sobota, 11 stycznia 2014

706

"Najgorsze w piekle jest to, że nie wiesz, czy już się w nim nie znajdujesz.”
*soundtrack*

Kiedy Nick zjawił się w mieszkaniu Louisa, potwierdzając wszystkie przeczucia przyjaciół, niedługo każdy z nich powrócił do swego własnego kąta. Chociaż nie do końca. Niall zaproponował Eleanor, by zatrzymała się u niego, widząc roztrzęsienie dziewczyny. Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnimi gośćmi, Louis bardziej wtulił się w ciepłe ciało Grimshaw’a, gdy siedzieli na kanapie. Poprosił, by ten spędził dzisiejszą noc u niego, a Nick nie potrafił odmówić błękitnym tęczówką Louisa, który wręcz błagał by nie zostawiał go samego. Przyczyna była oczywista. Czarny aniołek, który znajdował się teraz w komodzie przy jego łóżku nie dawał mu spokoju i chłopak zaczął sie zastanawiać, czy figurka również ma coś wspólnego ze śmiercią Danielle, jednakże bał się o to zapytać, a raczej usłyszeć odpowiedź. Wydawało mu się, iż każdy był spięty przebywając ze sobą w pomieszczeniu jeszcze parę godzin temu, zupełnie jakby mając coś do ukrycia. Tak samo jak Tomlinson. Tak wiele myśli krążyło w głowie chłopaka, przyprawiając go o kolejny nieznośny ból, który ostatnimi czasy często mu towarzyszył. Biorąc głęboki oddech, wiedział, iż musi się dowiedzieć czegoś na temat nurtującej go sprawy z niewielką figurką.

– Nick? – szeptał, widząc, iż powieki mężczyzny są przymknięte. Jednak słysząc głos chłopaka, otworzył powoli oczy, spoglądając na przyjaciela.

– Tak, Louis? – odgarnął opadającą na jego czoło grzywkę.

– Czy przy Danielle… czy był tam czarny aniołek? – zapytał, wyczekując, aż usłyszy zaprzeczającą odpowiedź. Grimmy westchnął.

– Tak, był. – Te słowa utwierdziły chłopaka w przekonaniu, iż to co dzieje się wokół nich nie jest przypadkiem, a jego serce zabiło szybciej na samą myśl, iż znajduję się w śmiertelnym kręgu.

***

Każdy kto znał Zayna Malika, wiedział, iż on oraz jego ojciec nie mają najlepszych relacji. Głównym powodem zaistniałej sytuacji był fakt o nietolerancji tego człowieka. Nie miał na myśli jedynie aspektu orientacji seksualnej, chociaż to decydowało o większości. Chodziło również o nie akceptowanie wyborów Zayna. To ojciec w dzieciństwie chłopaka decydował o tym, czy jego dziecko będzie grało na pianinie czy biegało po boisku grając w piłkę nożną. Nie zważał na ambicje Zayna, a gdy usłyszał, iż chłopak chciał grać w tetrze, zakazał mu tego. Nie przyjmował do wiadomości, by jego syn grał w sztuce wystawianej na scenie podczas kiedy dzieci jego wpływowych znajomych brały udział w szermierce czy sztukach walki, ogólnie w typowo męskich zainteresowaniach. To zepsułoby jego reputacje, dlatego nie mógł pozwolić sobie na to, aby Zayn do tego dopuścił. Jednakże chłopak sprzeciwiał się. Po kryjomu chodził do teatru, przesiadując na deskach podestu godzinami, ucząc się scenariuszu. Jego nauczyciel mówił, iż ma talent. Matka rzadko stawiała się za swoim dzieckiem, głównie dla tego, iż pan Malik był cholerykiem i chciała uniknąć złości męża. Wszystko to działo się kosztem Zayna.
Bardzo często bywało, iż musiał nocować u Louisa przez ciągłe kłótnie z ojcem, a nie raz zdarzyło się, iż mężczyzna podnosił na niego rękę. Tomlinson był bardzo bliską osobą dla chłopaka, rozumiał go i zawsze mógł polegać na przyjacielu. Pewnego razu, gdy ojciec Zayna dowiedział się o seksualności Louisa, sceptycznie podchodził do szatyna często z niego szydząc. To był pierwszy moment, gdy Malik uderzył swego ojca stojąc w obronie przyjaciela. Brunet znosił wiele, chodź było to dla niego ciężkie. Kiedy skończył osiemnaście lat, ojciec poinformował go, że w przyszłości, któregoś dnia odziedziczy po nim firmę na co chłopak nie zgodził się, zażarcie protestując. Postanowił sprzedać swe wszelkie udziały oraz zrzec się tego, nie chcąc więcej słuchać o tak owej propozycji.

Kiedy przekraczał próg domu, w duchu modlił się, by nie zastał swego taty. Chodź o tak wczesnej porze, zapewne spędzał czas w firmie. Uśmiechnął się, gdy ujrzał rodzicielkę samotnie siedzącą na kanapie oraz czytającą pewien magazyn. Uściskał ją po czym wspólnie skierowali się do kuchni, gdzie kobieta nałożyła na ozdobne talerzyki smacznego ciasta, jak i zaparzyła wody na herbatę.

– Dawno cię u nas nie było. Jak się trzymasz, szczególnie teraz? – zapytała matka, stawiając na stole filiżankę ciepłego napoju.

– Wiesz, nie uśmiecha mi się jakiekolwiek spotkanie z ojcem. Umm… jest ciężko – odpowiedział. – Nawet bardzo – dodał, przypominając sobie o niewielkim upominku, który w chwili obecnej ukrył na dnie szuflady.

Kobieta ucałowała jego czoło mamrocząc coś o sińcach widniejących pod oczami bruneta, na co tłumaczył się nie przespaną nocą. Matka pogładziła jego policzek zapewniając, iż wszystko się ułoży, co wcale nie dało chłopakowi zbytniej otuchy. Porozmawiał z mamą opowiadając o zdarzeniach z kilku tygodni jego życia, po czym opuścił dom obiecując, że będzie gościł tam częściej, chociaż szczerze w to wątpił.

***

Harry krążył po pokoju, nerwowo przygryzając policzek od jego wewnętrznej strony. Dzień zapowiadał się naprawdę dobrze, dopóki nie zszedł do lokalu gdzie zastał Eda niemal zasypiającego na blacie jednego ze stołów. Właściciel nie wyglądał dobrze, był roztargniony, zdecydowanie nie wyspany oraz zasmucony. Styles zapytał się o co chodzi, zdezorientowany stanem chłopaka. Jednak kiedy usłyszał wyjaśnienia wszystko stało się dla niego jasne. Przeprosił mężczyznę, po czym na chwiejących nogach udał się do swego pokoju, zatrzaskując drzwi oraz zamykając na zamek. Skierował się do salonu, gdzie niespokojne chadzał po chłodnym podłożu. Jeszcze niedawno był w wyśmienitym nastroju, miał nadzieje, że ludzie będą jedynie wstrząśnięci. A teraz… Obawy objęły go całego, z siłą ściskając za gardło. Czy jakaś niewidzialna ręka chciała wykorzystać jego pragnienie zemsty, sprawiedliwości? Kto wiedział o tych samych zdarzeniach, co on? Czy zadarł z wyższymi mocami? Serce biło mu tak, jakby chciało wyrwać się z piersi.
To musi być przypadek. Wypadki samochodowe zdarzają się niezwykle często, nawet młodym ludziom mającym przed sobą całe życie. Samobójstwa również. W końcu biedna Danielle straciła swego ukochanego. Prawdopodobieństwo odejścia jej z tego świata po tak wstrząsających wydarzeniach musiało być wysokie. Prawda? Po za tym, śmierć z powodu miłości zajmuje niemało miejsca w tym świecie. To nie miało z nim nic wspólnego. Zupełnie nic.

Wczołgał się na łóżko, mając ochotę zagrzebać w pościeli oraz ukryć. Niech życie toczy się dalej bez niego. Jednak przypomniał sobie swój plan. Ziścić pomstę, wydobyć informację z osób znajdujących się na jego liście, przyglądać się cierpieniu osób odpowiedzialnych za śmierć Anne. Drobny uśmiech wkradł się na jego usta. Rodzice Danielle oraz Liama musieli przechodzić niewyobrażalne katusze, poznali smak bólu odejścia bliskiej osoby. Jednak to ich dzieci straciły życie, chodź nie ponosiły odpowiedzialności za czyny swych rodzicieli. Ale ktoś musi odkupić winy. Dwoje dzieciaków które otrzymały w prezencie od Harry’ego czarne anioły… są zimnymi nieboszczykami. Ścisnęło go w żołądku. Przewrócił się na bok, podciągając kolana pod brodę i oplatając je rękoma.

Dwie martwe osoby. Dwa czarne anioły. I ten trzeci. Już w drodze. Za późno, by to cofnąć. Za późno.

***
*soundtrack*

Późnego popołudnia, Louis niechętnie opuścił swe łóżko zmorzony głodem kierując się w stronę lodówki. Zaklną pod nosem, gdy ta była niemal zupełnie pusta. Już miał chwytać kluczyki od samochodu, gdy nakładał kurtkę oraz przeczesał dłonią włosy, wprawiając je w większy nieład, zdecydował, że spacer na świeżym powietrzu będzie dobrym rozwiązaniem. Cisnął dłonie w kieszeń, kiedy zbiegał po schodach klatki schodowej, po chwili pchając drzwi i czując na swych policzkach lekki powiew chłodnego wiatru.

Harry mknął swym motocyklem przez uliczki Londynu. Musiał uciec od czterech ścian swojego mieszkania, gdzie kłębiące się w jego umyśle myśli, sprowadzały chłopaka niemal do szaleństwa. Był w potrzebie zajęcia się czymś innym, niż spekulacjami, domysłami w sprawie jego czarnych aniołów oraz ofiar które otrzymały podarunek. Poczuł na dłoni delikatne uderzenie kropli deszczu, za którą podążały kolejne zatrzymując się na jego włosach, rzęsach, policzkach. Nie zwolnił, wręcz przeciwnie. Poddał się szalonej jeździe czując zimno wnikające w każdą komórkę jego ciała, padający deszcz przysłaniał świat, lecz chłopakowi nie przeszkadzało to zbytnio. Z precyzją wchodził w każdy zakręt, wymijał samochody oraz ludzi szukających schronienia przed nasilają się ulewą. Kiedy zbliżał się do ulicy prowadzącej do lokalu, a jego azylu, zwolnił chcąc nacieszyć się lekkością jaką poczuł. Tak, jakby deszcz zmywał wszelkie obawy chłopaka. Kiedy sunął dość powoli, dostrzegł skuloną postać, przemoczoną do suchej nitki w jednej dłoni dzierżącą siatkę z zakupami. Uśmiechnął się pod nosem.

Tomlinson usłyszał znajomy warkot silnika, po czym przekręcając głowę ujrzał Harry’ego siedzącego na swym motocyklu. Jego mokre włosy przylegały do czoła, a krople wody skapywały z ich końcówek. Kolejne kropelki przemierzały przez czarną skórzaną kurtkę. Styles posłał uśmiech w jego stronę ukazując dołeczki w swych zarumienionych policzkach, Louis przygryzł wargę. Przystanął, a maszyna również się zatrzymała.

– Podrzucić cię do domu? Jeszcze się przeziębisz. – Harry zamrugał oczyma, a jego rzęsy wydawały się dla Louisa jeszcze dłuższymi niż są w rzeczywistości. Styles wyciągnął swą dłoń, kierując ku chłopakowi, po czym odgarnął mokry kosmyk włosów opadający na oczy Louisa, których tęczówki skąpane były w lazurze. Szatyn głośno przełknął czując dotyk Harry’ego na swej skórze. – To jak?

Tomlinson był w stanie jedynie przytaknąć. Usiadł za chłopakiem, umieszczając niewielką reklamówkę przed sobą. Jego spodnie były mokre oraz stanowczo bardziej obcisłe, więc gdy dotknął nogą uda Harry’ego, jego serce niespodziewanie przyspieszyło na ten kontakt. Tak jak ostatnim razem owinął ręce wokół ciała kędzierzawego, czując pod palcami skórzany materiał. Dłońmi przebiegł przez mokrą koszulkę chłopaka, dotykając jego wyrzeźbionego brzucha. Harry powstrzymał się od westchnienia czując na sobie chłodne opuszki palców Louisa.

Wtulił się w jego ciało, jednakże podróż trwała znacznie krócej niż poprzednia, czego bardzo żałował. Harry zatrzymał się pod budyniem chłopaka, lecz szatyn nie ruszył się z miejsca. Przybliżył swoje usta do karku Stylesa na co oddech chłopak przyspieszył.

– Co powiesz na dzisiejszy wypad do klubu? Idylla, godzina dwudziesta – szepnął wprost do ucha młodszego, na co przechylił on nieco głowę, czując ciepłe tchnienie na swej skórze. Louis odsunął się, opuszczając wygodne miejsce. Stanął na chodniku, a Harry spoglądając w jego tęczówki, uśmiechnął się zuchwale.

– Idylla. Brzmi zachęcająco. Do dwudziestej, Louis. – Po czym odjechał, zostawiając Tomlinsona ze wspomnieniem swego uśmiechu.

Dwudziestolatek zatrzasnął za sobą drzwi po czym zaśmiał się w głos. Jest umówiony z Harry’em Stylesem i zamierza z tego jak najlepiej skorzystać. Otworzył drzwi łazienki zdejmując z siebie przemoczone rzeczy, po czym wszedł do kabiny prysznicowej, by pieścić swą skórę ciepłymi strugami wody. Mimo dobrego nastroju, towarzyszącemu chłopakowi, ponownie naszły go myśli odnośnie czarnego anioła. Zdecydował, że nie powinien tego lekceważyć i dnia dzisiejszego dowie się, czy jest on jedynym, który tak owego otrzymał. A później… zabawi się z przystojnym barmanem wpadając w wir alkoholowego szaleństwa, topiąc w nim wszelkie swe zmartwienia. Choćby na moment.

Przewiązał ręcznik wokół bioder, chwytając telefon by zadzwonić do Zayna, a następnie Nialla. Kiedy Zayn odebrał jego głos wydawał się zaspany i Louis był pewny, ze udał się na popołudniową drzemkę jak często miał w nawyku. Zdziwił się, kiedy chłopak poinformował go, że pojawi sie nieco wcześniej przed Horanem chcąc o czymś porozmawiać. Nie wypytując się o nic, Louis postanowił poczekać do przyjazdu chłopaka i dowiedzieć się wszystkiego bezpośrednio. Niall potwierdził, iż wpadnie wieczorem oraz, że chętnie wybierze się z przyjaciółmi do interesującego lokalu.

Niedługo po wykonaniu połączeń, w mieszkaniu Louisa rozległ sie dźwięk dzwonka. W progu stał Zayn uśmiechając się do szatyna. Ściągając buty oraz kurtkę, podążył za przyjacielem rozsiadając się wygodnie na kanapie w salonie. Louis upił łyk piwa z butelki, po czym rzucił jedną brunetowi.

– O czym chcesz porozmawiać, Zayney? – zapytał starszy, opadając na fotel. Zayn otworzył usta, jednak po chwili je zamknął jakby zaczął się wahać. Miał jeszcze wybór zrezygnowania, jednak był świadom, iż Louis zrozumie go najlepiej. – No, dalej mój nieśmiały chłopczyku. – Lou uśmiechnął się do niego zadziornie, na co przyjaciel wystawił środkowego palca w jego stronę. Tomlinson chwycił się za serce w udawanym geście urażenia.

– Chcę porozmawiać o Niallu – odezwał się, na co Louis zmarszczył brwi w zastanowieniu. – Chodzi o to… huh, właściwie sam nie wiem. Po prostu, tak jakbym czuł zainteresowanie jego osobą. Znacznie większe niż powinienem. – Tomlinson rozszerzył oczy, nie wiedząc czy jego przyjaciel ma na myśli…

– Podoba ci się Niall?! – pisnął, nie wiedząc czy jego podekscytowanie jest odpowiednie.

– Sądzę, że można tak powiedzieć. Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego, słysząc jego głos, napotykając spojrzenie czy czując dotyk. Umawiałem się jedynie z płcią żeńską, więc skąd do cholery takie uczucia? Przecież jestem heteroseksualny, a przy nim… tak jakbym… nie był. – Louis zamrugał zaszokowany. – Czy ja jestem… uch, jestem gejem?

– Umm, wiesz pozostaje jeszcze rozwiązanie biseksualisty. Jednak… od kiedy to wszystko się dzieje? – Louis upił solidny łyk.

– Od paru tygodni. Pamiętasz jak mieliśmy się któregoś deszczowego dnia spotkać właśnie tutaj? Po drodze spotkałem Nialla, biegliśmy razem uciekając przed deszczem. Wtedy po raz pierwszy spojrzałem na niego w ten inny sposób. Wyglądał naprawdę pięknie, a kiedy przekroczyliśmy próg mieszkania, nie mogłem się powstrzymać, by nie dotknąć jego policzka. Było kilka podobnych sytuacji – przygryzł wargę.

– Jasna cholera. Malik, ty wpadłeś. – Louis uśmiechnął się szeroko.

– Co? O czym ty mówisz?

– Zauroczyłeś się w Niallu. Serce nie sługa, skarbie. – Zayn spojrzał na chłopaka, po czym niemal jednym duszkiem opróżnił butelkę z alkoholem. Louis zaśmiał się pod nosem.

– Gdyby mój ojciec dowiedział sie, że jestem gejem, zabiłby mnie. Ale nie… moment, ja nie jestem homoseksualistą. To po prostu Niall, jeden jedyny chłopak jaki zawrócił mi w głowie. Tak właśnie…

– Oczywiście, lecisz na Horana, to już o czymś świadczy. Kogo chcesz oszukać? – Tomlinson spojrzał na przyjaciela wymownie Nagle uśmiechnął się, a w błękitnych oczach pojawił się znajomy blask. Zaynowi zdecydowanie się to nie podobało. – Chcesz się przekonać, czy jesteś gejem? Pocałuj mnie.

Malik przełykając, niemal zakrztusił się własną śliną. Jego oczy komicznie się rozszerzyły, po czym zamrugał kilkakrotnie.

– Chyba sobie kurwa żartujesz – odezwał się po chwili, na co Louis wzruszył ramionami.

– W ten sposób mógłbyś stwierdzić, czy ci się podobało i czy chciałbyś więcej, porównać do pocałunku z kobietą oraz rozważać. A następnie wyobrazić sobie usta Nialla na swoich…

– Louis! – krzyknął Zayn, wyglądając na zdecydowanie zażenowanego.

– No co? Ja właśnie tak, po przez pocałunek uświadomiłem sobie swoją seksualność. Jako dobry przyjaciel, proponuję ci pomoc.

– Oczywiście, obydwoje wiemy, że po prostu chcesz władować język, do moich ust. Nie myśl, że zapomniałem o tym incydencie kiedyś w klubie.

– Och, rozgryzłeś mnie. Jednak poważnie, wyciągam do ciebie pomocną dłoń. Chwytasz się jej? – Louis usiadł u boku przyjaciela na kanapie, Malik westchnął. – Jeśli będziesz chciał przestać, po prostu uściśnij mnie mocniej.

Zayn złapał rękę Louisa, po czym skierował twarz w jego stronę, spoglądając w turkusowe tęczówki, nieco zamglone przez alkohol. Tomlinson zdecydowanie miał słabą głowę. Szatyn posłał przyjacielowi niewielki uśmiech, po czym zaczął zbliżać się w jest stronę. Ich usta dzieliły zaledwie centymetry, wciąż zmniejszając odległość aż do milimetrów. Brunet poczuł na swych wargach miękkie, wąskie usta Louisa, które muskały jego delikatnie. Całkowicie zamknął oczy, starając sie odwzajemnić pocałunek. Ich wargi współgrały razem, dopasowując się do siebie. Louis przejechał koniuszkiem języka po dolnej części ust Zayna, zachęcając go tym samym do uchylenia ich. Brunet poczuł w żołądku dziwny ścisk na myśl, że właśnie całuje się z własnym przyjacielem, a język Louisa, przebiega po jego podniebieniu. Westchnął cicho w usta chłopaka, wyczuwając, iż ten uśmiecha się lekko. Ich języki ocierały się o siebie, wspólnie oddając taniec, a wargi poruszały w zgranym tempie. Po chwili, Malik ścisnął mocniej dłoń Tomlinsona, a ten powoli oderwał się od niego ostatni raz trącając wargi chłopaka.

Spojrzeli na siebie łapiąc oddech. Louis sięgnął po swą butelkę piwa, czekając na jakiekolwiek słowa bruneta.

– To było… zdecydowanie intensywne – przerwał ciszę.

– Podobało ci się? – zapytał Louis, siadając na kanapie.

– Zupełnie inaczej, niż pocałunek z kobietą. Było dziwnie… to znaczy, dobrze całujesz, ale…

– Rozumiem, rozumiem. Myślę, że to jednak nie ja pomogę rozwiązać sprawę twojej orientacji. Pewnie będzie to Niall. Och, właśnie. Spróbuj go tylko w jakikolwiek sposób skrzywdzić Zayn, a osobiście się tobą zajmę. Nie żartuję, nie próbuj łamać mu serca. – Louis mówił śmiertelnie poważnie, co nieco przeraziło Zayna. Przecież nigdy nie wyrządził by krzywdy Niallowi. Zdążył jedynie przytaknąć, iż zrozumiał słowa, ponieważ do drzwi pukał Niall.

Kiedy obydwoje usiedli na sofie, Louis uśmiechnął się nikle w ich stronę, po czym przeprosił na moment, mówiąc, iż za chwilę wróci. Horan korzystając z nieobecności przyjaciela, sięgnął do jego butelki która w połowie była opróżniona, po czym delektował się smakiem gorzkiego napoju. Zayn przyglądał się chłopakowi, dopóki ten nie spojrzał pytająco w jego stronę. Malik odwrócił wzrok, udając zainteresowanie jedną z serwetek znajdujących się na stole. Louis tak jak obiecał, po momencie ponownie pojawił się w pomieszczeniu, jednak teraz dzierżył coś w dłoni zaciśniętej w pięść. Rozejrzał się po swych przyjaciołach. Cała ich trójka nie wyglądała najkorzystniej. Podkrążone oczy, znacznie pobladła cera oraz mętne, zmęczone tęczówki. Sytuacje z ciągu paru dni odbijały się na nich boleśnie. Każdy przeżywał stratę przyjaciół, jednak starali się pozostać silnymi. Właśnie dla nich. Dlatego uścisk dłoni Louisa zmalał, a na blat stołu opadł czarny aniołek, odbijając się kilkakrotnie.

Niall wraz z Zaynem siedzieli nieruchomo, porażeni widokiem figurki. Louis uśmiechnął eis lekko pod nosem. Nie był jedynym.

– Znajomy wam widok, prawda? – zapytał, przechylając głowę nieco w prawo. Niall odchrząknął kiwając głową w potwierdzeniu.

– Myślisz, że George, Pezz oraz Eleanor również otrzymali te koperty? – Zayn chwycił posążek, przyglądając mu się uważnie.

– Sądzę, że tak.

– Umm… w takim razie, co teraz? – zapytał Niall, spoglądając na chłopców.

– Trzeba poinformować Nicka. Nie wiem co to oznacza, jednak zdecydowanie nie podoba mi się to. W każdym bądź razie, teraz właśnie wychodzimy, porządnie się napić i zapomnieć o tym całym chaosie. Przynajmniej na jedną noc. – Louis klasnął w ręce.

– Dokąd tym razem zmierzamy? – Zayn okrył swoje ramiona jeansową kurtką.

– Idylla. Czeka tam na mnie moja zdobycz, być może go poznacie – uśmiechnął się, a Zayn wymownie poruszył brwiami. Opuścili mieszkanie, kierując się do zamówionej taksówki.

Dzisiejszej nocy Louis uwiedzie Harry’ego Stylesa, który będzie jego pastwą. Czyżby role odwróciły się chodź na jeden wieczór? Nie do końca. Obydwoje wpadają w swe sidła.

***
*soundtrack*

Harry siedział przy barze, popijając rozkoszny trunek. Spoglądał na parkiet, gdzie ludzie zdawali się bawić wyśmienicie, porwani w całkowitym szale alkoholu, tańca oraz oderwania od codzienności. Ich ciała wiły się, ocierając o siebie zmysłowo i burzliwie. Głośna muzyka docierała do jego uszu, drinki rozlewały się po dłoniach zgromadzonych, kiedy próbowali przebrnąć przez tłum. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego, co zachęciło Styles’a do zaciągnięcia się jego słodkim nałogiem. Odpalił papierosa, a nikotyna wypełniła jego puca. Dochodziła godzina dwudziesta.
Louis próbował przemówić do Zayna, który tuż po przekroczeniu progu Idylli poczuł się niczym w swym żywiole. Poruszał się w rytm muzyki, śmiejąc w głos, gdy wraz z Niallem przebijali się przez rozpalone ciała. Tomlinson przystanął na moment, kiedy jego wzrok powędrował w stronę baru, przy którym ujrzał Harry’ego. Szare obłoki dymu uciekały z jego zmusłowych ust, a w dłoni tkwiła szklanka z kolorowym napojem. Uśmiechał się w stronę barmana, próbując nawiązać rozmowę w hałasie jaki panował w pomieszczeniu. Niall spostrzegł Louisa, który stał niczym zahipnotyzowany. Podążył ścieżką jego wzroku i również zauważył Harry’ego. Dźgnął Zayna w żebro, z uśmiechem wskazując na szatyna oraz Stylesa. Zayn wywrócił oczami.

– Idź Tommo, Twoja zdobycz czeka. Spotkamy się później – krzyknął Malik, po czym popchnął lekko Louisa uśmiechając się. Chwytając Nialla za nadgarstek, skierował się w stronę końca baru. Louis ruszył w kierunku Harry’ego.

– Spóźniłem się? – zapytał siadając na sąsiednim wysokim siedzeniu. Posłał uśmiech w stronę chłopaka, kiedy duże, zielone oczy zatrzymały się na nim. Usta Harry’ego również wygięły się w delikatnym łuku.

– Troszkę, jednak myślę, że jestem w stanie wybaczyć – odpowiedział, a po chwili zaciągnął się nikotyną.

Styles zamówił Louisowi drinka, a po nim drugiego, trzeciego. Ich rozmowa schodziła do różnych tematów, rozmawiając nawet o najmniej wartościowych rzeczach, czuli się swobodnie przebywając w swoim towarzystwie. W pewnej chwili Harry pomyślał, iż mógłby codziennie słuchać śmiechu szatyna. Między czasie na moment przysiadł się również Zayn i Niall, nie świadomi tego, iż przedstawiają się osobie, która zna ich imiona, nazwiska i błędy przeszłości rodziców.

– Harry, poznaj moich najlepszych przyjaciół. Zayn oraz Niall – uścisnął dłonie obojga chłopaków.

Porozmawiali spędzając trochę czasu w swym towarzystwie, po czym odeszli, nie chcąc przeszkadzać Louisowi w zawieraniu nowej, ciekawej znajomości.

– Mówisz, że dopiero niedawno zawitałeś do Londynu. Czemu akurat tutaj? – Louis upił łyk alkoholu.

Harry chciał odpowiedzieć, jednak zawahał się, kiedy przypomniał sobie, że nie może wyznać prawdziwego powodu zawitania do stolicy.

– Potrzebowałem pracy, zmiany otoczenia. A co nie jest cudowniejszym miejscem, niż Londyn? – uśmiechnął się, sprawiając, iż Tomlinson po raz kolejny tego wieczoru wstrzymywał powietrze w swych płucach.

– Racja. To miasto ma w sobie pewną magię. Hmm, czyli przeprowadziłeś się zupełnie sam?

– Tak, moja matka zginęła… w dziwnych okolicznościach kiedy byłem dzieckiem. Ojca nie znam. Wychowywała mnie ciotka. A teraz, Harry jest dorosły, musi sobie radzić – zamoczył usta w trunku.

– Och, przykro mi… z powodu twojej mamy. To musiało być bolesne… to znaczy… – Harry prychnął słysząc słowa Louisa, powstrzymując się od chichotu. Louis zauważył jak Harry spogląda na niego rozbawiony, po czym oboje wybuchnęli donośnym śmiechem. – To nie miało zabrzmieć tak dramatycznie.

Harry pokręcił głową, spoglądając na Louisa, który wyglądał niezwykle promiennie, szczęśliwie, seksownie…

– W jakim wieku odkryłeś, że jesteś gejem? – Styles uśmiechnął się uroczo. Tomlinson zamrugał kilkakrotnie.

– To jest aż tak widoczne? Hmm, w wieku piętnastu lat.

– Cóż, twoje zaproszenie do Idylli wydawało się jednoznaczne. W końcu heterycy nie zapraszają innych mężczyzn na coś w rodzaju randki, nieco w ostrzejszych klimatach – rozejrzał się po klubie. – Jednak muszę przyznać, że miejsce świetne.

– Pomyślałeś, że to randka? – Louis uśmiechnął się nonszalancko, upijając łyk kończący jego czwartego drinka. Świat w ich głowach nieco wirował przez spożyty alkohol, muzyka podobała się jeszcze bardziej, a pragnienie oraz afekt powoli wdzierały się w ich ciała. Styles zszedł ze swego miejsca, po czym chwycił ciepłą dłoń Louisa. Wzdłuż kręgosłupa starszego chłopaka, przeszły dreszcze czując dotyk.

– Wiem, że to nią jest, nie mogłeś mi się oprzeć, prawda? – zapytał, zbliżając się do jego szyi, by był wstanie usłyszeć wypowiadane słowa. Tomlinson spojrzał w jego oczy, uśmiechając się w odpowiedzi.

– Prawda – odpowiedział Louis, po czym Harry pociągnął go w stronę parkietu, by mogli dać upust swym pożądliwym ciałom, zatracając się w wspólnym tańcu.

Kiedy Niall kończył nie wiadomo którego z kolei drinka, gdyż stracił rachubę kończąc szósty, został wprowadzony w głąb tłumu przez równie upojonego alkoholem Zayna. Odnaleźli się ponownie po tym, jak rozdzieleni tańczyli z nieznajomymi ludźmi, uciekając do beztroskiego świata. Gdy znaleźli się na środku parkietu, towarzyszyła im żwawa piosenka, pozwalająca na zabawy gibkością zmęczonego od tańca ciała. Jednak oboje nie przejmowali się ogarniającym bólem. Niall czuł ciepły oddech Zayna na swym karku, podczas gdy chłopak stał tuż za nim, kładąc dłonie na biodrach blondyna. Poruszali się w rytmie muzyki. Klatka piersiowa Malika ściśle przylegała do pleców Nialla nie pozostawiając wolnej przestrzeni. Dłonie wodziły po rozgrzanej cielesności, a usta dotykały szyi. Tak bliski kontakt był dla nich czymś nowym. Zayn czuł się zupełnie inaczej, niż podczas tańca z kobietami dzisiejszego wieczoru. Wydawało się to czymś znacznie bardziej porywistym, gwałtownym. Alkohol krążący w ich krwiobiegu pozwalał na znacznie śmielsze ruchy, których mimo, iż byli świadomi nie chcieli zaprzepaścić. Dzisiejszej nocy przekraczali pewne granice, a świat się nie liczył.

Niall niespodziewanie odwrócił się ku brunetowi, spoglądając w oczy, których źrenice były powiększone, a spojrzenie mętne. Zayn uśmiechnął się na widok błękitnych tęczówek, błądzących po jego twarzy. Byli rozgrzani, ich skóra wilgotna od potu, a włosy wprowadzone w nieład. Mimo wszystko tańczyli dalej. Niech noc się nie kończy, słońce nie wschodzi, splecione w uścisku palce nie rozdzielają się.

Oczy Louisa mrużyły się wraz z błyskami lamp, chcąc dostrzec resztę ludzi bawiąc się na parkiecie. Jego jasne, niebieskie oczy rozświetlały mrok, co działo się zazwyczaj, gdy w jego organizmie pojawiała się większa dawka alkoholu. Wraz z Harry’m znajdowali się na szczycie roześmianego tłumu, ruszającego się w rytmie różnych, granych kawałków. Nagle ciało Louisa zaczęło się wić przy Styles’ie, który z zachwytem w oczach przyglądał się chłopakowi. Zaczęli przylegać do siebie ściślej, zamykając oczy, by zgubić się w dźwiękach muzyki. Rozkoszowali się każdym ruchem, wiedząc, że jest przeznaczony wyłącznie dla nich. Dłoń Harr’ego poznawała ciało Louisa, który westchnął czując dotyk na swym brzuchu, plecach, biodrach. Podskakiwali wraz ze słyszanym basem, by zwolnić swe ruchy, kiedy robiła to muzyka. Harry poruszał biodrami, ocierając się o klatkę piersiową Tomlinsona. Louis stopniowo zniżał się ku ziemi w gibkich ruchach, do momentu w którym nie stanął na nogi, a piosenka ponownie przyspieszyła. Wszystko co robili, każdy ich gest był przepełniony namiętnością i seksem. Harry przyglądając się zwinnemu ciału chłopaka, założył ręce na jego szyi, po czym przybliżając się, muskał delikatnie kark swymi ustami, słysząc śmiech oraz dźwięki zadowolenia ze strony Louisa. Nadgryzł lekko miejsce na jego szyi, po chwili je ssąc, by pozostawić po sobie ślad. Tomlinson chwycił jego twarz w dłonie, całując linię szczęki.

– Wyglądasz cholernie pożądliwie – Harry wyszeptał do ucha Louisa, który uśmiechnął się delikatnie pod nosem.

Złożył kolejny pocałunek, na jego wilgotnej skórze, przebiegając językiem po całej długości szyi Harry’ego. Usłyszał jęk i po chwili poczuł ponownie dłonie, przebiegające po jego żebrach, zaciskając się. Ich spojrzenia spotkały się, a błękit tęczówek Louisa mieszał ze szmaragdem oczu Harry’ego, które tak niesamowicie błyszczały. Ich dłonie złączyły się, w silnym uścisku. Ciśnienie krwi znacznie podskoczyło, sprawiając, iż serce mocno uderzało w klatkę piersiową, bijąc trzy razy szybciej niż w normie. Zimny dreszcz obmywał ich ciała. Światła reflektorów majaczyły coś do nich, podczas gdy z całkowitym zatraceniem spoglądali na siebie, spragnieni uczucia ciepłych, miękkich warg. Dzieliły ich chwile od utęsknionego spotkania.

Harry naparł swymi wargami na usta Louisa, czując ich gorąco. Chłopak przywarł jeszcze ciaśniej do ciała kędzierzawego, którego dłoń zacisnęła się na materiale jego koszulki. Delikatnie musnął kąciki jego truskawkowych ust, czując miłe mrowienie na swym ciele. Harry łapczywie wpił się w jego usta, napawając słodkim zapachem skóry chłopaka. Rozchylił wargi z cichym westchnieniem, pozwalając wtargnąć spragnionemu językowi szatyna w prost do swojego wnętrza. Louis czuł smak jego kształtnych warg, wcześniej umoczonych w gorzkim alkoholu. Harry koniuszkiem języka kreślił niewidoczne wzory na fakturze podniebienia chłopaka, wywołując tym samym ciche warknięcie. Pieścili swe usta z pełną pasją, zlewając w jedną całość.

Obydwoje byli ofiarami. Pragnienia, żądzy. Namiętności, odwetu, miłości, zemsty… Pastwom nadziei oraz zagadki. Byli swymi ofiarami, bezpowrotnie popadającymi we własne sidła.

Ćśśś… nikt nie słyszał odgłosu opadającego, martwego ciała, na zimne podłoże, wyłożone kafelkami skąpanymi w strugach wody. Ćśśś… za to ktoś ujrzy, już niebawem.


7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz