**
Zobaczył nadawcę i oniemiał z wrażenia. Widok podpisu na końcu wiadomości wprowadził go w dobry nastrój. Zayn naprawdę nie rzucał słów na wiatr i martwił się o niego. Niall mimo swojego stanu nie umiał się nie uśmiechnąć. Porwał z szafki w kuchni pierwsze co znalazł do zjedzenia. Udał się na kanapę i rozsiadł wygodnie na tyle, na ile jego ciało mu pozwalało. Sięgał co chwilkę do paczki pochłaniając chipsy garściami, zatracony w esemesowaniu z mulatem. Blondyn czuł się prze szczęśliwy. Od dawna nie poznał nikogo komu mógłby ufać, nie miał nikogo z kim mógłby podzielić się swoimi problemami, a Zayn… on chciał go poznać, interesowało go wszystko co było związane z blondynem i nie oceniał po pozorach. Po kilku godzinach pisania umówili się u Nialla na następny dzień o godzinie 15 u niego w domu, stwierdził że tak po prostu będzie wygodniej i dla niego na pewno bezpieczniej. Podał więc adres mulatowi i odłożył telefon. Czuł się dziwnie. Czegoś nagle zaczęło mu brakować, wszechogarniająca pustka. Sięgnął do kieszeni od bluzy i wyjął to co mu pozostało. Potrzebował tego jak powietrza. Wiedział, że nie mógł znów się wkuć, bo Tomlinson się zemści, ale mógł wciągnąć. Wysypał z jednej torebki trochę białego proszku i utworzył z niego dwie kreski. Wciągnął je po kolei i odczekał chwilę kładąc się na kanapie. Cieszył się chwilą kiedy znów odpływał i udało mu się po raz kolejny uciec w zapomnienie.
***
Słońce wpadające do pokoju właśnie intensywnie oświetlało twarz Horana nie dając mu spać. Chłopak jęknął niezadowolony i uchylił delikatnie powieki rozglądając się zamglonym wzrokiem po pomieszczeniu. Względna czystość wprawiła go w dobry nastrój, nie będzie musiał biegać ze zmiotką po pomieszczeniu przed przyjściem Zayna. Przeciągnął się na kanapie, a jego ciało od razu przypomniało mu o wczorajszej nocy. Nie mógł wyrzucić tych okropnych wspomnień kiedy był sam i całkowicie świadomy. Po kilku minutach podniósł się i zaczął ogarniać bród, który mimo wszystko jednak był. Kuchnia, królestwo blondyna, gdzie widniało mnóstwo przekąsek jakie uwielbiał. Czas mijał, a on niecierpliwie czekał na swojego gościa. Udało mu się zamaskować siniaki, które były widoczne na jego szyi i policzku, na swoje plecy nawet nie patrzył. Zdawał sobie sprawę, że nie były w najlepszym stanie. Podczas każdego ruchu opuchlizna ocierała się o materiał koszulki, jednak endorfiny rozchodzące się po jego ciele niwelowały odczucie bólu. Uśmiechnął się do swojego odbicia i zerknął na zegarek gdzie tuż obok znajdowała się bransoletka. Tak strasznie chciał się jej pozbyć, wyrzucić, ona wciąż przypominała mu kim był, kimś kim nie chciał być. Pukanie do drzwi wyrwało go z durnego gapienia się na swój symbol niewoli. Rzucił się wręcz do drzwi i otworzył je na oścież z uśmiechem witając Zayna.
-Hej Niall. - mulat uśmiechnął się wchodząc do środka i rozglądając się po wnętrzu -Fajnie się tu urządziłeś małe mieszkanko, ale stylowe. - Zayn wręczył mu reklamówkę z zawartością i ruszyli razem do pokoju rozsiadając się na kanapie.
-Dzięki stary starałem się bardzo, aby to jakoś wyglądało. Zazwyczaj, uwierz mi, wyglądało to gorzej. - Niall zaśmiał się i usiadł obok chłopaka po turecku włączając telewizor na jakiś mecz lecący akurat w telewizji.
-Jak na samotnego faceta radzisz sobie świetnie. I jak tam się w ogóle czujesz? - Zayn patrzył na niego uważnie i sięgnął dłonią do policzka gdzie widniał nie tak dawno siniak -Widzę, że jesteś świetny w maskowaniu. Nadawałbyś się jako charakteryzator. - uśmiechnął się do niego delikatnie.
-Taa musiałem się tego nauczyć, no wiesz klienci nie chcą oglądać zbyt wielu siniaków zrobionych przez poprzedników. - blondyn westchnął i podkurczył nogi przyciskając je do swojego ciała -Dziwnie uczucie kiedy ktoś się o mnie martwi. Odkąd tam pracuje nikogo to nie interesuje. Mam zarabiać na Tomlinsona. - chłopak westchnął i poczuł silne ramie obejmujące go, przysunął się więc bliżej mulata i ułożył głowę na jego ramieniu.
-Wiesz kiedy wczoraj cię tam zobaczyłem myślałem, że to jakiś żart. Nie można tak traktować ludzi. Musimy coś wymyślić aby cię stamtąd wydostać. - delikatnie po przyjacielsku gładził jego ramię, a na twarzy Nialla pojawił się delikatny uśmiech.
-To miłe naprawdę, ale czemu tak się mną martwisz? Przecież jestem dziwką. Nie chce żebyś mnie źle zrozumiał, po prostu wiem, że nie jest to społecznie akceptowane. - odwrócił głowę i spojrzał na chłopaka siedzącego obok niego.
-Niall spokojnie mów wszystko co ci leży na sercu, nie musisz się hamować, a co do reszty to wiesz nie chcesz być tym kim jesteś, wyglądasz na delikatnego chłopca i totalnie tam nie pasujesz. Nie oceniam po pozorach, bo sam nie raz byłem tak oceniany. Krystaliczny nie jestem to na pewno, ale też żeby od razu ze mnie bandytę robić? Więc wiesz, poznałem twoją historię i polubiłem cię mimo takiej króciutkiej rozmowy jaką wtedy odbyliśmy. Dlatego teraz siedzę tu na twojej kanapie i rozmawiam z tobą oraz mam nadzieję, że zaraz się nie pobijemy bo widzę, że mecz Anglia-Irlandia leci i chyba nie muszę mówić za kim jestem. - zaśmiał się cicho i nie musiał czekać zbyt długo, a śmiech Horana dołączył do niego. Zayn otworzył puszki z piwem i zajęli się dyskusją o meczu. Rozmawiali długie godziny, śmiali się przepychali, ale przede wszystkim rozmawiali. Mijały godziny, a oni nie mieli ochoty przestawać rozmawiać i przebywać w swoim towarzystwie.
-Zostaniesz na noc? Już późno. Odstąpię ci swoje łóżko w sumie i tak częściej śpię na tej kanapie. - NialL spytał kiedy kiedy zegar wybił trzecią w nocy.
-Jasne mogę zostać, ale pod warunkiem że śpisz w swoim łóżku, a ja na kanapie. - mulat poczochrał włosy blondyna i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Obu chłopcom zdawało się jakby znali się od lat. Niall przyniósł poduszki i koce, obaj zasnęli tak naprawdę podczas rozmowy. Sami nie wiedzieli kiedy, a niebieskooki ani razu nie czuł pustki, ani potrzeby sięgnięcia po narkotyki. Zayn był lekiem na zło w tym momencie pozwolił mu zapomnieć.
***
Rano, a raczej już koło południa Zayn poczuł zapach przygotowywanego omleta. W jego domu raczej nie robiło się takich rzeczy. Przeciągnął się i udał za zapachem gdzie zastał swojego przyjaciela rozkładającego omlet na drugim talerzu.
-Cześć. - uśmiechnął się siadając na krześle i porywając talerz zabierał się od razu do jedzenia. Naprawdę odczuwał już skurcze w żołądku.
-Hej Zayn jak się spało? Mam nadzieję, że chociaż trochę się wyspałeś. - Niall usiadł naprzeciw chłopaka i wziął swój talerz również zabierając się do jedzenia. Blondyn nie mógł oderwać wzroku od Zayna, wyglądał nieziemsko z tymi rozwichrzonymi od spania włosami i z resztkami snu wymalowanymi na twarzy. Szybko jednak spuścił wzrok i zajął się omletem.
-Jasne. Masz bardzo wygodną kanapę. - pełna buzia uniemożliwiała powiedzenie mu czegokolwiek więcej jedynie oblizał wargi i ze smakiem kończył swój posiłek. Udawał że nie czuje wzroku blondyna na sobie wręcz ignorował to, bo przecież przyjaciele czasem na siebie patrzą -Omlecik pyszny! Masz talent chłopie. - zaśmiał się i spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę piętnastą. -Kurcze muszę uciekać, ale mamy kontakt. Kończ jeść, nie odprowadzaj mnie do drzwi, bo już czuję się jak u siebie. - przytulił siedzącego blondyna w lekkim szoku i wyszedł. Niall w końcu czuł się szczęśliwy, ale wiedział ze musi zacząć się przygotowywać do wyjścia. Wszystko straciło swój blask, a jemu jakby znów ktoś zabrał skrzydła. Robił wszystko bardzo wolno wręcz w ślimaczym tempie, ale z wybiciem godziny 17 był gotowy i wychodził przed swoją kamienice gdzie czekał na niego Andy. Przywitał go uśmiechem, ochroniarz złapał szybko chłopaka za ramię i nachylił się nad jego uchem.
-Niall lubię cię. Wiem, że nie jestem tam z własnej woli, ale uważaj na to kto i kiedy do ciebie przychodzi. Pamiętaj jesteś obserwowany. Nie powiem nic Tomlinsonowi nie martw się, ale błagam Cię chłopaku uważaj. - muskularny mężczyzna wyprostował się i spojrzał w oczy Nialla wzrokiem przepełnionym bólem, na rawdę było mu go szkoda -No wsiadaj już chłopcze. Nie możemy się spóźnić. - Niall już wsiadał, ale złapał jeszcze dłoń Andy’iego.
-Dziękuje, naprawdę dziękuję. - uśmiechnęli się oboje do siebie i ochroniarz zamknął za chłopakiem drzwi. Niall zerknął przez okno i wiedział, że pomimo tego co zrobił mu Harry musi mu jakoś uzmysłowić z kim się zadaje. Ten chłopak był zbyt zaślepiony miłością do Tomlinsona, chorą miłością, nieodwzajemnioną.
***
Zielonooki chłopak spacerował ulicami miasta, które tak bardzo kochał. Mimo że nie pochodził z Londynu, uważał go za swoją małą ojczyznę. Wszedł do jakiegoś baru, nawet nie sprawdzając jego nazwy. Rozejrzał się dookoła i zmarszczył brwi. Jakby kiedyś tu już bywał. Usiadł przy barze i wpatrywał się w alkohole przed nim. Nagle z rozmyślenia wybudził go czyjś głos.
-Coś podać? - uśmiech barmana był szeroki, ale jego oczy ukazywały jego prawdziwe uczucia, widać, że był smutny i zmęczony. Zlustrował chłopaka jeszcze raz i przygryzł wargę w zastanowieniu.
-Nie, nie dziękuję. - Harry przymrużył oczy by przeczytać imię barmana z plakietki, który obsługiwał już kolejną osobę -Hej, Olly.
-Tak? - chłopak podszedł do kędzierzawego chłopca i wycierając kufle szmatką wpatrywał się w niego.
-Może mi nalać trochę whisky. - chłopak uśmiechnął się do niego lekko, a ten skinął głową i skierował się po szklankę i butelkę najdroższej whisky. Nalał odpowiednią ilość, wrzucił dwie duże kostki lodu po czym położył zielonookiemu szklankę z zawartością przed nosem. Może i Harry nie powinien pic przed pracą, ale nic go tak nie odprężało jak szklanka dobrej whisky. No może jeszcze psoty z pewnym panem, ale to już inna sprawa. Wypił trunek do dna po czym zostawił pieniądze na blacie i włożył ręce do kieszeni wychodząc z baru. Skierował się w stronę swojego miejsca pracy podśpiewując sobie pod nosem jakąś piosenkę. Po krótkiej chwili wchodził już do budynku, który oczywiście obstawiony był przez masę ochroniarzy. Przeszedł przez szeroki korytarz na którym było pełno przeróżnych obrazów, roślinek i innych drobiazgów po czym wszedł do pomieszczenia, które świeciło jeszcze pustkami. Ściągnął ze swych ramion płaszcz i zawiesił go na wieszaku. Wszedł na zaplecze, które oczywiście było tak eleganckie, że goście mogliby również przebywać tam. Przejrzał się w lustrze, podwinął rękawy swojej białej, idealnie uprasowanej koszuli i poprawił czarną muszkę. Uśmiechnął się do siebie sztucznie po czym wyszedł i stanął za barem. Wskazówki zegara wskazywały godzinę szesnastą pięćdziesiąt co oznaczało iż za dziesięć minut zejdą się tu napaleni staruszkowie, którzy będą chcieli trochę wypić przed swoimi zabawami. Harry przecierał ściereczką szklanki, kufle, kieliszki i inne wyroby ze szkła by się ładnie błyszczały. Loczek uwielbiał gdy jego miejsce pracy było schludne i zadbane. Po chwili do baru wkroczył chłopak, na oko osiemnastoletni, z brązowymi oczami i poszarpanymi brązowymi włosami.
-Kim jesteś i co tu robisz? - Harry uniósł brew ku górze wpatrując się w chłopaka, który uśmiechnął się nieśmiało zakładając swoją kurtkę na wieszak obok kurtki loczka.
-Nazywam się George Shelley i jestem tutaj nowym barmanem. A ty jesteś Harry Styles tak? - chłopak przygryzł delikatnie dolną wargę wpatrując się w Stylesa.
-Ah no tak, rzeczywiście miał tu być jakiś nowy. Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem. Po prostu dzisiaj mam jakiś dziwny dzień. - szmaragdowe tęczówki wpatrywały się w podenerwowanego chłopca, który był chyba trochę zawstydzonym. -Tak, tak. Jestem Harry Styles i witam cię George na pokładzie. - kędzierzawy chłopiec uśmiechnął się szeroko do kolegi i uścisnął delikatnie jego dłoń. -Zacznijmy od tego, że za tymi drzwiami.. - Styles podszedł do drzwi i wskazał na nie dłonią z pełną gracją -Jest zaplecze. Odnajdziesz się w nim naprawdę szybko, gdyż wszystko jest tam jak w zegarku, po prostu perfekcyjnie. - chłopak uśmiechnął się delikatnie po czym przeszedł jeszcze obok półek i innych ważnych rzeczy opisując w skrócie co gdzie znajdzie. -A teraz idź na zaplecze. W szafce znajdziesz ubranie, w którym musisz paradować przez cały czas, gdy tu jesteś. - zielonooki uśmiechał się do brązowowłosego chłopca, który tylko ciągle przytakiwał głową. Harry widział w nim jakiś potencjał, a do tego wydawał się być naprawdę miłym człowiekiem, do którego będzie mógł czasem otworzyć gębę. -Aaa i poczekaj chwilę. - Harry skierował się pomieszczenia, w którym stała jego szafka, wyciągnął z niej bransoletkę po czym podszedł do Shelleya i zapiął mu ją na nadgarstku -W ten sposób każdy będzie wiedział kim jesteś, no a ochroniarze nie będą zadawać ci głupich pytań. - Styles uśmiechnął się miło do chłopaka, który odpowiedział ciche ‘dziękuję’ i zniknął za drzwiami, by się przebrać. Po chwili do baru zaczęli napływać klienci. Dziesięć minut później George już stał za ladą i z szerokim uśmiechem obsługiwał klientów. Harry był ciekawy jakiej orientacji jest chłopak, jednak nie chciał się go o to pytać, bo jeszcze by go wystraszył. Po godzinie żmudnej pracy do baru wszedł pewien mężczyzna, którego towarzystwa Harry nie znosił. Ten człowiek był jakiś chory psychicznie. Powinni go oddać do zakładu psychiatrycznego, a nie do burdelu.
-Witaj Harruś. - loczek podszedł do niego oddychając głęboko, przywali mu, na pewno. Jeszcze raz niech go tak nazwie, a go uderzy.
-Witaj… Nick. - zielonookiemu na samo jego imię robiło się niedobrze. Jednak był pracownikiem i nie mógł go stąd po prostu wywalić.
-To co zwykle skarbie. - Grimmy założył nogę na nogę i oparł się łokciem o blat jeżdżąc palcem po dolnej wardze. Wyglądał jak prosiak w sukience z twarzą pedofila. Styles próbując nie patrzeć na jego obleśną pozę nalał mu do szklanki trochę malibu, rumu, soku ananasowego, mleczka kokosowego i włożył do szklanki dwa plasterki ananasa.
-Twoja pina colada. - Harry postawił przed mężczyzną szklankę z trunkiem i skrzywił się delikatnie.
-A mógłbyś mi podać rurkę? - Nick oblizał dolną wargę patrząc na kędzierzawego. Styles wiedział, że coś kręci bo widział to po jego minie, wziął do ręki szmatkę i kufel, w którym odbijał się Grimshaw. Zielonooki dokładnie widział jak ten uprzednio się rozglądając wsypał sobie jakiś proszek do napoju. Proszę, proszę, no kto by pomyślał. Chłopak wziął do ręki czerwoną rurkę po czym podszedł do mężczyzny, który wpatrywał się w niego jak w obrazek i włożył rurkę do jego napoju.
-Udław się. - loczek wyszeptał cicho pod nosem, jednak na tyle głośno by dosięgło to uszu czarnowłosego.
-Gdybyś nie był taki wredny i zajęty to bym cię chętnie oddał kociaku. - Nick zgiął delikatnie dłoń w nadgarstku po czym wymruczał ciche ‘mrr’ i łapiąc szklankę w dłoń odszedł od lady kręcąc dupą. Harry stał jak słup z zniesmaczoną miną. On miałby przelecieć Nicka? Blee, chyba właśnie zbiera mu się na rzygi. Styles co chwila zerkał okiem na Georga, który po prostu był świetny. Rozmawiał z klientami, był dla nich miły, uśmiechał się. Był po prostu idealny w tym co robił. Po chwili Harry spojrzał na zegarek i odetchnął z ulgą. Czas jego pracy skończony.
-Hej George, ja już lecę. Za chwilę przyjdzie inny chłopak, który ci pomoże. Ale naprawdę świetnie ci idzie. Tak trzymaj. - Styles poklepał „nowego” po plecach i uśmiechnął się do niego szeroko, a uśmiech na twarzy Shelleya poszerzał, o ile to było możliwe. Zielonooki chłopak zabrał swój płaszcz i wyszedł z baru. Szedł korytarzem do wyjścia, gdy nagle z naprzeciwka ujrzał blondyna, chłopak wyciągnął w jego kierunku dłoń, a Harry ją uścisnął.
-Co pierwszy wyraz lub sylaba. Odezwij się do mnie. - Niall wyszeptał cicho do jego ucha kładąc nacisk na słowo ‘się’. Ciekawe o co mu znów chodzi. Gdy Horan puścił jego rękę brązowowłosy spojrzał na swoją dłoń, w której znajdowała się karteczka, jednak postanowił, że przeczyta ją jak dotrze do domu. Po kliku minutach drogi Styles był już w domu. Ściągnął płaszcz z siebie wieszając go na wieszaku i wyjmując z kieszeni karteczkę. Usiadł na kanapie i rozłożył ją, a jego oczom ukazał się tekst:
„Harry posłuchaj. On lubi marchewki. Nie znam żadnego przepisu. Jest ponoć jakiś fajny, który znasz. Tym więc zajmiesz się ty. Za kilka dni odbywa się impreza. Jakiego dnia jeszcze nie wiem. Gorzej jak nic nie znajdziesz. Uważasz, że to w ogóle dobry pomysł?
Przyjrzyj się tym przepisom. Muszę je mieć. Odezwij się do mnie.
Niall”
O chuj chodzi? Jaka impreza? Jakie marchewki? Jaki przepis? Ten blondyn ocipiał już do końca? Najpierw się do niego nie odzywa, a teraz pisze jakieś niezrozumiałe durnoty? A niech go szlag jasny trafi. Styles wstał z kanapy i poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic. Po kilku minutach stał już na dywaniku i wycierał się dokładnie. Założył na siebie obcisłe, czarne rurki i biały t-shirt z napisem ‘love is equal’. Usiadł na kanapie i wziął do ręki po raz kolejny karteczkę świdrując wzrokiem tekst, który był na niej napisany. Dalej nie wiedział o co w tym chodzi. Odbywa się jakaś impreza, ma znaleźć przepis na jakieś, chyba, marchewki i co? To jakieś pojebane. Położył się na kanapie i wpatrywał w sufit rozmyślając. Nagle coś mu się przypomniało. Słowa Nialla „Co pierwszy wyraz lub sylaba”. To musiało się tyczyć tego tekstu. Harry wyprostował się do pozycji siedzącej i spróbował odczytać wiadomość. Wyszło mu coś mniej więcej takiego: „Harry. On. Nie. Jest. Tym. Za. Jakiego. Gorzej. Uważasz. Przyjrzyj. Muszę. Odezwij.” O co w tym wszystkim chodzi? Jeszcze początek jako tako. Harry on nie jest tym za jakiego… ale co to gorzej tu robi? Styles przewertował słowa Horana w głowie jeszcze raz. No tak sylaba! Czyli: „Harry on nie jest tym za jakiego go uważasz. Przyjrzyj mu… się!” No to dlatego mówiąc mu te słowa kładł nacisk na słowo „się”. Teraz wszystko już było jasne. Ale nie rozumiał jednego. Po co mu to dał? Bo domyślił się, że tyczyło się to Tomlinsona. Zegar wskazywał północ, czyli miał jeszcze trochę czasu do spotkania ze swoim ukochanym. Ale postanowił pojechać do niego trochę wcześniej. Zszedł na dół i wsiadł do taksówki, która stała pod budynkiem po czym podał kierowcy adres. Po krótkiej chwili stał już przed posiadłością Lou. Ochroniarze nawet nie pytali go już o imię, gdyż był tu stałym bywalcem. Wszedł do środka willi i rozejrzał się dookoła.
-Już jestem kochanie! - krzyknął jednak odpowiedziała mu cisza. Na tym mu zresztą zależało. Skierował się w stronę gabinetu ukochanego. Louis trzymał tam wszystkie oryginały papierów, których kopie trzymał w swoim gabinecie w „Symfonii”. Harry wszedł do środka i wziął głęboki wdech. Nie chciał tego robić, ufał swojemu chłopakowi ale Horan sprawił, że jego zaufanie zostało nagięte. Podszedł do szafek ukochanego, w których tak naprawdę nie było nic. Stało kilka fotografii Lou z jakimiś ważnymi osobistościami. Styles podszedł do biurka i zaczął je przeszukiwać. Po chwili w jego ręce wpadły jakieś liściki, w których padały co raz jednoznaczne słowa. Czyżby Niall miał rację? Kędzierzawy kompletnie nie wiedział co ma o tym sądzić. Z rozmyśleń wyrwał go ostry głos.
-Harry? Co ty tutaj do cholery robisz?! - zielonooki uniósł wzrok znad biurka i wbił go w postać stojącą w progu. Zajebiście, że też akurat musiał wejść w tym momencie. On zawsze wiedział, w którym momencie ma wejść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz