sobota, 11 stycznia 2014

705

"Każde ludzkie życie zawiera kilkaset drzwi, nazywanych wyborami."
*soundtrack*

Louis niecierpliwie trzymał klucz w zamku próbując go przekręcić, co nie było proste kiedy Harry obdarzał jego szyje namiętnymi pocałunkami trzymając swe dłonie głęboko pod jego koszulką. Kiedy do jego uszu dotarł znajomy zgrzyt, chwycił za klamkę po czym przyciągnął do siebie kędzierzawego. Kiedy wpadli do mieszkania, zachłannie przebiegając po swych ciałach rękoma, Louis zatrzasnął drzwi lekkim kopnięciem. Spojrzeli w swe oczy, zamglone przez spożyty alkohol oraz tlące się w nich pożądanie. Harry przysunął się jeszcze mocniej do chłopaka, by ponownie dzisiejszej nocy złączyć ich wargi w tęsknym pocałunku. Pełne, rubinowe usta naparły na wąskie, równie koralowe wargi Louisa. Całunek ten nie należał do delikatnych mimo, iż Tomlinson chciał prowadzić go powoli i sensownie, jednak poddał się gdy Harry napierał z większą siłą, przyciągając chłopaka bliżej siebie, czując potrzebę przywierania do drżącego Louisa.

Harry objął szyję szatyna, powoli wsuwając swe palce w jego włosy zaciskając je nieco. Louis odpowiedział przygryzieniem jego dolnej wargi, zostawiając po sobie mały ślad na co młodszy chłopak cicho jęknął. Jego ręce wędrowały wzdłuż boków Tomlinsona, zakradając się by objąć talię, po czym znalazły się na plecach chłopaka szarpiąc materiał który stwarzał między nimi nie potrzebną barierę. Wzdłuż kręgosłupa Louisa przebiegły dreszcze kiedy kędzierzawy zaczął masować jego lędźwie, przybliżając do siebie jednocześnie dolne partię ich ciała w towarzyszącej im porywczości.

Ich języki ocierały się o siebie w zaborczości, co raz bardziej pogłębiając pocałunek. Harry uśmiechnął się lekko, kiedy Louis przyległ do niego jeszcze mocniej, doskonale wpasowując się w ciało chłopaka. Kiedy pchnął go na najbliższą ścianę, zamrugał lekko zaskoczony jednak podobała mu się stanowczość Tomlinsona. Louis delikatnie rozwarł nogi kędzierzawego, aby móc wsunąć między nie kolano jednocześnie przybliżając się tak blisko, jak tylko było to możliwe. Jedną dłonią opierał się o ścianę, a drugą masował skórę szyi Styles’a, podczas gdy jego ręce wodziły po jego rozpalonej cielesności.

Louis jako pierwszy przerwał pocałunek, uśmiechając się na widok pretensjonalnego wzroku Harry’ego. Ponownie złączył ich wargi, jednak tym razem delikatnie pieścił usta młodszego chłopaka, na co ten wydał z siebie cichy dźwięk zachęcając Louisa do kontynuowania czynności, co zadziałało. Pochylił się atakując szczękę Harry’ego lekkimi pocałunkami i nadgryzieniami. Całusami zbliżył się do szyi by tam znaleźć odpowiedni punkt. Utwierdziło go w tym łagodne westchnienie kędzierzawego, które było pełne aprobaty. Skupił tam całą swoją uwagę, ssąc i liżąc miejsce na jego skórze, dopóki nie zmieni barwy na wyraźny odcień fioletu.

– Louis… – wypowiedział cicho, przez nierównomierny oddech. Chłopak uśmiechnął się delikatnie.

Spojrzenie Tomlinsona uciekło ku górze, napotykając szmaragdowe tęczówki Styles’a, który po chwili chwycił go wpijając się zachłannie w usta chłopaka. Złączył ich wargi i wślizgnął język do wnętrza Louisa w pragnieniu. Zdawali się nadążać za swą żarliwością, towarzyszyły im ciche pomruki gdy ich języki zderzały się ze sobą bądź przebiegały po podniebieniu, a wargi idealnie współgrały. Szczupłe palce Louisa wplątały się w zmierzwione, miękkie loki Harry’ego, delikatnie masując jego kark. Niekiedy otwierali oczy, a wtedy ich tęczówki spotykały się ze sobą, by po sekundzie zostać przykrytymi przez powieki. Wzrastała w nich niecierpliwość, co podsycał również materiał okrywający ich ciała. Harry z co raz większym pragnieniem chciał zerwać koszulkę Louisa, by móc ujrzeć jego nagie ciało. Chłopak zdawał się to wyczuć, ponieważ przerwał ponownie pocałunek oraz szybko chwycił dłoń Harry’ego, śpiesznym krokiem podążając w stronę sypialni.

Kiedy znaleźli się już w pomieszczeniu, Louis pchnął Harry’ego na materac łóżka. Młodszy zaśmiał się cicho, a po chwili Tomlinson usiadł okrakiem na biodrach kędzierzawego drażniąc jego usta delikatnymi pieszczotami jego warg. Zwinnie ściągnął koszulkę z ciała młodszego, zaczynając składać mokre pocałunki na jego szczęce, wzdłuż szyi docierając do obojczyka, by zassać jego skórę. Harry westchnął skrycie. Powstrzymywał się przed drżeniem, kiedy język Louisa przejechał po jego nagiej skórze klatki piersiowej. Wplątał palce w jego włosy, przyciągając do siebie, kiedy starszy chłopak odpinał pasek jego spodni. Obrócił go tak, że teraz to on znajdował się na górze, chwytając materiał okrywający jego tors, po czym zdarł go odrzucając w kąt. Spojrzeniem przebiegał po nagim ciele Louisa, napawając się tym widokiem. Ponownie poczuł dłonie Tomlinsona przy swoich spodniach. Nachylił się lekko, muskając wargami jego ucho.

– Musisz być grzeczny, jestem pewien, że nie mam takiego doświadczenia jak ty, skarbie – wyszeptał. Louis spojrzał na niego z zaciekawieniem oraz zaskoczeniem. Był pewien, że chłopak nie raz przeżył gorącą noc w towarzystwie innego mężczyzny. Jednak rozumiał i nie chciał zadawać zbędnych pytań, psując chwilę mającą miejsce.

– Sprawię ci nieco rozkoszy, będąc przy tym całkowicie taktownym – odpowiedział, uśmiechając się. Język Harry’ego przebiegł po jego dolnej wardze, zmuszając Louisa do ponownego zaatakowania jego ust.

Kiedy Louis całkowicie rozebrał Harry’ego z jego spodni oraz bielizny, młodszy chłopak również niezdarnie pozbył się opiętych jeansów Louisa. Tomlinson tym razem wykonał obrót, zamieniając ich miejscami, by znów znajdować się nad Harry’m przy okazji splątując pościel okrywającą posłanie. Otarł się członka kędzierzawego, na co ten sapnął czując wybrzuszenie w bokserkach chłopaka. Poruszał się płynnymi ruchami wciąż znajdując się na biodrach młodszego, a ich oddechy stawały się wzburzone. Przygryzał skórę obojczyków Styles’a i sunął dłonią w dół jego rozgrzanego i spoconego ciała. Zaprzestał ruchów, a jego dłoń zacisnęła się lekko na przyrodzeniu Harry’ego, przez co wydał z siebie nikły okrzyk. Zniżał się całując podbrzusze chłopaka oraz czując jak ten drży od jego dotyku i oddycha głęboko.

Harry doznawał na swych udach dłoni Louisa, które gładziły je subtelnie, a po chwili mógł odczuć również gorące, mokre i idealne usta obejmujące jego członka. Jego własne dłonie zacisnęły się na materiale pościeli, kiedy chłopak przejechał językiem po całej jego długości, by po chwili ponownie zanurzyć go w swych ustach. Louis ssał jeszcze mocniej, słysząc jęki i westchnienia chłopaka, który był totalnie przez niego dręczony. Harry spojrzał w dół, a gdy ujrzał błękitne tęczówki wpatrujące się w niego, okryte długimi rzęsami, grzywkę opadającą na czoło i usta owinięte wokół jego penisa, jęknął głośniej niż dotychczas odrzucając głowę w tył na poduszki. Niebieskie oczy tryskały rozbawieniem i satysfakcją.

– Kurwa… – sapnął Harry w poduszkę. – Uch… cholera Louis!

Styles mógł poczuć jak wargi szatyna wyginają się w lekkim łuku. Louis był zadowolony ze stanu w jaki wprowadza młodszego chłopaka, sprawiając Harry’emu taką przyjemność. To motywowało go do działania, a nagrodą były westchnienia, łagodne odgłosy oraz nieprzytomne wymawianie jego imienia. Poruszał głową w dół i w górę wzdłuż jego długości, kiedy Harry powstrzymywał się przed wypychaniem swych bioder w kierunku ust Louisa, co nie zawsze mu się udawało, więc chłopak przytrzymywał ciało kędzierzawego wolną dłonią. Oczy Harry’ego zabłysnęły w zachwycie, gdy jego członek spotkał się z gardłem Louisa, dotykając tylnej ścianki. Louis zamruczał cicho. Harry ponownie spojrzał na szatyna który nagle zatrzymał się, jednakże dlatego, by móc zmieścić go w sobie więcej. Styles sapnął, gdy Louisowi udało się zanurzyć w swych ustach całą jego długość bez narzekania. Spoglądał na niego w zaskoczeniu i znów spotkał się z jego wzrokiem, a ten zatrzepotał rzęsami, ponownie powracając do ssania i lizania. Znów westchnął, a z ust wywodziła się wiązanka przekleństw czując rosnącą rozkosz w żyłach. Louis słysząc jęki i wzdychania chłopaka, postanowił się nieco zabawić składając delikatne pocałunki i tworząc językiem wzory na jego członku. Harry nie mógł powstrzymać się przed błaganiem.

– Louis… proszę…

– Nie uważasz, że to za mało? – zapytał nonszalancko, widząc rosnące pragnienie na twarzy chłopaka.

– Och, zamknij się kurwa i kontynuuj. – Jego głos był ochrypły z niecierpliwości. Styles nie zwracał uwagi na to jak ordynarnie brzmi, jedyne o czym był w stanie myśleć to perfekcyjne usta Louisa doprowadzające go na krawędź.

Tomlinson zaśmiał się cicho. Ponownie ochoczo objął wargami penisa Harry’ego, przesuwając głową i pochłaniając go całego, zaciskając przy tym swoje usta. Przyjemność ogarnęła każdy zakątek ciała Harry’ego, przedzierając się przez żyły oraz prowadząc do podbrzusza, gdzie kumulowało się niezwykłe ciepło, a ciśnienie stawało się zbyt intensywne do zniesienia. Zacisnął dłonie na pościeli, sprawiając, iż jego knykcie pobledły. Czuł dotyk gorącej skóry dłoni Louisa, przebiegających przez biodra Harry’ego, miał wrażenie, że sam płonie. Z jego ust padały słowa, łączące się w: „O kurwa, Louis”. „Mój Boże” oraz „Ja pieprze, Tomlinson!” Po czym jego biodra poderwały się w górę i wystrzelił w dno gardła Louisa. Spojrzał na chłopaka, gdy ten zmysłowo wszystko przełknął, po czym jęknął całkowicie opadając na materac. Tomlinson kierował się ku górze, zostawiając drobne pocałunki na jego podbrzuszu oraz piersi. Położył się u boku chłopaka, zmęczony jednak zadowolony.

Kiedy Harry doszedł do siebie, odwrócił głowę spoglądając na Louisa, którego policzki były zarumienione a wzrok zamglony. Uśmiechnął się lekko, po czym przekręcając na bok złożył pocałunek na szyi chłopaka. Rzucił mu psotne spojrzenie schodząc w dół jego ciała. Louis już chciał otworzyć usta, jednak Harry przyłożył do nich swój palec delikatnie jeżdżąc po dolnej wardze chłopaka.

– Należą ci się podziękowania – wytłumaczył, znikając między nogami Louisa, pozbywając się ostatniego okrycia jego ciała oraz biorąc penisa chłopaka do ust. Szatyn jęknął gardłowo.

Był zaskoczony tym, jak Harry umiejętnie wije swoim językiem, doprowadzając go na sam szczyt oraz zadając niewyobrażalną przyjemność. Dziesięć minut później doszedł w ustach chłopaka, wijąc się i jęcząc jego imie odchylając głowę w tył oraz zaciskając boleśnie dłonie na jego ramionach. Harry uśmiechnął sie padając koło szatyna, byli blisko siebie, a ich kończyny splecione. Harry nachylił się nad chłopakiem, dotykając jego ust co skończyło się kolejnym namiętnym pocałunkiem oraz walką o dominację kiedy ich języki tańczyły zażarcie w porywie namiętności. Louis nakrył ich pościelą, a jego powieki opadały zmożone snem. Zasypiając czuł delikatne loki Harry’ego łaskoczące go w szyję gdy ułożył swą głowę na jego klatce piersiowej. Harry pomyślał, że mógłby zawsze zasypiać w bezpiecznych objęciach Louisa.

***
*soundtrack*

Piwne tęczówki Zayna, uważnie śledziły przedzierające się przez horyzont promienie słoneczne, by mogły skąpać swym blaskiem nowy dzień Londynu. Do ust przyłożył butelkę, upijając łyk gorzkiego piwa, które o dziwo smakowało nad wyraz dobrze, pomimo wypitej ilości alkoholu w dalszym ciągu krążącego w jego krwiobiegu, jednakże już zdecydowanie słabiej oddziaływającego na organizm. Może przyczyną tak dobrego smaku trunku, był fakt, iż znajduje się na dachu jednego z wysokich budynków, a na jego kolanach spoczywa Niall kreśląc delikatne wzory na skórze jego dłoni, podczas gdy on delikatnie przebiega palcami przez włosy blondyna. Obydwoje spoglądali przed siebie, milcząc od dłuższego czasu. Cieszyli się swoją obecnością i jakiekolwiek słowa nie były potrzebne w tej chwili. Ich ciała ogrzewały się wzajemnie, mimo chłodu panującego w otoczeniu, lecz nie zwracali na to uwagi. Nikły gwar ulic stolicy dobiegał do ich uszu, tak jak delikatny śpiew ptaków cieszących się wiosną, chociaż dzień wyglądał na bardziej jesienny. Jedynie kolorowe liście gdzieś umknęły, pozostawiając gołe gałęzie drzew oraz nie znajdując się pod nogami przechodniów czy bawiąc się niesione przez rześki wiatr.

Kiedy noc ustępowała miejsca dniu, uciekli z klubu śmiejąc się w głos oraz splatając palce swych dłoni, nie zważając na to, czy ktoś mógłby ich ujrzeć, czy nawet zagłuszając własne myśli, wątpliwości. Cieszyli się chwilą, biegnąc przed siebie pustą ulicą, kiedy płachta czerni okalająca sklepienie bledła. Zayn pędził prosto, w wolnej dłoni trzymając butelkę z alkoholem, prowadząc Irlandczyka. Ten nie pytał gdzie zmierzają, chciał by pozostało to tajemnicą dopóki sam się nie przekona. Zdziwił się nieco, kiedy brunet pchnął drzwi jednego z budynków, uśmiechając się do niego i wskazując drogę schodów, pnących się ku górze. Nie zważając na ból który odczuwali, szli do celu wyznaczonego przez Zayna. Kiedy znaleźli się na szczycie, Malik ruszył niewielką drabinką, otwierając przejście prowadzące w prost na dach. Wyciągnął dłoń w kierunku blondyna, by pomóc mu wejść. Kiedy Niall stanął na podłożu, jego oczy zabłysnęły i uśmiechnął się w stronę Zayna. Tak oto spędzili ponad dwie godziny, w całkowitej ciszy, do momentu, w którym Zayn nie poczuł drżenia Nialla.

– Zimno ci? – zapytał z troską, spoglądając w dół, gdzie mógł przyglądać się profilowi twarzy przyjaciela.

– Troszkę… – przyznał, wyginając wargi w łagodnym uśmiechu.

– Chodź, zbieramy się do domu. Czas na nas. – Horan niechętnie się podniósł i spojrzał ostatni raz na panoramę stolicy.
– Nie chcę stąd iść – mruknął, poprawiając kurtkę zsuwającą się z jego ramienia.

Zayn zaśmiał się na ten widok. Chłopak wyglądał uroczo. Jego włosy były rozwichrzone, policzki zarumienione, a sznurówki butów rozwiązane i przypomniał sobie, jak parę godzin wcześniej gdy biegli ulicą, Niall kilkakrotnie próbował je zasznurować, co nie przynosiło efektu. Ostatecznie wypowiedział „Pieprzyć to”, po czym ponownie chwycił rękę bruneta.

– Obiecuję, że jeszcze tu przyjdziemy, a teraz chodź, Niall.

I opuścili miejsce, gdzie ich dłonie tkwiły w splecionym uścisku, a oczy spotykały się ze sobą, mieszając swe barwy oraz tworząc nową paletę kolorów, która była przeznaczona wyłącznie dla nich.

***
*soundtrack*

Kiedy Nick dostał telefon od spanikowanej dziewczyny, nie był w stanie zrozumieć jej słów przez szloch oraz szok wstrząsający jej ciałem. Po dziesięciu minutach udało mu się dowiedzieć gdzie ma się zjawić, a wtedy jego serce podeszło do gardła. Już wiedział czego może się spodziewać, jednak nie był na to gotowy. Kolejna śmierć, cóż za początek dnia. Zakładając płaszcz zostawił swoje niedokończone śniadanie, upijając ostatni łyk kawy, po czym zasiadł w swoim samochodzie. Po drodze zadzwonił do odpowiednich ludzi, podając adres który był jego celem. Sprawa stawała się co raz bardziej poważna i zaczął się niepokoić bardziej niż dotychczas. Wciąż szukał jakiegokolwiek śladu, który mógłby naprowadzić go na zagadkowe czarne anioły. Zastanawiał się, czy ponownie ujrzy figurkę przy ciele kolejnej ofiary. W duchu miał nadzieje, iż nie, ponieważ było to niezwykle trwożącym, a do tego media zaczęły nagłaśniać sprawę. Wiedział, iż w końcu cała tajemnica wyda się, jednak chciał odwlekać ten niepotrzebny zamęt najdłużej, jak byłoby to możliwe. Natrętni dziennikarze byli ostatnią rzeczą jakiej potrzebował.

Pchnął drzwi mieszkania w którym było niepokojąco cicho. Skierował się w stronę pokoju, a na kanapie ujrzał roztrzęsioną Perrie. Była cała zapłakana, jej policzki zdobiły czerwone ścieżki, wydrążone przez łzy, a makijaż był rozmazany. Twarz zupełnie blada, a jej ciało drżało. Podszedł, wołając cicho jej imię, by nie przestraszyć dziewczyny. Spojrzała na niego dużymi oczami zanosząc się większym płaczem. Grimmy ukucnął na przeciw niej, pozwalając by wpadła w jego objęcia. Nie odzywała się całkowicie sparaliżowana. Nick potarł łagodnie jej plecy, dając czas do przyjęcia tego, iż nie jest już sama. Z westchnieniem, po jakimś czasie oddaliła się od niego, przykładając trzęsącą się dłoń do czoła.

– Spokojnie, Perrie. Już jestem, wiesz? Nic ci nie grozi. Musisz mi teraz powiedzieć, co się stało – zaczął łagodnie, spoglądając cały czas w jej oczy.

– Przyszłam… i kiedy weszłam, zobaczyłam… – Głos Perrie urwał się, gdy oddychała panicznie. Przymknęła oczy zaciskając powieki. – Zobaczyłam George’a, w łazience – wydusiła, po czym przyłożyła dłonie do twarzy szepcząc coś do siebie.

– Nie ruszaj się, zaraz przyjdę. – Nick pogładził dziewczynę po głowie, po czym podniósł się, idąc w stronę wskazanego pomieszczenia. Dostrzegł je prędko, gdyż drzwi były uchylone.

Pchnął je nieco mocniej, po czym wszedł w głąb łazienki. Jego oczy rozszerzyły się i wykonał krok w tył. Przed sobą widział ciało Georga, zupełnie nagie, leżące na zimnych kafelkach podłogi. Wanna wypełniona była wodą. Nigdzie nie było śladów krwi, czy też jakiejkolwiek szarpaniny. Usłyszał jakieś odgłosy dochodzące z korytarza, a po chwili zjawiła się reszta ekipy, rzucając Nickowi smutne spojrzenia. Znał tego chłopaka, widywał się z nim, jego rodzicami, a teraz on leży martwy oraz zimny. Oniemiały chciał się wycofać, ustępując miejsca odpowiednim ludziom do zajęcia się ciałem George’a, gdy na brzegu wanny dostrzegł coś przykuwającego jego uwagę. Mały czarny aniołek, pojawił się po raz kolejny niosąc za sobą śmierć.

Zabezpieczył dowody i postanowił odwieźć Perrie do jej rodziców, by zaopiekowali się rozdartą dziewczyną. Nim wyszedł, zawołał na słowo młodszego komisarza. Matthew zakładając jedną z białych, lateksowych rękawiczek, podszedł do niego. Nick wyciągnął niewielki, przezroczysty woreczek z figurką. Mężczyzna zacisnął wargi w linii.

– Znów czarny anioł – pokręcił głową, odbierając przedmiot. Grimmy westchnął cicho.

– Odwiozę Edwards do domu, zadzwoń do mnie, jeśli pojawi się coś nowego. Aczkolwiek nie lubię niespodzianek… – wypowiadając ostatnie zdanie cicho, jakby jedynie do siebie, wrócił do salonu, prowadząc blondynkę w stronę wyjścia.

Jechali w ciszy, do czasu kiedy Grimshaw nie postanowił wykorzystać sytuacji, by potwierdzić swoje podejrzenia. Perrie spoglądała przez szybę, pustym wzrokiem.

– Chciałabyś mi może coś powiedzieć? – zapytał delikatnie Nick, a dziewczyna słysząc wypowiedziane zdanie, zadrżała lekko, spinając się pod wpływem nerwów.

– Umm, myślę, że nie… – odpowiedziała ledwie słyszalnie.

– Czarny aniołek cię nie przeraził, Perrie? – Kobieta odwróciła głowę w jego stronę.

– Skąd wiesz? – zapytała, przełykając ciężko ślinę.

– Pracuję nieco w swoim zawodzie, z resztą, nie było to nic trudnego, by się domyślić. Figurki dostają osoby w twoim, waszym otoczeniu. Konkretnie, grupa przyjaciół, kolegów jaką tworzycie.

Edwards przytaknęła głową, to była prawda i nie mogło być to przypadkiem.

– Pierwszy był Liam, druga Danielle, a następnie George. Czy Louis, Niall, Zayn i Eleanor również otrzymali te upominki?

– Myślę, że tak. To znaczy… widziałam to u Eleanor, w jej sypialni, kiedy poprosiła mnie bym przyniosła jedną z jej bluzek. Leżał na kopercie, przykryty skrawkiem papieru. Każdy z nas, zachowywał się dziwnie, kiedy tylko zostało coś wspomniane o tej przeklętej figurce. Jestem pewna, że chłopcy również ją otrzymali. Boże… co to za chora gra? – Blondynka uniosła ton głosu, przykładając dłonie do nasady nosa.

– Spokojnie, nie martw się. Musisz uważać na siebie, rozumiesz? Odwiozę cię do rodziców i tam masz zostać, ponieważ jesteś u nich bezpieczna. – Nick zatrzymał się pod domem opiekunów dziewczyny. – Perrie, to nie są żarty. Ja na razie, za mało wiemy, by wprowadzać jakieś środki ostrożności, po za tym niektórzy w dalszym ciągu nie widzą powagi sytuacji. Jednak nie ryzykuj i bądź odpowiedzialna, bo wiele zależy od ciebie.

– Dziękuję, Nick. Do widzenia – uśmiechnęła się lekko w jego stronę, po czym zatrzasnęła drzwi, a on odjechał, kiedy przekroczyła próg domu.
***
*soundtrack*

Harry leżał, wpatrując się w sufit, a jego palce tworzyły wzory na nagim ramieniu Louisa, który wtulał się w jego bok, błądząc po krainie Morfeusza. Zastanawiał się, jak do tego doszło oraz jak mógł dopuścić, by rozwinęły się w nim takie uczucia względem Louisa. Był całkowicie zauroczony jego błękitnymi, iskrzącymi się oczami które okalały długie, gęste rzęsy. Malinowymi ustami, rozciągającymi się w pięknym uśmiechu oraz idealnie przylegającymi do jego warg. Śniadą skórą i kasztanowymi włosami, ułożonymi w charakterystyczny sposób dla chłopaka, dodając mu jeszcze więcej psotnego wyglądu. Zaślepiony był jego ciałem i delikatną skórą, którą dzisiejszej nocy mógł poczuć każdym skrawkiem swojej cielesności. Zakochiwał się w osobowości Tomlinsona, jego stylu bycia i spojrzenia na świat. Uwielbiał zuchwałość i bezczelność chłopaka, wyrażanie własnego zdania i ten urok osobisty. Mógłby rozmawiać z nim godzinami, a nawet milczeć, jedynie by być w stanie słuchać jego melodyjnego głosu czy ponętnego szeptu, kończąc na jękach rozkoszy, spowodowanych przez euforię ogarniającą jego ciało. Cały Louis sprawiał, że Harry zakochiwał się w nim każdego dnia. Wiedział, że nie powinien. Jednak nie potrafił opszeć się pokusie, kiedy tylko spotykał szatyna na swej drodze. Nie potrafił, jak i nie chciał. Łaknął kosztować zakazanego owocu jakim był.

Louis uchylił powieki, uśmiechając się lekko kiedy poczuł ciepłe ciało tuż przy nim. Harry spojrzał na chłopaka, odgarniając włosy opadające na jego jedno oko. Tomlinson zaśmiał się cicho. Myśl, że znajdują się tak blisko siebie oraz tak intymnie, sprawiała, że czuł się lekko zaniepokojony, ale i szczęśliwy. Zazwyczaj jego kontakty z innymi mężczyznami opierały się jedynie na seksie, bez jakichkolwiek głębszych czułości. Z Harrym było inaczej, a to sprawiało, że chciał się uśmiechać co raz szerzej. Dźwignął się na łokciach, przysuwając w stronę chłopaka. Złożył na jego ustach lekki pocałunek.

– Spaliśmy do południa, masz ochotę coś zjeść? – zapytał Louis, wsuwając na swe biodra bokserki.

– Mam nadzieje, że potrafisz dobrze gotować – Również ubierając bieliznę, stanął przy framudze drzwi. – Już raz się wykazałeś, czas to powtórzyć – rzucił zalotne spojrzenie w jego stronę, przebiegając językiem po górnej wardze.

Louis podążał za ruchami jego języka, na co Harry zaśmiał sie zbierając do ucieczki, kiedy Tomlinson poderwał się z miejsca biegnąc w jego stronę.

Nick wdrapywał się po schodach, przez całą drogę zastanawiając się jak powiedzieć Louisowi o śmierci Georga. Czuł się niczym posłaniec, przynoszący jedynie złe wieści, lecz nie chciał, by Tomlinson dowiadywał się o takich rzeczach przez telefon, tym bardziej będąc samym. Jednak Grimmy nie przewidział tego, że Louis znajduję się w czyimś towarzystwie. A dokładniej w objęciach barmana z lokalu Eda. Odetchnął kiedy stanął przy drzwiach, po czym zapukał. Nikt nie otwierał, więc mężczyzna chwycił za klamkę nie dziwiąc się, kiedy drzwi były otwarte. Po cichu odwiesił płaszcz, kierując się w stronę salonu. Nigdzie nie widział Louisa, ani nie słyszał niczego, prócz nikłej melodii radia oraz dźwięku gotującej się wody. Kiedy przekroczył próg pomieszczenia, rozejrzał się zaniepokojony. Powoli, kierował się w stronę kuchni i zamarł w pół kroku.

Przed jego oczami, znajdował się Louis, usadzony na blacie kuchennym. Jego ciało pokrywały jedynie czarne bokserki. Między jego rozwartymi nogami stał młody chłopak o kręconych włosach, również przyodziany jedynie w bieliznę. Zachłannie całował szatyna, który również oddawał całunek z wielką pasją. Dłonie nieznanego mu chłopaka przebiegały delikatnie po torsie Tomlinsona. Nick nie wiedział co zrobić, czy cofnąć się, całkowicie wychodząc z domu, będąc zupełnie niezauważalnym, przerwać pieszczoty zajętych sobą chłopców, czy wrócić się nieco, udając, że wszedł tym razem głośniej. Kiedy dłoń Harry’ego szybko przeniosła się na biodro szatyna, dociskając ich dolne części ciała do siebie, Louis jęknął w usta Styles’a. Nick przymknął powieki zażenowany, odchrząkając głośno.

Oczy Louisa oraz Harry’ego otworzyły się, po czym młodszy chłopak odskoczył od Louisa, który w dalszym ciągu siedział na swym miejscu. Nick spojrzał na nich, a Louis uśmiechnął się kiedy dostrzegł mężczyznę.

– Witam Nick! Wybacz, ale Harry to poważnie nieokiełznana seksualnie istota – rzucił psotne spojrzenie w stronę Stylesa, który stał zdezorientowany sytuacją, oraz nieco zażenowany. Za to Louis nie był ani trochę zawstydzony.

– Louis! – krzyknął, kiedy dotarły do niego słowa chłopaka. Tomlinson zaśmiał się pod nosem.

– Nick, poznaj Harry’ego, Harry o to Nick. – Szatyn przedstawił sobie mężczyzn, którzy uścisnęli swe dłonie.

– Louis, mógłbym cię prosić na słowo? – zapytał Grimshaw, na co Harry zmierzył spojrzeniem mężczyznę, wracając do przygotowywania jedzenia.

Tommo skinął głową, po czym zaprowadził przyjaciela do sypialni, pospiesznie zbierając rozrzucone ciuchy. Nick stał, woląc… po prostu pomyślał, że nie jest dobrym pomysłem siadając na materac, którego splątana pościel mówiła sama za siebie. Louis uśmiechnął się lekko w stronę chłopaka, kiedy odłożył ubrania na komodę.

– Coś się stało, Grimmy? – zapytał i zamilczał, widząc wyraz twarzy Grimshaw’a. – Nie, nie, nie… proszę cię, nie mów mi tylko tych pieprzonych słów! – wykrzyczał, spoglądając na niego z co raz większą paniką.

– Louis, uspokój się – szepnął, chwytając nadgarstki szatyna. – Znaleźliśmy Georga. – Te słowa w zupełności wystarczyły.

Kiedy Lou siedział, kołysząc się lekko, Nick kucnął obok niego głaszcząc łagodnie po ramieniu.

– Louis… powiesz mi proszę, czy ty również otrzymałeś anioła? – zapytał, kiedy chłopak ochłonął nieco. Tomlinson nie zamierzał więcej kłamać, przytaknął. – Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
– Nie chciałem siać paniki. Po za tym, gdybym ja jedyny go dostał…

– A kim jest ten chłopak? – wpadł w słowo, nie chcąc więcej męczyć Louisa, a jedynie dostać potrzebne odpowiedzi.

– To Harry. Harry Styles, jesteśmy dosyć blisko…

– Zauważyłeś w nim coś niepokojącego? – Niestety, Grimshaw najpierw się odezwał za nim pomyślał. Louis spojrzał na niego zaskoczony.

– Co?! Chyba nie podejrzewasz go o nic złego? Przestań się bawić w te swoje popieprzone, policyjne gierki – warknął Louis.

– Każdy może być tym niepokojącym, Lou. Wszyscy otrzymali figurkę, Perrie i Eleanor również, a ktoś chce waszej krzywdy i może czaić się wszędzie. Nawet w osobach, po których się tego najmniej spodziewasz. – Mężczyzna skierował się w stronę wyjścia z sypialni. – Uważaj na siebie Louis.

Słychać jedynie było trzask zamykających się drzwi i Harry ponownie po cichu wrócił do kuchni, próbując nie myśleć o podsłuchanej rozmowie. Jednak wiedza, iż to nie koniec, a martwych będzie więcej, nie dawała mu spokoju. Poczuł się słabo i zamrugał kilkakrotnie, kiedy zdał sobie sprawę, iż Louis również narażony jest na śmierć, dlatego musiał go chronić. Bez względu na to, co miałoby się stać. Musiał mu powiedzieć, iż on jest właścicielem piekielnych figurek.

Tomlinosn zastanawiał się nad słowami Nicka, wyrażającymi, iż każdy może być… kimś kto chciał ich cierpienia. A każdy, ograniczało się do jego przyjaciół i także Harry’ego, jednak nie był w stanie to uwierzyć. Podniósł się, wchodząc do kuchni. Kiedy Styles zobaczył chłopaka, żadne słowo nie mogło przejść przez jego gardło, a zawłaszcza to, obwieszczając, iż on jest winny. Jego chęć zemsty, ktoś, kto wykorzystał nieczyste pragnienia jego samego. Nie potrafił.

Louis zatopił się w jego objęciach, oddychając silnie w zagłębienie szyi Harry’ego.

– Nie zostawiaj mnie Harry, zostań dzisiaj ze mną – wyszeptał, zaciskając dłonie, kiedy Styles utulał go delikatnie.

– Nie zamierzam. Nie dzisiaj – ucałował delikatnie czoło chłopaka, pragnąc, by koszmar się skończył. Ten, który on sam stworzył.

Zaprowadził Louisa do łóżka, kładąc się przy nim i śpiewając cicho do ucha, podczas gdy pierwsza słona łza, uciekła spod powiek chłopaka, szkląc co raz bardziej jego błękitne oczy. Zadawał sobie jedno pytanie…
Kto będzie następny?

Zatrważający krzyk odbił się echem od czterech ścian, będąc tak przeszywającym oraz wstrząsającym jakim tylko mógł być. Dłonie okalane szmaragdową cieczą broniły się od kolejnych ciosów, jednak marnie, kiedy cielesność traciła wszystkie siły. Struga karmazynowych kropel spływała, znajdując miejsce w powiększającej się kałuży krwi, która wdzierała się między fugi kafelek, tworząc krwawe ścieżki. Przerażający ból, ogarnął całe ciało, szarpiąc nim i zmuszając do upadku. Dłonie, palce zaciskały się na brzuchu, jakby chcąc ukryć ranę.

Wszędzie była ciemna czerwień, powoli zastępowana przez wszechogarniającą ciemność. Strugi krwi wyznaczały drogę do odkupienia win. Czyż nie tego pragnął?

Nie istotne kto jest ofiarą, a ważnym jest zadośćuczynienie, którego kres już niedługo całkowicie dobiegnie. Cierpienie ponad wszystko, wedle życzenia.


8

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz