Rozdział 20
Nie. Louis chciał zawołać za nim, powiedzieć mu, że może go dotykać – że strasznie chce, żeby Zayn go dotknął. Chciał, żeby został. Chciał powiedzieć mu, że jest zazdrosny o Perrie odkąd zaakceptował tą ofertę. Cholera, chciał powiedzieć Zaynowi, że nie chciał nawet, by się zgodził na te głupie przesłuchanie. Zayn, wracaj, próbował to powiedzieć, ale nawet jeśli by to zrobił, Zayna już tam nie było.
Louis poczuł jakby sposób w jaki Zayn zamknął drzwi, był równoznaczny z zamknięciem wszystkiego co było między nimi. Nie podobał mu się sposób w jaki Zayn na niego wtedy patrzył, nie podobał mu się sposób w jaki Zayn powiedział jak „okrutny” on jest i jak brzmiał na tak zranionego, gdy to mówił. Chciał to wszystko cofnąć - wszystkie te rzeczy, które powiedział, całe to unikanie i ignorowanie go, Louis chciał powiedzieć „przepraszam”.
Nigdy nie wiedział, że może to tak bardzo ranić, myśląc, że jeśli będzie kontynuował unikanie Zayna, wszystko będzie dobrze i poradzi sobie z tym natychmiast. Jednak właśnie w tym momencie, mógł poczuć jak rozpada się na milion kawałeczków, ponieważ nie mógł tego zrobić – nie mógł być bez Zayna.
Nie bał się Zayna – bał się siebie, bał się tego jak bardzo Zayn go kocha i o to, że nie będzie w stanie pokochać go w ten sam sposób. Gdy zobaczył Zayna tamtej nocy po wyznaniu, jak był tak bardzo szczęśliwy, Louis poczuł to – poczuł się winny. Co jeśli naprawdę nie był na to gotowy? Co jeśli jeszcze raz ucieknie? Tak więc uznał, że po prostu będzie go tylko unikał niż w kółko krzywdził. Dla innych byłby to kiepski powód, ale nie dla Louisa, on po prostu wierzył, że to jest właściwa rzecz.
A potem pojawiła się Perrie i zobaczył jak Zayn szczęśliwy jest z nią, z jaką łatwością rozmawiali i jak oboje czuli się komfortowo w swoim towarzystwie. Zupełnie inaczej niż z nim, zawsze uciekającym, zawsze odpychającym Zayna od siebie.
Nie mógł powstrzymać łez, dlaczego to tak bardzo boli? Przez miesiąc starał siebie przekonać, że Zayn w końcu odpuści, że zmęczy się ściganiem i oboje pójdą swoimi własnymi ścieżkami. Louis nie spodziewał się, że kocha Zayn aż tak bardzo, by bolało go to w taki sposób. Paliło go to, jakby wszystkie te momenty, które razem przeżyli, zamieniały się w popiół i z każdy sekundą jaka mijała, Zayn oddalał się coraz bardziej.
- Lou? - Louis szybko otarł łzy, widząc swoją mamę stojącą na progu. - Mogę wejść?
Louis przytaknął i Jay usiadła obok niego. Nie minęło dużo czasu, gdy znów mógł to wszystko poczuć, pamiętając jak Zayn wyglądał i wszystkie jego emocje ujrzały światło dzienne. Złapał rękę swojej mamy i w ciszy płakał, pragnąc, by złagodziło to ból. Jednak nie podziałało. On wciąż rósł, cały ten ból – i to wszystko dotyczyło jego uczuć skierowanych do Zayna.
Przez jakiś czas jego mama nic nie mówiła; przypuszczał, że wiedziała o wszystkim od samego początku. Ufała Zaynowi bardziej niż komukolwiek, bardziej niż Harry’emu czy innemu przyjacielowi, którego jej przedstawił. Widziała, że Louis starał się jak tylko potrafił nie pokazywać, że nie chciał wcześniej opuścić ich domu, ponieważ było w nim tysiące wspomnień, ale nic nie mówiła na ten temat.
Ostatecznie, nawet zanim Louis mógł zdać sobie sprawę z własnych uczuć do swojego przyjaciela, Jay już je znała.
- Czy nie dusisz wszystkiego w sobie, kochanie? - w końcu spytała. Louis zostawił jej ramię i spojrzał na nią. - Cały ten czas powstrzymywałeś swoje uczucia do Zayna i zawsze próbowałeś ukryć przed nim prawdę.
Louis nie mógł znaleźć odpowiednich słów, by odpowiedzieć swojej mamie w tym momencie. Miała rację – cały ten czas, zawsze tłumił to uczucie, które sprawiało, że chciał być przy Zaynie. Przełknął ślinę, otworzył usta i pragnął, by wszystkie te słowa, które z nich wyjdą, po tym wszystkim wciąż będą tym samymi, gdy znajduje się przed Zaynem.
- Nie wiem – ja, ja nie chcę go skrzywdzić. On tak bardzo mnie kocha – co jeśli moja miłość nie jest wystarczająca? Nie mogę znaleźć się w takiej sytuacji, a wtedy Zayn pożałuje wszystkiego, a potem zostawi mnie - lub ja go skrzywdzę, nie wiem. Boję się.
Jay odgarnęła kosmyk, który opadł na czoło jej syna i uśmiechnęła się.
- Kiedy dwie osoby się kochają, to nigdy nie będzie taka sama wielkość miłości, Louis. Jedna osoba kocha bardziej niż druga i to jest normalne, że to czujesz. Ale nie oznacza to, że pozwolisz tej osobie zawsze być tą, która pokazuje, że jej zależy – trzeba zarówno dawać jak i brać. A banie się, że nie kocha się kogoś w taki sposób jak on, nie jest powodem dla ciebie, by zostawić tę osobę. Zamiast tego powinieneś dziękować mu, ponieważ jest tylko kilka osób na świecie, które mogą rzucić wszystko, tylko po to, by być z osobą, którą kochają. A ty masz szczęście, że Zayn jest jedną z nich.
Nie czekała już na odpowiedź Louisa, gdy pocałowała go na dobranoc i wyszeptała, że wie co ma robić.
Tak więc Louis zaczął poprawiać swoje włosy, złapał parę czarnych spodni i szarą bluzkę. Przyjrzał się sobie w lustrze. Wyglądał jak gówno. Jego oczy były spuchnięte i strużki po łzach były wciąż widoczne. Jeśli miał sie spotkać z Zaynem, nie mógł przynajmniej pokazać, że płakał przez niego, prawda? Jednak ktoś mentalnie kopnął go, wypchnął z jego pokoju i sprawił, że zbiegł po schodach oraz poprosił o kluczyki swojego taty.
Gdy jechał do miejsca, w którym odbywała się promocja magazynu, staral się trzymać myśli na swoim miejscu i próbował nie spierdolić swojej ostatniej szansy. W połowie pragnął wypić kilka drinków, by mieć odwagę do powiedzenia wszystkiego właśnie jak tamtej nocy.
Sala była już pusta, gdy dotarł w to miejsce i jeden ze strażników powiedział mu, że przenieśli się w inne miejsce na after-party. Ta całkowicie napięta atmosfera nie sprawiała, że czuł się lepiej – tak właściwie, poczuł się jeszcze gorzej, gdy więcej rzeczy przebiegło przez jego umysł. „Co jeśli się spóźnił?”, „Co jeśli Zayn już nigdy więcej go nie wysłucha?”. Sądził, że będzie mieć więcej czasu do namysłu, ale podróż z sali do domu pewnego studenta, który zgłosił swój dom, jako miejsce na after-party, była dosyć krótka. Spojrzał przez szybę na wszystkich studentów, którzy znajdowali się na ogródku przed i za domem. Tak właściwie mógł już usłyszeć głos Harry’ego mówiący jak bardzo kocha Perrie.
Przełknął ślinę, gdy kurczowo złapał kierownicę – co jeśli Zayn i Perrie w końcu zdecydowali się być razem? Nie mógł nawet znieść tej myśli. Będzie lepiej, jeśli Zayn odprawi go z kwitkiem, ponieważ nienawidzi go za to co zrobił niż jakaś dziewczyna zabierze mu go. Nabrał tyle powietrza, ile potrzebował, walcząc ze sobą, by nie zawrócić samochodu, po prostu wrócić do domu i czekać na Zayna.
Studenci natychmiastowo rozpoznali go i Louis pomyślał, że będą sie z niego śmiali przez to, że nie wyglądał na ubranego stosownie do okazji, widząc chłopaków w marynarkach i krawatach. Zayn miał na sobie to samo zanim wyszedł, jak mógł o tym zapomnieć?
- LOUEEEH! -bełkotliwy głos Harry’ego zawołał go na tarasie. Chłopak trzymał szklankę w ręce i ciężko rozlewał drinka po podłodze. - JESTEŚ TUTAJ!
Harry zarzucił na niego rękę i oparł cały swój ciężar na Louisie, gdy wchodzili do domu. - Harry, Harry – gdzie jest Zayn?
Może był pijany, ale tylko rzut oka na jego twarz przekonał Louisa, że w jednej chwili wytrzeźwiał przez to pytanie. - Są na górze…
- Są? - Louis spytał, nieregularne bicie jego serca pragnęło, żeby nie była to ta osoba, o której pomyślał.
- Perrie i Zayn, są na górze odkąd przyjechali tu. Kto wie co robią… - Harry wyszeptał, a Louis mógł wyczuć w jego głosie, że się uśmiecha.
Harry w końcu popchnął go, by zrobił pierwszy krok po schodach. Chłopak spojrzał za siebie i mógł zobaczyć błysk w jego oczach, czy Harry tylko wygłupiał się, czy rzeczywiście mówił prawdę? Zrobił wdech i wydech, powinien przygotować sie na wielkie odtrącenie, jeśli spełni się jego najgorszy scenariusz, Louis pomyślał.
Te sześć kroków były najdłuższymi krokami jakie wykonał w swoim życiu – każdy krok przybliżał go do pokoju, w którym może zakończyć się lub naprawić jego związek z Zaynem - czy cokolwiek kurwa to było. Drzwi też nie były wielkie - czuł się jakby był w jakimś transie, co powstrzymywało go od przekręcenia gałki i zobaczenia tego, czego nie powinien. Wciąż mógł zawrócić, zachowywać się jakby nic sie nie wydarzyło i zaakceptować fakt, że to koniec między nim i Zaynem.
Miał już przekręcić gałkę, gdy Perrie otworzyła drzwi za niego.
- Ja, uhm… - wykrztusił z siebie.
- Jesteś Louis, prawda? - uśmiechnęła się i otworzyła drzwi trochę szerzej. W końcu, Louis zobaczył Zayna na skraju łóżka. Oboje wymienili zaskoczone spojrzenia.
- L-Lou – c-co tutaj robisz?
- P-przepraszam, przeszkodziłem w czymś? N-nie chciałem… - Louis obrócił się, ból wzrastał w nim, nie może pokazać Zaynowi, że jest zraniony i zaraz się rozpłacze.
Niespodziewanie poczuł ciasny uściski – znajomy uścisk i w jednej chwili, Zayn stał przed nim, patrzyli sobie w oczy, jakby byli we własnym świecie. Louis miał już powiedzieć te wszystkie rzeczy jakie planował powiedzieć, gdy Perrie przeszkodziła mu.
- Dobrze wiedzieć, że mój konkurent jest fajnym chłopakiem. Przyznaję swoją porażkę. - Obróciła się w kierunku Zayna i uśmiechnęła się do niego, Zayn zrobił to samo, ale Louis nic z tego nie rozumiał. - Miłej nocy, chłopcy.
Louis wzdrygnął się, gdy Zayn uderzył ręką w drzwi, zaraz po tym jak Perie wyszła. Stracił siłę, by próbować i patrzeć w oczy Mulata – jedynie to wystarczyło mu, by stwierdzić jak chłopak jest wściekły na niego.
- Zayn.
- Czy masz pojęcie jak było mi ciężko przez te ostatnie tygodnie, gdy widziałem jak mnie unikasz, odwracasz wzrok i kompletnie ignorujesz? - Poczuł gorący oddech Zayna na swoim policzku. Jeden oddech za drugim, biorąc tyle powietrza, ile potrzebował do kontroli nad sobą, by nie zrobić nic Louisowi. - Czy to zawsze jest takie proste dla ciebie, Louis? To ciągłe uciekanie ode mnie? - Louis wzdrygnął sie, gdy uścisk Zayna na jego nadgarstku stawał się coraz mocniejszy.
Przymknął oczy i przypomniał sobie dlaczego przede wszystkim jest tutaj – potrzebował powiedzieć Zaynowi, spytać się go o wiele rzeczy, które martwiły go odkąd on wrócił, by zdobyć go. Próbował wyrwać się, zaczerpnąć trochę powietrza i dobrze zacząć zdanie, ale Zayn nie pozwalał mu na to, zamiast tego uniósł nadgarstek chłopaka i przygwoździł go do drzwi.
- Czy nienawidzisz tego? - Zayn syknął, akcentując słowa, gdy przycisnął Louisa do ściany i rozdzielił jego nogi swoją stopą. - Czy nienawidzisz mnie, gdy to robię? - Rzucił się na niego, szczelnie przyciskając swoje usta do warg Louisa. Chłopak próbował coś powiedzieć, ale Zayn przygryzł jego dolną wargę, by go uciszyć. - Czy nienawidzisz tego tak bardzo, że musisz uciekać ode mnie za każdym pierdolonym razem? - Ich spojrzenia w końcu się spotkały i to co Louis ujrzał nie było złością – Zayn był zraniony, straszne zraniony.
- Nie nienawidzę tego… - Louis wymamrotał, jego usta wciąż dotykały warg Mulata i poczuł się jakby był to jego pierwszy pocałunek oraz to znajome uczucie, które zawsze mu towarzyszyło, gdy Zayn był w jego pokoju w momencie, gdy otwierał drzwi. Ta bliskość, ta zaborczość – jak miał to powiedzieć naraz? Jak miał przyznać, że cały ten czas martwił się o to, iż Zayn kocha go za bardzo i co będzie jeśli w końcu Louis go skrzywdzi?
- Więc o co chodzi? - Wargi Zayna przeniosły się na jego ramię. Ciepło policzków Mulata dotykających jego szyi wysłało mrowienie wzdłuż jego kręgosłupa. Zayn otworzył usta i ugryzł go, pozwalając swoim zębom zanurzyć się głęboko w materiale okrywającym drżącą skórę chłopaka. Druga ręka Mulata zostawiła drzwi i uniosła jego bluzkę. Louis otworzył usta w proteście – nie udało mu się nic powiedzieć, a jednak zaczęli to robić - ale ręka Zayna juz spoczywała na jego piersi, poruszając się i pieszcząc jego zarumienioną skórę.
- To – to jest nie fair – Louis wydyszał, gdy wygiął plecy w łuk, niezdolny do nie oddania się uczuciu ręki Zayna przeczesującej całe jego ciało. - Ty – ty zawsze jesteś spokojny i opanowany i możesz, możesz z łatwością powiedzieć to co masz do powiedzenia.
Zayn puścił jego nadgarstek, a Louis pozwolił mu ściągnąć swoją koszulkę. Jego oczy piekły go z powodu tak wielu rzeczy, ale Louis nie miał czasu, by zrozumieć to. Zayn rozpiął guziki swojej marynarki, ściągnął krawat i zrzucił wszystkie swoje ubrania na raz. Nie minęło dużo czas, gdy ich gorące skóry ponownie się spotkały. Ich ręce badały każdy centymetr swoich ciał, gdy pogłębiali pocałunek, a wysiłki Louisa, by coś powiedzieć, powoli malały.
- Zawsze cię odpycham – zawsze uciekam. - Zayn przycisnął jego ciało mocniej do ściany, podnosząc go, gdy chłopak owinął Zayna nogami w pasie, który zaniósł go w kierunku łóżka. Ułożył Louisa na plecach i usiadł na nim okrakiem.
To nie było wystarczające, by powstrzymać Zayna od tego cokolwiek robił i Louis czuł jakby Mulat nawet jego nie słuchał – Dlaczego zawsze zachowujesz się tak jakbyś wiedział co zamierzam powiedzieć?! - Louis odepchnął rękę Zayna, gdy ten sięgnął nią do guzika jego spodni. - Powiedziałem, to jest nie fair – dlaczego ciągle uganiasz się za mną, dlaczego zawsze wydaje się to dla ciebie łatwe, nawet jeśli ja wciąż uciekam przed tobą?
- Ponieważ jesteś mój, czy to nie wystarczający powód, Louis? - Pochylił się w jego kierunku, jego jedna ręka szorstko uniosła nadgarstki Louisa nad jego głowę, podczas gdy jego wolna ręka w końcu odpięła spodnie chłopaka. - Właśnie w tamtym momencie, gdy uratowałem cię od twoich prześladowców, byłeś mój, Louis. Skradłem twój pierwszy pocałunek, twoje pierwsze wszystko, bo należysz do mnie. I nawet jeśli uciekniesz, ja cię znajdę, Louisie Tomlinsonie. Nie możesz ode mnie uciec. - Zayn puścił jego ręce i ściągnął ostatni kawałek materiału z Louisa.
- W te dni, gdy nie mogłem cię dotknąć – próbowałem kontrolować siebie. - Zayn szybko pozbył się swoich spodni. - Próbowałem zrozumieć twoje zachowanie ostatni raz, co jest nie tak, co przeoczyłem – czym jest ta rzecz, której wciąż o tobie nie wiem. - Louis po prostu słuchał. Jego pierś falowała, gdy czas zdawał się zwalniać za każdym dotykiem Zayna. - Nie chcę byś mnie nienawidził i nie chcę byś się mnie bał, nie chcę bys odwracał wzrok czy ignorował mnie – to zabija mnie, Lou. Zabija mnie myśl, że wciąż możesz to robić, i zabija mnie myśl, że wydaje się to byc znacznie łatwiejsze dla ciebie.
Louis ścisnął pościel znajdującą sie pod nim. Krople potu niemal skwierczały na jego gorącej skórze, gdy Zayn przyciskał swoje palce do jego ud, rozdzielając jego nogi. Chłopak obserwował jak palce Mulata przenoszą się na jego usta. Otworzył je i zassał jego place, Zayn przycisnął swoją dłoń mocniej do jego bioder, gdy obserwował Louisa.
- Uciekanie od ciebie nie było proste – nigdy. Myślałem, że mogę to zrobić. - Louis zarzucił głową do tyłu, czując zarówno ból jak i przyjemność, a Zayn wchodził w niego głębiej. Poruszał swoimi palcami głębiej, wolniej, wychodził z niego i wchodził – pozwalając poczuć Louisowi każdy cal tego, co przegapili: tarcia, ciepła, bliskości. - Ale tęskniłem za tym wszystkim – tęskniłem za tym jak bardzo jesteś zaborczy i zazdrosny o wszystko i tęskniłem za twoim dotykiem, sposobem w jaki patrzysz mi w oczy, sposobem w jaki dominujesz nade mną… i bałem się…
Zayn ustawił się, jego ręce podpierały się o uda Louisa, gdy wszedł w niego. Louis obserwował osobę przed sobą, poruszającą się wolno, z przymkniętymi oczami, walczącą o obraz. - Bałem się, że mogę cię zranić, ponieważ ja – AH – w tobie wszystkiego jest za dużo - ty kochasz mnie za bardzo.
- I nie obchodzi mnie, jeśli tak kurwa jest. - Biodra Zayna trzasnęły przy jego ostatnich słowach. Pot pokrywał ich ciała, gdy wspólnie się poruszali. Louis przyciągnął Zayna bliżej, chcąc poczuć każdy centymetr ciała chłopaka. Wyszedł na przeciw pchnięciom Zayna. Ich chaotyczne jęki rozbrzmiewały w pomieszczeniu, oboje dawali i otrzymywali to co chcieli. Zayn oparł swoje czoło o Louisa, a Louis zlikwidował kompletnie dzieląca ich przestrzeń, gdy Mulat poruszał się szybciej. Louis jęknął sucho. Jego mięśnie skurczyły się, gdy wystrzelił dawkę przyjemności, która gromadziła się w nim.
- Nie wymagam od ciebie, abyś mówił czy robił cokolwiek, po prostu – Bądź. Przy. Mnie. - Zayn podkreślił każde słowo pchnięciem. - Jesteś mój, Louis – Jesteś – kurwa… - Przygryzł wargę, gdy mocno doszedł w Louisie, powtarzając ostatnie słowa, gdy opadł na pierś Louisa. - Jesteś mój, Louis.
- Tak, Zayn. - Louis sięgnął po podbródek Zayna i nachylił się do niego, składając głęboki pocałunek na ustach chłopaka. - Jestem twój – zawsze twój.
Louis pomyślał, że był to idealny czas, by powiedzieć te dwa słowa, od których umierał , tłumiąc je w sobie odkąd Zayn skradł jego pierwszy pocałunek – ale usłyszenie jego, mówiącego „Jesteś Mój” stało się bardziej istotne niż cokolwiek innego. I Louis nie potrzebował już usłyszeć nic innego, w końcu – zaborczość Zayna była wystarczająca, by powiedzieć to wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz