Oczy Kapitana Stylesa wpatrywały się krytycznie w nieco jaśniejsze, zielone tęczówki. Intensywność jego spojrzenia była wystarczająca, by młodszy Harry zagryzł dolną wargę, nim cofnął się o krok, a sam dokładnie zmierzył wzrokiem drugą wersję siebie, która stała przed nim. Trwało to już chwilę. Obaj milczeli.
Kapitan Styles szczerze nie miał pojęcia, w jaki sposób to wszystko w ogóle się stało. W jednej chwili, razem z Księżniczką szli razem w parze, aż nagle jakiś tłum rzucił się na nich i zostali rozdzieleni. I tak oto, pirat stał przed samym sobą. Wyglądał trochę jak wtedy, za czasów Lionheart. Ale… Jednak nie do końca.
Młodszy mężczyzna wyglądał na niespokojnego, gdy bawił się rękami. Zwiesił głowę i chciał odejść, ale Kapitan Styles nie mógł mu na to pozwolić. Biorąc pod uwagę to, iż ten chłopak nie tylko był sobowtórem, a raczej klonem, dawno nie czuł się tak dziwnie. Musiał dowiedzieć się, kim dokładnie ten dzieciak był, zanim cała sytuacja się zdarzyła.
Kapitan nadal na niego patrzył, oczekując jakiegoś wytłumaczenia albo potwierdzenia, że nie był nim, chociaż ich oczy miały praktycznie taki sam odcień. To było przerażające. Cisza między nimi nadal się utrzymywała i Styles wiedział, że dzieciak nie będzie w stanie w najbliższym czasie przemówić, więc zmarszczył lekko brwi.
- Zamierzasz się wytłumaczyć, czy nie? - starał się być spokojny.
Dzieciak wyglądał na zdezorientowanego, ale nie znaczyło to, iż nie mógł być aktorem. Nie zdziwiłby się, gdyby to był jakiś zamach. Nie chciał umieścić go obok kapitana Cowella, który jako jedyny byłby w stanie zrobić coś takiego. To było irytujące.
Chłopiec wzdrygnął się lekko, ale zauważalnie dla kapitana, co zaczynało być coraz bardziej niezręczne. Kapitan Styles jęknął wzniósł oczy ku niebu, nim odchrząknął znacząco.
- Możesz zrobić coś innego niż drżenie? Może odpowiesz na moje pytanie, zamiast marnować mój czas? - spytał retorycznie, nie kryjąc w głosie kpiny.
Harry zamarł. Niewinność była wręcz wypisana na jego twarzy. Wydawał się tak słaby i cichy, że Kapitan Styles nie był w stanie w to uwierzyć. Dziwnie było patrzeć na siebie samego z innej perspektywy. To było jak wpatrywanie się w lustro przeszłości.
- Słuchaj, dzieciaku – pirat skrzywił się, krzyżując ramiona na piersi. - Nie chcę się z tobą dłużej męczyć. Powiedz mi, kim jesteś i na tym zakończymy – oczywiście kłamał. Nigdy nie dałby tak po prostu odejść komuś, kto wygląda jak on.
- Um, przepraszam cię!
Przed oczyma błysnęła mu burza kasztanowych włosów, ale wystarczyło to, aby Kapitan wiedział, iż należą one do ekscentrycznego i wyraźnie poirytowanego, młodego człowieka, który był przerażająco podobny do jego Księżniczki. Styles wpatrywał się bez emocji w parę przed sobą, całkowicie oszołomiony.
- Harry! Nie wiem, kiedy cię zgubiłem! Tak mi przykro! Tłum był szalony i pojawił się znikąd, musiałeś wpaść w panikę! Bardzo mi przykro! - Louis wielokrotnie przepraszał kędzierzawego chłopca, którego mocno przytulał.
Dwójka zajęła się na chwilę sobą i Kapitan nie potrafił ruszyć się z miejsca. Czy życie naprawdę pokazuje mu coś takiego? Obrazek jego księżniczki obejmującej go z takim uczuciem? To było cholernie nie fair. Skrzywił się, kręcąc głową, po czym odwrócił się, chcąc odnaleźć swojego własnego Louisa.
- Hej! Nie myśl, że to koniec! - usłyszał i zatrzymał się w pół kroku.
Unosząc brew, Harry zerknął przez ramię, aby z ciekawością spojrzeć na sobowtóra Księżniczki. Sposób, w jaki pirat zmarszczył brwi, oczywiście doprowadził Louisa do obłędu, jak to było w przypadku monarchy. Czyżby Księżniczka miała zaginionego bliźniaka?
- Nie myślę, że to koniec. To jest koniec. Po cholerę się drzesz?- Harry spytał znudzony. Louis skrzywił się.
- Jesteś bardzo nieuprzejmy, wiesz, prawda?
- Nie, nie wiem. Ale jestem pewien, że mi powiesz, bo myślisz, że mnie to obchodzi.
- On cię nie ignoruje, kiedy z nim rozmawiasz! On po prostu nie mówi! Jesteś niegrzeczny, skoro tak się względem niego zachowałeś. On nie ma wyboru, wiesz? Powinieneś go przeprosić, teraz!
Harry umieścił uspokajająco dłoń na ramieniu Louisa, jakby chciał załagodzić jego temperament. Widok był zabawny, ale Kapitan nie miał na to czasu. Był tylko jeden sassy szatyn, z którym mógł bawić się w ten sposób.
- Ja…
- Kim, do cholery, myślisz, że jesteś, skoro odzywasz się do niego w ten sposób? - przerwały mu słowa i nagle jego własna Księżniczka pojawiła się obok, w obronie. Oczy Harry’ego wyraźnie rozszerzyły się, a Kapitan Styles Kapitan uniósł w zaciekawieniu brwi.
Przyglądał się dwóm mężczyznom, próbując znaleźć jakąkolwiek różnicę między nimi, ale nie był w stanie. To było fascynujące.
- Nie krzycz na niego! - jego Księżniczka uśmiechnęła się szeroko. Louis zmarszczył nos, oczywiście nie zważając na fakt, że kłócił się praktycznie z kimś, kto był jego sobowtórem.
- Mam pełne prawo krzyczeć na niego, skoro on traktuje mojego chłopaka jak gówno! On musi mieć trochę szacunku!
- Uh, nie. Ogarnij się! Jedynym, który powinien mieć szacunek, to ty! Nie krzyczy się na przypadkowych ludzi na środku ulicy! Kim ty, do cholery, jesteś? Wiem, że wieśniacy nie mają tak dobrych manier jak wyższa klasa, ale jesteś śmieszny! Wycofaj się!
- Czy ty właśnie nazwałeś mnie wieśniakiem?! No nie, kurwa! Spójrz na swoje pieprzone ubranie, a potem powiedz mi, kto tu jest wieśniakiem!
- Przynajmniej to, co mam, posiada styl! Co to za dziwne sznurowadła w butach! Próbujesz zapoczątkować nową modę?
- To conversy, idioto!
- Mam to w dupie! Poza tym, lepiej oddaj te spodnie dziewczynie, której je zabrałeś, bo są tak obcisłe, że widzę twojego fiuta!
- Jeśli ja mam oddać spodnie, to ty swoje zwróć sprzątaczce, której je ukradłeś! Są ohydne!
- Nie prowokuj mnie, bym skomentował twoje włosy.
- Mogę zacząć oceniać twą paskudną skórę!
- Kutas!
- Dupek!
Harry jedynie zamrugał, a Kapitan Styles przyglądał się tępo scence.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz