***
Niall przez całą noc nie zmrużył oka nawet na chwilę. Nie tylko dlatego, że miał klienta, który mógł się z nim zabawiać do której tylko chciał, ale też dlatego, że czuł do siebie obrzydzenie. Siedział otulony prześcieradłem w kącie swojego pokoju z czerwonymi, podpuchniętymi oczami i marzył o tym by ten koszmar się skończył. Nie wiedział czemu Bóg go tak nienawidzi i skazuje go na takie cierpienie. Tak bardzo teraz żałował, że zaufał Harry’emu. To miała być wspaniała praca, w której będzie robić dokładnie to samo co w poprzedniej tyle, że za większe pieniądze. Szkoda, że to trwało tylko trzydzieści sześc dni, a jego życie to istne piekło na ziemi. Irlandczyk oparł brodę na kolanach i przymknął oczy tym samym sprawiając, że ostatnie łzy spłynęły po jego zaczerwienionych policzkach. Prosił Boga by ta gehenna się skończyła, ale w kościach przeczuwał, że to dopiero początek najgorszego.
***
Od rana Tomlinson siedział w gabinecie i przeglądał wszystkie papiery robiąc w nich porządki, gdy nagle jego spokój został przerwany głośnym trzaśnięciem drzwi. Podniósł wzrok znad papierów i zmarszczył brew patrząc na Andersona, który nie wyglądał na zadowolonego.
-Szybko skończyłeś. - Louis posłał mu lekki uśmiech i odłożył teczki na bok by położyć dłonie na biurku i spleść palce dłoni ze sobą.
-Ty mnie Tomlinson lepiej nie wkurwiaj. - mężczyzna pochylił się nad szatynem opierając ręce na biurku -On jest tą twoją perełką? On jest nic nie warty!
-To był jego pierwszy raz, mógł być lekko…
-Nie interesuje mnie to! - Jack warknął głośno na niego po czym wyprostował się i spojrzał na niebieskookiego -Nie słuchał się, stawiał mi się, gdy mu o czymś mówiłem, ciągle ryczał, nie wykonywał moich poleceń, a nawet kilka razy próbował mnie od siebie odepchnąć! To karygodne! Jak tak dalej pójdzie to stracisz jednego ze swoich najcenniejszych klientów, Tomlinson. - grubszy mężczyzna wysyczał te słowa, a w głowie Louisa odbijały się echem słowa ‘jednego ze swoich najcenniejszych klientów’ ‘najcenniejszych klientów’. Źrenice szatyna zwęziły się, rozplątał dłonie z uścisków i zacisnął je tak mocno, że aż pobielały mu knykcie.
-Mam nadzieje, że rozmówisz się jakoś z tą blond dziwką. - grubszy facet poprawił swoją kurtkę po czym spojrzał na Tomlinsona.
-O to się nie martw. Już ja się z nim rozmówię. - Louis wysilił się na pożegnalny uśmiech po czym gdy jego klient wyszedł zrzucił wściekle wszystko z biurka na podłogę i kopnął mocno w szafkę. Nie mógł stracić Andersona tylko dlatego, że jakiś dzieciak nie potrafił być posłuszny i nie wykonywał rozkazów, które mu dano. Jego klienci byli dla niego na pewno ważniejsi od samopoczucia jego suk, które trzymał w swoich burdelu. Podwinął swoje rękawy koszuli po czym wyszedł z gabinetu i szybkim krokiem podążył w stronę pokoju jego ‘perełki’, która okazała się zwykłą tandetą.
***
Blondyn przez cały czas myślał jak może wydostać się z tego gówna, w które wpadł. Wszystko go bolało, nie tylko zewnętrznie ale również wewnętrznie. Czuł jak przy nawet najmniejszym ruchu bolą go plecy, w które przez całą noc dostał tyle razy batem, że po piątym razie przestał liczyć. Ten obleśny typ, który bawił się nim do rana nie był delikatny w tym co robił, a nawet nie próbował taki być. Bił Nialla przez cały czas, szarpał nim jak jakąś szmacianą lalką, co rusz ciągnął go za włosy gdy ten nie miał już sił by krzyczeć i udawać jak dobrze mu jest. Na samo to wspomnienie chce mu się wymiotować. Gdyby mógł zdarłby z siebie skórę. Nie patrzył w lustro odkąd ten koleś opuścił jego pokój w niezbyt dobrym humorze. Nie mógł spojrzeć w lustro, czuł się brudny i sponiewierany. Czuł się dosłownie jak szmata do podłogi, chociaż wydawało mu się, że nawet szmata jest traktowana lepiej od niego. Jego rozmyślenia przerwał głośny świst otwieranych drzwi. Uniósł wzrok i przez chwilę widząc jak przez mgłę dostrzegł postać swojego szefa, który nie miał na twarzy uśmiechu, wręcz przeciwnie, wyglądał na wściekłego. Gdy Louis do niego podszedł nagle poczuł jak go łapie za ramiona i stawia do pionu przez co Irlandczyk głośno syknął. Przy nawet najmniejszym ruchu odczuwał niesamowity ból w dolnych partiach ciała, a co dopiero przy takim szarpaniu.
-Co ty sobie do jasnej cholery wyobrażasz?! Nie jesteś księżniczką i nikt ci tutaj nie będzie służył. To ty jesteś służącym swoich klientów i masz ich obsługiwać tak jak oni chcą. Zrozumiałeś?! - Tomlinson potrząsnął Niallem wbijając mu tym samym swoje palce w jego chude ramiona. Blondyn ugiął się pod nim z bólu jaki mu sprawił i nic nie odpowiedział, nie miał po prostu sił. Brak odpowiedzi jednak rozwścieczył szatyna jeszcze bardziej. Wziął zamach i wymierzył mu siarczysty policzek. Z oczu chłopaka popłynęły łzy, ale to mu nie pomogło, a wręcz przeciwnie jeszcze zaszkodziło. Louis wziął zamach po raz drugi i kolejny raz go uderzył tym razem mocniej.
-Jak się o coś ciebie pyta to grzecznie odpowiadasz. Rozumiesz suko? - Irlandczyk przytaknął głową, już nawet nie panował nad tym jak intensywnie łzy leciały z jego oczu. Czuł się teraz tak podle. Każdy go poniżał, a on nawet nie miał prawa się temu sprzeciwić. Jego życie to jedno wielkie bagno, w którym ugrzązł. Gdyby mógł, skończyłby ze swoim życiem. Ale nie mógł. Tomlinson wyraził się jasno, ma mu spłacić dług oraz, że doskonale wie, gdzie mieszka jego rodzina oraz jego przyjaciele. Czyli gdyby się zabił jego szef zacząłby nękać jego najbliższych, a nie chciał by oni płacili za jego błędy.
-Masz szczęście, że czasem jestem dobry. Masz wolne przez cały ten dzień i noc by doprowadzić się do porządku. Bo jutro przyjeżdżasz tu punktualnie o szesnastej, gdyż klienci będą już na ciebie czekać. Zrozumiałeś? - Tomlinson wziął głębszy wdech po czym spojrzał na sponiewieranego Irlandczyka, może gdyby miał serce to by go jakoś ten widok ruszył. Jemu podobało się to, że miał taką władzę nad pracownikami. Lubił wiedzieć, że te szmaty się go boją.
-Aha i ani słowa Harry’emu. Bo inaczej… - przybliżył się do Nialla i nachylił się nad jego uchem -Po prostu znajdę twoją rodzinę i myślę, że nie będzie to miłe spotkanie. Chyba wiesz o czym mówię. - warknął do jego ucha po czym wyprostował się i spojrzał na niego ostatni raz. -W takim razie widzimy się jutro panie, Horan. Miłego dnia. - szatyn posłał mu delikatny, sztuczny uśmiech po czym wyszedł z jego pokoju i zamknął za sobą drzwi pozostawiając blondyna samego w jego pokoju. Błękitnooki chłopak mimo strasznego bólu pozbierał się z podłogi i mimochodem spojrzał kątem oka w lustro. Widok, który ujrzał był po prostu przerażający. Czerwone, opuchnięte oczy, równie czerwone policzki i odbite dłonie, czerwone pręgi na brzuchu i udach, multum siniaków, rozczochrane włosy. Nie mógł pokazać się na korytarzu w takim stanie. Nie mógł pokazać Stylesowi, którego w tym momencie tak bardzo nienawidził, w jakim jest naprawdę stanie. Wszedł powoli do łazienki krzywiąc się przy każdym stawianym kroku. Doprowadził się do niejakiego porządku i spojrzał w lustro. Nadal wyglądał jak siedem nieszczęść, jednak miał nadzieje, że nikt go nie zobaczy i niczego nie będzie podejrzewał. Wyszedł z łazienki i podążył w stronę drzwi, gdy je otworzy ujrzał dwóch ochroniarzy, którzy mieli go najprawdopodobniej pilnować. Szedł przez korytarz i czuł na sobie wzrok wszystkich ludzi tam obecnych. Słyszał jak wszyscy szeptali coś na jego widok, miał tylko nadzieje, że nie o tym jak wyglądał. Naprawdę nie chciał już rozwścieczać Louisa. Gdy jego oczy dosięgły Nicka, który stał oparty o ścianę ze szklanką w ręku oraz z szerokim uśmiechem na twarzy coś skręciło go w środku. Wiedział, że Grimshaw teraz z niego szydzi. Niall często zastanawiał się czy z nim jest na pewno wszystko w porządku. W końcu sam, z własnej woli chciał być w ‘Symfonii’. To przecież nienormalne, żeby tak samemu z siebie chcieć być dziwką.
-Niech pan tu chwilkę poczeka panie Horan, pójdę po limuzynę.
Ochroniarz zwrócił się w stronę Nialla, a ten jedynie skinął grzecznie głową i chciał się po prostu schować gdzieś w rogu holu, gdzie nikt go nie będzie widział, ani zaczepiał. Jego nadzieja szybko została zburzona, bo tuż obok niego pojawił się Nick. Szyderczy uśmiech nie schodził mu z twarzy, obracał w dłoni szklanką z jakimś alkoholem. Oparł się o ścianę tuż obok Horana.
-A nie mówiłem? Czasem warto jest słuchać starszych i bardziej doświadczonych. - Nick uniósł swój palec i pogładził nim policzek blondyna wciąż czerwony od łez i uderzenia Lou. -Nie za dobrze to wygląda. Użyj maści arnikowej siniaki szybciej się wchłoną i nie będą tak boleć, zaczerwienienia i pręgi szybko znikną. - wsunął w kieszeń blondyna dość sporych rozmiarów pudełeczko i nachylił się na uchem chłopaka -Jeśli chciałbyś zapomnieć zgłoś się. Pomogę ci. - poklepał ramię Nialla na co ten syknął czując ból rozchodzący się po jego drobnym ciele. Nie odezwał się nawet do Nicka tylko spojrzał na niego z wdzięcznością, gdy ten wracał do baru gdzie mógł dostrzec Harry’ego patrzącego na niego z nieukrywanym żalem, jakby to wszystko było jego winą. Wściekł się. Jak ten młody chłopak mógł być tak ślepy i zapatrzony w tego dupka Tomlinsona? Nie mógł uwierzyć, że ten małolat był tak głupi i nie widział postępowania swojego kochanka.
-Panie Horan gotowe. - mężczyzna otworzył przed nim drzwi wejściowe, a następne te od limuzyny. Niall zerknął przez ramię na budynek, który był dla niego teraz gehenną. Przez jego myśl przemknęła ucieczka, szybko jednak z niej zrezygnował nie mógł narażać rodziny, ani najbliższych. Ułożył się wygodnie na skórzanej sofie i zamknął oczy, potrzebował odpoczynku.
***
Gorąca woda spływała po jego ciele, ale nie przynosiła ulgi. Szorował swoje ciało pragnąc pozbyć się uczucia brudu, ale jedynie co czuł to coraz większe pieczenie. Osunął się po kafelkach prysznica i usiadł w brodziku pragnąc po raz kolejny obudzić się z tego koszmaru. Westchnął cicho tak naprawdę mając nadzieje, że szybko uda mu się spłacić ten dług. Może dwa, trzy lata i skończy się ten cały cyrk. Wyszedł na miękki dywanik i owinął się puchatym ręcznikiem w biodrach po czym zaczął oglądać się dokładnie wsmarowując w różne części swojego ciała maść którą dostał od Nicka. Dała mu ona faktyczną ulgę w cierpieniu, ale tylko cielesnym. Jego psychika była jedną wielką rozsypanką. Miał ochotę uderzyć w to lustro, które nie chciało kłamać, które ukazywało nieszczęsna prawdę. Wyszedł z łazienki ubierając jedynie luźne spodenki, nie był w stanie ubrać na dolne partie ciała żadnej bielizny zbyt bardzo bolało go całe ciało, i udał się do kuchni w poszukiwaniu czegoś co pomoże mu zapomnieć. Wyjął butelkę wódki i rozsiadł się na kanapie nie bawiąc się nawet w szklanki bo po co? Po prostu zaczął pić niewielkimi łykami, ponieważ alkohol okropnie palił jego gardło. Przez myśl przeszło mu aby natrzeć się alkoholem, aby może oczyścił jego skórę z dotyku, który wciąż czuł na swoim ciele. Jego telefon zaczął wibrować na stole z głuchym łoskotem i skacząc po blacie. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, ale kiedy sytuacja powtórzyła się wiedział, źe osoba po drugiej stronie nie da mu spokoju. Złapał więc swój aparat i nie patrząc na wyświetlacz wcisnął zieloną słuchawkę.
-Słucham. - rzucił oschle robiąc kolejny łyk i o mało nie wypluł zawartości gdy usłyszał głos po drugiej stronie.
-Synku? Coś się stało? Coś nie tak w pracy?
-Nie po prostu jestem trochę zmęczony mamo. Czemu dzwonisz? - przejechał dłonią po swoich włosach i przymknął oczy. Chciał się komuś wygadać, potrzebował pomocy, ale nie mógł jej powiedzieć, że jest dziwką. Męską dziwką.
-Chciałam się spytać kiedy dokładnie będziesz. Obiecałeś, że w końcu przyjedziesz na święta słońce. - głos jego rodzicielki wręcz był błagalny jakby zaraz miała się rozpłakać. Niall wiedział, że jego mama strasznie go kocha, że tęskni, ale co on mógł teraz zrobić. -Jeśli nie masz pieniędzy ja ci wyśle, nie musisz się wstydzić synku.
-Mamo przecież wiesz, mam.. - chłopak zawahał się i uspokoił swój drżący głos -Pracę i zarabiam lepiej, ale właśnie o to chodzi. Nowa praca. Nie wiem czy będę mógł wziąć urlop czy ktoś inny kto dłużej tam pracuje nie będzie chciał pojechać do rodziny. Wiesz jak to jest. - po drugiej stronie panowała cisza, wiedział dlaczego. Jego mama właśnie przygryzała wargę, aby się nie rozpłakać -Nie płacz mamuś ja zrobię wszystko co w mojej mocy, aby się z wami zobaczyć. - ‘nawet jeśli miałbym to przepłacić zdrowiem’, dodał już w myślach.
-Kocham Cię syneczku.
-Ja też Cię kocham mamuś, pozdrów tatę i Liama ode mnie.
-Wiesz, że oni też Cię kochają. - kobieta po drugiej stronie słuchawki zanosiła się już płaczem, a oczy Nialla stawały się coraz bardziej wilgotne.
-Musze kończyć mamuś jestem troszkę zmęczony. Dam ci odpowiedź pod koniec przyszłego tygodnia co z tym przylotem na święta. - wziął wdech, aby się uspokoić i otworzył w końcu swoje błękitne oczy wpatrując się w sufit -Kocham Was.
-Trzymaj się synku i pamiętaj, że my ciebie też bardzo kochamy. Będę czekać na wiadomość. - zakończył rozmowę i po prostu krzyknął, musiał wyładować w jakiś sposób swoją złość na siebie, na Harry’ego, na Louisa, na Nicka i na tego obleśnego typa. Podniósł się z miejsca i zaczął rzucać po pokoju wszystkim co złapał i co znalazło się pod jego ręką. Nie przejmował się syfem, zniszczonymi rzeczami, a po jego policzkach znów leciały łzy. Był słaby, nie mógł przeciwstawić się szefowi, czekała go jeszcze ta straszna rozmowa z Tomlinsonem, jak on miał go spytać o wolne, o to czy będzie mógł lecieć na święta do domu? To będzie kolejne z najgorszych spotkań w jego życiu. Widział jedno teraz będzie musiał wykonywać wszystko co będą mu kazać, będzie zachowywał się jak seks-niewolnik. Tego wieczoru miał jeszcze mnóstwo myśli, ale alkohol szybko uciszył jego mózg. Mógł odpłynąć i zapomnieć. Znalazł ukojenie w ramionach pijackich marów, które koiły ból fizyczny i psychiczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz