***
Jego powieki powoli uchylały się, ale światło wdzierające się do jego źrenic w tym momencie było nie do zniesienia wręcz sprawiało mu ból więc zamknął je znów upajając się błogą ciemności.
-Niall? Proszę cię otwórz te swoje piękne oczy. - wiedział, że zna skądś ten głos. Czuł czyjąś ciepłą dłoń na swojej. Po raz drugi jego powieki uchylały się odsłaniając błękitną tęczówkę. Światło mimo, że wciąż nieprzyjemnie raziło, było do zniesienia. Zamrugał kilka razy i spojrzał na siedzącą obok niego osobę. Ciepły uśmiech, który wkradł się na twarz Zayna, który nie przestawał gładzić delikatnie jego dłoni.
-Witaj skrzacie. - Niall wpatrywał się w niego z delikatnym uśmiechem. Nie mógł sobie wymarzyć piękniejszego widoku zaraz po przebudzeniu. Pamiętał wszystko, słyszał strzał i kiedy nie dostrzegł nigdzie w pomieszczeniu swojego brata wystraszył się.
-Gdzie Liam? - wychrypiał i znów nerwowo rozejrzał się po sali, chciał się podnieść, ale Zayn natychmiast złapał go za ramiona i ostrożnie położył na łóżku.
-Uspokój się. Liam odwozi twoich rodziców do mojego domu. Muszą się przespać. A ja przy tobie posiedzę. - Zayn wciąż ściskał dłoń chłopaka bez krępacji. Nie miał pojęcia jak przekazać mu złe wieści. I nie nie chodzi tu o śmierć Tomlinsona -Niall wiesz chciałbym z tobą poważnie porozmawiać zanim zawołam lekarza aby cię zbadał. - przysunął się bliżej i wolną dłonią pogładził go po policzku -Wiesz kiedy wszedłem do tego pokoju i leżałeś. Ja bardzo się bałem, że mógłbym cię stracić. - Zayn westchnął cicho i kontynuował swoje przemyślenia.
-Ja wiem, że pewnie ty do mnie nic, ale kurczę, ja.. - Zayn zaciął się, a Niall jedynie szerzej się uśmiechnął -Ja chyba się zakochałem. - cisza jaka zapadła w sali nie była zbyt krępująca, a rozpromieniona twarz blondyna nieco go zdziwiła.
-Zayn. - palce blondyna zacisnęły się mocniej na dłoni mulata -Obiecałem sobie, że jak tylko uda mi się uwolnić z tamtego miejsca powiem ci jak strasznie mi na tobie zależy, bałem się co powiesz na taki wybrakowany towar jak ja, bo.. - Niall nie zdążył dokończyć bo wargi bruneta znalazły się na jego ustach. Więcej słów nie potrzebowali.
***
-Witaj Harry. - blondyn uśmiechnął się delikatnie do kędzierzawego, który siedział już na krześle wyczekując swojego gościa.
-Przepraszam Niall, to moja wina. - wskazał palcem na wózek inwalidzki, na którym siedział Horan.
-Ależ skąd! To ani trochę nie jest twoja wina, gdyby nie ty, w ogóle byś teraz ze mną nie rozmawiał, bo leżałbym pewnie gdzieś w lesie, głęboko pod ziemią. - na chwilę zapadła między nimi cisza, jednak widać było ewidentnie, że blondyn chce coś powiedzieć.
-Nadal go kochasz? - niebieskooki wpatrywał się przez cały czas w młodszego od siebie chłopaka, który jedynie skinął głową. -Przykro mi.
-A wiesz co jest najgorsze? Że on też mnie kochał. Zabiłem swoje największe szczęście i jedyną szansę na normalne życie. On chciał ze mną porozmawiać, wytłumaczyć mi wszystko. Ja naprawdę wybaczyłbym mu te wszystkie zdrady i te wszystkie krzywdy. Mimo że mnie uderzył wiedziałem, że nie chciał mi zrobić krzywdy. On naprawdę mnie kochał. Gdyby powiedział to wcześniej, teraz nie byłoby mnie tutaj, a on nadal by…
-Harry, stop. Rozumiem, że go kochasz, ale to była toksyczna miłość. Spójrz ile on narobił złego i ile wyrządził krzywd. Wiem, że cierpisz ale tak jest lepiej, a ty znajdziesz sobie jeszcze kogoś. Zobaczysz, wszystko się ułoży. - blondyn złapał dłoń zielonookiego i delikatnie kciukiem pogładził jej wierzchnią część. -Jak się tu czujesz? Masz z kim pogadać? - Irlandczyk uniósł brew ku górze patrząc prosto w zielone oczy chłopaka.
-A jak się mam czuć w ośrodku dla czubków? Czuję się jak idiota. Tutaj nie ma nikogo normalnego, mój sąsiad zza ściany co noc wrzeszczy „zdychaj kurwo szybciej”, śmieje się jak opętany i krzyczy wniebogłosy jakieś niezrozumiałe słowa, a sąsiadka zza drugiej ściany przez cały czas płacze. Tylko czasem mam spokój, gdy chodzą na terapie. Ale jak tak dalej pójdzie to zwariuje tutaj. - kędzierzawy spuścił wzrok wpatrując się teraz w stół. Uniósł głowę i napotkał wzrok blondyna. -A ty jak się czujesz? No wiesz, teraz.. - Harry podrapał się po głowie po czym zmierzwił palcami swoją fryzurę i popatrzył na blondyna.
-Wiesz.. na pewno inaczej. Bo teraz już praktycznie nie ruszam się bez Zayna, który teraz zresztą czeka na korytarzu. Ale da się przyzwyczaić do tego, że jesteś zdany na inne osoby, chociaż to okropne uczucie, ale daje radę. - Niall uśmiechnął się do niego delikatnie po czym zlustrował go wzrokiem.
-Przepraszam cię, że wtedy zaproponowałem ci tą pracę. - Harry westchnął ciężko przejeżdżając językiem po dolnej wardze. -To był zły wybór.
-Gdyby nie to, nigdy nie zyskałbym takiego przyjaciela jakim jesteś i nigdy nie poznałbym Zayna, więc jak widzisz nawet w tym najgorszym jest coś najlepszego, Harreh. - gdy loczek usłyszał zdrobnienie, które wypłynęło z ust blondyna po całym ciele przeszły go ciarki. Tak mówił do niego jedynie Lou.
-Byłeś na grobie Louisa? - zielonooki patrzył na Nialla, który pokręcił przecząco głową. -Proszę cię. - Styles złapał dłoń blondyna, w swoje dłonie i wpatrywał się głęboko w jego oczy. -Pójdź na jego grób, w moim imieniu. Proszę. - ostatnie słowo Harry wyszeptał tak cicho, że ledwo sam siebie usłyszał.
-Dobrze Harry, pójdę. Dla ciebie. - Irlandczyk uśmiechnął się do niego przyjacielsko, kędzierzawy poderwał się z krzesła i podszedł do niego po czym ukucnął przy nim wtulając się w niego. -Dziękuję ci, za wszystko.
-Nie ma za co. Przyjaciele tak robią. - niebieskooki uśmiechnął się do Harry’ego, który odwzajemnił gest.
-Panie Horan, pański czas się skończył. - mężczyzna spojrzał na loczka, który od razu spochmurniał. -Panie Styles, jutro też jest dzień. - pan Ruben uśmiechnął się szeroko do chłopaka, który zlustrował wzrokiem mulata.
-Do jutra Harry. - Niall posłał kędzierzawemu promienny uśmiech po czym zniknął za drzwiami, zostawiając Stylesa pogrążonego w myślach.
„Dam radę, jeszcze tylko kilka miesięcy i wyjdę stąd, a wtedy wszystko się ułoży, musi.”
***
Niall wpatrywał się w zdjęcie znajdujące się na nagrobku. Poprosił Zayna, aby zostawił go tu samego na chwilkę. Zdziwił się trochę, że były świeże kwiaty, paliły się znicze, a płyta była czysta. Ktoś musiał mimo wszystko go odwiedzać. Może rodzina. Niall westchnął cicho i nachylił się nad płytą nagrobka oraz położył na nim palący się znicz.
-To od Harry’ego. Nawet nie wiesz jak on cierpi, a może wiesz, cholera cię tam wie Tomlinson. Jeśli było w tobie chociaż trochę dobroci to z tego miejsca gdzie jesteś opiekuj się nim. Bo on tego potrzebuje. - zerknął w bok gdzie Zayn przechadzał się między alejkami na cmentarzu, i znów zawiesił wzrok na zdjęciu Louisa. Wyglądał na nim na szczęśliwego i niewinnego -Wybaczyłem ci bo przecież mimo tego wszystkiego co zrobiłeś, jak zniszczyłeś moje życie, moje ciało i zdrowie. Mimo, że już nigdy mogę nie chodzić to dzięki tobie znalazłem miłość. - Niall przez chwilę siedział po prostu patrząc przed siebie, aż poczuł wiatr i przez chwilę czuł się wręcz obserwowany, jakby zaraz miał ktoś wyskoczyć zza drzewa. Poczuł dłoń na ramieniu więc odwrócił się nerwowo i od razu odsapną.
-Widziałem, że już nic nie mówisz. Wracamy? - Zayn pogładził ramię swojego chłopaka, który w odpowiedzi skinął jedynie głową, a brunet delikatnie zaczął pchać wózek inwalidzki z Horanem w stronę wyjścia. Oboje chcieli zamknąć ten rozdział w swoim życiu. Niall wiedział teraz, że złe decyzje oznaczają złe wybory, jednak czasem i najgorszego bagna da się wydostać. Teraz miał przy sobie Zayna i teraz razem będą przemierzać świat i pokonywać wszystkie trudności. Bo przecież miłość jest siłą, mocą, która swoim ogromem może przenosić góry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz