Kwartera kapitana była ciemna, tylko w rogu sypialni świeca rzucała słabe światło, a pomieszczenie przesycał gorzki zapach mieszanki słonej wody i pleśni. Zazwyczaj znajome otoczenie było w stanie uspokoić Harry’ego, ale tej nocy nie mógł powstrzymać się od patrzenia na słabą smugę światła spadającą na Louisa.
- Nie mam innego wyboru jak tylko spać tutaj z Tobą. Nikt inny Cię nie przechowa, Księżniczko – Harry syknął cicho do ucha księcia Zjednoczonego Królestwa, puszczając jego nadgarstek z mocnego uścisku wywołując szok u starszego chłopaka.
Przeszedł przez pokój by w pośpiechu odwiesić kapelusz i płaszcz na haku. Oczywiście wiedział do czego to zmierza. Jeśli miał być brutalnie szczery sam z sobą, powoli stawało się nie do zniesienia utrzymywanie tego w takim stanie.
- Muszę tu być – wymamrotał gasząc świecę nim opadł ciężko na twarde krzesło obok łóżka, na którym leżał książę. Miał tutaj być. Nikt inny.
Louis ponownie otworzył usta aby zaprotestować, ale Harry uciszył go ściągając buty i ponownie układając się na krześle. Nie interesowało go czy Louis pomyśli, że jest to nie w porządku bądź nieuzasadnione. Życie nie było w porządku i nie było sposobu w całej głębi piekła i siedmiu mórz, aby mógł przekonać do siebie Louisa ponownie. Tą lekcję pojął w bardzo przykry sposób.
Był zmęczony. Boże, był zmęczony. Zmęczony tym całym syfem i kłamstwami. Zmęczony koszmarami, które zaciskały pięści i gotowały krew, kiedy tonął niesławą w szkarłatnych morzach. Zmęczony byciem człowiekiem, którego wszyscy się bali. Bał się go Louis, który zwrócił na niego swoją uwagę kopiąc go w ramię, gdy próbował ułożyć się wygodnie. Ciepłe łóżko i mężczyzna, którego pożądał leżały tuż obok niego. I… pieprzyć to. Był już zmęczony tym cholernym krzesłem.
Harry wstał i podpierając się na łokciach obserwował śpiącego księcia. Chociaż raz w życiu leżał tak cicho, schowany w prześcieradle łóżka Harry’ego. Jego twarz wydawała się zupełnie swobodna, a Harry miał okazję do wyszukiwania drobnych niedoskonałości pochylając się w przód. Był zadowolony, że robi tylko to. Że po prostu patrzy i mógłby patrzeć bez przerwy. Bez żadnych podtekstów.
Wyprostował nogi i stąpając boso podszedł cicho do księcia. Nagle Harry zaczął być wdzięczny, że przez te wszystkie lata bycia piratem nauczył się bezszelestnego poruszania w ciemnościach po pokoju. Zwolnił swoje ruchy i pochylił się nad księciem w zachwycie, nagle przypominając sobie czasy kiedy był dzieckiem, a Louis był wszystkim czego kiedykolwiek chciał.
Jego ciepły oddech spadł na czoło Louisa gdy stał i obserwował go we śnie. Po raz pierwszy od roku Harry poczuł się całkowicie zahipnotyzowany ruchami czyjejś unoszącej się i opadającej piersi. Sposób w jaki roztrzepane włosy poruszały się z każdym oddechem. Sposób w jaki różowe usta czerpały każdy oddech wywoływały dreszcz spływający wzdłuż kręgosłupa. Harry widział to i pragnął.
Wyobraził sobie to tak wyraźnie. Jego ramiona wokół talii Louisa, twarz Louisa ukryta w zagłębieniu jego szyi, usta wędrujące po jego gładkiej szyi. Harry zamknął oczy i warknął na siebie kręcąc głową, musiał wziąć się w garść, musiał pamiętać, że jest Kapitanem Stylesem. To nie w jego stylu, przytulanie, delikatność i wrażliwość. Do diabła, tak bardzo chciał ale nie mógł. Poza tym, nikt nigdy się nie dowie.
Ale wśród tych wszystkich myśli kapitan nie był idiotą, a jego twarz ściągnął grymas na myśl o reakcji Louisa, kiedy obudzi się i znajdzie koło siebie drugą osobę. Ta myśl sprawiła, że obawiał się dzielenia łóżka z księciem. Lecz szybko odepchnął tę myśl na bok. Czego się tu obawiać? Był Księciem Siedmiu pieprzonych Mórz i jeśli zechce leżeć w łóżku obok pieprzonego księcia to może to kurwa zrobić. Nie był jakimś chorym z miłości wilkiem morskim. Do diabła z emocjami Louisa. Był w niewoli, a nie w pieprzonej bajce. Kurwa.
Mając to na uwadze Harry podszedł cicho do łóżka, tak aby nie obudzić księcia zanim dostanie to czego chciał. Podniósł pościel i usiadł na łóżku krzywiąc się, gdy to zaskrzypiało pod jego ciężarem. Wypuścił oddech i starał się uspokoić bicie serca gdy kładł się obok Louisa.
Boże, gdyby ktokolwiek znał jego słaby punkt. Harry potrząsnął głową, aby oczyścić myśli, nieśmiało objął księcia i prawie cofnął się w szoku. Książę był zimny jak lodówka, którą mieli w rodzinnym mieście. Louis szybko obrócił się we śnie, napierając ustami na pierś Harry’ego, na co ten zadrżał pod wpływem dotyku. Powoli zrobił głęboki oddech i patrzyła, jak Louis leży w jego ramionach zwinięty jak szczeniak.
Dlaczego on musiał być tak cholernie przystojny? Nawet Niall nigdy tak nie wyglądał. Harry niepewnie przeniósł drugą rękę na ramię księcia, pozwalając ciału Louisa zapaść się w jego. Louis był ciężki i zimny, a Harry szybko przeniósł ręce aby go ogrzać. Boże, czuł się tak dobrze.
Czuł się tak dobrze mając w ramionach drugą osobę. Rozkoszował się znajomym zapachem księcia, który dotarł go niego i pozwolił mu choć na chwilę uciec od tego gównianego życia, które stworzyło jego samego. Od jego gównianej egzystencji bez rodziny. Harry mógł zapomnieć o tym wszystkim albo przynajmniej udawać, że tak jest jeśli tylko mógłby przytulić tą cenną duszę tylko na jedną noc. I będzie cholernie dobrze.
Boże, on nie przytulał nikogo poza Gemmą. Chyba że licząc Zayna, ale nie. Zayn był wyjątkowy, ale on praktycznie należał do jego rodziny i tylko Louis, nikt inny. Harry westchnął i zamrugał otwierając oczy aby jeszcze raz spojrzeć na obrazek poniżej niego. Na roztrzepane włosy Louisa i gładkie, pulchne usta, które były słodsze niż sam grzech.
Wiedział, że mogą uczynić Cię bardziej pijanym niż litry rumu. Spojrzał na piękną twarz, która go oczarowała i raz w życiu pozwolił sobie na marzenia ukryte głęboko. A co jeśli byłbym jego? Kapitan One Direction pozwolił sobie na gorzki uśmiech, gdy wyobraził sobie siebie pośród monarchii trzymającego rękę chłopaka. Albo jeszcze lepiej, księcia trzymającego jego dłoń.
Harry uśmiechnął się, przyciągając do siebie księcia po raz ostatni i ze znajomym uśmieszkiem na twarzy, jego zmęczone oczy zamknęły się. Miał rację. Louis był naprawdę piękniejszy z zamkniętymi ustami. Ostatnią rzeczą w myślach Harry’ego nim zasnął z chłopakiem w ramionach były właśnie usta księcia.
Zazwyczaj sny Harry’ego były proste. Dźwięk przyjemnej muzyki sali balowej echem docierał do uszu, gdy stał w środku pałacu sam. Na początku zawsze instynktownie wpada w panikę, skręca i szybko zauważa, że czegoś brak trzyma go w miejscu. Następnie znajomy wysoki śmiech będzie rozbrzmiewać w drzwiach, głowa Harry’ego obróci się, oczy złapią kontakt z dobrze znanymi niebieskimi tęczówkami, zobaczy dłoń wyciągniętą do niego. Harry niepewnie weźmie ją i wymruczy bez tchu:
- Louis? - zawsze wyglądał fantastycznie w królewskim granacie. Louis mówi wtedy coś w rodzaju: - Oczywiście, głupi! Dlaczego spodziewałeś się kogoś innego? - jego oczy płoną humorem, a Harry rzadko ma okazję złowić takie spojrzenie na statku. Louis przyciągnie go do siebie i staną pierś w pierś. Harry nigdy wcześniej nie zagubił tak rzeczywistości.
- Wszystko w porządku, kochanie? - Louis spyta dalej łapiąc jego brodę wolną ręką – Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. Łapiesz powietrze jak ryba wyciągnięta z wody – w tym momencie Harry skinie głową, a Louis przystąpi, aby poprosić go do tańca, śmiejąc się, gdy Harry nazwał go księżniczką. Mówiąc, że już zgodził się nosić suknię na ich ślubie. W tym momencie Harry wiedział ponad wszelką wątpliwość, że śni.
Niekiedy jednak sny go prześladują. Wędruje sam po zrujnowanych ulicach rodzinnego miasta, widzi mamę i Gemmę. Chciałby zapłakać, chciałby schować się w ich uścisku jak zraniony chłopiec, którym wewnątrz wciąż był. Wtedy przychodzi Louis i oferuje mu pomoc. Oferuje mu wolność. Oferuje Harry’emu lepsze życie z jego rodziną.
To nie jest takie trudne. Mógłby zostawić to wszystko za sobą i stać się księciem z dziecięcych marzeń. Rzeczywistość Harry’ego nigdy nie była tak niewyraźna, a on sam często tęsknił za byciem we śnie. Bezpiecznie można było powiedzieć, że jego załoga nigdy nie cieszyła się na te niespokojne dni.
Jednak zdecydowanie najgorsze były gorzkie sny. Harry prowadzi Louisa na cmentarz jego starego miasta i idą aż na jego rodzinny grób. Szlocha w jego ramiona, pozwalając Louisowi zobaczyć jego ukrytą stronę zanim kompletnie ulegnie w ramionach księcia. Wspomnienie nawet najdrobniejszego z tych snów wywoływało w nim irytację. Nigdy tego nie rozumiał. Nie chciał zrozumieć.
Cowell powiedział mu kiedyś: „Sny są po prostu bezsensowną ucieczką najgłębszych pragnień duszy”. Nigdy nie prześladował go tak ten fakt, dopóki Louis nie wkroczył na jego statek. Albo raczej dopóki nie został do tego zmuszony.
Jednak nigdy nie brał marzeń, snów na poważnie, dopóki nie widział żadnej drogi do ich urzeczywistnienia. Do nocy w której dzielił łóżko z Louisem.
Harry podniósł się z łóżka, w którym Louis leżał następnego ranka, zarzucił na siebie buty oraz kapelusz i rzucił w kierunku Louisa znikliwe spojrzenie. Potrząsnął głową i uśmiechając się, pochylił się nad księciem całując go delikatnie, by go obudzić.
- Dzień dobry, Księżniczko – szepnął do Louisa, który podskoczył, a on złapał płaszcz i opuścił pokój zostawiając oszołomionego księcia.
- Jesteś pijany!?
- Wiedziałem, że jesteś tym, który…
- Liam. Zayn. Przysięgam, że jeśli w tej chwili nie wrócicie do pracy, przywiążę Was do masztu na… dzień – Liam i Zyan wymienili spojrzenia.
- Kim jesteś? I co zrobiłeś z kapitanem Stylesem? - Liam wyglądał na zmartwionego.
- Co? - zapytał Harry unosząc brew, gdy zignorowali jego polecenie. Po raz kolejny przypomniał sobie o odbyciu rozmowy z Liamem na temat okłamywania swojego kapitana.
- Na dzień? Dalej Kapitanie Hazz… - znajomy groźny błysk w oczach Harry’ego wywołał u Zayna uśmiech – eee… Harry… to jeszcze nic.
- Co nic? - zapytał leniwie Niall przeczesując dłonią blond włosy.
Harry prawie wydał z siebie jęk irytacji. Prawie. Nie chciał żeby ta rozmowa trwała dłużej. Chciał żeby wszyscy wrócili do pracy i zostawili go w spokoju, zanim jego nastrój minie. Chciał zachować ten uśmiech.
Niestety, Niall, który wierzył w opowieści Harry’ego o syrenach i miał być najbardziej nieświadomym członkiem załogi wydawał się zauważyć czego Harry chce. I zdecydował się to zignorować.
- O mój Boże! Liam! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - Niall rzucił się na szyję Harry’emu sprawiając, że kapitan potknął się i poleciał na poręcz statku.
- Jezu..! - Zayn zdążył złapać ramię Niala i pociągnął go z powrotem. Ten prychnął jedynie otrzepując rękawy, kiedy Liam rzucił mu niezręczne spojrzenie.
- Nie powiedziałem czego?
- Że Harry zaliczył! - Niall dopingował z podnieceniem, podskakując i klaszcząc dziko w dłonie.
Harry nie wiedział, którą częścią jest bardziej zaniepokojony. Tym, że z całą pewnością nie zaliczył czy faktem, że wszyscy byli tak zaangażowani w jego życie seksualne.
- Nie zaliczyłem tej nocy. A teraz koniec z miłością i możecie w końcu wrócić do pracy?! - jęknął Harry, przyjemny nastrój zniknął. Niall, Liam i Zayn prychnęli i odwrócili się jednocześnie, mrucząc pomiędzy oddechami i potykając się, na co Harry pokręcił głową – Idioci.
Harry potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie, że jest Kapitanem Stylesem i chociaż jego załoga jest denerwująca wiedział, że nie może im zaszkodzić. Ponownie potrząsnął głową aby oczyścić myśli i kładąc dłoń na masywnym kole steru zmienił kurs statku spoglądając na morze, co pomagało mu się uspokoić. Zamknąć oczy. Głęboki oddech. I tak kapitan stracił poczucie czasu i orientację o tym gdzie znajdują się inni na statku.
- Harreh – cichy głos dotarł do jego ucha, ręce oparły się na jego biodrach, a kapitan podskoczył otwierając oczy ze zdziwienia, gdy odwrócił się i zobaczył roztrzepane włosy i niebieskie tęczówki. Harry pozwolił głosowi uspokoić się, wciąż czując się zadziwiająco spokojnym w ramionach księcia.
- Cóż, dzień dobry, Księżniczko. Widzę, że w końcu zdecydowałeś się wyciągnąć swoją leniwą dupę z mojego łóżka… - ku jego zaskoczeniu, nie dostał żadnej złośliwej riposty. Jedynie tuląc się do jego szyi kilka delikatnych pocałunków.
- Znasz mnie, wiesz, że uwielbiam spać – zdziwiony Harry spojrzał za głowę Louisa w stronę kadłuba statku, jego oczy napotkały się z charakterystycznym sztormowym ostrzeżeniem, z czarnymi chmurami kontrastującymi z błękitem morza.
- Wszystko w porządku, Harry? - kapitan spojrzał pewnie na chłopaka.
- Ja… - usta Louisa delikatnie naparły na usta Harry’ego, nie mógł pomóc ale brnął w to dalej.
Ręce kapitana podciągnęły delikatnie koszulę Louisa, a ten bawił się loczkami Harry’ego. Mieszanka bólu i przyjemności zawładnęły Harry’m. Wydał z siebie cichy jęk w usta Louisa i przycisnął księcia do barierki mając wiąż zamknięte oczy. Ostatecznie obaj się wycofali.
Harry wciąż z zamkniętymi oczami po prostu oddychał, starał się łapać powietrze jak najlepiej mógł. Nagle poczuł się znów niezwykle słaby. Louis był taki kruchy. Tutaj. Jego. I to urzeczywistnienie sprawiło, że się wycofał.
- Harry… - wymamrotał Louis łapiąc wycofujące się usta młodszego chłopaka.
Harry pozwolił mu wcześniej na czyste, miękkie pocałunki, odsuwając się nieco bardziej, otwierając lekko oczy mógł zobaczyć mały błysk w oczach Louisa. Ból złapał jego pierś i zaparł w niej oddech, patrzył na znajome deski statku zanim ośmielił się popatrzeć prosto w oczy Louisa powtarzając jedno zdanie.
- Czy to tylko sen? - oczy Louisa zabłysły znów brnąc ku niebezpiecznej krawędzi, a jego usta wykrzywiły się w groźniejszym niż kiedykolwiek wcześniej uśmiechu.
- Obudź się.
Ku zaskoczeniu Harry’ego szarpnięcia ciała oznaczało, że żyje, otworzył oczy i ciężko oddychał. Poczuł wodę wpływającą do oczu. Szybko zamknął je z powrotem. Spośród wszystkich zdrajców na statku, jego serce musiało być najgorsze. Poczuł ukłucie bólu ściskające go za serce, ale jego oddech zwolnił na tyle, że był w stanie normalnie oddychać.
Zacisnął mocniej ramiona na ciele księcia. Nie chciał go puścić. Nie chciał tego zrobić. Chciał wrócić do domu, aby jego mama i siostra czekały na niego. Chciał zwinąć się w ramionach Louisa i krzyczeć, tak jak wiele razy w jego snach. Chciał uciec.
Tak szybko jak te myśli zawładnęły jego głową, tak szybko uciekły. Był Kapitanem Stylesem. Księciem Siedmiu Mórz. Księciem Szkarłatnego Morza*. Nie ma litości. On nie powinien mieć serca.
Harry otworzył oczy i pozwolił znajomej zimnej rzeczywistości otoczyć go. Pogodził się z faktami takiego życia już dawno temu. On nigdy nie będzie miał przyjemności kogoś poślubić. Nie będzie cieszył się uczuciem kogoś kto rzeczywiście będzie uwielbiał trzymać go w ramionach. On nigdy nie będzie wolny od tego potwora, którego sam stworzył i dlatego nigdy nie otrzyma ponownej szansy. Nigdy.
Pogrążony w myślach Harry prawie nie zauważył kręcącego się na boki Louisa, co oznaczało, że się obudził i próbował uciec. Otworzył szybko usta, aby powiedzieć coś dowcipnego, ale nie mógł o niczym myśleć. Zamiast tego jego usta pozostały lekko otwarte, wziął głęboki oddech i zdecydował się na kolejny ruch.
Teraz był rozdarty pomiędzy puszczeniem Louisa i pozwoleniem mu odejść ponieważ nie krzyczał, a przyciągnięciem go mocniej ponieważ mógł. Uczucie tęsknoty dopadło go znikąd, uczucie tęsknoty za kontaktem z ludźmi. Jego serce. Ta zdradziecka rzecz. Zaskakująco jednak próba ucieczki ustała i poczuł, że teraz Louis patrzy na niego uważnie tymi pięknymi ostrymi oczami.
Czuł delikatne pieczenie w miejscu, w którym śledził jego skórę i miło było przez jakieś czas udawać, że on czuje to samo. Poczuł napięcie spowodowane przeszukiwaniem jego własnej skóry. I jeszcze raz, Harry poczuł, niebezpieczny niepokój, ten sam co poprzedniej nocy.
Harry poczuł jak Louis pochylony jest blisko jego twarzy i nagle wszystko wróciło, mógł myśleć tylko o tym jak on pocałował go budząc w swoich snach. Boże, Harry chciał tylko pochylić się i pocałować te najwspanialsze usta ze wszystkich piratów, zanim w ogóle mógł o tym pomyśleć. Wiedział, że Louis nie odwzajemni pocałunku. Po prostu to wiedział.
Ale z jakiegoś powodu , pozostające w Harry’m uczucie wrażliwości nie pozwoliło mu tego zrobić. Nie pozwoliło mu pochylić się i złączyć swoje usta z ustami księcia. Louis musiał to zrobić. Musiał chcieć to zrobić. I dopóki tego nie zrobi, będzie czekał.
Harry poczuł jak Louis ponownie się wierci, odpychając się dalej i dalej od niego i musiał go powstrzymać. Nie mógł go pocałować. Nie teraz. Nie w taki sposób. Nie kiedy miał siłę złamać kilka ostatnich kawałków siebie, Harry odpuścił. Pozwolił aby uśmieszek wrócił na jego twarz, gdy zacisnął ręce wokół księcia, subtelnie wrócił do swojego życia zarozumiałego pirata i wyszeptał słowa, aby zatrzymać to za co umierał.
- Masz zamiar uciec czy mam zawołać kogoś po pomoc?
Louis natychmiast próbował się wyrwać, ale Harry trzymał go w ramionach tak mocno, że oboje wiedzieli, że wszystkie próby są bezużyteczne. Z ust Louisa wyrwało się krótkie „o”, a Harry poczuł jak jego oczy płoną z lekkim uśmiechem na jego ustach. Książę był zakłopotany. To wszystko.
- C-co? Nie, ja nie… - zająknął się Louis.
Harry otworzył tępo oczy i zaraz potem wiedział, że książę wiedział, że był czujny. Wzruszył ramionami. Jego wrażliwa strona zniknęła jak gorzki posmak. Wiedział, że nie może temu poddać wszystkiego co miał, w tym księcia. Dla Louisa. Nie mógł. Nie chciał tego zrobić.
- Nie myślałeś żeby mnie wykorzystać podczas gdy myślałeś, że śpię? - Harry uniósł brew, kiedy poluzował swój uchwyt, a Louis siedział na górze patrząc na niego w dół. Nie mógł w to uwierzyć, Louis nie mógł dostrzec przez maskę jego rozklejenia. Tak czy inaczej, był zadowolony, że już się od tego uwolnił – Księżniczko, gdybym wiedział, że jesteś taki niegrzeczny, nie dzieliłbym z Tobą łóżka.
Harry posłał mu najbardziej uroczy ze swoich uśmiechów, wiedząc że książę będzie spodziewał się wraz z mnóstwem żartów propozycji seksu. Typowe. Wiedział, że odmówi i wiedział, że to boli, ale tak długo jak robił to z uśmiechem wydawał się silny. Wydaje się dobry. Wydaje się w porządku. A teraz nie mógł myśleć o niczym innym co by się liczyło. Nie było mowy o tym, żeby książę zobaczył go poddanego. Gdy tylko książę odpuścił usiadł na łóżku jeszcze przez chwilę przeczesując dłonią włosy, uspokajając swoje szalejące serce zanim wstał i założył uranie.
Harry zawdzięczał swoje życie morzy, niebezpieczeństwu i temu wszystkiemu. To uratowało go przed rodziną królewską, od biedy, po śmierci jego rodziny, od piekła, nawet od starego życia. Morze było jego wybawcą, a był pewien, że nie potrzebował nikogo. Nie miało znaczenia to jak bardzo Harry był uparty, wiedział jaki jest w środku.
A najsmutniejsze było to, że wiedział, że nie ma znaczenia to bardzo złamie mu to serce. Nigdy nie zabierze go do pałacu, nie będzie trzymał go gdy płacze. Louis nigdy nie będzie chciał zobaczyć miejsca, w którym się wychował, gdzie żyły najważniejsze osoby w jego życiu, jego rodzina i nie miało znaczenia czy ktoś twierdził inaczej. Harry nadal będzie Księciem Siedmiu Mórz, bez drugiej połówki swojego serca.
Strzepując ostatnie ulotne strzępki minionej nocy z ramion, Harry wyszedł z sypialni i popchnął drzwi pozwalając lekkiemu światłu wpaść do środka oślepiając go. Postać Louisa przebijała się przez oślepiające światło i Harry nie mógł powstrzymać małego uśmiechu, który drgnął na jego twarzy. Zrobił krok w kierunku światła, w powietrzu Irlandii, a ostatnie wspomnienia z Louisem stojącym u jego boku, umierało pod powiekami.
Będzie w porządku.
Jeśli pozostanie w jego snach.
* w oryginale tekstu „Prince of the Crimson Sea” co oznacza „Księciem karmazynowego morza” ale z racji, że Oxy w POTSS nazywa Harry’ego „Księciem Szkarłatnego Morza” postanowiłam być wierna opowiadaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz