wtorek, 7 stycznia 2014

4

***

- Danielle, możesz być trochę delikatniejsza? - spytał Liam, gdy jego przyjaciółka owijała bandażem jego ramię.


Danielle nie posłuchała i zawiązała węzeł, by utrzymać materiał w miejscu.

- Jeśli chcesz zatrzymać krwawienie to musi być szczelnie zapięte.
Zayn zignorował jego dwóch przyjaciół i chodził po gabinecie Harry’ego, czekając na powrót kapitana, który przesłuchiwał wroga, którego z kolei znokautował Harding. Liam na szczęście nie zemdlał i nikt w ekipie doznał żadnych poważnych ran za wyjątkiem Josha i Liama. Teraz Zayn czekał z Danielle i Liamem na Harry’ego, by wrócił i mogli znaleźć Nialla.

Arson nie byo bardzo daleko, według Jeba, który obserwował z bocianiego gniazda. Ale One Direction nie był dokładnie przygotowany, aby ponownie się z nim zmierzyć.

- Zayn, znajdziemy go - głos Liama ​​złamał koncentrację Zayna.

- Wiem, że tak, po prostu martwię się o to, co się z nim stanie, nim się tam dostaniemy. Liam westchnął.

- Nie myślmy o tym – powiedziała Danielle, chcąc pozbyć się przygnębiającej atmosfery. Ale widziała, że ta dwójka ma poważne powody, by się martwić. - Harry dowie się, gdzie ten statek się kieruje i będziemy tam w krótkim czasie.

- Co, jeśli go zranią? - Liam schował głowę w dłoniach. Drzwi nagle się otworzyły i Harry wpadł do środka, absolutnie wściekły. Zrzucił płaszcz i chwycił drinka przy jego biurku. Zayn podszedł do kapitana, powoli, jakby starając się nie przestraszyć Harry’ego.

- Co powiedział?

Harry odwrócił się do trzech członków załogi, ze śmiertelnym spokojem.

- Kilka rzeczy - Harry mruknął. Powiedział, że jadą do portu w południowej Anglii, tam jest podziemny targ niewolników. Zwrócił również uwagę, że planowali atak na nas przez kilka dni.

- Co? - Liam zapytał, wstając trochę za szybko. Harry wzruszył ramionami.

- Słyszeli, że Niall jest na One Direction w Dublinie i natychmiast rozpoczęli śledzenie nas. Byli pewni, że dostaną go, więc już dali znać na rynek w Wight, że Niall będzie z nimi. Już zaczęły się licytacje.

Zayn był pierwszym, który zareagował, uderzając dłonią o ścianę w furii. Liam ponownie opadł na swoje miejsce, a Danielle zamarła.

- Gdzie ten pirat jest teraz? Jeśli nie zabiłeś go jeszcze, Harry, Przysięgam - Zayn zagroził, poruszając się niebezpiecznie blisko Harry’ego i złapał go za ramię. Liam wstał i podszedł do Zayna, odciągając go z dala od Harry’ego.

- Powinien być już martwy - Harry odpowiedział. - Chyba że może wstrzymać oddech na bardzo długi czas, bo jest na dnie Morza Celtyckiego.

Zayn, Liam i Danielle wymienili spojrzenia, znając okrutne metody ich kapitana.

- Przypomnij mi następnym razem, gdy dobijemy do portu, by zyskać więcej kuli. Brakuje nam trzech teraz - Harry wzruszył ramionami nonszalancko. - Potrzebuje czegoś, aby ppciągnąć go w dół.

- Harry musimy iść ratować Niall - Liam powiedział.

Nikt nie powiedział nic innego w ciągu paru minut. Harry przygryzł wnętrze policzka, patrząc się na ludzi w pokoju. One Direction został zaatakowany i nawet, jeśli niektórzy członkowie załogi zginęli w ostatnich walkach, to ta była inna. To nie byli tylko ludzie od mopa. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak wiele osób zginęło, dopóki Niall nie pojawił się na pokładzie.

I chociaż Harry nigdy się nie przyzna, tęsknił za tym dzieciakiem. Jasne, Niall był dawnym szlachcicem, irytującym jak diabli, ale było w nim coś beztroskiego, czego brakowało tutaj. Zawsze się uśmiechał i z radością robił wszystko, co mu kazano. Harry potarł czoło i zmrużył oczy.

- Jedziemy po niego. Puścimy Arson z dymem.

*


Niall czuł się, jakby minęły godziny. Nie miał pojęcia, jak długo był zamknięty w pokoju, ale czuł się jakby był to cały dzień. Godziny przelatywały między jego palcami i Niall zorientował się, że lina poluzowała się na tyle, że mógł się poruszać. Nie było zbyt wiele do zrobienia z rękami związanymi za nim i innymi linami przytrzymującymi jego ciało do drewnianego krzesła. Niall podniósł się na nogi siedząc na krześle, mając nadzieję, że będzie w stanie wstać i liny po prostu się rozwiążą. Ale Niall spadł w klęsce, po kilku próbach, zdając sobie sprawę, że nie może się wydostać.

Niall poruszył się i stwierdził, że był w stanie przekręcić się bardziej w lewo i uświadomił sobie, że liny nie mogą trzymać go tak mocno zbyt długo. Wszystko, co musiał zrobić, to przesunąć się, dopóki nie będzie od siedzenia na tyle daleko, by móc wstać. Zmusił się, by poruszać się w lewo, gdy poczuł coś ciągnącego go za ramię. Knebel w ustach go uwierał i powstrzymywał jęk, gdy odwrócił się na krześle.

Tylko trochę dalej. Niall nacisnął na knebel ponownie, by nie mógł zrobić za dużo hałasu, gdy odwrócił się, aż wyszedł całkowicie z siedzenia i znalazł się po drugiej stronie krzesła. Niall kręcił się trochę, aż udało mu się wstać i liny na jego brzuchu poluzowały sięna tyle, że już nie był przytwierdzony do krzesła.

Następnie Niall spadł na ziemię, co go zabolało. Wziął kilka oddechów, a liny spadły na jego nogi. Teraz wszystko, co musiał zrobić to uwolnić ręce. Usiadł na kolanach tak, że jego związane ręce były w stanie dotrzeć do jego butów, a on ledwo chwycił sztylet. Niall modlił się, że nie skaleczy się przypadkowo, gdy pchnął ostrze kciukiem i przerzucił sztylet tak by dotknął liny.

Ostrożnie Niall przeniósł sztylet w górę i w dół, i w ciągu dziesięciu minut rozciął linę. Gdy tylko pękła, Niall upuścił sztylet i potarł obolałe nadgarstki. Wyjął z ust knebel i wreszcie mógł odetchnąć.

Ale co teraz? Niall wiedział, że nie ma realnych szans na ucieczkę, bo zostanie złapany, zanim cokolwiek zrobi. Ale nie mógł tylko czekać na Liama i Zayna. Niall przeszedł przez pokój i usłyszał pirata z drugiej strony. Niall myślał przez kilka minut, zanim wymyślił plan. Chwycił krzesło, do którego został wcześniej przywiązany i stanął przy drzwiach, mając nadzieję, że mu się uda.

Niall pozwolił sobie na chwilę, aby przygotować się do rozmowy.

- Pomocy! Puść mnie! - Niall krzyknął, starając się przyciągnąć uwagę pirata po drugiej stronie drzwi. - Nie możesz trzymać mnie zamkniętego tutaj!

Niall usłyszał ruch po drugiej stronie drzwi i przywarł do ściany, gdy usłyszał kliknięcie zamka. Pirat zajrzał do środka i rozglądnął się po pomieszczeniu. Niall upuścił krzesło i uderzył nim w głowę, a pirat upadł na ziemię. Nie czekając ani chwili dłużej, Niall wybiegł z pokoju.

Przeczesał palcami włosy, sfrustrowany i zagubiony. Nie wiedział, co teraz zrobić. Niall wkradł się pod pokład wiedząc, że nie ma zbyt wiele czasu, zanim reszta załogi zorientuje się, że uciekł.

Niall wszedł do jednego pokoju i zobaczył coś, co przyspieszyło bicie jego serca. Kanony*.

Cicho, Niall otworzył drzwi, aby upewnić się nikt inny nie był w pokoju. Miał szczęście, gdy okazał się pusty. Niall podszedł do jednego z dużych kanonów i otworzył drewniany panel, aby mógł wyjrzeć na zewnątrz. Wyglądało jak poranek. Niall wystawił głowę przez otwór i rozejrzał się. W oddali za nim widział coś, co wyglądało trochę jak inny statek i miał nadzieję, że to One Direction.

Niall cofnął się, mając nadzieję, że Zayn i Liam najprawdopodobniej nadchodzili z pomocą. Jego przyjaciele i Harry będą tu wkrótce. Niall poczuł, że coś dotyka jego stopy i gdy spojrzał w dół, zobaczył kule. Mógł dać sygnał, że tu jest.

Podniósł jedną i załadował ją, a na stopy coś kopać i spojrzał w dół, aby zobaczyć kule. Mógł sygnalizuje je, niech wiedzą, że tam był.

Niall podniósł jedną i ładowane do kanonu, a następnie znalazł pochodnię. Szybko zapalił i przeniósł ją przez kanon. Cofnął się i patrzył, jak kula wystrzeliła.

*

- Słyszałeś to? - Liam zapytał, biegając po pokładzie w kierunku dziobu statku, by spotkać Zayna.

- Tak - Zayn odpowiedział, chwytając lunetę i patrząc w kierunku, z którego pochodził wyraźny hałas.

- Czy myślisz, że – Liamowi przerwał kolejny strzał. - To Niall?

- Może chce nam zasygnalizować, gdzie jest.

- Kto strzela do oceanu? - znikąd pojawił się Harry.

- Myślę, że to Niall – powiedział Liam. - Nikt inny nie mógłby marnować kuli.

- To na pewno on – rzekł Zayn, gdy kolejna kula uderzyła w wodę.

- Musimy nadrobić odległość – zapowiedział Harry, po czym ruszył przez pokład w stronę Dana.

*

Niall cofnął się i zakrył uszy, gdy kolejny kanon wystrzelił.

- Kto, do kurwy nędzy, strzela!? - krzyknął pirat za drzwiami. Niall spanikował i wtedy drzwi się otworzyły. - Co robisz? - Pirat podbiegł do niego i chwycił za ramiona. - Jak się wydostałeś?

- James, ktoś zamknął Alonzo! - inny głos się odezwał.

- To on – James odwrócił się, prezentując Nialla. - Powiedz kapitanowi Cartason, że dzieciak uciekł.

Pirat wybiegł i James zacisnął dłoń na ramieniu Nialla, wyciągając go z pokoju. Pchnął go w stronę swoich kumpli, którzy zaraz go pochwycili.

- Uderzyłeś Alonzo, huh? - James podszedł do niego. Bert stanął za Irlandczykiem i przytrzymał go, kiedy James zamachnął się pięścią w brzuch Nialla. - Jak się czujesz?

Niall zakaszlał pod wpływem uderzenia. Ledwie zdążył się wyprostować, gdy kolejny cios został wymierzony mu w twarz. Bern puścił Nialla, a młodszy chłopiec upadł na ziemię. James poszedł do Nialla z każdym kolejnym słowem, bił go i kopał.

- Uspokój się, James - Cartason powiedział. Kapitan odepchnął Jamesa i podszedł do Nialla. - Jak uciekłeś? - Cartason chwycił Nialla za koszulę i postawił go na nogi. Niall splunął na jego buty i otarł krew z nosa.

- Chciałbyś wiedzieć, co?

- Nie możemy go ranić, bo wtedy nie sprzedamy go za wiele, skoro będzie uszkodzony – ktoś się odezwał. Niall wzdrygnął się na myśl o sprzedaży go. Odzyskał spokój, gdy przypomniał sobie, że One Direction nadchodzi po niego. Cartason wyciągnął Nialla z jednej strony statku i posadził go na skrzyni.

- Wydaje mi się, że mamy buntowniczego niewolnika - Cartason powiedział. Niall nie słuchał oczywiście, tylko patrzył ponad wodą do miejsca, gdzie mógł zobaczyć One Direction. Niall poczuł, że jego ramiona są wyciągnięte przed siebie, a lina otoczyła jego nadgarstki.

Niall kopnął mężczyznę, a ten warknął i chwycił go za włosy. - Przestań.
Niall spojrzał w odpowiedzi jak kolejny już sznur został przymocowany i Niall był zdezorientowany. Szarpnął się do przodu za nadgarstki i zdał sobie sprawę, że nic nie zrobi.

- Teraz ktoś ma go obserwować – kapitan Cartason powiedział. - Nie możemy mieć więcej problemów.

Bern przeszedł po pokładzie z Niallem, dając wszystkim piratom okazję do pośmiania się z blondyna. Niall nie zamierzał dać im żadnej satysfakcji, dlatego ociągał się. W końcu został przywiązany do masztu, aby wszyscy mogli wrócić do pracy.

- Zabawne, Niall? - usłyszał nagle i zobaczył Alonzo. Schylił się i chwycił go za podbródek. - Nie uciekniesz w najbliższym czasie – Niall miał ochotę się na niego rzucić. - Masz szczęście, że nie mogę cię skrzywdzić - Alonzo odszedł pozostawiając Nialla samego.

Niall mógł rozglądać się i widział, że One Direction zbliża się szybko. Niall podciągnął kolana do piersi i skulił się, zamykając oczy, aby uciec od świata. Nie spał od wieku i zdał sobie sprawę, jak wyczerpany był.

*

Niall zakaszlał gwałtownie, dusił się wodą, która pojawiła się w jego ustach. Grupa piratów stała wokół niego, gdy został sprowadzony do świadomości. Niall nie zdawał sobie sprawy, że rzeczywiście zasnął, dopóki nie został tak surowo obudzony. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było poszukiwanie One Direction. Widział statek bliżej niż wcześniej, ale nieuczciwi piraci postanowili go rozproszyć.

Niall zakrztusił się ponownie, gdy kubek z wodą został brutalnie wepchnięty w jego usta. Niall kopnął najbliższego pirata, który rzucił kubek.

- My po prostu staramy się zaspokoić twoje pragnienie - pirat dokuczał.

- Kapitan chce cię widzieć - pirat odwiązał go i pociągnął do kajuty. Niall był zmuszony do podążania za nim. Opadł zmęczony, gdy drzwi zamknęły się za nim.

- Czego chcesz? - Niall zapytał.

- Chciałem tylko porozmawiać, panie Horan - Cartason odsunął krzesło dla Niall. - Proszę usiąść.

- O czym chcesz rozmawiać? - Niall nadal stał.

Cartason nie odpowiedział, lecz pochylił się i chwycił dłuższą linę. Pociągnął za nią nagle, w wyniku czego Niall potknął się i Cartason pchnął go na krzesło.

- Musisz nauczyć się słuchać. Twój przyszły mistrz cię ukarze, jeśli tego nie zrobisz.

- Nie będę miał mistrza, więc nie muszę martwić się karami - Niall powiedział.

- Musisz się wiele nauczyć, nim damy cię na aukcję.

Niall wywrócił oczyma i odchylił głowę, ignorując jego słowa. Niall zignorował rękę, która nagle zaczęła naciskać na jego pierś. Niall zignorował rękę, która uderzyła go w brzuch.

- Zostaw mnie - Niall kopnął Cartasona i wstał. Starszy mężczyzna schylił się ponownie i chwycił dłuższą linę, ciągnąc Nialla do siebie z większą siłą.

- Powiedziałem zostaw mnie!

- Masz w sobie siłę walki - Cartason dokuczał. - To zajmie dużo więcej czasu, by cię złamać, czyż nie?

Niall nienawidził się do tego przyznawać, ale zaczynał się trochę bać. Wiedział, że Zayn i Liam będą tu wkrótce i oni go uratują. Ale teraz był uwięziony. Cartason chwycił jedno z krzeseł i wstał, biorąc dłuższą linę i kołysząc ją na jednej z belek stropu. Niall został pociągnięty za linę, a jego ramiona zostały utwierdzone nad głową. Cartason był zadowolony z pozycji, więc zeskoczył z krzesła i stanął przed swoim więźniem.

- Teraz, na czym skończyliśmy? - Cartason schylił się ponownie i chwycił za krocze Nialla.

- Nie dotykaj mnie - Niall warknął, chcąc kopnąć kapitana.

- Nie martw się, Niall - Cartason stał prosto. - Nie zamierzam cię zgwałcić lub cokolwiek. Chcę po prostu sprawdzić towar, upewniając się, że sprzedam go za godziwą cenę – kapitan okrążył Nialla. - Wyglądasz dobrze. Trzeba przybrać trochę więcej mięśni, jeśli chcą cię do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Ale chyba to nie jest to, dlaczego chcą cię kupić.

Cartason stanął ponownie przed Niallem. Wyglądał tak, jakby miał zamiar chwycić go ponownie, ale przerwał mu huk. Oboje spojrzeli na drzwi i usłyszeli kolejne uderzenie. Niall uśmiechnął się widząc oczy Cartasona pełne paniki. Niall nie mógł walczyć z uśmiechem, gdy kapitan pobiegł do swojego biurka, wyciągnął pistolet i kajdanki. Cartason wrócił do Nialla i zapiął kajdany na nadgarstkach.

- Nie przetnie pan liny ponownie, to tylko dodatkowy środek ostrożności - Cartason następnie wyjął chusteczkę z kieszeni i wsunął go między zęby Nialla, wiążąc ją mocno. - Nie możesz wzywać pomocy.

Cartason chwycił pistolet i miecz, pozostawiając Nialla samego w pokoju. Niall czekał, słysząc bitwę, najprawdopodobniej o jego wolność, która działa się za drzwiami. To było absolutnie straszne czekając, czy jego przyjaciele są żywy czy martwi. Niall próbował kilka razy uwolnić się od lin.

Jego ramiona i ręce bolały przy każdym ruchu. Niall zatrzymał wszystkie ruchy, kiedy usłyszał wystrzał, tuż obok drzwi. Słyszał głosy i miecze. Nagle otworzyły się drzwi, a Liam i Zayn wtargnęli w pogotowiu.

- Niall! Liam podbiegł do niego. Rozwiązał knebel, całując go. - Tak mi przykro, że to się stało. Czy jesteś ranny?

- Czuję się dobrze, Liam - Niall powiedział, pochylając się do dotyku Liama.

Zayn wpadł za nim, stając na krześle. Wyciągnął mniejszy sztylet, by przeciąć liny trzymające go.

- Przepraszam, jeśli to zaboli, ale musimy się stąd wydostać.

Dopiero, gdy opadł w ramiona Zayna, uświadomił sobie, jak jego mięśnie bolą. Zayn objął go dookoła i pociągnął do ciasnego uścisku, całując go po twarzy. Następnie zabrał się za łańcuchy.

- Liam, jest tam gdzieś klucz?

- Nie – odpowiedział Niall. - Cartason zabrał go ze sobą.

- Niedobrze – Liam złapał Irlandczyka za ręce i przyjrzał się otarciom. - Przepraszam cię, Niall.

- To nie jest twoja wina, Liam - Niall powiedział. Zayn tylko potarł głowę i wybiegł z pokoju. - Gdzie on idzie?

- Znaleźć klucz - Liam powiedział, nie chcąc puścić Nialla. Usiadł i posadził go sobie na kolanach. - Zranili cię gdziekolwiek indziej? - otarł dłonią zaschniętą krew na nosie Nialla.

- Parę zadrapań tu i tam - Niall odpowiedział szczerze. - Nic czego nie mogę znieść.

- Jesteś pewien, że nic ci nie jest?

- Nic mi nie jest Liam. Ty i Zayn przyszliście po mnie i teraz musimy tylko odpiąć te głupie kajdany i się stąd wydostaniemy - Niall uścisnął dłonie Liama, by udowodnić swoją rację. Drzwi otworzyły się znowu, ja Zayn i Harry pchnęli Cartasona do pokoju. Zayn wyciągnął nóż i trzymał go przy gardle kapitana.

- Gdzie jest klucz?

- Zrozum: Twój przyjaciel Niall nigdzie się nie wybiera - Cartason odpowiedział.

- Naprawdę? - Harry przemówił. - Ciekawe, ponieważ połowa twojej załogi nie żyje, a reszta jest zamknięta pod pokładem. Zostałeś tylko ty.

Harry wyciągnął pistolet i postrzelił Cartasona w nogę. Kapitan wrzasnął i spojrzał na Harry’ego szeroko otwartymi oczami.

- Teraz powiedz mi, gdzie jest klucz, zanim strzelę w drugą nogę - Harry zagroził.

Cartason po prostu śmiał się z trzech mężczyzn. Liam postanowił, że już dość i delikatnie przesunął Nialla na kolanach.

- Zraniłeś Nialla, groziłeś mu i robiłeś Bóg jeden wie, co, więc powiedz, gdzie jest klucz, a może pozwolę ci umrzeć w jak najmniejszym bólu – Liam zamachnął się pięścią w kierunku Cartaona, celując w szczękę.

- Jest w jednej z kieszeni płaszcza. Widziałem jak go tam wkładał – odezwał się Niall. Zayn schylił się i wydobył klucz.

- Chodź tu - Zayn powiedział. Niall podszedł i wyciągnął ręce w stronę Zayna, którzy szybko odblokował łańcuchy, pozwalając im spaść na ziemię, zanim przyciągnął Nialla do prawidłowego uścisku. Liam wkrótce dołączył do nich.

- Harry? - zaczął Liam, spoglądając ku drzwiom.

- Wrócę za kilka minut, Liam - Harry powiedział, nie odrywając oczu od drugiego Kapitana. - Idź upewnić się, że reszta załogi Arsona jest zamknięta. I daj znać Wight, że Arson nie dostarczy Nialla.

Zayn złapał Nialla za rękę i wszyscy trzej wyszli, zostawiając Harry’ego sam na sam z kapitanem Cartasonem. Niall odetchnął z ulgą, kiedy dostał się na pokład, aby zobaczyć wszystkich jego przyjaciół stojących wokół.

- Niall! - Danielle podbiegła i przytuliła go, praktycznie wyciskając powietrze z jego płuc. - Wszystko w porządku?

- Tak, jestem w porządku, Danielle. Możesz mnie puścić teraz albo mnie zabijesz.

- Racja, przepraszam.

Tak szybko, jak Danielle puściła Nialla, poczuł kogoś innego, obejmującego go.

- Niall, mówiłem ci, że nie umrzesz – skomentował szkocki akcent. Niall odwrócił się, aby zobaczyć Hardinga patrzącego na niego, kilka cięć zdobiło jego twarz, ale poza tym był bez szwanku. - I wciąż żyję, nie byłem nawet przerażony.

Liam i Zayn pociągnęli go z dala od swoich przyjaciół na chwilę, aby dostać kilka słów.

- Niall, czy ktokolwiek na Arsoneie cię zranił?

- Myślę, że znasz odpowiedź, Liam – Niall westchnął. Nie chciał się do tego przyznawać, ale wszyscy wiedzieli, że został ranny gdy był uwięziony.

- Jak? - Zayn poprosił. - Jakoś konkretnie? - Niall odwrócił wzrok, unikając odpowiedzi. Zayn wyciągnął rękę i ujął go pod brodę, by Niall mógł na niego spojrzeć. - Po prostu powiedz nam kilka nazwisk.

- Nie pamiętam wszystkich - Niall wzruszył ramionami. - Wiem, że był tam Alonzo, James i Bern.

Liam poklepał Nialla po plecach, po czym pozwolił mu wrócić do grupy. Razem z Zaynem puścili jego dłonie.

- Danielle, dlaczego nie zabierzesz Nialla i reszty załogi na statek? Zaczekamy na Harry’ego.

Danielle skinęła głową i zabrał ludzi przez most, na pokład One Direction.

*

Liam i Zayn zeszli pod pokład w kierunku aresztu, gdzie Josh zablokował drzwi, zatrzymując wrogów w swoich komórkach.

- To wszyscy? - Zayn zapytał, idąc korytarzem, aby zobaczyć wszystkich piratów w komórkach.

- Każdy, kto żyje - Josh odpowiedział. - Ty i Zayn nie byliście jedynymi złymi, że Niall zostały porwany.

- Kim są Alonzo, James i Bern? - Liam wyciągnął pistolet. - Umrzecie pierwsi.

Piraci w komórkach zaczęli mówić między sobą. Zayn następnie wyciągnął swoją broń.

- Czy mogę zacząć zabijać was wszystkich?

- Tam są, to oni!- jeden z piratów krzyknął, wskazując na trzech mężczyzn. Zayn zastrzelił zdrajcę. Grupa piratów zamilkła. Liam odwrócił się do Josha.

- Wróć na statek, zajmiemy się tym.

Josh skinął głową i opuścił dwóch mężczyzn. Liam i Zayn podeszli do komórki, w której byli Alonzo, James i Bern wraz z innymi członkami załogi. Liam wyciągnął miecz i podszedł do Alonzo.

- Pamiętam cię - Liam zamachnął się mieczem i sięgnął przez kraty, by dotknąć pirata. - Dźgnąłeś mnie - Liam podkreślił swój punkt wciskając miecz w ramię Alonzo. - Przykro mi, że nie będziesz w stanie pływać, gdy statek pójdzie na dno - Liam przeniósł miecz na drugą stronę. - To za zranienie Nialla!

Zayn podszedł do następnej osoby, celując bronią w Berniego.

- Ty rzeczywiście miałeś Nialla na statku? - Zayn nie czekał na odpowiedź, bo złapał klucze do celi i wyciągnął z niej Berna. Liam został sam.

- Teraz James - Liam wyciągnął kolejnego mężczyznę z celi. - Słyszałem, że jesteś jednym z najbardziej brutalnych na statku.

Po chwili rozległ się strzał i uderzenie czegoś w wodę. Liam odwrócił się do Jamesa i pirat nie miał nawet szansy się bronić, gdy pięść Liama ​​go dotknęła.

*

Harry trzymał Cartasona na łańcuchu tak, jak ten miał wcześniej Nialla.

- Kapitanie Cartason - Harry chodził dokoła niego i wyciągnął pistolet. - Sprawiłeś mi zbyt wiele problemów w ostatnich latach, ale biorąc kogoś z mojego statku… To przelało szalę.

Harry wystrzelił w zdrową nogę Cartasona. Kapitan przygryzł wargę, by nie wydobyć z siebie krzyku bólu.

- Nie zamierzam cię zabić - Harry powiedział. - Dobry kapitan powinien zejść ze statku - jeszcze dwa strzały, jeden na każdym ramieniu. - Możesz zostać na statku i utopić się powoli, chyba że rekiny znajdą cię pierwsze. Wiesz, jak bardzo kochają krew.

- Nie możesz mnie tu zostawić – wydusił Cartason. Harry zatrzasnął drzwi, zamykając człowieka wewnątrz, by wykrwawił się na śmierć.

*

Harry przeszedł z powrotem na swój statek, odpinając most. Szybko zeskanował pokład, czy aby na pewno wszyscy są. Liam i Zayn opiekowali się Niallem, oglądając jego urazy, natomiast Danielle przyglądała się jak Josh i Dan wysyłają ludzi w dół, by załadować kanony. Harry podszedł do Liama, Zayna i Nialla. Trio spojrzało na kapitana.

- Liam, Zayn, upewnijcie się, że kanony są gotowe, a następnie wyślijcie Arsona na dno - Harry podszedł do drzwi, które prowadzą pod pokład. - Niall, spotkamy się w moim gabinecie. Teraz.


* kanony – takie armaty, wysuwane przez okna na statku. Kumacie? xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz