czwartek, 9 stycznia 2014

7

Jeśli Niall mógł być zdziwiony tym, że Zayn tak łatwo zawiózł go na uniwersytet, to widząc jego samochód na parkingu po zajęciach już zupełnie nie wiedział co się dzieje. Mimo to na jego twarzy zagościł wielki uśmiech i nie tracąc ani minuty ruszył pędem w stronę pojazdu. Malik siedział w środku z otwartym oknem, paląc papierosa i wypełniając pomieszczenie tym obrzydliwym zapachem nikotyny, którego Niall nie cierpiał. Oczywiście w jego opinii Zayn pachnący papierosami był cudowny, bo to był Zayn, ale to nie tyczyło się niczego innego. Rzeczy takie jak samochód, albo kuchnia po prostu śmierdziały. Więc blondyn odsapnął cicho i uchylił również okno od strony pasażera sprawiając, że gdy samochód ruszył a Zayn nie żałował sobie naciskania na pedał gazu, pojawił się spory przeciąg za co Zayn oczywiście zganił Irlandczyka. Ponieważ co on sobie myślał, chciał żeby im głowy pourywało? Niall chyba czasami w ogóle nie myśli. To potrafiło być takie irytujące dla Mulata.



-Wjedźmy do kawiarni. Jestem głodny. –zaproponował w pewnym momencie Niall, uśmiechając się szeroko w stronę kierowcy.

-W domu jest obiad. –odparł jak zazwyczaj zupełnie beznamiętnie.

-Ugh, no wiem przecież… Chodzi mi o jakąś przekąskę, Zaynie, niczego nie rozumiesz. –Niall zmarszczył brwi ponieważ teoretycznie, to mogłaby być ich randka. Ależ byłoby to romantyczne gdyby Zayn pewnego dnia przyjechał po niego po zajęciach i z własnej woli zabrał do kawiarni, bądź restauracji. Oczywiście gdyby spokojnie nazwał to randką, a nie jedynie spotkaniem. Teraz jednak nawet Niall mógł to nazwać jedynie przyjacielskim wypadem na kawę.

W odpowiedzi Zayn skręcił jedynie kierując się w stronę inną niż do ich domu, wiec Niall uznał, że wygrał i rozsiadł się wygodniej na fotelu z triumfalnym uśmiechem. W tym momencie czuł się naprawdę pewnie i dobrze. Kawiarnia przed którą się zatrzymali była malutka, a w środku siedziało tylko parę starszych kobiet rozmawiających o jakichś chorobach i popijających zieloną herbatę. Niall i Zayn zajęli miejsce zaraz obok wejścia, natomiast starszy mężczyzna z trochę za długim wąsem pojawił się po jakichś dwóch minutach. Jego głos był spokojny i ochrypły, gdy pytał czego sobie życzą. Niall posłał mu ciepły uśmiech, ponieważ ten facet naprawdę przypominał mu brata jego matki, który niestety zmarł jakieś cztery lata temu. Mimo to wciąż był jego ulubionym wujkiem, w ogóle ulubionym członkiem rodziny. Więc Irlandczyk wręcz wy świergotał radośnie zamówienie, które składało się z Cappuccino, Zayn natomiast po prostu poprosił o małą czarną.

Siedząc przez moment w ciszy Niall mógł myśleć jedynie o dzisiejszym dniu na uczelni. Kiedy to paru znajomych zapytało go, czyj był samochód, którym przyjechał dziś Niall. Oczywiście każdy wiedział, że Niall jest homoseksualny, chłopak nie krył się z tym ani trochę. Dlatego gdy jedna z jego koleżanek oznajmiła, że widziała w środku przystojnego Mulata, dla każdego jasnym się stało, że to musi coś znaczyć. I tak oto Niall słuchał o jego romansie z Zaynem jedynie uśmiechając się i nie zaprzeczając, ani nie przytakując. W głowie jednak marzył tylko o tym by pewnego dnia ze spokojnym sercem mógł opowiadać im o Zaynie i mówić, jak bardzo zakochani i szczęśliwi są. I to wcale nie miały być kłamstwa, ponieważ Niall nie lubił kłamać. Dlatego pod koniec zajęć wyjawił jedynie, że faktycznie bardzo lubi Zayna, ale na razie nie jest to nic wielkiego. Mimo to jego znajomi zareagowali na to serią żartów i mówienia, jak to ten stan rzeczy na pewno nie potrwa już długo.

Popijając za to kawę prowadził spokojną konwersację z Zaynem, a tematem nie było wcale nic szczególnego. Zayn mówił trochę o pozbyciu się mężczyzny, który wciąż jest zagrożeniem dla blondyna, Niall za to cieszył się, że Malik wciąż o niego dba i wspominał jakieś zabawne sytuacje z uczelni. I była to zwyczajna, miła rozmowa dwóch kumpli, która naprawdę dawała kupę radości obu z nich. Ponieważ czuli się w niej wyjątkowo pewnie i naturalnie, i było po prostu miło. I śmiali się, i nawet Zayn nie był taki spięty, więc czego chcieć więcej? Po jakiejś godzince udali się jednak do domu, gdzie o dziwo znajdował się Harry, który po raz kolejny nie wyszedł nigdzie z Lou. I Zayn zastanawiał się, czy może zerwali już ze sobą. Styles jednak miał świetny humor, a jego telefon wibrował bez przerwy więc zapewne po prostu odpoczywali od siebie co Malik uznał za genialny pomysł. Co więcej mogli spędzić razem wieczór i to było naprawdę świetne, bo dawno już tego nie robili. A nawet jeśli to nie było to samo, bo Harry wciąż myślał tylko o Lou, albo nie było go w ogóle. Teraz jednak mimo stałego kontaktu Stylesa z Tomlinsonem, loczek potrafił funkcjonować normalnie nie nawijając w kółko o tym samym.

I gdy już zadowoleni, i szczęśliwi siadali na kanapie z puszkami piwa, szukając ciekawego kanału, po domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Co więcej, Harry nie podskoczył, więc to nie mógł być Louis. Nawet gdyby to Louis chciał zrobić im niespodziankę, to Harry wyczuwa go na kilometr i zapewne już biegłby do drzwi mając ‘dziwne przeczucie’. Choć czasem to wydawało się przerażające. Ale może on po prostu miał szczęście ponieważ, bądźmy szczerzy, niezbyt wiele osób ich odwiedzało. Więc Zayn niezadowolony wstał i dowlókł się do drzwi, po czym uchylił je niepewnie. W pierwszym momencie mógł się jedynie zastanawiać skąd ten cholerny Josh znał ich nowy adres. Później jednak przypomniał sobie, że podawał mu go kiedyś na w razie czego. Więc tak oto Josh stał teraz w ich drzwiach z czteropakiem piwa, uśmiechając się od ucha do ucha, jakby nagle stali się najlepszymi przyjaciółmi.

-Dawno się nie widzieliśmy, stary! –zawołał od progu niemal wpraszając się do mieszkania chłopaków. Wcisnął Zaynowi piwa w rękę po czym ruszył w stronę salonu kontynuując swój monolog.- Wpadłem do was, bo cholera, dawno się nie widzieliśmy. Oczywiście to nie moja wina, rozumiesz, zapracowany jestem. Ale poważnie, nieźle mi utrudniliście sprawę przeprowadzając się taki kawał drogi ode mnie i… Och, no a kogo my tu mamy? Zaynie, nie mówiłeś, że któryś z was sprowadził sobie kochanka do domu!

-On ma na imię Niall i nie jest kochankiem żadnego z nas. Po prostu tu mieszka, bo tak. –poprawił go zirytowany Malik i stawiając piwo na stole miał zamiar wrócić na swoje miejsce koło Niall’a kiedy to Josh go ubiegł.

-Więc masz na imię Niall? Ciekawe imię. Jesteś tym Irlandczykiem, tak? Nazywam się Josh i naprawdę, naprawdę miło mi cię poznać ponieważ, kurwa, nie wiedziałem, że jesteś taki przystojny!

I jeśli Niall kiedykolwiek czuł się niedowartościowany, w tym momencie to wszystko odpłynęło daleko, daleko od niego, za do jego policzki przybrały czerwony kolor, a Zayn miał ochotę strzelić Joshowi w łeb. Co on sobie w ogóle wyobraża? Wparował do ich domu bez zapowiedzi, wprosił się, a teraz jeszcze od progu flirtował z Niall’em. To był po prostu szczyt chamstwa i jeśli w trakcie całego wieczoru Zayna nie trafi szlak i nie przywali Joshowi- to będzie cud. Ręka Niall’a uścisnęła dłoń Josha, po czym ten drugi udając gentlemana podał puszkę blondynowi i zaczęła się rozmowa. Rozmowa głównie między tą dwójką, z małymi docinkami Zayna. Choć właściwie to po prostu Josh cały czas flirtował z Niall’em i Zayn powoli dostawał białej gorączki ponieważ to było takie okropne, że Zayn lubi Niall’a od tak dawna, a nigdy nie rozmawiali w ten sposób, a Josh po prostu przyszedł i nie potrzebował nawet pół godziny.

Po jakimś czasie jednak rozmowa przeniosła się do kuchni, jako że było bliżej do zapasów alkoholu. Więc Niall, Josh i Zayn stali opierając się o blaty i szafy, natomiast Harry siedział potulnie co jakiś czas odpowiadając albo odgryzając Joshowi. I Zayn spokojnie patrzył jak również Niall zaczyna co raz to odważniej flirtować z Joshem. I to już w ogóle było okropne, ponieważ Zayn znał ten flirt ale on nigdy na niego nie odpowiadał i to nie zachodziło tak daleko, ale czuł, że słysząc niektóre rzeczy z ust Niall’a czułby się naprawdę fajnie. A po drugie Zayn był zły ponieważ Niall zachowywał się jakby lubił Zayna, więc czemu nagle flirtował z Joshem? Nagle Malik już mu się znudził, podczas gdy jeszcze tego samego ranka Niall mówił o całowaniu się i jak fajnie by było, gdyby ludzie plotkowali że są razem. I Zayn nie wiedział już czy być złym na Josha, na siebie, czy może na Niall’a. To wszystko po prostu zaczęło go denerwować i miał ochotę wyjść, albo wyrzucić Niall’a ze swojego życia. Skoro Josh jest taki świetny, czemu to on nie zacznie bronić Niall’a? Czemu Irlandczyk nie zamieszka z nim, w końcu po co mu Zayn? Żeby robić z niego debila, wciąż dając mu znaki, a później flirtować z jego kumplami? To było totalnie nie fair w oczach Mulata. Niall mieszkał z nim, zawdzięczał jemu życie, to z nim zwykł flirtować, więc niech kopnie Josha w tyłek i niech wszystko wróci do poprzedniego stanu rzeczy. Wtedy było dość dobrze.

I gdy ręce Josha zaczęły być zbyt blisko Niall’a, Malik po prostu nie wytrzymał. Palnął coś głupiego, nie wie nawet co, po czym kazał Joshowi wyjść i wrócić, gdy ten dorośnie. A choć Josh wychodzić nie chciał, Niall przytaknął zgodnie z Harry’m, że tak będzie najlepiej. I coraz to bardziej pijany Niall nagle nie mając obiektu do flirtowania z nim przypomniał sobie o Mulacie, który teraz był naprawdę rozzłoszczony. I nawet ramiona blondyna oplatające się wokół jego szyi nie pomogły w niczym. Zayn odwrócił jedynie głowę aby nie być zbyt blisko twarzy Niall’a, który uśmiechał się do niego kusicielsko.

-Zaynie, Zaynie… –mruczał cicho z wyostrzonym irlandzkim akcentem Horan, opierając głowę o pierś Mulata.- Czemu jesteś zły, Zaynie?

-Nie jestem zły. I idź spać, jesteś pijany.

-Nie jestem pijany… Zaynie, nie złość się. Dzisiaj był taki miły dzień, proszę…

-Nialler, daj mi spokój. –i z każdą minutą Zayn był coraz bardziej zły widząc przed oczami Josha i Niall’a gdy tak po prostu zachowywali się jakby jeden dałby się przelecieć drugiemu na pstryknięcie palcem. Okey, może nie Niall, ponieważ on oczekiwał czegoś więcej, ale teraz gdy był pijany, tak to właśnie wyglądało. Jednak ręce Niall’a zacisnęły się bardziej, a jego twarz nagle stała się naprawdę blisko i Zayn o dziwo nawet nie chciał odwrócić głowy. Oczy i uśmiech Horana były ważniejsze.

-Zaynie. Lubię cię, wiesz? Naprawdę cię lubię, bardzo, nie złość się. –to było to wyznanie. To wyznanie, którego chociaż nie było dosłownym ‘kocham cię’ albo ‘podobasz mi się’, było równoznaczne, a nigdy nie wyleciało z ust Niall’a. I właśnie to wyznanie podziałało na Zayna jak płachta na byka każąc mu teraz, już, natychmiast wyrzygać Irlandczykowi wszystko, za co zły był Malik.

-Lubisz mnie? Mnie?! Powiedz to Joshowi, z którym prawie puściłeś się parę minut temu! Poważnie, co to było? Jakaś pieprzona prowokacja, czy co? Jeśli chcesz, możesz sobie iść do niego nawet teraz, mam to w dupie, ale nie wracaj do mnie, już nie kiwnę koło ciebie palcem! Zobaczymy, bo znam Josha dłużej i będziesz jeszcze wracał zaryczany, bo dla niego to tylko zabawa i wyrzuci cię gdy już mu się znudzisz! Ale jesteś zbyt okropny i głupi, żeby to zobaczyć, więc lecisz na niego jak głupi!

-Zaynie… –Niall mówił tonem niemal matczynym, który zna każda matka i każde dziecko. Kobiety używają tego słowa gdy coś je rozczuli, a w tym momencie Niall był zupełnie rozczulony zachowaniem Zayna.- Ojej, Zaynie, jesteś zazdrosny…

-Wcale nie jestem zazdrosny. Po prostu zły, bo znam Josha.

-Nie prawda. Jesteś zazdrosny bo flirtowałem z nim, a nie z tobą.

Jednak Zayn nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ Niall wydał z siebie dźwięk przypominający ciche ‘awww’ po czym powoli wpił się w usta Malika, namiętnie całując go przez dobrych parędziesiąt sekund zanim Zayn nie odsunął się od niego wciąż udając obrażonego o akcję z Joshem. Niall mimo to znów przywarł do niego i tym razem Zayn po prostu nie mógł, nie był w stanie nie odwzajemnić pocałunku. Więc Harry zostawił ich samych już parę minut wcześniej i spał spokojnie, gdy ta dwójka bez przeszkód miziała się w kuchni, na co Malik nigdy by nie pozwolił gdyby był trzeźwy. Bo przecież to nie jest dobry czas na miłość. Bo przecież on nie może się zakochiwać, a co dopiero być z kimś. Nie on, nie Zayn Malik.

Ale rano obudził się ciasno ściskając drobne ciałko Irlandczyka, który mruczał coś przez sen. I wciąż czuć była resztki alkoholu, a ich ciuchy były okropnie pogniecione, ale jednak były co naprawdę uspokoiło Zayna. Jeszcze tego by mu brakowało aby przespał się po pijaku z Niall’em. To by było po prostu klęska, totalna klęska. I choć Zayn naprawdę nie chciał puszczać Niall’a, mimo to zrobił to i delikatnie, oraz po cichy ruszył w stronę kuchni gdzie popijając kawę leczył kaca, kiedy Niall jeszcze przez parę godzin spał w jego łóżku, w jego pościeli, mrucząc coś zupełnie niezrozumiałego. A Zayn zaglądał tam jedynie co jakiś czas pytając cicho czy Niall już nie śpi, i czy przynieść mu coś do picia, albo coś na ból głowy. Jednak nie dostając odpowiedzi po prostu głaskał go po potarganych włosach i wychodził niemal na palcach, aby tylko nie obudzić go za szybko. Ale to wcale nie znaczyło, że byli parą. Wcale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz