piątek, 10 stycznia 2014

13

Rozdział 13


- Lou… - Głęboki głos Zayna rozbrzmiewał w jego głowie. Nie wiedział jak długo trzymał rękę Zayna i tylko odchylał głowę, czując każdy głęboki oddech Mulata na swojej skórze i jego usta muskające ją. Jedyne co wiedział to, że Zayn był jedyną osobą, która sprawiała, że jego serce gnało tak, jakby miało się już nie zatrzymać. Jego kolana drżały, ciało było sparaliżowane przez kontakt ich skór, a jego wnętrzności płonęły przez intensywny wzrok Zayna.

- Chłopaki, wszystko w porządku? - Głos Josha wyrwał Louisa z rozmyślań. Zerwał kontakt wzrokowy z Zaynem spoglądając na niego. Czuł, jak jego całe ciało rozpada się na kawałeczki, gdy zobaczył, że każdy pracownik baru im się przyglądał. Wędrował oczami, które natrafiły na uśmiech Liama, mówiący mu coś, co już wiedział. Louis spanikował i instynkt podpowiedział mu, by oderwać się od Zayna.

- C-czekaj, Louis… - Zayn wyszeptał, jednak ten obrócił głowę, podczas gdy próbował poruszyć się oraz podnieść z dala od Mulata. Oboje stracili równowagę i zanim Louis mógł w końcu puścić ręce Zayna, oboje upadli ciężko na podłogę z głośnym hukiem. Odłamki szkła wbiły się w jego pośladki i wydawało mu się, że słyszał skomlenie Zayna za sobą.

- Louis, Zayn! Wszystko… Cholera! Josh! Niech ktoś przyniesie apteczkę! - Głos Liama był przepełniony paniką, jego oczy rozszerzyły się, gdy spojrzał na nich obu w kompletnym przerażeniu. Louis sprawdził, czy nie ma żadnych obrażeń, obracając swoimi dłońmi i rękami, nie dostrzegając żadnych śladów krwi. Jeśli była jakaś rana, no cóż, to na jego tyłku, co jest naprawdę niemożliwe, by Liam ujrzał.

Miał już powiedzieć, że wszystko z nim w porządku i nie ma potrzeby do paniki, gdy Josh w końcu przyszedł z białym pudełkiem i minął go. W zdezorientowaniu obrócił się i ujrzał Josha klęczącego przed Zaynem, który podawał mu rękę. Ku swojemu przerażeniu zobaczył duże skaleczenie na dłoni Mulata, krew kapała na drewnianą podłogę.

Poczuł ukłucie w sercu, widząc grymas bólu na twarzy Zayna, gdy Josh zaczął odpakowywać bandaże. To była jego wina i czuł się okropnie, nie mogąc nawet na to patrzeć. Jednak, tym co niepokoiło go jeszcze bardziej, był fakt, że czuł się niespokojny, obserwując, jak Josh naciskał na rękę chłopaka, a jego palce dotykały dłoni Mulata. Zayn słabo uśmiechnął się do Josha, podczas gdy on wykonywał swoja robotę. Louis wiedział, że czuł to wcześniej i nie mógł po protu sobie przypomnieć kiedy, ale był pewny, że nie podobało mu się to uczucie w ogóle.

Bez dalszego myślenia, prędko wstał, strzepując odłamki szkła ze swojego tyłka. Chwycił nadgarstek Zayna i wyrwał Joshowi bandaże. Zaczął ciągnąć Mulata z dala od zamieszania, które zrobili. Minął Liama i innych, którzy wyglądali na całkiem rozbawionych przez to, co się działo w barze.

- J-ja zajmę się nim. Będziemy na zapleczu… - Louis zamilknął bez spoglądania na kogokolwiek. Cięzko oddychał w rytmie względnie dużych kroków, nie zważając no to, że osoba, którą ciągnął miała istotnie zranioną dłoń. Zgrzytnął zębami. To było naprawdę upokarzające dla Zayna, myślał. Louis wiedział, ze zrobił coś, co naprawdę Zaynowi się nie podobało i za to unikał go w ten sposób. Sapnął. Nawet fizycznie go skrzywdził.

***

- Co robisz? - Zayn spytał. Louis zignorował fakt, że przyciągnął Mulata na zaplecze, nic przy tym nie mówiąc, a teraz klęczał, uważnie owijając jego dłoń bandażem. - Mogę sam to zrobić, Louis. Nie musisz tego robić.

Louis nie odpowiedział. Nie miał pojęcia co zrobić, po tym jak zaciągnął tu Zayna bez mruknięcia czegokolwiek. Oczywiście, chciał przeprosić, ale za co? Za zbyt mocne szarpanie się, że aż oboje spadli na podłogę? Czy za tą rzecz, która wydarzyła się w pokoju karaoke, o której nie miał pojęcia? Louis myślał, że potrzebuje więcej czas, by to przemyśleć, wiec owijał dłoń Zayna tak wolno jak to możliwe.

Znajdowali się w tej pozycji przez chwilę, panowała ogłuszająca cisza, jednak Louis bał się, że Zayn może usłyszeć, jak głośno bije jego serce. Bardzo próbował nie wyglądać na zdenerwowanego, gdy bandażował jego dłoń, przybierając surową i spokojną za razem twarz, tak więc Zayn nigdy nie zauważy, jak to cisza zabijała go.

Dlaczego w ogóle przyciągnął tu Zayna? Mógł pozwolić Joshowi skończyć swoją robotę i przeprosić później. Dlaczego musiał go tu zaciągnąć i zabrać bandaże Joshowi, by samemu to zrobić?

Zanim zdał sobie sprawę, czas do namysłu wyczerpał się. Skończył bandażować i jego druga ręka nie czuła już nic, poza szorstką fakturą opatrunku na ręce Zayna. Wpatrywał się w to przez chwilę. I co teraz?

- Możesz trzymać moją rękę tak długo, ja tylko chcesz. - Mulat przechylił swoją głowę w jego kierunku, a oddech chłopaka był wystarczający, by Louisa przeszedł dreszcz, gdy odsunął swoje ręce i siebie z dala od Zayna. Zauważył, że bad boy z Bradford zachichotał i obejrzał swoją dłoń. - Wykonałeś całkiem niezłą robotę, Lou.

Zayn znów mówił do niego normalnym tonem. Może nie był na niego aż tak zły. Może to było przez to, ze wspomniał imię Liama i to zmieniło nastrój chłopaka. Ale dlaczego unikał go przez niemal tydzień? Wcześniej to on unikał Zayna przez trzy tygodnie, jednak było inaczej, gdy to Zayn był tym, który unikał jego.

- Nie zamierzasz nic powiedzieć? - Zayn spytał. Jego broda spoczywała na ręce, gdy uważnie obserwował Louisa siedzącego na podłodze. - Nie wlokłeś mnie przez całą drogę tylko po to, by założyć mi bandaż, Lou.

Dystans był wystarczający dla Louisa, aby mógł wydać z siebie ciężkie westchnienie. Musi po prostu przeprosić, a potem podbiegnie do drzwi i koniec. Będzie normalnie. Nie będzie musiał obserwować go każdego pieprzonego dnia i będą rozmawiać jak wcześniej.

- Jesteś zły na mnie? - Louis zaczął.

- Dlaczego miałbym być? - Zayn swobodnie odpowiedział.

- Ponieważ to przeze mnie, idioto. - Mruknął, odwracając wzrok co jakiś czas od nieprzerywanie wpatrującego się w niego Zayna.

- To jest nic, Lou. Zrobiłbym to za każdym razem, gdybym uważał, że jesteś w niebezpieczeństwie. - Powiedział to trochę ciszej, a Louis mógł poczuć zmianę atmosfery na ciążącą. - Uratuję cię, w każdej chwili.

- Próbujesz wyglądać świetnie w oczach innych. - Louis zadrwił. Było to zwykłe uczucie,że miał ochotę się uśmiechnąć, jednak powstrzymał się.

- Naprawdę? Uważasz to za fajne? - Zayn podniósł swoją głowę. Naturalny uśmiech gościł na jego twarzy i Louis wiedział, że już zdążył go polubić.

- Oczywiście, że nie. - Znów odwrócił wzrok, myśląc, dokąd do cholery ta rozmowa zmierza. Powinno być mu przykro przez to co się stało, a teraz prowadzą tę żartobliwą rozmowę. Wstał i obrócił się plecami do Zayna. To był prawdopodobnie odpowiedni czas na szybką ucieczkę, zanim dziwne rzeczy zaczną się dziać. Mógł już poczuć kumulujące się ciepło w jego wnętrzu i nie był to dobry znak.

- To wszystko co chciałeś mi powiedzieć, po zawleczeniu mnie tu? - usłyszał, że Zayn wstaje. Krew napływała do jego nerwów . Nie mógł znaleźć słów, by mu odpowiedzieć. - Zawsze myślałem, że masz dużo do powiedzenia, Lou-Lou.

- Nie wydaje mi się, bym miał jeszcze coś do powiedzenia, Malik. - skłamał. Jego dłoń sięgnęła gałki drzwi, jednak ręka Zayna pchnęła je, by się zamknęły. Wstrzymał oddech, a jego ciało nagle zostało sparaliżowane przez falę prądu przepełniającą go. Mógł nikle poczuć oddech Zayna na swoim karku. Louis walczył ze sobą czy powinien obrócić się, czy zostać w tej pozycji.

- Nie potrafisz tego ukryć, wiesz? Zauważyłem, ze przyglądasz się mi od dłuższego czasu. - Usta Zayna przybliżały się do skóry chłopaka. Zadrżał przez uczucie warg Mulata dotykających jego skóry. - Wiem, że chcesz mi coś powiedzieć, Lou. Dalej, powiedz to.

Zayn podkreślił ostatnie słowa, gdy figlarnie podgryzał delikatną skórę chłopaka, przez co Louis przygryzł wargę, by kontrolować swoje odgłosy. Nie zdał sobie sprawy, jak łatwo wygiął się w łuk przez te figlarne ugryzienia na jego skórze. To był tylko tydzień, na miłość boską.

Jakim cudem pragnie tego tak mocno?

Powoli obrócił się. Jego twarz znajdowała się jedynie centymetry od Zayna i wiedział, że nie było już odwrotu. Musiał po prostu dowiedzieć się dlaczego Zayn unikał go przez prawie tydzień.

- Dlaczego mnie unikasz? - Louis po prostu spytał. Mógł zauważyć nieznaczną zmianę na twarzy Zayna, który spojrzał na niego z drobnym, figlarnym uśmieszkiem na twarzy.

- Więc zauważyłeś.

- Kto by nie zauważył? - Louis wydął wargi. Przeczyścił gardło i spytał ponownie.

- Cóż, jak myślisz, dlaczego to robię? - Zayn zrobił krok w jego stronę, jego nos delikatnie dotykał policzka chłopaka. Loui mógł wyczuć słaby zapach alkoholu i jego perfum. Wiedział, że tęsknił za tą bliskością. Jednak odpowiedź chłopaka naprawdę go wkurzyła.

- Ty cioto! - Louis pchnął go. - Kosztowało mnie to wiele odwagi, by spytać się ciebie, a ty każesz mi samemu sobie odpowiedzieć? Nieważne! Nie chcę już tego wiedzieć. Usiłował z powrotem się obrócić, jednak Zayn już zdążył przygwoździć go do drzwi.

Zanim mógł ponarzekać jeszcze na odpowiedź Zayna, chłopak rozpiął pierwszy guzik jego koszuli i rozsunął kołnierzyk z łatwością, podczas gdy robił to ponownie z każdym guzikiem po kolei. Naga pierś Louisa falowała przed Zaynem, gdy ujrzał jak chłopak przygryza dolną wargę. Mulat nie czekał ani chwili dłużej, gdy ruszył gwałtownie w kierunku Louisa, przyciskając swoje wargi do niego, kiedy jego usta kreśliły mokrą ścieżkę na jego szyi. Rozchylił usta, gdy zassał skórę Louisa.

Louis zebrał całą swoja siłę, by unieść ręce i ponownie odepchnąć Zayna. - Nie-nie odpowiedziałeś jeszcze na moje pytanie!

Jednak Zayn nie wydawał się go słuchać, gdy znów zrobił krok w jego kierunku. Jego usta spotkały wargi Louisa. Walka chłopaka była kompletną porażką, gdy poczuł jak język Zayna agresywnie porusza sie wewnątrz jego ust. Mógł poczuć jak jego kolana poddały się, gdy zaczął odpowiadać na duszące pocałunki chłopaka.

Zayn odsunął się jedynie na taką odległość, by mogli zaczerpnąć oddech. - Dostaniesz odpowiedź później.Teraz, kurewsko potrzebuję być w tobie, Tomlinson.

Znów to samo. Sposób, w jaki Zayn jedynie wymówił jego nazwisko, był wystarczający, by Lou zrobił wszystko o co chłopak go poprosi. Oparł się o drzwi, gdy obserwował jak Zayn rozrywa guziki swojej koszuli. Nie mógł uwierzyć, że znów dzieje się to na prawdę, a chłopak zostawił go z myślą, dlaczego do cholery Zayn Malik go unikał.

- Zgaduję, że siedziałem w twojej głowie przez chwilę, mam rację? - Zayn wplótł swoje palce w jego włosy, odgarniając je na inną stronę, dzięki czemu mógł mieć lepszy dostęp do jego złotej, opalonej skóry. Kontynuował ssanie jego szyi, schodząc coraz niżej, zostawiając na skórze widoczne malinki, gdy skubał i lekko szarpał skórę chłopaka, krążąc językiem po całym ugryzieniu i powtarzając tą samą czynność. - Tydzień to za długo, Lou-Lou?

- Zamknij się. - Louis sapnął. Oplótł swoimi rękami kark Zayna, przyciągając go bliżej i czując ciepłą skórę chłopaka dociskającą jego.

Zayn odsunął go od drzwi, nie przerywając pocałunków. Bad boy z Bradford na wszelki wypadek przekręcił zamek w drzwiach, zanim zupełnie opuścili to miejsce. Louis czul za sobą ciepły blat małego stolika, gdy Zayn oparł go o niego. Ich usta rozłączyły się, gdy Mulat zaczął schodzić do jego klatki piersiowej, figlarnie podgryzając jego sutki. Mógł niemal poczuć szorstką fakturę bandaża dotykającego jednego z nich, wraz z tym jak Zayn przycisnął i szarpnął jego sutki. Lou czuł jak twardnieją przez dotyk chłopaka i jego usta.

- Ledwo co je dotknąłem, a już są twarde? - Zayn drażnił sie z nim, oddychając w jego pierś. Louis spojrzał w dół na niego, obserwując rzęsy Mulata muskające jego skórę. - Założę się, że mogę sprawić, że dojdziesz jedynie przez to, nie sądzisz?

Louis odchylił swoją głowę, gdy Zayn wrócił do jeżdżenia językiem wokół jego sutków. Podniósł rękę w kierunku swoich ust, gdy tłumił jęki, bojąc się, że ktoś może ich usłyszeć. Mógł poczuć erekcję Zayna ocierającą się o jego spodnie. Mulat celowo ocierał się o jego wybrzuszenie, które strasznie chciało wydostać się spod napiętego materiału.

Zayn wydawał się poczuć to, gdy uniósł się i szyderczo uśmiechnął się do niego. - Nie możesz wytrzymać już dłużej, Louis? - Palce Zayna przemieściły się w kierunku rozporka chłopaka, rozpinając jego spodnie i ściągając je wraz z bokserkami, odsłaniając erekcję chłopaka. - Bardzo chcę ci to teraz zrobić, widząc twoją twarz, jednak muszę cię ukarać, wiesz?

- Ukarać mnie za co?! - Louis podniósł się na łokciach, gdy spojrzał gniewnie na niego.

- Za nie zdanie sobie sprawy szybciej niż przez dzień. - Zayn zaczął odpinać swoje spodnie, sprawiając, że oddech Louisa drżał niekontrolowanie przez nagiego Mulata stojącego przed nim. - I pomyśleć, że jeszcze tego nie zrozumiałeś.

- Myślisz, że kim jestem? Jakimś pieprzonym jasnowidzem? Skąd mam wiedzieć, co tak na prawdę chciałeś!

- Oh, nie masz pojęcia czego chcę, Lou. - Zayn obrócił jego biodra, tak że plecy Louisa były teraz przodem do twarz Mulata. Rozsunął jego nogi i przyciągnął pośladki chłopaka bliżej siebie. - Jednak ja wiem, że już powiedziałem ci o tym co chcę, a ty jeszcze nie dałeś mi odpowiedzi.- Przeczesał palcami włosy zanim napluł na swoje ręce wystarczająco, by nawilżyć swojego penisa. - I przez to nie pomogę ci się rozciągnąć, Lou.

- Pierdol się, Zayn. Nie miałeś mi czegoś powiedzieć, zanim kurwa ci wtedy przerwałem? - Louis uznał, że rozmowa może być odrobinę pomocna, by się uspokoić. Nie miał pojęcia jak okrutny ponownie może być dla niego Zayn. - Jeśli powiedziałbyś mi – cholera!

Uderzył swoją głową o stół, czując jak penis Zayn wślizguje się w niego bez ostrzeżenia. Mógł poczuć ból, otwierając usta, gdy długość chłopaka wpychała się w niego. Zayn jeszcze się nie ruszał, a Louis już mógł poczuć, że jest bliski dojścia.

- Powiem ci co to było, jeśli pamiętasz na co powinieneś mi odpowiedzieć. - Zayn wszedł w niego jeszcze bardziej, w końcu dosięgając jego prostaty, zanim ponownie przemówił. - Teraz bądź grzecznym chłopcem i pomyśl o tym uważnie. Jeśli nie zrobisz tego, nie przestanę.

Louis wiedział, że musi zaprotestować, ale było już za późno, gdy Zayn zaczął wykonywać pchnięcia. Wydał z siebie głośne sapnięcie, gdy chłopak poruszał się w nim. Jego palce przeniosły sie na biodra Louisa. Krawędź zimnego stołu muskała piersi Louisa, jego penis swobodnie sterczał, podczas gdy starał sie kontrolować, by nie jęczeć zbyt głośno i myśleć o jakie pytanie do cholery chodziło Zaynowi.

Zayn naprawdę dotrzymał swojego słowa. Nie zaprzestał na wykonywaniu pchnięć w Louisie, przyśpieszając tempo mocnych uderzeń na jego biodrach, wystarczająco, by później pojawiły sie siniaki.

- Kurewsko ciasny… - Zayn warknął. Jego zraniona ręka teraz dociskała pleców Louisa, utrzymując go w miejscu, gdy wykonywał szybsze pchnięcia. - Nie wymyśliłeś jeszcze niczego, Lou?

- Jak kurwa mam – kurdekurdekurde – myśleć kurwa – ah… - Louis zauważył, że wciąż mógł mówić do Zayna i gdyby tylko jego umysł współpracował z nim, mógłby przynajmniej napawać się tym momentem, zamiast próbować podróżować w czasie i wracać pamięcią do tego, co się wydarzyło w pokoju karaoke tydzień temu.

Stół niebezpiecznie skrzypiał, Zayn nie mógł dłużej kontrolować swoich pchnięć. Louis czuł już, że jego wejście całkowicie się otwiera i pobudzało go to jeszcze bardziej. Nie myślał już dłużej, gdy zaczął poruszać sie razem z Zaynem, natrafiając na głębokie pchnięcia chłopaka.

- Boże, tobie się to podoba, Tomlinson.

Nie musiał już dłużej odpowiadać. Poruszał się w przód i w tył. Zayn utrzymywał jego biodra pod odpowiednim kątem, gdy kontynuował pchnięcia.

- Kurwa – jesteś w tym dobry – o cholera… - Zayn niemal krzyczał. Odchylił głowę do tyłu, czując jak wejście Louisa rozszerza się pod wpływem jego penisa. Louis zgiął swoje palce u nóg. To znane uczucie kumulowało sie w nim i nie myślał już dłużej o niczym. Jeśli dojdzie, będzie to kolejny raz i kolejny raz dopóki ktoś nie otworzy drzwi i nie znajdzie ich uprawiających seks na zapleczu. Nie będzie w stanie spojrzeć w twarz Liamowi, jeśli to się stanie. Zamknął oczy, słysząc swoje sprośne odgłosy takie jak „ah” i „o cholera”, wtórujące jękom Zayna.

- Zayn, dochodzę… - Louis podniósł swoją głowę, jego usta niemal wysuszyły się przez nieustanne krzyki, które wydał z siebie. - Dotknij mnie, proszę…

Zayn nie myślał dwa razy, gdy otoczył talię Louisa swoimi rękami i sięgnął jego penisa, poruszając sie na nim w nierównym tempie.

- Tak – nie przestawaj. Tak. Zaynzaynzayn – ah! - Położył swoją twarz na stole, czując jak jego ciecz uwalnia się na ręce Zayna i krzycząc jego imię jeszcze bardziej, gdy poczuł jak jego wnętrzności napinają się przez mocny wytrysk chłopaka.

Mulat delikatnie pocałował go w plecy, zanim wyszedł z Louisa i przycisnął swoje ciało do jego pleców. - Wiesz co się stanie, jeśli nadal nie masz pomysłu o co mi chodzi, Louis.

- Randka… - Louis wydyszał, łapiąc oddech, gdy obrócił głowę w jego stronę, wystarczająco by Zayn znajdował się w jego polu widzenia. - Pójdę z tobą na randkę, jeśli to jest to co chcesz.

Wydawało mu się, że Zayn drgnął na jego plecach, śmiejąc się, zanim przyciągnął go do delikatnego i słodkiego całusa. - Masz szczęście tym razem, Lou-Lou.

Mógł usłyszeć siebie, dziękującemu wszystkim bogom, że jego modlitwa o pamiętaniu każdego pytania Zayna została wysłuchana i chłopak nie rzucił się z powrotem na niego. Nie mógł uwierzyć jak dziecinny był Zayn – unikał go jedynie przez zwykłą randkę. Nie mógł też zaprzeczyć, że poczuł ulgę, wiedząc, że chłopak nie jest już na niego zły.

I po cichu zastanawiał się, czy przyzwyczai się do tego uczucia.

Uczucia Zayna Malika obok niego. Ratującego go. Chcącego go.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz