środa, 8 stycznia 2014

1

***

Otworzył oczy i spojrzał w swoje lustrzane odbicie. W jego głowie znów pojawiły się te złowrogie słowa ojca, że bez nich ich pieniędzy sobie nie poradzi. Tak bardzo nie chciał przyznać mu racji, ale prawda bolała. Pewnie gdyby nie mama, która co nieco przesyłała mu na konto, dawno wylądował by pod mostem głodny i zziębnięty. Spojrzał w kąt na gitarę, którą można uznać za jego przekleństwo. Po skończeniu liceum z bardzo dobrymi wynikami miał iść na medycynę jak Liam, jego starszy, przyrodni brat, ale on pragnął innego życia. Chciał zostać muzykiem, chciał zostać gwiazdą. Niestety rzeczywistość okazała się okrutna. Zamknął za sobą drzwi mieszkania i ruszył w stronę baru “Czerwona Róża”, gdzie pracował jako barman. Nie zarabiał za wiele, ale przynajmniej miał stałe zatrudnienie.

-Hej Olly jak tam? - spytał na wejściu swojego współpracownika, gdy znalazł się w środku budynku, w którym mieścił się bar. Olly pracował tutaj już przed Niall’em ale specjalnie się nie wywyższał, wręcz przeciwnie nie raz to Niall ratował go w różnych dziwnych barowych sytuacjach.


-A daj spokój. Zapowiada się, że dzisiaj nie usiądziemy chociaż by na chwilkę w ciągu nocy. - starszy chłopak skrzywił się poprawiając swoje mankiety koszuli -Miejmy nadzieje młody, że chociaż napiwki będą solidne. - zaśmiał się i wyszedł, a blondyn zaczął się w duchu modlić aby naprawdę tak było, bo pieniądze były mu potrzebne od zaraz. Zerknął za szybę i przykleił na twarz szeroki uśmiech, nie mógł odstraszać klientów swoim podłym nastrojem. Wszedł na salę i stanął za barem od razu zaczynając pogawędkę z pierwszymi gośćmi. Mijała godzina za godziną, ten lokal zawsze był pełen gości, ale dzisiaj ludzie wręcz stali sobie na stopach. Podając kolejne Malibu z mlekiem mocno wstawionej już blond piękności Niall kątem oka dostrzegł burze brązowych loków i uśmiechnął się do siebie szeroko. Nalał do szklanki trochę whisky z colą i lodem po czym postawił ją tuż przed posiadaczem brązowych loków.

-Mam nadzieje, że pijesz to co zwykle. - uśmiechnął się, a Harry od razu przyłożył brzeg szklanki do warg na początku mocząc tylko usta w trunku, a po chwili upijając z niej spory łyk. Przychodził tutaj dość często, znał doskonale obu barmanów, ale to z blondynem częściej rozmawiał. Mógł wręcz stwierdzić, że się przyjaźnią, dlatego strasznie chciał mu pomoc wyjść z finansowego dołka.

-Jasne i mam dla Ciebie świetną propozycje. Co powiesz na pięć tysięcy funtów miesięcznie? - Harry uśmiechnął się tak szeroko, że w jego policzkach ukazały się te cudowne dołeczki, a oczy Niall’a na dźwięk takiej sumy wręcz wyszły z orbit.

-Ale… Że jak? - rozłożył ręce wciąż będąc w lekkim szoku.

-Rozmawiałem z kim trzeba, uwierz mi umiem być przekonujący i możesz zacząć chociażby jutro. - młodszy chłopak był mocno podekscytowany i nie umiał już wręcz usiedzieć na swoim miejscu.

-Ale ja nic nie umiem oprócz nalewania alkoholu, nie mam wykształcenia tak naprawdę. - troszkę obawiał się propozycji jaka została mu zaproponowana, praca w jakiejś korporacji to chyba nie było dla niego, tak naprawdę przecież przed tym uciekł.

-A kto Ci powiedział, że będziesz robił coś innego? - zmarszczył brwi i przywołał blondyna ręką aby pochylił się bardziej w jego stronę. Usta bruneta po chwili znalazły się przy uchu Niall’a -Będziesz barmanem tylko, że w domu publicznym. Znaczy się w burdelu dla gejów, z męskimi dziwkami. - po tych słowach Niall musiał złapać się blatu. On miałby pracować jako barman w burdelu? To się nie mieściło w jego głowie, ale nie chciał również w jakiś sposób urazić Harry’ego, który teraz stał się dla niego jeszcze większą zagadką, bo czy ten uroczy chłopiec mógłby być męską dziwką? Nie. Raczej na pewno nie.

-Daj mi troszkę czasu, bo wiesz muszę to sobie wszystko poukładać. Wiesz, to naprawdę świetna propozycja. - jego ręka bezwiednie powędrowała na kark gdzie zaczął mierzwić swoje blond kudły, aby chociaż troszkę ukryć zdenerwowanie.

-Kurczę myślałem, że się od razu zgodzisz, no wiesz fajnie było by pracować razem. Przyznam Ci się, że nie raz Cię podpatrywałem i wykorzystywałem twoje sztuczki za barem. Chociaż pewnie wciąż dużo mi brakuje. - uśmiech Harry’ego znów poszerzał i dosięgał wręcz uszu, a kamień spadł z serca blondasa. Nie umiał sobie wyobrazić chłopaka jako.. no cóż, dziwki.

-Obiecuje Ci młody, że przemyślę tę sprawę i zadzwonię. Podaj mi tylko numer do kogo mam się zgłosić w razie czego. - nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać, od razu sięgnął po wizytówkę i postawił ją na przed barmanem.

-Podaj się na mnie. Mam nadzieje, że za niedługo znów się zobaczymy. - wyjął pieniądze zostawiając mu spory napiwek i wyszedł w podskokach. Tak, ten dzieciak nie mógłby robić takich złych rzeczy o jakie podejrzewał go na początku Niall. Schował wizytówkę i do końca swojej pracy nie zawracał sobie nią głowy, nie miał teraz na to czasu, musiał uwijać się jak mrówka w mrowisku bo ludzi nie ubywało, a wręcz przeciwnie. Reklama darmowych drinków dla klientów przyciągała jak magnez, niestety nie do końca była to dobra informacja dla barmanów, pomimo wyższych wpływów, ich pensja nie wzrośnie, bo za darmowe drinki również trzeba będzie zapłacić. Irlandczyk padł zmęczony na ławkę w pomieszczeniu przeznaczonym dla personelu i marzył już tylko o łóżku i śnie.

-Dobra robota młody, 300 funtów dla Ciebie. - Olly podał mu pieniądze z napiwków, którymi jak zawsze dzielili się po połowie -Zmykaj do domu zanim tutaj odpłyniesz. - usłyszał śmiech przyjaciela i w dość ślamazarnym tempie zaczął się zbierać. Nawet chłodne powietrze poranka nie dawało rady w pobudzeniu jego organizmu do życia. Ciężkie stopy ledwo odrywały się od podłoża. Mijali go ludzie pędzący do swojej pracy, nieraz rozpoznawał twarze, które mijał codziennie. Pamiętał gościa w średnim wieku, który dzisiaj znów w biegu zapinał kurtkę i w pośpiechu kupował bilet na metro oraz gazetę. Na rogu znów czekała blondynka o niebieskich oczach, ona była zniecierpliwiona, a jej facet spóźniony. Rutyna. Jedni ją uwielbiali inni wręcz nienawidzili. Tak strasznie chciał coś zmienić, nie miał jednak czasu ani siły. Śpiewanie i marzenia o scenie odłożył na bok. Westchnął ciężko i wszedł na klatkę schodową słysząc od razu szczekanie psa pani Noris i specyficzny zapach starej kamienicy. Droga na drugie piętro dłużyła mu się niemiłosiernie, ale w końcu stanął przy drzwiach gdzie nie zastał go miły widok. Kolejne ponaglenie do zapłaty za czynsz. Zerwał je z drzwi i wszedł do środka swojej kawalerki po czym od razu rzucił się na kanapę przyglądając się kartce na której oprócz wielu słów znajdowało się to jedno budzące w jego ciele i umyśle grozę “EKSMISJA”. Przypomniał sobie o wizytówce i propozycji. Wyjął ją z kieszeni i położył ją na blat stołu obok kartki z wezwaniem.

***

Wydawało mu się, że nie mógł sobie wymarzyć lepszego życia i lepszego partnera. Leżał obok niego i uśmiechał się szeroko. Złożył kilka ciepłych pocałunków na torsie swojego towarzysza, który po chwili wstał i zaczął się ubierać.

-Już idziesz? - Harry wydał z siebie jęk niezadowolenia, a jego zielone tęczówki wbiły się w postać mężczyzny.

-Skarbie wykonałeś cudownie swoje zadanie, otrzymałeś część nagrody, jeśli on tylko do mnie zadzwoni obiecuję Ci resztę. - pochylił się nad młodszym chłopakiem i pocałował go w głowę -Tak poza tym ktoś musi pracować, abyś ty mógł się czasem poobijać w moim łóżku. -zaśmiał się wychodząc z sypialni. Harry z zadowolenia przygryzł swoją wargę przypominając sobie owe obijanie się w łóżku ukochanego. Wydawało mu się, że żyje jak w bajce. Ufał swojemu partnerowi mimo, że posiadał on dość mroczną naturę. Dlatego wahał się co do sprawy z Niall’em, ale w końcu uległ. Wierzył, że wszyscy będą zadowoleni.

***

Minęła jedna godzina, druga godzina, a on wciąż wpatrywał się w dwie leżące przed nim kartki. Słowa Harry’ego kołatały się po głowie. Tyle kasy za bycie barmanem. Kusiła go jedna strona, ale w burdelu ripostowała druga. Czuł, że zaraz wybuchnie jeśli szybko nie podejmie żadnej konkretnej decyzji. Rzucił wzrokiem jeszcze raz na wielki napis, który wręcz bił go po oczach i złapał za wizytówkę. Szybko wbił numer i bez chwili namysłu wcisnął zieloną słuchawkę.

-Halo? - na dźwięk głosu po drugiej stronie od razu się wyprostował. Ton głosu był okropnie władczy.

-Dzień dobry. Czy dodzwoniłem się do “Symfonii”? - jego głos drżał, nigdy nie dzwonił do takich miejsc.

-Tak w czymś pomóc? - głos po drugiej stronie był wyraźnie zniecierpliwiony, a w jego gardle jakby nagle zapanowała Sahara. Opanował się szybko i przełknął ślinę.

-Czy rozmawiam z Morano? - przeczytał pseudonim, jak się domyślał, z wizytówki i szybko dokończył swoją myśl -Dzwonie w sprawie pracy barmana, Harry kazał mi zadzwonić pod ten numer jak się zdecyduje.

-Och pan Horan, a już się martwiłem, że pan nie zadzwoni. - wręcz można było wyczuć uśmiech, który pojawił się na ustach Morano -Jednak to nie jest rozmowa na telefon. Czy mógłby się pan stawić u mnie dziś koło godziny 17? Omówimy wtedy wszystkie szczegóły. Przysłałbym po pana limuzynę, adresu nie musi pan podawać. Znam go. - ostatnie słowa wstrząsnęły blondynem, ale w sumie, w XXI wieku to nie trudne. Oparł czoło o swoją otwartą dłoń i westchnął cicho. Znów dopadły go wątpliwości, jednak wystarczyło jedno spojrzenie na wezwanie i wiedział co musi zrobić.

-Dobrze o 17 będę czekać. - powiedział cicho.

-Świetnie. - usłyszał uradowany głos -Do zobaczenie panie Horan. - dźwięk zakończonej rozmowy obijał się echem w jego głowie. Jeszcze przez dłuższą chwilę siedział z telefonem przy uchu. Wiedział, że nie zaśnie, ale położył się na chwilkę, musiał odsapnąć. Czekał go ciężki dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz