środa, 8 stycznia 2014

6

***

Otworzył oczy, a w jego głowie wręcz huczało. Miał kaca jak z domu do kosmosu oczy piekły go nie miłosiernie a w ustach panowała istna pustynia. Spojrzał na zegarek i odetchnął z ulgą leżał u siebie w łóżku, a nie w tym okropnym pokoju, który mu się śnił. Spojrzał na kilka walających się po podłodze butelek i westchnął cicho, wszystko dookoła, cały syf przypominał mu o tym jak nisko już upadł. Nie wiedział czy może być jeszcze gorzej. Od pięciu dni oddawał się co noc, jego ciało posiadali najbogatsi i najohydniejsi goście “Symfonii”. Spojrzał na zegarek i skrzywił się, znów zostało mu niewiele czasu wolności zanim znów trafi do swojego miejsca zagłady. Podniósł się krzywiąc przy tym, niby już przyzwyczaił się do bólu, ale wciąż odczuwał dyskomfort i nie umiał przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego. Stanie przed lustrem sprawiało mu ból nie fizyczny, ale psychiczny. Nie mógł patrzeć na siebie, bo po prostu się brzydził. Jego skóra mimo maści której nakupował tony wciąż często gęsto pokryta była siniakami i zaczerwienieniami od uderzeń. Nie umiał zrozumieć jak znęcanie się nad kimś, czy widoczne sińce mogą kogoś kręcić. Dopiero teraz spotkał się z tak pojebanymi ludźmi. A w tym wszystkim najgorsze było to, że musiał wyglądać jak spod igły nienagannie czysto i modnie, tego też wymagał od niego szef, nawet wszystko dostawał od niego, aby klienci mogli je po prostu z niego zrywać, znał już chyba ze sto zastosowań białej koszuli. Doprowadzenie się do porządku zajęło mu trochę czasu, z każdym dniem przychodziło mu to ciężej, zajmowało więcej czasu. Usłyszał dzwonek do drzwi i wiedział, że to ochroniarz przyjechał i na pewno się niecierpliwi. Przeczesał dłonią włosy i udał się na korytarz. Rzucił swojemu odbiciu przelotne spojrzenie, westchnął cicho i wyszedł zostawiając za sobą po raz kolejny stare życie, przez jego głowę minęła jedna myśl, jedno pytanie “czy on miał jeszcze jakieś stare życie?”. Wsiadł do limuzyny skulił się na siedzeniu wpatrując się pustym wzrokiem w ruchliwą ulicę.


***

Drżącą dłonią nacisnął klamkę i wszedł do pokoju. Jak zwykle był czysty wręcz sterylny, każdy kąt wysprzątany, pościel na łóżku zmieniona. Nigdy nie widział tutaj sprzątaczek, ale najwidoczniej były. Zdjął marynarkę ze swoich ramion rzucając niedbale na krzesło i zamknął otwarte okno. Odwrócił się do drzwi kiedy te tylko skrzypnęły. Do środka wszedł wysoki postawny mężczyzna. Na pierwszy rzut oka normalny człowiek, wyglądał jak stateczny mąż, może ojciec. Jednak tak naprawdę większość mężczyzn przychodzących do “Symfonii” to żonaci faceci, tutaj szukali przyjemności przy młodych chłopcach którzy musieli wykonywać ich zachcianki.

-Usiądź na łóżku. - wysoki i donośny głos mężczyzny wyrwał go z rozmyśleń, szybko wykonał polecenie nie odrywając wzroku od swoich dłoni. Starał się wykonywać wszystko co klienci chcieli, aby nikt nie doniósł na niego do Tomlinsona, aby byli zadowoleni, aby on mógł lecieć na kilka dni do domu.

-Ściągaj te ciuchy do zera, masz zostać nago. Jak to uczynisz wskakuj na łóżko i masz położyć się jak do pokłonu z rękami wyciągniętymi do przodu. - Niall za każdym razem myślał, że widział już wszystko, ale każdy klient wymyślał coraz to gorsze “pozycje przyjemności”. Wziął głębszy wdech i zrobił tak jak mu kazano. Oparł głowę o materac i zaczął znów się modlić, aby wszystko minęło jak najszybciej. Jego ręce zostały wyciągnięte do granic możliwości i przywiązane do łóżka. Czuł się okropnie zniewolony. To samo niespodziewanie stało się z jego nogami, które zostały związane ze sobą.

-To się zabawimy. - Niall poczuł mocne uderzenie, które wylądowało na jego pośladkach. Nie miał pojęcia czym dostał, ale bolało cholernie. Nigdy nawet od ojca nie dostał porządnie pasem po dupie, a teraz ból z każdym uderzeniem narastał, a jego krzyk rozniósł się pewnie po całym przybytku.

-Krzycz maleńki głośniej. - przez głowę Nialla przeszła tylko jedna myśl, że dziś znów będzie gorzej. Musiał się znów wyłączyć, działać automatycznie wykonywać rozkazy.

***

Uniósł powieki spod których wydobyła się kolejna łza i powoli podniósł z łóżka. Miał dość, tak strasznie czuł się upokorzony. Krzyki, oraz to jak traktował go ten facet nie mogło tak po prostu po nim spłynąć, to wszystko zaczęło go przytłaczać. Zerknął w lustro i o mało sam nie splunął sobie w twarz. Chciał wyładować swoją złość, złapał za pierwszy lepszy przedmiot i uderzył w lustro, które rozsypało się na kilkaset kawałków. Spojrzał na nie i pochwycił jeden z kawałków bez większego namysłu. Musiał sobie ulżyć, musiał sprawić, aby poczuć się lepiej. Przyłożył krawędź i przejechał delikatnie po ręce, wykonał to po raz kolejny tym razem głębiej, jego następne ruchy były coraz to mocniejsze, po prostu nie mógł się powstrzymać. Dopiero kiedy uzmysłowił sobie, że może narobić sobie kłopotów odrzucił szkło i zaczął powstrzymywać drobne stróżki spływającej krwi. Musiał ukryć sznyty przed wzrokiem swojego szefa. Wiedział, że nie będzie zadowolony.

***

Niall szedł korytarzem, którego szczerze nienawidził. Ręce miał włożone w kieszenie, a wzrok spuszczony na buty. Szedł do swojego szefa porozmawiać i wiedział, że nie będzie to łatwa rozmowa. Wziął głęboki wdech po czym podwinął rękawy koszuli i widząc przed sobą drzwi do łazienki po prostu do niej wszedł. Stanął przed lustrem i wpatrywał się w swoje odbicie. Był blady, a jego oczy nie wyrażały żadnych emocji. Spojrzał kątem oka na swoje ręce i delikatnie się skrzywił widząc na nich sznyty. Przełknął głośno ślinę po czym odwinął rękawy zakrywając szpecące blizny. Przejrzał się ostatni raz w lustrze po czym wyszedł z pomieszczenia kierując się do gabinetu szefa. Po krótkiej chwili stał już w niewielkiej odległości od drzwi przy których stał Preston, osobisty ochroniarz Louisa. Muskularny mężczyzna usunął się z drogi Niallowi, a ten zapukał. Gdy usłyszał głośne ‘wejść!’ otworzył drzwi i wszedł do pomieszczenia szybkim krokiem o zamykając je za sobą.

-Pan Horan. Co pana do mnie sprowadza? - Louis spojrzał na blondyna spod pliczku kartek, które przepatrywał.

-Zbliżają się święta i chciałbym odwiedzić rodzinę. - chłopak włożył ręce do kieszeni i wpatrywał się w szatyna, który ostro czegoś poszukiwał.

-Rodzinę mówisz.. - niebieskooki uśmiechnął się łobuzersko pod nosem -A masz jeszcze takową? - uniósł wzrok na blondyna, wciąż bezczelnie się uśmiechając.

-Wyobraź sobie, że mam. Nie jestem tobą. - Irlandczyk mocno zdenerwował się słysząc słowa Louisa i nie zdążył ugryź się w język. Niestety nie zawsze potrafił zapanować nad swoimi słowami.

-Myślę, że każdy z tego miejsca chciałby być mną. Mam tyle kasy, że ty o takiej możesz jedynie pomarzyć. - uśmiechnął się do niego cwaniacko -No ale chyba nie przyszedłeś porozmawiać tutaj ze mną o moim majątku, prawda? - szatyn uniósł brew ku górze i wpatrywał się w chłopaka o mało co nie wywiercając w nim dziury swoim wzrokiem.

-Przyszedłem zapytać o to czy mogę wyjechać na święta do rodziny. - Niall spojrzał na Tomlinsona, który tylko uśmiechał się chamsko pod nosem.

-Panie Horan. - wstał z krzesła i zasunął je za sobą po czym usiadł na biurku i wpatrywał się w blondyna -Po pierwsze to bardzo głupi pomysł, na święta mamy tutaj strasznie dużo klientów. Po drugie powtarzałem panu, że moje perełki muszą się jakoś prezentować i chodzić w.. - szatyn podszedł do niebieskookiego chłopaka po czym podwinął jego rękawy wpatrując się przy tym w jego przestraszone oczy. -Podwiniętych rękawach. Wtedy wygląda się bardziej… - odsunął się od chłopaka i zlustrował go wzrokiem z góry do dołu. Jego oczy wtedy zauważyły coś czego nie powinno w ogóle być. Podszedł do chłopaka i złapał jego rękę przejeżdżając palcami po bliznach. -Co to do cholery jest?! - szatyn wpadł w furię. Jego perełka miała na sobie skazy w postaci sznyt, które zrobił sobie sam bo przecież żaden klient nie mógł go w ten sposób dotknąć.

-Ja to.. Ym..

-No co ty! Niall do kurwy nędzy! - Tomlinson złapał ramiona blondyna i potrząsnął nim kilka razy -Pojebało cię do końca? Ty masz być bez skazy. Jesteś najłagodniej traktowany przez klientów żeby przypadkiem nic ci się nie stało, a sam się okaleczasz?! - szatyn już się nawet nie hamował po prostu uderzył chłopaka w policzek na tyle mocno, że od razu pojawiła się na nim odbita czerwona dłoń. Pchnął go energicznie na ścianę i przygwoździł do niej po czym przysunął swoje usta do jego ucha.

-To jest ostatni raz kiedy widzę takie blizny na twoich rękach lub gdziekolwiek indziej. - złapał nadgarstek chłopaka w swoje dłonie i ścisnął go mocno -Jeszcze jedna, maluteńka szrama, a porozmawiamy inaczej. - szatyn wyszeptał te słowa stanowczo wprost do ucha Irlandczyka ściskając jego nadgarstek jeszcze mocniej. Wiedział, że bolało to chłopaka jednak Louis musiał nauczyć swoich podwładnych szacunku do niego i samego siebie. -Rozumiemy się?

-Tak, oczywiście. - blondyn wyszeptał zaciskając mocno powieki z bólu jaki Louis mu sprawiał. Niebieskooki szatyn odsunął się od swojej ‘perełki’ i podszedł do swojej szklanej ściany wpatrując się w bijące życiem miasto.

-W takim wypadku jestem zmuszony dać ci cztery dni wolnego. - przeniósł wzrok na Nialla i wziął głęboki wdech by się uspokoić po czym uśmiechnął się sztucznie -Masz się w tym czasie doprowadzić do porządku bo oczywiście będziesz musiał odrobić połowę wolnego. - spojrzał na niego uśmiechając się cwaniacko. Widział w oczach blondyna gorycz, przerażenie, ból ale nie interesowało go to. Taką miał pracę.

-Oczywiście panie Tomlinson. - Horan westchnął cicho po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z jego gabinetu pozostawiając go ze swoimi papierami. Miał już naprawdę wszystkiego serdecznie dość, a do tego niesamowicie mocno piekł go policzek. Jego serce chciało płakać z jego losu jednak on sam już uodpornił się na ból fizyczny, który zadawał mu jego własny szef. Wiedział, że niektórzy tutaj mają znacznie gorzej od niego. On i tak był dobrze traktowany według Louisa, więc nawet nie chciał wiedzieć jak traktowani są tu inni pracownicy. Po tej rozmowie musiał iść do baru się napić, po prostu musiał jakoś się odstresować. Alkohol dawał mu poczucie szczęścia przynajmniej przez chwilę. Usiadł przy barze i spojrzał na nowego barmana po czym mimowolnie na jego ustach pojawił się gorzki uśmiech. Jeszcze niedawno sam nalewał gościom i dziwk.. pracownikom alkohol.

-Coś podać? - czarnooki chłopak uśmiechnął się do niego przyjaźnie wyczekując odpowiedzi.

-Whiskey z colą. - Niall odpowiedział szybko nawet się nie siląc na uśmiech. Ciekawiło go czy barman o imieniu Lenny, o ile dobrze przeczytał na jego wizytówce przyczepionej do świeżo wyprasowanej koszuli, będzie tym kim teraz jest on. Po chwili pojawiła się przed nim szklanka z zamówionym trunkiem. Spojrzał na nią i zaśmiał się cicho sam do siebie. Co on zrobił ze swoim życiem? Nigdy by nie przypuszczałby nawet, że będzie się puszczał za pieniądze, do tego z facetami. Wziął do ręki szklankę i przyłożył ją sobie do ust po czym delikatnie ją przechylił i pozwolił być ciecz powoli spływała po jego gardle. Przymknął na chwilę powieki opierając łokcie na ladzie i zakrywając twarz w dłoniach. Nagle poczuł jak ktoś siada obok niego. Niall otworzył oczy po czym przeniósł wzrok na kogoś kto zakłócał jego spokój, oczywiście był to nie kto inny tylko Nick.

-Jak tam idzie ci zapominanie? - czarnowłosy chłopak uśmiechnął się do niego i uniósł brew ku górze wpatrując się w Nialla. Widział dobrze zaczerwienione miejsce na jego policzku przez co uśmiechał się szyderczo.

-Nijak, jak widać. - chłopak westchnął cicho i wziął do ręki szklankę po czym przyłożył ją do ust i wlał całą zawartość do gardła rozkoszując się smakiem trunku.

-Wiesz, mam sposób na to by szybko zapomnieć. - Nick spojrzał na ręce chłopaka, które były pełne blizn i siniaków. Niall szybko spostrzegł, że jego rękawy są nadal podwinięte, więc szybko je odwinął i przygryzł delikatnie dolną wargę -I nie będziesz musiał się ciąć. - Grimshaw uśmiechnął się do niego łobuzersko i rozejrzał się po barze czy aby czasem ktoś ich nie obserwuje po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej torebeczki z białym proszkiem, jakimiś tabletkami, zielskiem, buteleczkami i innymi podejrzanymi substancjami.

-To jest heroina, wprowadzi cię w błogostan i stan niewrażliwości na złe doznania, pomoże ci również przezwyciężyć ból. Po prostu wstrzyknij ją sobie dożylnie. Marihuana poprawi twój nastrój, będziesz się cieszył naprawdę z byle czego. Chyba wiesz jak jej użyć. Kokaina, ona po prostu ci pomoże. Tutaj możesz jej używać na kilka sposobów. Możesz ją wciągać przez nos albo usta, wstrzykiwać ją dożylnie lub wdychać jej opary podczas palenia. Morfina no cóż jest po prostu przeciwbólowa. Zażywaj ją tak jak heroinę. Amfetamina sprawi, że będzie ci się po prostu chciało żyć. Zapomnisz o negatywach tego świata. Po prostu ją wstrzykuj. - Nick uśmiechnął się do niego szeroko po czym przygryzł dolną wargę. -Nie wierzę, że daje ci ten skarb całkowicie za darmo. Bierz póki nie płacisz. Ja nie patrzę. - zasłonił oczy dłonią.

-Jesteś pewien, że to da mi zapomnienie? - Niall wpatrywał się w narkotyki z przerażeniem ale jednocześnie i wiarą na to, że da mu to lepsze życie.

-Nie bój się tego. To ci pomoże. - Nick spojrzał na niego uśmiechając się delikatnie. -Po prostu wyciągnij rękę i schowaj do kieszeni. - czarnowłosy chłopak wpatrywał się w niego jak w obrazek. Niall zawahał się po czym wyciągnął rękę, a Grimmy szybko wszystko mu w nią włożył. Po chwili Irlandczyk schował podarunek do kieszeni i spojrzał na czarnowłosego.

-Dlaczego to robisz? - blondyn uniósł brew wpatrując się w chłopaka.

-Ale co? - Nick uniósł brew ku górze wpatrując się w Horana

-Dlaczego mi pomagasz? - niebieskooki wyprostował się na krześle i przymrużył oczy patrząc na towarzysza.

-Szczerze? Bo nie mogę patrzeć jak cierpisz po każdym razie, a do tego później wychodzisz cały posiniaczony z biura Louisa. Trochę mi cię szkoda, bo wiesz. Ja też mam serce, a do tego. Kumple z pracy powinni sobie pomagać. - Nick wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu po czym podążył wzrokiem za gościem, który wszedł do baru.

-A mogę mieć do Ciebie jeszcze jedno pytanie? - blondyn uniósł brew wpatrując się w Grimshawa.

-Jasne. Wal śmiało. - czarnowłosy wpatrywał się w chłopaka, po czym parsknął śmiechem myśląc nad tym jak dwuznacznie zabrzmiały jego słowa.

-Jak możesz być tu z własnej woli? - niebieskooki wpatrywał się w kolegę, o ile mógł go tak nazwać.

-Może to ci się wydawać dziwne, ale to sprawia mi przyjemność. W sumie to ja zawsze byłem dziwny. A teraz wybacz bo właśnie mam pewną rybkę na oku i nie chcę stracić okazji. - wstał z krzesła po czym odwrócił się jeszcze w stronę blondyna -I nie zapomnij o moim prezencie. - wyszczerzył zęby po czym podszedł do jakiegoś obleśnego typa i zaczął się do niego kleić. Niall odwrócił wzrok od tej żenującej scenki po czym sam wstał z krzesła i podążył w stronę wyjścia. Jego życie coraz bardziej traciło sens. Czuł się jakby był na polu bitwy i po prostu ją przegrał. Gdy wychodził nie patrzył przed siebie tylko w podłogę przez co wpadł na kogoś.

-Uważaj jak chodzisz! - Niall warknął po czym podniósł wzrok i ujrzał zielone oczy, które wpatrywały się w niego.

-Jak mogłeś… - Harry spojrzał na niego i westchnął ciężko mrużąc powieki.

-Jak mogłem? - blondyn zaśmiał się kpiąco pod nosem. Tak bardzo chciał mu wykrzyczeć w twarz, że to jego wina, że tu w ogóle jest. Że on sam tego nie chciał, że został zmuszony.

-Myślałem, że jesteś inny, wiesz? - zielonooki chłopak patrzył na Nialla, a ten tylko kręcił niedowierzająco głową, powstrzymując łzy.

-To ja myślałem, że jesteś inny. Mimo że cię nienawidzę i pewnie vice versa przejrzyj na oczy Harry. - blondyn spojrzał na chłopaka po czym przełknął ślinę i wziął głęboki wdech -Tutaj nic nie jest takie na jakie wygląda, a już na pewno nie Louis. Proszę przejrzyj na oczy. - Horan spojrzał ostatni raz na Stylesa po czym minął go w przejściu i zniknął za drzwiami pozostawiając Harry’ego z natłokiem myśli, których nie potrafił poukładać. Były dla niego jak puzzle, bez najważniejszego elementu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz