Był wczesny niedzielny poranek, gdy Harry zmuszony był wybudzić Niall’a ze snu. Dla blondyna oczywiście było to okrutne i nieludzkie, jednak wstał bez marudzenia nie chcąc narażać się Zaynowi. Tak, Mulat chodził ostatnio bez humoru i denerwowało go niemal wszystko, dlatego i Harry, i Niall podporządkowywali się niemal całkowicie, chociaż Styles’owi ostatnimi czasy też zaczęły puszczać nerwy. Kończyło się zazwyczaj głośną wymianą zdań, w trakcie której Niall chował się w kuchni i udawał, że nic się nie dzieje. I dwóch najlepszych przyjaciół wcale nie kłóci się przez niego.
Spakował się już wczorajszego wieczoru, za co pochwalił go Zayn, który zrobił tak samo. Harry za to biegał zbierając swoje rzeczy, które przez dwa dni jakimś cudem były niemal wszędzie. W końcu jednak skończył i cała trójka zasiadła w samochodzie Malika jadąc w stronę Dublina. Zayn miał nadzieję, że droga minie im w ciszy i spokoju, ale tak naprawdę Harry przez cały czas wyprowadzał go z równowagi, tak samo jak Niall, ponieważ oni po prostu musieli paplać o wszystkim i o niczym bez przerwy.
Docierając na prom ucichli i praktycznie całą drogę Niall przestał, podczas gdy Harry próbował wmówić Zaynowi jak bardzo uroczy jest Horan.
-To idealna partia dla ciebie. Poważnie, bylibyście świetną parą. –zapewnił go po raz tysięczny Styles spoglądając na tylnie siedzenie samochodu, gdzie spał smacznie Irlandczyk.
-Daj sobie spokój. I zamknij się, bo jeszcze cię usłyszy. –skarcił go w zamian Zayn i odszedł, Bóg jeden wie dokąd.
Gdy już dotarli do Holyhead Niall raczył się obudzić, ale milczał i nawet Harry zastanawiał się o co chodzi. Może chłopak był po prostu zaspany, bądź miał zły humor przez niewyspanie… Albo po prostu czuł się źle. Jednak nikt nie komentował tego i ruszyli w ciszy do Londynu.
Niall tak szczerze naprawdę nie czuł się dobrze. Nie w sensie fizycznym, ale w sensie psychicznym. Czuł się źle z tym, że w jakiś sposób stał się problemem dla Zayna i Harry’ego. Nawet jeśli nie prosił o to i z jakichś nieznanych nikomu przyczyn Zayn sam chciał go chronić, to wciąż był problemem. Ponieważ dzwonił już do rodziców i oznajmił, że przerywa studia i na jakiś czas zamieszka w Londynie, ci dla świętego spokoju zgodzili się dalej przesyłać mu pieniądze na życie, jednak wciąż Zayn ma przez niego kłopoty. I Harry też może wpaść w kłopoty, czego Niall nie chciał, bo ten chłopak był naprawdę zabawny i miły. Niall polubił go i wydawało się, że z wzajemnością.
Mieszkanie Zayna i Harry’ego było ciekawe. Niall nie wyobrażał go sobie, bo nie widział w jaki sposób można połączyć charakter Zayna z charakterem Harry’ego, ale komuś jednak się udało. Z jednej strony było ciekawie i miło, z drugiej minimalistycznie i delikatnie. Ściany były kolorowe, ale kolory były dość pastelowe, więc nie uspokajały nastroje każdego. Ogólnie widać było, że choć wnętrze nie jest ‘wypchane’ meblami i innymi tym podobnymi, ta dwójka nie należy do najbiedniejszych. Niall wiedział czyja to zasługa. Harry na pewno nie zarabiał tyle w kawiarni, o czym Niall wiedział właśnie od Styles’a.
Stojąc w salonie z torbą, Irlandczyk nie wiedział co ze sobą zrobić. Dlatego po prostu stał i rozglądał się. Harry zniknął gdzieś i słychać było jedynie jak mruczy coś o konieczności rozpakowywania. Teraz dotarło też do Niall’a, że wszedł z butami w ich ułożone, idealne życie i czuł się… nie na swoim miejscu.
-Jeśli chcesz możesz spać tymczasowo w moim, albo Harry’ego pokoju. Myślę, że nam obu będzie wygodniej, jeśli jednak zajmiesz mój pokój. Będzie tak też bezpieczniej. –usłyszał za sobą głos Mulata i odwrócił się lekko w jego stronę. Stał ze dwa kroki za nim w torbą Horana w ręku. –Pomogę ci ją zanieść, ale ty już się rozpakuj. Miejsce w szafie jest, a jeśli potrzebowałbyś więcej, to po prostu powiedz.
-Och. Tak, jasne. Dzięki. –odparł więc blondyn, idąc za Malikiem, który prowadził go do swojej sypialni. Była średniej wielkości,ale dla ich dwójki to było idealne. Torba Irlandczyka opadła na ziemię, więc Niall stanął koło niej i powoli zaczął wykładać ciuchy na wskazanych przez Zayna miejscach.
Oczywiście nim się zorientowali, był już wieczór i Zayn wyjął z lodówki trzy piwa, przygotowane na tą godzinę. Harry oznajmił z uśmiechem, że zaczyna się mecz Chelsea – Borussia Dortmund, więc oczywistym było co oglądać będą tego wieczoru. Niall uwielbiam piłkę nożną chyba nawet bardziej niż Harry i Zayn, więc uśmiech automatycznie wpłynął na jego twarz i nagle po raz pierwszy od kiedy spotkał Zayna, poczuł się naprawdę dobrze. Siedząc z nimi na kanapie, popijając piwo i kibicując, czuł się jakby robili to razem od zawsze.
-Powinien to strzelić! –wrzasnął nagle Styles podskakując ze swojego miejsca.- Widzieliście? Taka okazja! Nawet ślepy by trafił! Co jest z nim nie tak? Poważnie, ten transfer to był chyba jakiś żart!
Zayn skrzywił się lekko, podczas gdy Niall przytaknął i zaśmiał się lekko upijając łyk z puszki.
-To było dziecinnie proste. –mruknął Malik i odsapnął wstając.- Harry, powinieneś iść spać. Jeśli zapomniałeś rano musisz iść do pracy. Nam też przyda się sen, bo trzeba jutro wszystko spakować i przewieść do tamtego domu.
-Kupiłeś go w końcu?
-Tak. Zrobiłem to gdy byliśmy w Irlandii. Nie zamierzam ryzykować życia któregokolwiek z nas. Tu nie jesteśmy ani trochę bezpieczni, nawet teraz ktoś może wpaść i nas wystrzelać jak kaczki.
Niall zadrżał na samą myśl o tym. Zayn miał rację, ktoś mógł go zabić w każdej chwili, a on z każdym dniem czuł to zagrożenie coraz bardziej.
-Straszysz go. –sapnął Harry i objął ramieniem Irlandczyka, na co Zayn zmarszczył lekko brwi.- Nie martw się, przecież nikt nie jest na tyle głupi. Jesteśmy bezpieczni, to po prostu chora wyobraźnia Zayna.
-Tak. –stwierdził nagle Zayn podchodząc do chłopaków i lekko tarmosząc włosy Niall’a.- Nikt nie jest na tyle głupi, więc jesteśmy bezpieczni. Ale ostrożności nigdy nie za wiele.
To było miłe i nawet Harry dostrzegł jak humor Zayna uległ zmianie. Nie czepiał się już o wszystko i starał się nawet być przyjazny dla Irlandczyka. Może po prostu zrobiło mu się głupio, bo Niall dokładnie poczuł, jak bardzo Zayn nie pała do niego entuzjazmem, co wcale nie było racją. Było to tylko wymuszone udawanie przed samym sobą, ale przecież… Zayn nie przyzna się do tego tak po prostu. To nie w jego stylu. Nigdy taki nie był i nawet Harry’emu nie udało się go zmienić, więc czemu miałby to zrobić obcy Irlandczyk. To byłoby bezsensu i mogło przynieść tylko kłopoty. W mniemaniu Zayna, oczywiście.
-Dobrze, ja idę już do łóżka, a wy bawcie się dobrze… We dwóch… Sami… W nocy… W jednym łóżku. –stwierdził powolnie Harry unosząc znacząco brwi, gdy stał już przed nimi. Niall poczuł jak do jego policzków napływa krew i wiedział jak bardzo czerwony musiał być w tym momencie. Zayn za to zmarszczył ponownie brwi i sapnął z dezaprobatą.
-Nie jestem tobą, ciołku. –Stwierdził kąśliwie Mulat i ruszył do łazienki, podczas gdy Niall ze spuszczoną głową podreptał do ich sypialni. Nie to, żeby uwaga Harry’ego nie spodobała mu się, było wręcz przeciwnie, ale dobrze wiedział, że Zayn nie jest taki.
Mimo to czuł się nieswojo, gdy już Mulat opadł na miejsce koło niego. Materac zapadł się lekko, a Niall odwrócił przodem do Zayna, z nikomu nieznanych powodów. Znów oczy koloru Pacyfiku wpatrywały się w Zayna i o dziwo, czuł się dziwnie dobrze. Gdy Niall leżał spokojnie naprzeciwko niego, uśmiechając się nieznacznie, a w jego źrenicach mógł dostrzec swoje własne odbicie. Nie zwrócił nawet na to uwagi, dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że oczy Niall’a zamknęły się, a jego twarz zbliżała się w jego kierunku niepewnie. O dziwo nawet nie pomyślał o odsunięciu się. Może było to spowodowane zdziwieniem, albo po prostu potrzebował tego. Potrzebował znowu poczuć smak jego ust, jego ciepło. Od dawna nie czuł ciepła nikogo poza Harry’m. No, może z wyjątkiem tego jednego, paro-sekundowego incydentu w Mullingar. Jego wargi były miękkie, dużo bardziej niż wcześniej i czuć dało się nutkę alkoholu, co wcale nie przeszkadzało Zaynowi. Przez moment zdał sobie sprawę, że odwzajemnił nawet pocałunek, szybko jednak opanował się i poczuł, jak Niall odsuwa się powoli. Jego głowa znowu opadła na poprzednie miejsce, a oczy otworzyły się pozwalając Zaynowi przeglądać się w nich.
-Przepraszam. Znowu to zrobiłem… –szepnął ledwo słyszalnie blondyn, a Zayn wzruszył w odpowiedzi ramionami. Starał się, naprawdę starał się nie reagować.
-To nic. –odparł w końcu, a Niall przytaknął.
-Zayn… Dziękuje. –powiedział wreszcie Irlandczyk. Zayn nie mógł, po prostu nie mógł nie uśmiechnąć się lekko. To był moment, lekki podskok kącików jego ust ku górze, ale jednak zawsze coś i bystre oczy Niall’a dostrzegły to. Opłacało się po raz kolejny robić z siebie kretyna, by Zayn wreszcie uśmiechnął się do niego. Do niego i tylko niego, bez pomocy Harry’ego. Ten uśmiech był tylko i wyłącznie Niall’a i jego głowa będzie wyświetlać to wspomnienie jeszcze przez długi czas.
Odwrócił się więc powoli w drugą stronę i nawet nie zauważył kiedy zasnął. Rano obudził go dopiero Zayn, potrząsając lekko jego ramieniem. Niall nie miał ochoty wstawać, więc mruknął coś i przewrócił się na drugi bok, jednak słysząc tylko słowo ‘śniadanie’- zmienił zdanie. Przecież nie mógł sobie odmówić śniadania zjedzonego wspólnie z Zaynem, w dodatku przygotowanego przez niego. Dlatego zwlókł się powoli i dopiero teraz zauważył, że pokój Zayna był już niemal spakowany. To znaczy wszystkie duperele, jakieś ozdoby i ciuchy Mulata znajdowały się w pudłach i torbach. Niall poczuł się źle i miał jedynie nadzieje, że zdąży pomóc choć trochę Zaynowi.
Siadając przy stolę poczuł charakterystyczny zapach mocnej, czarnej kawy Zayna i uśmiechnął się, bo to rozbudziło go w pewnym sensie. Chociaż nie lubił kawy, to jednak ta przy Zaynie uspokajała go. Choć może tak działał na niego sam Zayn. Faktycznie, trudno tryskać energią przy kimś tak spokojnym i opanowanym. Niall nigdy nie był oczywiście nie wiadomo jak aktywny, ale przy Zaynie wyciszał się do maksimum i to mu w pewien sposób odpowiadało.
-Do której pracuje Harry? –spytał po chwili, a Malik podniósł swój wzrok znad kubka z kawą.
-Popołudniu.
-Ok. A… Spakowałeś już wszystko? Wiesz, głupio mi, że w niczym nie pomogłem…
-Spokojnie. Zostały jeszcze talerze i kubki, sztućce, ogólnie wyposażenie kuchni i łazienki, plus pokój Harry’ego. –wyjaśnił mu Mulat popijając kawę i zagryzając resztki tostów.
Niall nie odezwał się już więcej do końca zjadania posiłku. Nawet jeśli mógłby słuchać głosu Zayna całymi dniami, nie miał teraz pojęcia co mógłby powiedzieć. Gdy już wreszcie skończył jeść udał się do łazienki, a po porannym prysznicu sam wziął się za pakowanie wszystkiego co się w niej znajduje do kartonu, który dostał od Zayna.
Po południu Horan pomógł Zaynowi spakować parę pudeł do samochodu i wzięli się za przewożenie ich do nowego domu. Niall nie wiedział nic. Ani jak wygląda, ani gdzie jest… Wyobrażał sobie zwyczajny dom, ale to co zobaczył naprawdę go zaskoczyło. Dom był duży, wręcz potężny i elegancki. Z ciemnej cegły i z wielkim garażem na przynajmniej dwa samochody. Z przodu znajdował się ogródek i wielki dąb, który urzekł Niallera. Wchodząc do środka z pudłem w ręku, Niall nie mógł nie wydać z siebie cichego westchnienia, co spowodowało zdziwiony wzrok Zayna.
-Jest… Piękny. –szepnął cicho Irlandczyk, a Zayn znów obdarował go lekkim uśmiechem.
-I cholernie bezpieczny. Na zewnątrz są kamery, także będziemy wiedzieć, jeśli ktoś będzie się tu kręcił. Oprócz tego najlepszy system przeciw-włamaniowy, jaki udało mi się znaleźć i szyby kuloodporne.
-Wow… Nie sądzisz, że to lekka przesada?
-Przesada? Jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszej trójki, nic nie jest przesadą.
Zayn nie usłyszał oczywiście odpowiedzi, ponieważ Niall nie chciał się z nim wykłócać. Odłożyli powoli pudła z rzeczami, które nie są im potrzebne do jutra, kiedy przyjedzie ekipa od przeprowadzek i przewiezie meble. Zayn sam zostawił sobie jedynie ciuchy na jutro, a całą resztę zostawił w nowym domu. W czasie, kiedy Zayn nosił kolejne pudła, Niall kompletnie się zapominając zawędrował na piętro, gdzie znajdowały się cztery pokoju. Każdy był pusty, a ściany koloru kremowego nadawały im niezwykle delikatny charakter. Reszty domu nie zdążył zwiedzić, gdyż krzyk Zayna nakazał mu pomóc w noszeniu.
Harry wrócił trochę później, niż Zayn podejrzewał i był trochę bardziej zmęczony, dlatego natychmiast opadł na kanapę w salonie mrucząc coś o tym, jak wielki ruch mieli. Zayn wziął się za robienie mu obiadu, podczas gdy Niall usiadł na fotelu obok i spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.
-To była masakra. Pełno ludu. Nie wiem, więcej ich chyba matka nie miała… –zaśmiał się Styles, a Niall zawtórował mu cichym chichotem.
Wieczorem pojechali jeszcze raz do nowego domu, aby zanieść resztę rzeczy. Harry biegał po domu wrzeszcząc coś, że mogli przecież żyć w takim luksusie już od dawna, więc dlaczego Zayn zdecydował się dopiero teraz… Podczas gdy Niall spokojnie spacerował po domu z Zaynem, chichocząc cicho na zachowanie Harry’ego. Nawet jeśli miał ochotę również poślizgać się po nowiuteńkiej podłodze w przedpokoju, to jednak możliwość stania z Zaynem i komentowania zachowania Styles’a, była dużo przyjemniejsza. I Niall czuł się dobrze przy nim, nawet jeśli musiał się powstrzymywać od bycia równie dziecinnym, chociaż to było dużo zabawniejsze niż ciche i spokojne stanie z Mulatem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz