Został porwany - syknął brunet przez zaciśnięte zęby trzymając zbielałe nadgarstki Louisa, który pochylił się tak, że tylko centymetry dzieliły jego twarz od twarzy Zayna.
- Jak mogłeś pozwolić żeby go porwali?! - splunął szatyn – I ty śmiesz nazywać siebie piratem? Ty bezwartościowy kawałku…
- Louis, przestań! - zapłakał Niall, którego Danielle zdążyła złapać, zanim zdążył podbiec do całej trójki.
- Liam, zrób coś! - zawołała Eleanor, patrząc jak Louis w złości jest gotowy uderzyć Zayna, a Danielle nie miała już siły trzymać reszty ludzi na dystans.
- Louis – Liam podszedł niepewnie chwytając księcia za ramiona. Nim zdążył nawet spróbować przemówić mu to rozsądku, Louis odpychając Zayna i korzystając z wszystkich wyuczonych dźwigni posłał Liama prosto na deski pokładu. Danielle westchnęła, naprawdę będzie musiała wszystko zrobić sama.
- Zostańcie tu – syknęła do Eleanor i Nialla rzucając im ostrzegawcze spojrzenie i ruszyła biegiem przez pokład – Zayn! Zabierz Liama! - zarzuciła ręce na ramiona Louisa i pociągnęła, ale ten ani drgnął. Wzdychając policzyła do trzech – Louis, nie chcę Cię skrzywdzić – powiedziała, dając do zrozumienia, że nie jest zbyt słaba, aby zrobić mu małą huśtawkę. Louis mruknął wciąż wyrywając się w kierunku Liama, którego Zaynowi udało się odciągnąć do połowy pokładu.
Patrzyła jak Niall biegnie przez pokład i bada każdy fragment ciała Liama, by w końcu odetchnąć. Wiedziała co Louis czuje, ale zabijając ich „tymczasowego” kapitana nikomu nie pomoże. W Louisie wrzało jeszcze przez jakiś czas zanim Danielle poczuła jak rozluźnia się w jej uścisku.
- W porządku Lou? - poczuła jak książę poddaje się i puściła do wolno, zanim podszedł do miejsca Zayn i Niall stali otaczając opieką nowego kapitana One Direction – Nie wiedziałam, że księżniczka potrafi tak walczyć.
Liam pokręcił głową, zmierzwione włosy, dzikie spojrzenie i cały szalony wyraz jego twarzy rozbawiły Danielle. Gdy Liam trochę się zrelaksował sięgnął ręką by chwycić dłoń dziewczyny.
- Dani, będziesz moim pierwszym oficerem? - dziewczyna skinęła głową z krzywym uśmiechem.
- Któż inny mógłby ochronić Twój żałosny tyłek? - w odpowiedzi usłyszała parsknięcie Zayna gdy odeszła.
- Czy mój tyłek jest aż tak żałosny?
- Nie, nie Liam – uciszył go Niall – Jest wspaniały.
***
Louis leżał w szpitaliku Eleanor gdy ona odprawiała nad nim swoją „magię” nucąc starą piosenkę z dzieciństwa. Pozwolił powiekom opaść. Jak Harry mógł go tutaj zostawić? To była jego wina, bo zawsze był na pierwszym miejscu. Jak mógł być tak cholernie głupi.
Louis usłyszał jak drzwi otwierają i ktoś zbliża się do łóżka. To Liam.
- Hej… zastanawiałem się czy mogłabyś spojrzeć na te zadrapania. Niall i Zayn nie chcieli mnie tu puścić dopóki się nie uspokoiłem, ale będąc szczerym musimy wziąć się do roboty żeby znaleźć Harry’ego – na te słowa oczy Louisa nagle się otworzyły.
- Znaleźć Harry’ego? - Liam spojrzał na Louisa z tępym wyrazem twarzy.*
- A myślałeś, że co zamierzam zrobić? Płynąć na poszukiwanie skarbu? - jego ton był szorstki, a Louis niemal skulił się od niego. Był tak przyzwyczajony do ciepłego i wyrozumiałego Liama, że lód w jego słowach nieprzyjemnie zakuł w serce.
- Cóż, taka rola pirata – Louis próbował być bezczelny, ale jego oczy utkwiły w ziemi, a uśmiech nie był w stanie dosięgnąć ust.
- Ohh, daj spokój Lou. Spójrz. Wiem, że to boli i wiem, że się boisz, tak?
- Nie boję się.
- Oi! Nie skończyłem – syknął Liam trzymając kołnierzyk Louisa – Teraz, na czym skończyłem.
- Mówiłeś, że się b… - Louis szybko zamknął usta, gdy Liam spojrzał na niego tak groźnie, że po raz pierwszy będąc na One Direction zaczął się naprawdę bać. W rzeczywistości, pomyślał nawet, że kapitan Liam może być nawet bardziej przerażający od Księcia Siedmiu Mórz.
Liam pokręcił głową z frustracją i puścił kołnierzyk Louisa siadając na wprost niego z oczami utkwionymi w ziemi, podczas gdy Eleanor zabrała się do podawania leku, bardziej przejęta gniewem Liama niż sam Louis.
- Słuchaj. Wiem jak to jest myśleć, że ukochana osoba już nie wróci do domu. Jak to jest myśleć, że można było temu zapobiec – oczy Liama napotkały Louisa osłoniętego przez cień migoczącego w kącie światła. W tym momencie Liam wyglądał na znacznie starszego i zmęczonego – Kiedy Niall został porwany przez Arsona, nie wiedziałem co robić.
Obaj siedzieli w milczeniu, a Louis spojrzał na Liama chcąc wykrzyczeć, że nie mógł wiedzieć jakie to uczucie. To że nie może zrozumieć jego cierpienia. Wiedział jednak, że Liam mógł. Nowy kapitan objął jego kart i uniósł twarz do góry, aby móc spojrzeć Louisowi w oczy.
- Harry… Harry nie chciałby, żeby komukolwiek go brakowało. Heck, stał na czele wyprawy ratującej Nialla, choć nie lubi go bardziej niż ktokolwiek na świecie. Ale wiedział, że go kocham, tak jak ja wiem, że kochasz Harry’ego – książę spojrzał na pirata jakby chciał zaprzeczyć jego słowom, ale nic nie powiedział – Odzyskam go dla Ciebie. Nawet jeśli będzie to ostatnia rzecz jaką zrobię, to Louis obiecuję. Odzyskam go.
- Przepraszam, Li – Louis objął Liama ciasnym uściskiem, a ten po prostu trzymał go w ramionach i udał, że nie zauważył jak łzy spływają z oczu Louisa oddając księciu jego godność.
- Wiem.
***
Louis obiecał się zachowywać. Naprawdę musiał, to był pewien rodzaj pracy. Ale szczerze wcale tak nie było. Nie mógł pomóc, ale czasem myśląc o Harry’m z rozbawieniem nazywał go szlachetnymi lub innymi przyjemnymi imionami. Ale jego tu nie było. Jednak powstrzymywał się od kolejnego ataku na Liama. Codziennie toczył wewnętrzną bitwę i nie wiedział na jaki wiele może sobie pozwolić. Z jakiegoś powodu, po prostu nie był w stanie myśleć, że odzyskają Harry’ego z powrotem.
***
Louis obserwował jak Zayn i Liam rozmawiają przy biurku Harry’ego i westchnął. Nie chciał się oburzać, że Liam siedział w fotelu Harry’ego, choć w rzeczywistości miał ochotę powiedzieć mu co on i Harry robili na tym krześle, ale zrezygnował z tego pomysłu. Harry nie miałby nic przeciwko, po prostu siedziałby tam, patrząc na Louisa z błyskiem zadowolenia w oczach i pocałowałby jego usta.
Boże, tak bardzo za nim tęsknił. Przyłapał się nawet na noszeniu jego ubrań i spaniu po swojej stronie łóżka ściskając poduszką, aby złapać ulotny „kapitański” zapach, więc mógł udawać, że trzyma kogoś w ramionach, aby przekonać się, że nie był w łóżku sam i mógł przespać całą noc.
Drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Danielle ciągnąc za sobą Eleanor.
- Nadal patrzycie się na tą cholerną mapę? - zapytała sarkastycznie przewracając oczami.
- Niektórzy z nas są zainteresowani znalezieniem Harry’ego, Danielle – w Louisie zawrzało. Eleanor położyła dłoń na jego nadgarstku zasłaniając nieznacznie Danielle. Louis szalał przez ostatni tydzień rozstawiając najmłodszych członków załogi po kątach. Nie miała zamiaru pozwolic Louisowi na uderzenie jej dziewczyny, bez względu na to jak silna i sprytna była.
- Cóż, księżniczko – zaszydziła Danielle – Ja tylko mówię, że jeśli nie mamy żadnej amunicji to jak można oczekiwać od nas sukcesu w tym Twoim małym napadzie, co? - książę zmrużył oczy i spojrzał na Danielle. Cholera z nią i jej głupią logiką.
- Słuchaj nie interesuje mnie wasza dwójka, ale mam dość zmywania pokładu co noc. Liam, zacznij być autorytetem, Harry by tego chciał.
- Skąd wiesz czego chciałby Harry? - narzekał Louis, a Eleanor przytuliła Danielle uspakajająco.
- Wiem, bo nigdy nie chciałby żeby zrobił się tu syf! Znacznie łatwiej biegać i wyżywać się na członkach załogi przez jego głupie i żałosne nieszczęście.
Liam westchnął patrząc na kłótnie. Załoga wymykała się spod kontroli. Danielle prawie skręciła Joshowi kark, kiedy ten wczoraj żartobliwie poprosił ją, by nauczyła go wiązać pętlę. Louis stał się wojownikiem. Sam Liam faktycznie warknął na Nialla w zeszłym tygodniu, a teraz blondyn nawet na niego nie patrzył, a Zayn był bardziej odległy niż kiedykolwiek wcześniej. Nie miał pojęcia co robić i wszystko co mógł zrobić, to usiąść i patrzeć jak jego załoga się rozpada. Zamknął oczy i przetarł się, jakby chciał móc się obudzić, żeby to wszystko okazało się chorym snem. Najwyraźniej życie nie było tak łaskawe.
- To jest to! - w pokoju rozległ się głośny trzask i przerwał panującą ciszę. Liam chciał jęknąć i zamknął oczy mocniej w nadziei, że problem zniknie sam.
- O mój Boże!
- Louis! Zabiję Cię!
- Dani! Nie!
Kiedy Liam otworzył oczy, Eleonor stała oparta plecami o drzwi rękami obejmując twarz. Louis spojrzał na nią w szoku, gdy Zayn próbował powstrzymać szalejącą Danielle.
- Louisie Tomlinson, igrasz ze śmiercią! - Lima w końcu zrozumiał napady Harry’ego. Wyciągnął jego broń z biurka i strzelił w sufit, a wszystko wokół niego zamarli.
- Ja pierdolę, Liam! - Zayn spojrzał z niedowierzaniem na swojego kochanka, podczas gdy Niall wślizgnął się przez drzmi.
- Czy ktoś zginął… o mój Boże! El! Twoja twarz! - Liam zerknął na twarz Eleanor i zobaczył fioletowego siniaka wzdłuż jej policzka i szczęki.
- Louis… - kapitan patrzył na Louisa z niedowierzaniem jak ryba wyjęta z wody.
- Eleanor… Jest mi tak… - bez słowa Louis zniknął zatrzaskując za sobą drzwi. Liam odchylił się w fotelu Harry’ego wciąż będąc w szoku.
- Dobrze, Zayn przynieś coś El na twarz – zabierając Eleanor Zayn wyszedł z pokoju, pozostawiając Danielle sam na sam z kapitanem.
- W porządku, Dani? - po chwili Liam spojrzał na dziewczynę.
- Jest dobrze – mruknęła w odpowiedzi, ale Liam za dobrze ją znał.
- Jesteś pewna?
- Powiedziałam, że jest w porządku, Li – chłopak spojrzał na jej twarz, której wyraz zaczął się powoli zmieniać.
- Li – zaszlochała, a Liam natychmiast otworzył szeroko ramiona, a dziewczyna podbiegła siadając mu na kolanach – Oh, Li, tęsknię za nim. Tak bardzo mi go brakuję – wyszeptała w zagłębienie jego szyi, a jej ciało drżało. Liam pocałował ją w głowę i przytulił mocniej do siebie.
- Wiem, Dani. Jak my wszyscy, jak my wszyscy.
***
- Louis! Louis, zaczekaj! - Niall przeklął się za to że nie był w stanie poruszać się szybciej, kiedy ścigał księcia przez pokład. Był u kresu tchu min zdołał chwycić nadgarstek chłopaka – Louis.
- Przestań, dobrze? - Louis odwrócił się twarzą do Irlandczyka i kazał mu odejść.
-Louis, po prostu posłuchaj…
- Nie, Niall. To Ty posłuchaj – syknął książę – Nikt Cię tutaj nie chce. Nie możesz zrobić nic wartościowego a już na pewno nie możesz uratować mnie przede mną samym.
- Ale…
- Po prostu stąd idź! - książę pchnął Nialla, ale ten zachował pion. Nie miał zamiaru kłamać, nie trzymając swoich uczuć na wodzy. To za wiele, nawet dla bezczelnej królowej. Ale Niall wiedział co ma robić i nie zamierzał odpuścić dotąd aż on odpuści. Nie był bezwartościowy.
- Nie. Louis…
- Odejdź! - krzyknął Louis popychając blondyna z całej siły. Niall potknął się i ustawił się w pozycji sparingu, tak jak uczyli go Zayn i Liam. On nie odpuszcza.
- Louis.
- Głuch jesteś? - wrzeszczał wściekły Louis, popychając chłopaka z każdym słowem – A może jesteś aż tak głupi? - usta Nialla zadrżały, ale nie ruszył się z miejsca.
- Słuchaj Lou, wiem że nie chciałeś jej skrzywdzić, ja…
- Skąd wiesz? Jestem zdziwiony, że wiesz jak zabrać się za ładunek. Poczekaj, jedna nie. Przecież zawsze możesz polegać na głupiego Liama, który zrobi to za Ciebie.
- Ja nie…
- No chodź, Niall! Ty nawet nie wiesz jak się bronić! Spójrz na siebie, pozwoliłeś mi popychać Cię cały czas! Założe się, że zawsze liczysz, że wieli i zły Zayn Cię obroni! Więc gdzie jest teraz, co? - krzyknął Louis czerwony ze złości przyciskając Nialla do skrzyni przy krawędzi statku i syknął mu do ucha – Gdzie. On. Teraz. Jest?
Niall zamrugał przez zły i spojrzał w twarz Louisowi. Nigdy nie widział takiego uśmieszku. Nigdy nie widział rozpaczy kogoś kto się rozpada. Drżał pod ostrym spojrzeniem niebieskich oczu Louisa. Zanim wymierzył cios niżej niż kiedykolwiek myślał, że może, wiedział jakie te słowa będą miały wpływ na Louisa, odchrząknął i powiedział tak dobitnie jak tylko mógł.
- Przynajmniej tutaj jest.
***
- El, jesteś pewna, że wszystko w porządku? - dziewczyna uśmiechnęła się do Zayna i skinęła uprzejmie głową.
- Tak, to tylko siniak. Jeśli mam być szczera to bardziej martwię się o Louisa. Nigdy nie widziłam go w takim stanie.
- Ludzie na morzu stają się potworami, El – powiedział Zayn, ale Eleanor pokręcił głową.
- Nie, ludzie stają się potworami kiedy cierpią, Zayn, a Louis cierpi w najgorszy sposób.
- Gdy Arson porwał Nialla, prawie straciłam rękę dla Harry’ego – dziewczyna spojrzała na niego z zakłopotaniem i uśmiechnęła się delikatnie – Groził, że ją odetnie, jeśli nie będę grzeczna – Eleanor wzdrygnęła się wywołując śmiech Zayna.
- Widzisz, jak nigdy nie rozumiałem fascynacji tym człowiekiem – uśmiechnął się Zayn, poruszając się delikatnie w rytm morza dokoła nich.
- Dorośniesz do kochania go – odwrócił się do niej z uśmiechem, ale jej twarz była pusta, a spojrzenie pełne grozy utkwione za nim.
- Co jest? El, co się stało? - Zayn spojrzał w górę wędrując za jej spojrzeniem na tłum ludzi i jęknął. Nie był gotowy odciągać Louisa od jego następnej, bezradnej ofiary – Ruszyć się wszyscy! Ruszać się! - nakazał Zayn, przeciskając się przez załogę do miejsca gdzie Louis pokonywał jakiegoś biednego faceta.
- Louis, Lou! - Zayn skoczył do przodu chwytając jego pięści – Zostaw go! - pchnął księcia na ziemię, a ten usiadł i oddychał ciężko. Zayn zwrócił uwagę na zakrwawione ciało ofiary Louisa.
Członek załogi, który leżał bezwładnie przed Zaynem był pokryty krwią od stóp do głów. Zadrapania i siniaki pokrywały całe ciało, a jego twarz była tak spuchnięta, że nie można było go rozpoznać. Zayn nigdy nie widział, aby Louis wyrządził tak wiele szkód.
- Jezu – Zayn przeczesał włosy ręką i przykucnął obok ciała – Wszystko w porządku stary?
- Z-Zayn – wychrypiał, a ten pochylił się bardziej rozpoznając głos. Ten akcent. I zakrwawione, zmierzwione blond włosy? Opuchnięte oczy były zdecydowanie niebieskie.
- Niall… - całe ciało chłopaka zapłonęło z wściekłości i rzucił się na Louisa z większą wściekłością, niż kiedykolwiek myślał, że to możliwe.
- Niall?! Pobiłeś Nialla?! - Zayn brał zamach za zamachem, Louis osłaniał się na ile mógł, ale wściekłość Zayna była zbyt wielka, w końcu Zayn poczuł satysfakcjonujący chrzęst pękającej kości Louisa pod jego pięścią.
Tłum stojący wokół szalał, ludzie wołali Liama, ale nikt nie odważył się zainterweniować. Louis zachwiał się odpychając Zayna. Dostrzegł błysk słońca odbijającego się od metalu i zanurkował po sztylet.
- Odwal się, Zayn! Albo będę musiał go użyć!
- Pobiłeś Nialla! Przy wszystkich! - warknął pirat podchodząc bliżej.
- Zayn! Odsuń się! - książę zamachnął się nożem ledwo mijając twarz pirata.
- Ha! No dalej!
- Zayn, nie chcę tego robić! - Zayn rzucił się w kierunku Louisa.
- Louis, obedrę Cię ze skó… - Zayn jęknął kiedy Louis przejechał ostrzem sztyletu po jego brzuchu. Książę wyciągnął go szybko w szoku i upuścił na podłogę jakby go parzył.
- O cholera. Zayn, przepraszam… - pirat cofnął się i pochylił na bok wypluwając krew.
- A więc tak chcesz wyrać.
- Zayn, ja… cholera! - krzyknął Louis gdy Zayn wyciągnął miecz celując w niego. Szatyn wskoczył na skrzynię wycofując się, jednak pirat szybko szedł za nim.
- Już nie jesteś taki odważy, mądralo?
- Zayn, proszę! Przestań! Przepraszam! - błagał Louis stojąc na krawędzi skrzyni. Zayn przyparł go do muru. Już po nim.
- Trzeba było o tym pomyśleć przez pobiciem mojego chłopaka! - krzyknął Zayn rzucając się w przód w ślepej furii w oczekiwaniu na satysfakcjonujące uczucie ostrza zagłębiającego się w skórę i stłumiony krzyk Louisa. Ale tak się nie stało, kiedy Zayn otworzył oczy Louisa już nie było, a Zayn patrzył prosto w dół na ciemne wody oceanu wokół statku.
***
- Eleanor, cokolwiek masz mi do powiedzenia jestem pewien, że to może poczekać – westchnął Liam, gdy Eleanor przeciągnęła jego i Danielle przez biurko, był speszony i próbował oddychać. Danielle nigdy nie widziała Eleanor w takim stanie. Choć stwierdziła, że widziała wiele nowych rzeczy odkąd porwano Harry’ego.
- Eleanor, możesz nam powiedzieć co… co Zayn tam robi? - chłopak stał na krawędzi statku z mieczem w zakrwawionej koszuli po prostu wpatrując się w otchłań czarnych fal.
- On zaraz spadnie! Zayn! - zawołał Liam biegnąc na krawędź burty i pociągnął do bezpiecznie w swoje ramiona.
- Pobił Nialla… - Liam zmarszczył brwi patrząc w oczy pirata.
- Co?!
- Louis, on go pobił. Ja nie chciałem…
- Zayn – Liam mruknął z lękiem na twarzy – Co zrobiłeś…
- Harry by mnie powstrzymał. Harry by mi nie pozwolił… Boże, Harry – Zayn płakał spuszczając głowę na szyję Liama. Chłopak nie był do tego przyzwyczajony, Zayn nigdy wcześniej nie płakał. Wiedział o nim i Harry, ale to mu nie przeszkadzało. Zayna i Harry’ego łączyła szczególna więź i Liam zawsze myślał, że lepiej tego nie kwestionować – L-Lima, nie możemy powiedzieć Harry’emu. Potrzebuję go. Potrzebuję Harry’ego, a on będzie… on będzie…
- Zayn – Liam przerwał, aby odchylić się do tyłu i spojrzeć w oczy ukochanego – Co zrobiłeś?
- Zabiłem go!
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz