***
Harry leżał bezwładnie na łóżku i wpatrywał się tępo w ścianę. Ból, który go teraz rozdzierał był nie do opisania. Tak bardzo kochał Louisa i tak bardzo go w tym momencie nienawidził. Jak on mógł być taki w stosunku do niego? Przecież Harry zrobiłby dla niego wszystko, przecież było im razem tak dobrze. Zielonooki chłopak podniósł się do pozycji siedzącej wciąż wpatrując się w to samo miejsce. Przeczesał dłonią włosy po czym przetarł wierzchnią dłonią policzki, które były wciąż mokre od łez. Wstał z łóżka i rozejrzał się po pokoju, w którym było pełno porozwalanych pustych butelek po przeróżnych alkoholach. Skierował się w stronę salonu i podszedł do barku, z którego wyciągnął butelkę wina. To było ulubione wino Tomlinsona. Zawsze, gdy spotykali się na romantycznej kolacji zamawiali to wino. Kędzierzawy otworzył butelkę i przyłożył otwór od razu do ust po czym delikatnie ją przechylił tym samym wlewając trunek wprost do swego gardła. Odłożył butelkę na stoliczek po czym usiadł na kanapie i podparł łokcie na nogach i ukrył twarz w dłoniach. To po prostu go rozwalało od środka. Wyciągnął z kieszeni spodni telefon i kliknął w ikonkę z kopertą. Wybrał numer i zaczął pisać.
Do: Niall :)
Cześć. Masz czas by się spotkać i pogadać? Tylko ty możesz mi pomóc.
Harry x
Spojrzał na telefon, który trzymał w dłoni i westchnął cicho. Nie wiedział kiedy Horan mu odpisze, nie wiedział nawet czy w ogóle mu odpisze. Nie chciał siedzieć bezczynnie czekając na zbawienie, które i tak pewnie by nie nadeszło. Upił kolejny łyk z butelki po czym wystukał numer Lou i przyłożył telefon do ucha.
-Lou… - zielonooki wyszeptał cicho do słuchawki przygryzając delikatnie dolną wargę by znów się nie rozpłakać.
-Wytrzeźwiałeś? - usłyszał srogi głos swego ukochanego i jego serce znów go zabolało.
-Ja już tak nie mogę. Nie wytrzymuję tego. - po policzkach chłopaka znów poleciały łzy. Był miękki, ale to tylko i wyłącznie wina Tomlinsona.
-Harry. - kędzierzawy usłyszał jak Louis bierze głębszy oddech -To nie musi się kończyć, wiesz o tym. Nie wiem co sobie ubzdurałeś, ale przestań wreszcie.
-To nie takie proste. - chłopak westchnął ciężko przeczesując swymi chudymi palcami swe loki.
-To jest proste. Ale ty sobie to utrudniasz.
-Niczego sobie nie utrudniam. To ty mi to utrudniasz.
-Harreh… - Lou wyszeptał cicho do słuchawki, a chłopaka aż przeszły ciarki.
-Tak?
-Dopełniamy się. Nie możemy bez siebie normalnie funkcjonować. Przecież wiesz. - Styles poczuł jak w miejscu, gdzie powinno znajdować się serce robi mu się ciepło.
-Mhm… - chłopak przygryzł dolną wargę wzdychając cicho.
-Posłuchaj widzimy się w pracy, dobrze?
-Nie. Zaraz będę u ciebie. - chłopak nacisnął przycisk czerwonej słuchawki i włożył telefon do kieszeni po czym wybiegł z domu nawet go nie zamykając. Zbiegł szybko po schodach i wsiadł do pierwszej lepszej taksówki podając kierowcy adres. Jazda ciągnęła się w nieskończoność przez te wszystkie korki. Jednak po około pięćdziesięciu minutach Harry był już na miejscu. Wszedł szybko na jego posesję, którą chroniły wynajęte goryle. Chłopak dziwnie się czuł, szczególnie, że jeden z nich patrzył się na niego tak jakby chciał go ukatrupić, a przynajmniej tak mu się wydawało. Po chwili stał już przy drzwiach, w które pukał nerwowo. Po kilku sekundach ukazał się przed nim Louis.
-Har… - szatyn nawet nie zdążył dokończyć, gdyż Styles rzucił się na niego całując go namiętnie.
-Tak bardzo tęskniłem. - zielonooki wyszeptał wprost do ust mężczyzny po czym spojrzał w niebieskie tęczówki swego ukochanego.
-Ja za tobą też Harreh. - Louis wpił się czule w wargi młodszego od siebie, objął go rękami wcześniej zamykając drzwi.
-Potrzebuję cię. - chłopak zjechał z pocałunkami na szyję szatyna -Pragnę cię. - kędzierzawy po raz kolejny spojrzał w oczy Lou. Mężczyzna uśmiechał się delikatnie, jednak ten uśmiech miał w sobie coś z łobuzerstwa. Harry swymi ustami zachłannie wpił się w wargi niebieskookiego, który błądził czule swymi dłońmi po plecach swego kochanka. Tomlinson wziął na ręce Stylesa i nie odrywając swych ust od jego warg ruszył w stronę swej sypialni. Nawet jemu brakowało tej bliskości z tym gówniarzem. Mimo że męczył go tymi swoimi scenami zazdrości był po prostu niesamowity w łóżku i Louisowi bardzo by go brakowało, gdyby ten zechciał zakończyć swoją znajomość. W zasadzie to był pewny, że ta znajomość nie skończy się tak wcześnie. Harry był od niego uzależniony i chyba każdy to wiedział, nawet sam Styles. Po chwili oboje leżeli już na łóżku Lou. Zielonooki szybko zerwał koszulę szatyna i przygryzł lekko swoją górną wargę widząc jego nagi tors. Louis jedynie uśmiechnął się łobuzersko po czym pochylił się nad Harry’m by złożyć na jego ustach namiętny pocałunek, pomiędzy którym ściągnął koszulkę chłopaka. Niebieskooki nie czekając dłużej odpiął pasek od spodni oraz guzik i ściągnął z kędzierzawego spodnie, to samo zresztą robiąc ze swoimi spodniami. Widząc już dosyć dużą wypukłość w bokserkach Harry’ego jęknął przeciągle na co chłopak uśmiechnął się cwaniacko. Przewrócił ich w ten sposób iż to on teraz był na górze. Usiadł okrakiem na swym ukochanym i delikatnie przejechał swym kroczem o jego klejnoty. Widząc zadowoloną minę Lou sam się uśmiechnął. Harry zaczął całować go wzdłuż linii jego żuchwy zjeżdżając coraz niżej i niżej, aż w końcu docierając do jego podbrzusza. Przejechał językiem wzdłuż jego gumki od bokserek jednak Tomlinson już nie wytrzymał. Obrócił chłopaka i zerwał wręcz z niego bokserki ze swoimi robiąc to samo i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wszedł w niego brutalnie. Tak tęsknił za bliskością z kędzierzawym, że po prostu nie mógł wytrzymać. Poruszał się w nim szybko co chwila tylko jęcząc z przyjemności. Chciał go wypieprzyć tak jak jeszcze nigdy. Tak aby ten gówniarz wiedział, żeby nigdy więcej nie odstawiał takich szopek.
***
Liam od kilku dni nie umiał poradzić sobie z sytuacją. Spotykał się z Zaynem prawie codziennie, chciał wiedzieć jak czuje się jego brat, ale wieści od mulata wcale mu nie pomagały. Zayn nie owijał w bawełnę, opowiadał Liamowi o wszystkim, o każdym zadrapaniu, o najmniejszym siniaku, o każdej jego spływającej po policzku łzie. Nie mógł zrozumieć dlaczego Niall nic im nie powiedział? Czemu nie dał sobie pomóc? Bawił się szklanką, w której znajdowały się resztki alkoholu i czekał na kolejną dawkę informacji dotyczącą brata. Ujrzał w drzwiach hotelowego baru czarną burzę włosów i pomachał w jego stronę. Pomimo tego iż było to zbędne, bo spotykał się z Zaynem zawsze w tym samym miejscu przy tym samym stoliku. Liam podniósł się z miejsca i przywitał z chłopakiem. Usiedli naprzeciw siebie długo wpatrując w siebie nawzajem.
-Zayn błagam cię nie torturuj mnie. Co u niego? - oczy Liama wierciły wręcz dziurę w głowie chłopaka i kręcąc się jakby siedział na szpilkach, ale Zayn nie odpowiadał. Spuścił głowę i zaczął wpatrywać się w swoje splecione na stoliku dłonie -Aż tak źle? - szepnął szatyn i poczuł jak w brzuchu powoli zaczyna mu się żołądek zwijać w supełek.
-On już tego nie wytrzymuje. Nie wiem w jaki jeszcze sposób mógłbym mu pomóc. To mnie zaczyna po prostu dobijać. Uwierz mi, że ja też nie mogę już patrzeć na niego i wciąż nie mam na tyle pieniędzy, aby mój stary się nie skapną i aby wydostać stamtąd Nialla. - mulat westchnął i oparł się czołem o swoje dłonie wzdychając ciężko. Wiedział, że jeszcze trochę czasu będzie musiało minąć zanim uda mu się spłacić ten wyimaginowany dług Tomlinsona. Liam miał ochotę rzucić szklanką o ścianę, aby wyładować złość, ale zamiast tego poczuł piekące łzy, które zaczęły zbierać się w jego oczach.
-Zabierz mnie do niego. Muszę się z nim zobaczyć. - w głosie Liama można było usłyszeć ból. Musiał z nim porozmawiać, pocieszyć i wierzył w to, że razem coś wykombinują. Przecież musiało być jakieś pieprzone wyjście z tej chorej sytuacji. Zayn przez chwilę wahał się czy powinien, na prośbę Liama przez długi czas ukrywał ich spotkania przed Nialem bał się teraz reakcji blondyna. Mogło to zabrzmieć dziwnie, ale on również potrzebował Nialla. Przy nim czuł się swobodnie i naturalnie, bez żadnego problemu mógł być sobą. Zayn wyjął z kieszeni klucze i zacisnął je w dłoni nie odrywając wzroku od brązowych tęczówek Liama.
-Dobra wstawaj mamy jeszcze trochę czasu zanim zjawi się w mieszkaniu, więc mam nadzieje, że taka niespodzianka mu się spodoba. - wstał i zerknął w bok czy Liam ruszył za nim. Gdy szatyn doszedł do niego oboje wyszli na parking siadając do auta mulata i odjechali w stronę mieszkania Nialla. Liam z nadzieją, że coś uda im się wymyślić, a Zayn z nadzieją, ze Niall go nie zabije.
***
Niall wiedział, że nigdy nie będzie w stanie przyzwyczaić się do tego, ale to przechodzi najśmielsze pojęcia jak czuł się za każdym razem gdy opuszczał ten dom dla męskich dziwek. Najgorsze było to, że kiedy już myślał o tym, aby poskarżyć się Louisowi na to jak traktowali go klienci jego po prostu nie było, a on musiał znosić coraz gorsze upokorzenia ze strony tych obleśnych gości. Wysiadł z limuzyny, która stanęła właśnie pod kamienicą gdzie mieszkał. Uśmiechnął się smutno w stronę swojego szofera i ruszył po schodach w stronę swojego mieszkania z nadzieją, że znajdzie tam swojego przyjaciela, potrzebował z nim porozmawiać wypłakać się. Zdziwił się jednak ponieważ drzwi były zamknięte. Wyjął klucze i przekręcił zamek wchodząc do środka, a do jego nozdrzy trafił zapach świeżo parzonej kawy.
-Czemu zamknąłeś drzwi? - krzyknął z przedpokoju. Był wręcz pewien, że Zayn właśnie wyleguje się na jego kanapie. Odwiesił kurtkę wyjmując z niej telefon i sprawdzając, która jest godzina. Zdziwił się kiedy zobaczył migającą kopertę u góry ekranu. Nacisnął na nią palem i jego oczy o mało nie wyszły z orbit, gdy pojawiło się przy adresacie imię „Harry”. Czego ten dzieciak mógłby chcieć? Przeczytał wiadomość i westchnął cicho mając zamiar odpisać -Zayn gdzie jesteś? - wszedł w głąb mieszkania i przekraczając próg pokoju szukając chłopaka wzrokiem, ale zamiast tego natrafił na twarz swojego brata. Zapomniał o Harry’m zapomniał o Symfonii teraz liczyło się to, że jego brat w jakiś sposób stał na środku jego salonu.
-Niall jak ty się czujesz? - podszedł do niego kładąc delikatnie dłoń na jego ramieniu, a w oczach blondyna powoli zaczęły czaić się łzy. Był już wyczerpany fizycznie i psychicznie potrzebował wsparcia i nie umiał odtrącić swojego brata jak zrobił to w Irlandii chociaż wiedział, że powinien go chronić. Warga blondyna zaczęła niebezpiecznie drgać -Młody w coś ty się wpakował? - zzepnął mu do ucha przyciągając do mocnego uścisku i gładząc jego plecy, aby się uspokoił. Niall szlochał w ramię swojego brata, a Zayn po cichu obserwował ich z drzwi kuchni przygryzając swoją wargę. Teraz wiedział, że dobrze zrobił.
-Liam. Ja. Ja tak bardzo przepraszam. - i znów fala łez, która moczyła koszulę starszego chłopaka. Usiedli na kanapie i blondyn powoli zaczął się uspokajać. Zayn podał Niallowi chusteczki i usiadł na fotelu uśmiechając się czule na widok dwójki braci.
-Ja może was zostawię samych. Pogadajcie sobie chłopaki, bo jest wam to na pewno potrzebne. - mulat zaczął się powoli zbierać, ale Niall pokręcił głową i złapał go za nadgarstek, gdy starał się ich minąć. Oczy obu chłopców spotkały się i Zayn poczuł, że jego serce ściska się jakby ktoś ściskał je paskiem.
-Zostań. I tak wiesz wszystko, pomagasz mi. Wciąż nie wiem w jaki sposób ci się odwdzięczę – szepnął, a mulat usiadł obok niego kładąc delikatnie dłoń na jego udzie.
-Wiesz Niall, że nie musisz mi wystarczy to, że zobaczę jak się uśmiechasz. - uśmiechnął się do niego i odsunął kawałek, gdy wzrok blondyna znów skupił się na Liamie. Zaczął powoli spokojnie wszystko mu wyjaśniać. Powiedział mu dokładnie to samo co Zayn, ale było w tym więcej bólu, który chłopak musiał przeżyć. Liam nie przestawał przytulać swojego brata, a Niall wciąż przepraszał za swoją głupotę, za to co zdarzyło się w Irlandii i obiecał, że nie będzie już się dodatkowo niszczył ani prochami, ani nie będzie się ciął.
-A teraz pomyślmy jak zdobyć resztę pieniędzy, aby wydobyć cię z tego miejsca. - Liam powoli wstał z kanapy i zaczął chodzić z miejsca na miejsce robiąc kółeczka w dość ciasnym pokoju Nialla
-Liam ja naprawdę nie mam dużo pieniędzy. To co posiadam to jakaś 1/8 całej kwoty. Wiem, że jeszcze długo moje ciało będzie sprzedawane tym.. tym zboczeńcom. - westchnął ciężko i schował twarz w dłonie. Po chwili poczuł ciepłą dłoń delikatnie gładzącą go po plecach.
-Masz trochę ponad połowę tej kwoty skrzacie. Powiedziałem ci, że ci pomogę. - głos Zayna, a raczej jego słowa spowodowały, że Niall wyprostował się jak struna, a jego błękitne oczy spoczęły na mężczyźnie o ciemnej karnacji i nie ukrywał swojego zdziwienia.
-Okej, ja mogę wziąć kredyt, ale na pewno nie będzie to taka suma aby wyszła pełna kwota. - Liam skrzywił się nieznacznie i odwrócił się w stronę okna. -Trzeba jakoś przechytrzyć tego twojego szefa alfonsa. Sprawić aby myślał, że dostał całą kwotę, a tak naprawdę damy mu tyle ile mamy i jak najszybciej trzeba będzie oddalić, jednak jeszcze nie wymyśliłem jak. - odwrócił się do chłopców siedzących na kanapie i uśmiechnął cwaniacko. Niall nie poznawał własnego brata, nigdy nie podejrzewał go o takie knucie, ale cieszył się, że go miał i poznawał jego nową twarz skrycie chowaną przez tyle lat. Trójka mężczyzn długo siedziała i myślała, ale poprzednia noc wszystkim dawała się we znaki i w końcu przegrali wojnę z ociężałymi powiekami zasypiając gdzie się dało. Spali w miarę spokojnie wiedzieli, że czeka ich długa droga, ale byli już bliżej niż dalej wydobycia Nialla z bagna w które wpadł.
***
Harry obudził się obolały jak nigdy. Rozejrzał się dookoła i widział, że nie jest u siebie w domu. Głowa oraz dolne partie ciała bolały go niesamowicie dzięki czemu od razu przypomniał sobie co się wczoraj wydarzyło. Obok niego na łóżku było puste miejsce, trochę się przeraził ale pomyślał, że może Lou musiał wyjść szybciej z domu, może ktoś go wezwał. Chłopak wstał z łóżka krzywiąc się lekko po czym wziął swoje ciuchy i skierował się do łazienki Tomlinsona. Rzucił rzeczy na stolik po czym wszedł do kabiny i odkręcił kurki ustawiają temperaturę wody by była letnia. Mył się powoli tym samym się odprężając. Był tak szczęśliwy, że już nawet nie pamiętał o tym co się działo wczoraj, ale to też może dlatego, że był na dość dużym kacu. Po dziesięciu minutach wyszedł z kabiny i powycierał się ręcznikiem. Sięgnął po swoje bokserki zakładając je na siebie. To samo robiąc z resztą ciuchów. Nie mógł znaleźć skarpetek, więc przypuszczał, że musiały wylądować za szafką. Sięgnął za nią lecz zamiast skarpetek wyciągnął jakieś bokserki, które nie należały ani do niego, ani do Tomlinsona. On nosił bokserki od Armaniego, a Lou od Dolce&Gabbana, a te były od Calvina Kleina, więc… to były bokserki innego chłopaka. Harry’ego aż skręciło. Trzymając je w ręku wyszedł z łazienki i skierował się na dół w stronę kuchni.
-Witaj Harry. - Louis uśmiechnął się do chłopaka szeroko po czym przejechał językiem po wardze. -Jak się spało?
-Co to kurwa jest? - Styles rzucił bokserki na stół przy którym siedział szatyn.
-To są bokserki. - mężczyzna uśmiechnął się do niego delikatnie po czym przygryzł lekko wolną wargę.
-No co ty nie powiesz. - kędzierzawy spojrzał na niego jak na idiotę. -Ale te bokserki nie należą ani do mnie, ani do ciebie.
-Jak to nie? To są twoje bokserki kochanie. - niebieskooki wstał od stołu i podszedł do Harry’ego delikatnie gładząc jego ramię. Chłopak strzepnął jednak jego dłoń ze swojego ramienia i spojrzał na niego wzrokiem przepełnionym nienawiścią.
-Jakbyś zapomniał, nie noszę bokserek od Calvina Kleina, więc nie należą do mnie. To są bokserki, któregoś innego z twoich kochanków, ale nie moje. - loczek wywrócił oczami po czym pokręcił niedowierzająco głową. -Ufałem ci.
-Przestań mi robić jakiekolwiek wyrzuty. Nie jesteśmy parą. - szatyn warknął na młodszego chłopaka i skrzywił się delikatnie.
-Kochałem cię, a ty mnie tak po prostu wykorzystałeś. - loczek wpatrywał się w Tomlinsona, miał ochotę go rozszarpać.
-W życiu często podejmuje się złe wybory. - Lou uśmiechał się do niego chamsko, tak perfidnie.
-Jednak on miał rację. Jesteś pierdolonym kłamcą. - Harry zaśmiał się nerwowo po czym spojrzał na Lou pełen bólu, który go teraz rozdzierał.
-Kto tak powiedział? - niebieskooki spojrzał na swego kochanka zaciskając swe usta w cienką linię. -Pewnie Horan co?
-Gówno cię to interesuje. - kędzierzawy warknął w stronę Tomlinsona.
-Nie zwracaj się do mnie w ten sposób! To nie ja jestem dziwką swego szefa, tylko ty! - Louis wrzasnął na Stylesa, który nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Jak on mógł go tak nazwać po tym wszystkim co dla niego robił?
-Ah, więc teraz jestem twoją dziwką? - chłopak spojrzał na niego uśmiechając się sztucznie -Ale uwierz, że lepiej być dziwką niż takim pokurwionym chujem jak ty. - po tych słowach Lou nie wytrzymał uniósł dłoń i z całej siły uderzył chłopaka w twarz. Tego było już za wiele, ten gnojek nie mógł tak po prostu go wyzywać i to w jego domu. Pchnął go na ścianę i przycisnął dłonie do jego szyi.
-Jeszcze jedno złe słowo, a cię zapierdolę. Rozumiesz?! - Lou wrzasnął na chłopaka, który robił się powoli siny. Po chwili Tomlinson go puścił i gdy tylko Styles odzyskał oddech wziął zamach i po raz kolejny uderzył go w twarz. -Wiedz, że ze mną się nie zadziera. - w tym momencie szatyn usłyszał dzwonienie telefonu, więc skierował się w stronę salonu, gdzie na stole leżał jego telefon. Harry w tym czasie wymknął się z jego domu ukradkiem. Horan miał rację. Tomlinson był złym człowiekiem. Bardzo złym. Biegł zapłakany przez ulice Londynu. Nie chciał iść do domu, bał się, że Tomlinson go tam znajdzie. Było jedno miejsce, w którym mógł czuć się dosyć bezpiecznie. Złapał szybko taksówkę i podał kierowcy adres. Ocierał dłonią łzy, które leciały z jego oczu po prostu jak potok. Nie potrafił się uspokoić. Nie po tym co się przed chwilą wydarzyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz