środa, 8 stycznia 2014

3

***

-Niall przemyślałeś tę decyzję? - Olly spojrzał na blondyna wypakowującego swojego rzeczy z szafki, którą zajmował pracując w barze.

-Wiesz, że potrzebuje pieniędzy. Żadna praca nie hańbi, a ja przecież będę tylko rozlewał alkohol za większe pieniądze, a niżeli jak robiłem to tutaj. - blondyn opadł na ławkę zamykając pudełko spoczywające u jego stóp. Poprawił mankiety swojej nienagannie wyprasowanej koszuli, bez chociażby jednego zgniecenia i zerknął spod blond grzywy na przyjaciela -Może i Ciebie uda mi się wkręcić. - zaśmiał się na widok miny Olly’iego .


-Nawet się nie waż! Wiesz, że Ally zrobiła by mi z dupy jesień średniowiecza, gdyby się dowiedziała, że pracuje w burdelu i to w dodatku dla gejów. Już słyszę ten jej piskliwy głosik “Mój facet w burdelu?! Ja chyba śnię!” - Niall nie umiał powstrzymać się od uśmiechu. Musiał mu przyznać, że świetnie parodiował ludzi. Powolnym krokiem podszedł do Olly’iego i przytulił na pożegnanie.

-Życz mi szczęścia stary.

-Przecież doskonale wiesz, że Ci tego życzę. Mam nadzieje, że w końcu Ci się ułoży młody. - szatyn poklepał kilka razy plecy chłopaka i odsunął się od niego kawałek jeszcze raz mu się przyglądając -Zajrzyj czasem do mnie, wiesz gdzie mieszkam.

-Jasne. Masz to jak w banku. Trzymaj się. - posłał mu jeszcze jeden uśmiech i podnosząc pudełko wyszedł na zewnątrz. Od razu doskoczyło do niego dwoje ochroniarzy. Czuł się dziwnie, nie był przyzwyczajony do tego typu luksusów, do tego typu uwięzi. Starszy mężczyzna wręcz wyrwał mu pudełko z dłoni twierdząc, że nie powinien się męczyć, a drugi otwierał i zamykał za nim drzwi samochodu. To wszystko było mocno dziwne, ale nie przejmował się tym na razie. Stwierdził, że spyta o to Harry’ego. Może wszyscy pracownicy mieli tam takie luksusy? Rozsiadł się wygodnie, a jego myśli skupiły się już tylko na pracy.

***

Wszystko szło jak z płatka, w końcu robił to co umiał najlepiej, nawet zdarzyło mu się nauczyć Harry’ego kilku barmańskich sztuczek co wywołało uśmiech u obu chłopaków. Tak naprawdę czuł się coraz pewniej. Miał już kolejną przerwę tej nocy ponieważ bar prawie, że opustoszał. Wszyscy rozeszli się do pokoi, zostało tylko kilku niedobitków co to nie załapali się na bzykanko. Niall usiadł obok Harry’ego i uśmiechnął się do niego.

-Wiesz naprawdę przyjemnie jest tutaj. Mniej męcząco. - odkręcił butelkę z wodą i upił z niej łyk patrząc przed siebie.

-Mówiłem Ci, że praca tutaj Ci się spodoba, jest naprawdę fajnie. Ja wiem, że do widoków trzeba się przyzwyczaić, ale wszystko da się przeżyć. - szturchnął dla żartu blondyna i zerknął za zegarek podnosząc się szybko z miejsca i otrzepując swoje spodnie z wyimaginowanych ziarenek kurzu -Dobra ja Cię teraz zostawię samego, na pewno dasz radę sobie tutaj sam.

-Czekaj Harry jakie sam? - Niall złapał go za nadgarstek, to nie tak, że bał się sam zostać, że bał się iż nie poradzi sobie, ale przebywanie samemu wśród napalonych kolesi troszkę go przerażało.

-Przestań wszystko jest świetnie. Ja muszę skoczyć na górę, już czas. Bądź miły, rób dobre drinki, czasem pogadaj, a będzie dobrze. - uśmiechnął się i musnął delikatnie blady ze strachu policzek Horana szybko idąc w stronę gabinetu Tomlinsona. Chłopak stał chwilkę wpatrując się w drewniane drzwi za którymi zniknął Styles, lecz został sprowadzony na ziemię delikatnymi uderzeniami dłonią w blat lady. Przybrał profesjonalny uśmiech i ruszył do pracy.

***

-Nie będziesz zawiedziony uwierz mi. - Lou spojrzał na otwierające się drzwi, a kiedy dostrzegł wychylającego się przez nie właściciela burzy brązowych loków na głowie i zielonych oczu uśmiechnął się i wskazał dłonią aby wszedł do środka. -Muszę kończyć, do usłyszenia. - odłożył słuchawkę i poklepał swoje kolana, na których w mgnieniu oka okrakiem usadowił się Harry.

-Z kim rozmawiałeś? - pamiętał jak strasznie jego partner nie lubił tych pytań, ale on wiecznie był zazdrosny i nie było się czemu dziwić. Lou był przystojnym mężczyzną z niebieskimi oczami, włosami w wiecznym nieładzie i właścicielem zgrabnego tyłka. Liczba zer na koncie również czyniła go atrakcyjnym. Młodszy chłopak strasznie bał się, że ktoś mógłby mu go odebrać. Ostrożnie położył głowę na ramieniu Tomlinsona i rozluźnił się, gdy poczuł dłonie błądzące po jego plecach.

-Tyle razy Ci mówiłem, że to sprawy zawodowe. Utrzymanie tego całego interesu wymaga ode mnie wykonania kilku telefonów, spotkań czy wyjazdów głuptasku. - szepnął niskim głosem do ucha chłopaka i delikatnie przygryzł jego małżowinę -Chyba czas na odebranie drugiej części nagrody koteczku. - Harry natychmiast się ożywił, był uzależniony od swojego chłopka, chociaż tak naprawdę nie miał pojęcia czy może go tak nazywać. Zszedł z jego kolan i zaczął ciągnąć w stronę drzwi słysząc za sobą donośny śmiech. To dziecinne zachowanie chłopaka w życiu, a zadziorne w łóżku pociągało Lou. Pewnie dlatego stał się on jego ulubionym pupilkiem, należącym tylko do niego. Nikt poza nim nie mógł tknąć Harry’ego chociażby palcem. Lubił mieć władzę i kontrolę nad wszystkim -Ej spokojnie, spokojnie to nie ucieknie, idź już do samochodu. Za chwilkę do Ciebie dołączę muszę zabrać kilka papierków. Nie wydymaj tej wargi bo będzie kara. - pogroził mu palcem i klepnął w pośladek -No leć już. - Harry z szerokim uśmiechem opuścił jego gabinet, a gdy drzwi za nim się zamknęły Lou pozbierał kilka porozrzucanych kartek do teczki i złapał za telefon po czym wystukał wiadomość wysyłając ją pod ostatnio wybierany numer. Wyszedł z gabinetu kierując się do wyjścia żwawym krokiem. Po drodze zatrzymał się przed wielkimi drzwiami i zerknął do środka. Jego nowy nabytek uwijał się wręcz jak w ukropie. Tego właśnie oczekiwał od swoich pracowników. Całkowitego oddania się. Oddania się pracy. Teraz spokojnie mógł zająć się swoją zabawką. To był jego czas na relaks.

***

-Dawaj tutaj jednego kieliszka, bo nie wytrzymam. - Nick oklapł na barowy stolik i spojrzał na blondyna mieszającego kolejne drinki. Miał na dzisiaj dość, tylko jeden klient, ale okropny maruda. Wypił jednym haustem podany mu alkohol.

-Aż tak źle? - uśmiechnął się do niego dolewając kolejną porcję alkoholu. Czuł się tutaj już o wiele lepiej. Klienci naprawdę go nie zaczepiali, czasem tylko pytali skąd się tutaj wziął, co spowodowało, że zaczął rozlewać alkohol w burdelu.

-A przestań tutaj chyba moja kariera chyli się ku upadkowi, kiedyś ceniony i wyrywany z rąk najlepszych, teraz zbieram ochłapy. - jęknął wywracając przy tym oczami. Nie wiodło mu się ostatnio najlepiej, Niall doskonale o tym wiedział. Harry jest niezłą plotkarą, opowiedział mu chyba historię każdego kto znajdował się w tym przybytku. Nie były to za ciekawe historię, zazwyczaj zmuszała ich do tego sytuacja, jedynie Nick był wyjątkiem. Był tutaj bo lubił to robić. Harry twierdził, że musiał mieć coś nie tak z głową i chyba mógł się z nim w tej kwestii zgodzić.

-Może po prostu każdy już Cię tu zna od tej ‘dupy strony’ i nie jest już tobą zainteresowany. - uśmiech dość szybko zszedł mu z twarzy kiedy Nick zgromił go spojrzeniem przepełnionym chłodem z odrobiną nienawiści. Pochylił się nad ladą baru i złapał chłopaka za koszulę przyciągając go do siebie, ich twarze dzieliło teraz zaledwie kilka centymetrów.

-Lepiej uważaj, tutaj nic nie jest takie na jakie wygląda. Radzę Ci być miłym dla mnie. - odór alkoholu wydobywający się przy każdym słowie z ust chłopaka uderzył w twarz blondyna, który nieznacznie się skrzywił. Po kilku szarpnięciach udało mu się wyrwać z rąk Nick’a będącym na lekkim rauszu i wyprostował koszulkę, aby zagniecenia nie rzucały się w oczy.

-Okej przecież nic takiego nie powiedziałem, na serio się staram jakbyś nie zauważył. - jego wzrok wciąż był skierowany na postać szatyna szepcącego coś sobie pod nosem. Jego zachowanie naprawdę było dziwne i pewnie jeszcze trochę by się nad tym zastanawiał, ale lokal powoli zaczął pustoszeć co oznaczało dla niego koniec pracy. Powoli zaczął się zbierać do wyjścia uprzednio sprzątając wszystkie brudne szklanki i wkładając je do zmywarki na zapleczu oraz odkładając butelki na swoje wyznaczone miejsce.

-Panie Horan. Samochód już czeka, szef kazał pana odwieść po pracy do domu. - głos ochroniarza odbił się echem po pustej sali. Niall znów poczuł dziwny niepokój, którego udało mu się wyzbyć podczas pracy. Przecież nikt inni nie był odwożony do domu oprócz niego. Teraz jak bumerang wróciły do niego słowa Nick’a, że w tym przybytku nic nie jest takie na jakie wygląda. Przyjrzał się uważnie mężczyźnie stojącym przed nim w garniturze wyjętym spod igły.

-Czemu mnie przywozicie i odwozicie po pracy? Przecież sam dam sobie radę, znam drogę do domu. - ochroniarz wyraźnie się spiął tak jakby nie oczekiwał takiego pytania za strony chłopaka. Wziął głębszy oddech i zmrużył swoje oczy, a w gardle blondyna znów pojawiła się sahara uniemożliwiająca mu połknięcie śliny.

-Taki jest rozkaz szefa, nie uzasadnia nam swoich decyzji.

-Jasne rozumiem, już idę. - ochroniarz odwrócił się na pięcie i wyszedł z budynku. Niall porwał butelkę wody wypijając kilka łyków i zarzucił kurtkę na ramiona udając się do limuzyny, gdzie znów otworzono przed nim drzwi. Na pewno mógł się do tego przyzwyczaić, nawet było to miłe ze strony Lou, że tak dbał o niego. Przymknął oczy zerkając na zegarek. Nie mógł nacieszyć oczu była szósta nad ranem, o tej porze zazwyczaj jeszcze wylewał ostatnie piwa do kufli, a on właśnie teraz wracał do domu. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech, gdy ujrzał swoją kamienicę. Rzucił szybkie dziękuje ochroniarzom i ruszył do mieszkania. Wziął szybki prysznic i zrobił sobie śniadanie składające się z jajecznicy na szynce i cebulce. Usiadł przed telewizorem znów mając czas na chwilkę rozmyślenia zanim zaśnie. Jego myśli wciąż krążyły wokół słów Nick’a i temu dziwnemu podwożeniu. Nie czuł się z tym dobrze pomimo iż niewątpliwie było to przyjemne. Czuł się, jakby ktoś chciał się w końcu o niego troszczyć. Jadł powoli swój posiłek oglądając powtórkę swojego ulubionego programu rozrywkowego. Jedyną rzecz jakiej nie mógł wyczyścić z głowy od tak, byli chłopcy młodzi, nie raz w jego wieku, wyglądający jak siedem nieszczęść, z licznymi zadrapaniami, z wymuszonym uśmiechem. To było okropne. Jemu to miejsce przynosiło nadzieje, a im zagładę. Zniewalało ich ciała, umysły i dusze. Nie miał pojęcia kiedy jego myśli zeszły na łagodniejszy tor, gdzie wypasały się owieczki, które spowodowały, że zasnął z ręką w talerzu.

[…]

Dni mijały. Niall czuł się coraz lepiej w swojej pracy. Przyzwyczaił się do przywożenia i odwożenia, wręcz zaczęło mu się to podobać. Spał nieco dłużej, a po pracy kiedy nieraz był zmęczony nie musiał się wlec przez cale miasto. Po tygodniu z samych napiwków, z których Harry rezygnował na jego rzecz, mógł spokojnie spłacić długi i jeszcze zostawało mu na wszystkie przyjemności. W jego życiu naprawdę wiele zmieniło się na lepsze. Nie klepał biedy, nie musiał zastanawiać się jak wydzielić pieniądze i nie błagać mamy przez telefon prawie płacząc do słuchawki. Miał zapisanych kilka nowych piosenek, był na kilku castingach i odwiedził swojego przyjaciela Olly’ego. Powoli zbierał siły do tego, aby pokazać się w końcu w domu. Tylko dzięki jednej wypłacie było go stać, aby polecieć do Irlandii. Stęsknił się za mamą i mimo wszystko brakowało mu jego wrednego, inteligentnego brata Liam’a. Dziś mijał dokładnie trzydziesty szósty dzień pracy chłopaka w “Symfonii”. Stał przed lustrem układając włosy i wygładzając czystą, wykrochmaloną i wręcz bijącą bielą koszulę. O ich pranie również nie musiał się martwić, bo zajmowały się tym wyznaczone kobiety. Spojrzał na zegarek i uśmiechnął się do swojego odbicia stawiając kołnierzyk na sztorc.

-Czas na ciebie przystojniaku. - zaśmiał się na własne słowa zarzucając skórzaną kurtkę i biorąc jedynie portfel i klucze. Dni stawały się coraz chłodniejsze, a jego nie łapała żadna depresja, stał się optymistą patrzącym pewniej w przyszłość, która nie była szara i przygnębiająca, ale kolorowa jak tęcza na niebie pojawiająca się po burzy. Wyszedł z mieszkania zamykając drzwi i zbiegł po schodach pod koniec przeskakując po dwa stopnie i wybiegł z klatki. Od razu przywitał się z ochroniarzem Andy’m, który zawsze po niego przyjeżdżał i odstawiał do domu. Jednak dziś nie przybił mu piątki, był dość poważny i poprosił go o wystawienie dłoni, a gdy Niall to uczynił założył mu na nadgarstek srebrną bransoletkę z wygrawerowanym swoim imieniem i nazwiskiem. Spojrzał na twarz ochroniarza, z której mógł wyczytać lekki smutek.

-Wpakowałeś się chłopaku. - głos ochroniarza był ledwo słyszalny, ale przepełniony bólem, polubili się, dyskutowali podczas jazdy o piłce nożne, o nowym piwie które pojawiło się na rynku. Nigdy wcześniej ten wielki mężczyzna nie był taki przygnębiony. Niall domyślał się, że to rozkaz Lou -W środku masz się przebrać. Masz swój nowy strój i załóż na koszulę muszkę. - Niall tylko kiwnął głową i wszedł do środka. Nie rozumiał o co chodzi. Przecież nigdy niczego podobnego nie musiał robić. Zdjął powoli swoje czarne spodnie wyprasowane w kant i wcisnął się w okropnie obcisłe, granatowe rurki, założył muszkę na gumce i granatową marynarkę. Może mieli dzisiaj jakiegoś ważnego gościa? Tylko czemu nikt go nie uprzedził. Westchnął cicho i zaczął się przyglądać bransoletce. Była piękna, widział kilka podobnych w burdelu, ochroniarze nosili czarne, chłopcy bordowe, a jego była srebrna. Może oznaczało to, że był pełnoprawnym pracownikiem i członkiem? Wiedział, że nic nie wymyśli więc zrelaksował się opierając wygodnie o białą kanapę i przymknął oczy. No nic, miał nadzieje, że wszystko się wyjaśni jak dojedzie na miejsce. Niestety mylił się. Nigdzie nie mógł znaleźć Harry’ego. Oprócz tego na początku wszystko było normalnie, krzątał się po barze, rozlewał drinki. Tylko Nick uśmiechał się jakoś dziwacznie. Jakby z wyższością, ale jednocześnie ze złością i przysiadł się do faceta, który przychodził tutaj od kilku dni, zamawiał jakiegoś drinka i wychodził. Nie wybierał sobie żadnego chłopaka, nie ciągnął go na górę. Było to trochę dziwne. I pewnie zastanawiał by się nad tym dłużej, ale poczuł dłoń na swoim ramieniu.

-Panie Horan, szef chce pana widzieć. - ochroniarz górował nad blondynem i oprócz Andy’iego jakoś pozostałych się bał. Wyglądali jakby byli gotowi do zabijania tu i teraz. Spod marynarki zawsze wystawała im broń, gdzie chcąc nie chcąc zawsze uciekał wzrok blondyna. Przeszedł go lekki dreszcz, ale nie pokazał tego po sobie, skinął głową ruszając za mężczyzną po schodach do gabinetu swojego szefa. Analizował swoje dni pracy starając sobie przypomnieć czy czegoś nie przeskrobał, czy w którymś momencie był niemiły dla klientów, czy gdzieś nie zrobił manka w kasie, ale wszystko było okej. A może chodziło o Harry’ego? W końcu był blisko z Lou, może loczek się rozchorował i Niall musiał go zastąpić? Jak zawsze przed samymi drzwiami został sam. Zapukał i gdy usłyszał “wejść” wziął głęboki wdech i nacisnął na klamkę delikatnie popychając drzwi i wchodząc do środka. To co zobaczył nie zadziwiło go, Lou siedział za swoim ogromnym biurkiem bardzo zrelaksowany przeglądając kilka swoich papierków, oderwał się na chwilkę od nich i spojrzał na niego uśmiechając się delikatnie.

-Usiądź. - wskazał na krzesło znajdując się przed Niall’em. Blondyn oddałby wszystko, aby wiedzieć co teraz myśli jego szef. Palec Lou obrysowywał delikatnie swoje wargi jak by chciał ukryć pod nim uśmiech, który pojawił się na jego twarzy. Niall wykonał posłusznie polecenie uspokajając swój oddech.

-Coś się stało? Zrobiłem coś nie tak? - Irlandczyk dopiero teraz dostrzegł, że jego ręce drżą delikatnie mimo tego iż leżą na jego kolanach, a jego klatka unosiła się i opadała szybciej niż zazwyczaj, puls szalał, a serce o mało co nie wyskoczyło z jego piersi. Zebrał się na odwagę i powoli podniósł swój wzrok znów na swojego szefa głośno przełykając ślinę.

-Nic takiego, po prostu musimy poważnie porozmawiać panie Horan. Mamy kilka kwestii do omówienia. - splótł swoje dłonie przysuwając się bliżej blatu biurka i oparł się na nim łokciami obdarzając Niall’a chytrym uśmiechem. Ten uśmiech nie oznaczał nic dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz