***
- Posiadamy teraz końce? - Harry zapytał, na co Louis zacisnął zęby.
- Jeśli pojawisz się na mojej stronie, przywalę ci.
- Będziesz ryzykował swe ładne paznokcie? Och, jakiś ty odważny.
- Nie bądź takim przemądrzałym osłem. Sprawię, że będziesz spać na podłodze.
- Muszę cię zmartwić. Powinienem się zamknąć, zanim zrobisz się perwersyjny.
Louis zawahał się przed kolejną odpowiedzią, a zamiast tego naciągnął na siebie kołdrę. W pokoju nastała głucha cisza, gdy obaj ułożyli się po przeciwnych stronach łóżka. Ku zaskoczeniu Louisa, Harry nie zbliżył się do niego. Louis westchnął, przesuwając się bliżej środka materaca.
- Dobranoc, Harry.
*
Louis zauważył nagłą zmianę światła, mimo przymkniętych powiek. Jęknął nisko, gotowy na spotkanie ze słońcem, które miało wyjść zza horyzontu za parę godzin, więc miał jeszcze trochę czasu, by poleżeć w łóżku i dopiero wtedy stawić czoła kolejnemu dniu na One Direction.
Nie czuł w pobliżu ciała Harry’ego i Louis musiał przyznać, że był pod wrażeniem, iż kapitanowi piratów udało trzymać się z dala przez całą noc, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich bliskie stosunki.
Powoli otworzył oczy i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że Harry’ego nie było obok tak, jak się tego spodziewał. Wszystko docierało do niego w zwolnionym tempie i czuł się, jakby wyrwano go z jakiegoś snu. Światło powoli ustąpiło, przez co Louis się zmieszał.
Pokój Harry’ego tak nie wyglądał. Panika zawładnęła Louisem i pospiesznie usiadł, zrzucając z siebie kołdrę. Jęknął z bólu, spowodowanego zbyt gwałtowną zmianą pozycji, lecz mimo to, rozejrzał się po pomieszczenia, a jego usta utworzyły literkę “o”.
To był JEGO pokój. Kajuta na statku, którym płynął do Francją, by studiować. Łóżko było tym, którego używał właśnie na tamtym statku, wiele dni temu. Zszokowany podniósł się z łóżka, z szeroko otwartymi oczami. Przeczesał palcami włosy, wyraźnie podniecony zmianą sytuacji i zamrugał, by upewnić się, że nie śpi. Przetarł oczy dłonią i wtedy wszystko go uderzyło.
Gdzie wszyscy? Co się stało z One Direction? Co się stało z Harry’m? Nie zadając sobie trudu założenia butów, Louis wybiegł na zewnątrz, a jego stopy dreptały po askamitnej wykładzinie korytarza.
- Harry! Harry! - zawołał głośno, po czym dotarł do schodów i wydostał się na pokład. Gdy otworzył drzwi, omal nie przewrócił pokojówki, która właśnie wchodziła do środka. Kobieta natychmiast przeprosiła, ale Louis jedynie zmarszczył brwi. - Przepraszam, panienko, ale możesz mi powiedzieć, co wydarzyło się ostatniej nocy?
To było jedyne, odpowiednie pytanie, jakie mógł zadać. Jak to się stało, że wydostał się z One Direction bez własnej wiedzy? Z pewnością słyszałby Harry’ego i załogę, jak walczą o niego. A nawet jeśli nie, to w końcu coś by zauważył.
- Przepraszam, Wasza Wysokość, ale nie rozumiem pytania – pokojówka zamrugała.
- Nie rozumiem, czego nie rozumiesz? - Louis niecierpliwie zapytał. - Uratowaliście mnie w nocy, prawda? Ze statku pirackiego?
- Przykro mi, Wasza Wysokość. Nie wiem nic na temat pirackiego statku – odpowiedziała z wahaniem, jakby nie chciała zdenerwować księcia. Louis ponownie zmarszczył brwi.
- Ale to jest… To nie jest możliwe. Ja tylko… - urwał, nim potrząsnął głową i mijając kobietę, ruszył na pokład.
Był tylko na One Direction. Jak ona mogła powiedzieć, że nic z tego się nie stało? Jego oczy powędrowały do nieprzyjemnie puste i wyczyszczonego pokładu. Gdyby był na One Direction, zaraz spostrzegłby kogoś z załogi. Teraz, na własnym statku, wyglądało to dość niesamowicie, nie widzieć nikogo.
Słońce sunęło w górę, wskazując, że jest jeszcze wcześnie rano. Ta myśl sprawiła, że ugryzł wewnętrzną stronę policzka. Nic nie rozumiał.
- Louis? Jesteś bardzo wcześnie.
Znajomy głos przykuł jego uwagę, a on podskoczył na widok Eleanor, wychodzącej z kuchni pokładowej z mopem w dłoni oraz dwoma innymi, starszymi pokojówkami, które trzymały podobne przedmioty do sprzątania.
Brunetka ubrana była w swój dawny strój pokojówki, który nosiła tego samego dnia, kiedy One Direction ich zaatakowało. Eleanor nie mogłaby zapomnieć i na pewno nie chciałaby kłamać. Musiała wiedzieć, co się dzieje.
Woda z wiadra prawie się wylała, a mop wypadł jej z dłoni, gdy Louis złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Eleanor, czy wiesz, co stało się z One Direction? Jak udało nam się wrócić? Co się ze wszystkimi stało? - starał się mówić cicho, by pozostałe kobiety nicnie usłyszały. Eleanor spojrzała na niego zdziwiona.
- One Direction? Przepraszam, ale co to jest? I co masz na myśli, mówiąc: skąd się tu wzięliśmy? Jedziemy do Francji, głuptasie. Kim są wszyscy? Zapomniałeś, że będziesz studiować za granicą, gdy spałeś? - zapytała z uśmiechem rozbawienia. Louis próbował się nie denerwować.
- One Direction, El. Wiesz, piracki statek – jej brązowe oczy nie wykazywały żadnego zrozumienia, na co Louis chrząknął. - Eleanor, nie pamiętasz Harry’ego, Liama, Zayna, Nialla i Danielle? No dalej, musisz pamiętać chociaż Danielle.
- Louis… - jego przyjaciółka powoli pokręciła głową. - Nigdy nie spotkałam nikogo o tych imionach. Wszystko w porządku? Skąd się to wzięło?
- Tak, jestem w porządku! - Louis krzyknął, na co dziewczyna zadrżała. Książę jęknął. - To ty nie jesteś w porządku! Jak, do cholery, mogłaś o nich zapomnieć, gdy praktycznie zmienili twoje życie?! One Direction! Piraci! Oni napadli na statek i byliśmy więźniami! Ty chętnie zostałaś z powodu swoich uczuć względem Danielle? Harry cię przestraszył, kurwa, bo nie lubił cię z jakiegoś dziwnego powodu! Eleanor, poszedłem spać w nocy z Harry’m, a obudziłem się tutaj! Coś najwyraźniej się stało i nie pomagasz mi, nic nie wiedząc!
Jego wybuch sprawił, iż kobieta przygryzła dolną wargę, a jej oczy zwróciły się do ziemi w nieśmiałym geście.
- Ja… Przepraszam„ ale naprawdę nie wiem, o czym mówisz, Lou… Szkoda, że nie. Szczerze mówiąc, gdybym wiedziała, znasz mnie, nie okłamałabym cię i pomogłabym ci, gdybym tylko potrafiła… Ale naprawdę nic nie wiem na ten temat. Nie wiem, kto jest Harry i jestem prawie pewna, że poszedłeś do łóżka w swoim pokoju dziś w nocy. Mówiłeś, że jesteś po obiedzie i nie było żadnych piratów lub czegokolwiek - dziewczyna cicho wyjaśniła. - Może ci się śniło? - Eleanor spokojnie zapytała, gdy wreszcie podniosła wzrok na przyjaciela. Oczy Louis rozszerzyły się i gwałtownie potrząsnął głową.
- Przyśniło!? Co?! Nie! Nie ma mowy, by to był sen! Wszystko, co się stało, było prawdziwe! - zaprotestował i w tym momencie dwie pozostałe pokojówki uciekły.
- Louis, przysięgam, żadni piraci nie przybyli i nikt cię nie porwał. Twierdzisz, że spałeś w łóżku Harry’ego… Piraci pozwolili zabrać ci swoje ubrania, gdy cię porwali?
W tym momencie, książę spojrzał w dół na swój strój. Wpadał w coraz większą histerię. Poszedł spać do sypialni w Harry’ego w pirackim stroju, który miał z miasta. A teraz miał na sobie ubrania, które zabrał z pałacu. Te same, które zatonęły na dnie oceanu, gdy Harry zorganizował nalot na królewski statek. Louis nie wiedział, w co wierzyć w tym momencie.
- Ja nie rozumiem – jęknął, przecierając twarz. - Wszystko, co się stało, było takie realistyczne. Nie wiem, jak to mogło być snem.
- Cóż, przynajmniej już nie śpisz. Haha, powinieneś opowiedzieć mi o swoim śnie, skoro masz szansę - Eleanor uśmiechnęła się uspokajająco. - Ale muszę iść teraz sprzątać. Do zobaczenia, Louis – powiedziała cicho, po czym zabrała wiadro oraz mopa i opuściła swojego przyjaciela.
Louis podszedł do krawędzi statku, po czym spojrzał na otwartą wodę tęsknym wzrokiem. Szczerze, do głowy mu nie przyszłoo, że to wszystko… Pamiętał dosłownie każdą rzecz. Złe czasy, dobre czasy, śmiech, krzyki, dotyk, emocje… Wszystko było takie prawdziwe.
Jeśli to było tylko snem… Oznaczało to, że Harry Styles nie istnieje, albo przynajmniej nie był tym, którego Louis pamiętał. Harry Styles był prawdopodobnie przeszło dwudziestoletnim mężczyzną z sercem z żelaza, bez miejsca dla słabiutkich książąt.
Jednak Louis musiał się zastanawiać, czy tak naprawdę Masakra Protestantów na Katolikach miała miejsce w taki sposób, jak opisano mu we śnie. Zbyt dużo informacji jak na jedną noc. To było szalone i fakt, że mógł sobie przypomnieć wszystko tak dokładnie, był również imponujący.
Następnie, głośny krzyk rozległ się nad jego głową i natychmiast spojrzał w stronę górnego pokładu, gdzie kapitan statku biegał gorączkowo.
- Wasza Wysokość, musisz skryć się pod pokładem, szybko! - zawołał, a ton jego był spanikowany, na co Louis uniósł brew w zaciekawieniu.
Déjà vu.
- Um, dlaczego? - zapytał niepewnie, odsuwając się od krawędzi statku. Kapitan wyglądał na przerażonego, gdy książę próbował zignorować dziwne uczucie w brzuchu.
Przeżył to już wcześniej. Czuł to.
- Piracki statek zbliża się, szybko.
***
Jego serce prawie wyskoczyło z piersi, a jego twarz natychmiast zrobiła się czerwona. Wszystko, o czym myślał, to Harry Styles. Jednak wreszcie się opanował, odsunął od siebie wyimaginowany obraz kapitana piratów, po czym oblizał wargę i niepewnie skrzyżował dłonie na piersi.
- Wiesz, ile czasu minie, dopóki nas nie dogonią? - wciąż pamiętał moment w swoim śnie, gdy ta rozmowa przebiegała. Czuł, jakby minął miesiąc, choć w rzeczywistości to nigdy nie miało miejsca. Dziwne, czyż nie?
- Nie wiem – odpowiedział mężczyzna. - Ten statek nie jest szybki. Ale zauważyli nas i jestem pewien, że w przeciągu pięciu minut nas złapią. Bardzo mi przykro, Wasza Wysokość. Po prostu zostań pod pokładem i przepraszam, jeśli stracimy nasz skarbiec, ale jeśli to jest cena, byś pozostał żywy, zapłacimy ją.
Louis mógł sobie przypomnieć to, co zrobił we śnie, gdy usłyszał tę wiadomość. Pobiegłby szukać Eleanor, a gdy głupi wróciłby na górny pokład, bo nie mógł jej znaleźć, zostałby porwany. Jeśli to wszystko miało stać się ponownie… Może mógłby zmienić skutek? To było szalone, ale fakt, że wszystko znów się dzieje, równie był pokręcony.
- Nie martw się – westchnął książę, skinąwszy głową. - Przeżyjemy. Nie tylko ja, wszyscy.
- Musisz iść na dół.
- Nie obchodzi mnie, co myślisz – Louis odparł. - Nie wiesz, z czym mamy do czynienia.
Kapitan zmarszczył brwi, gdy spojrzał na szatyna, a ten przeczesał palcami włosy, spoglądając na zbliżający się okręt. Wiedząc, że to, co robi, jest nienormalne, wzruszył ramionami.
- Jestem gotów założyć się, że ci piraci są gronem najbardziej nieprzewidywalnych zabójców, kapitanie – Louis uśmiechnął się uspokajająco. - I chyba znam ich słaby punkt.
- Wasza Wysokość…
- Upewnij się, że cała załoga jest na miejscach, niech nie boją się, bo nie zginą.
Ile odbieranych żyć widział, nim zasłonięto mu oczy we śnie? To był koszmar, a teraz miał szansę to zmienić.
- Okej, upewnij się, że są gotowi do wyjścia. Muszę znaleźć Eleanor, nim wszystko wysadza – Louis mruknął do siebie, odwrócił się na pięcie i ruszył do niższych pokładów.
Skutki jego działań, gdyby okazały się bardzo złe, spoczywały na jego głowie. Ruszył w dół. Skoro statek był jeden, było bardziej niż prawdopodobne, że to właśnie One Direction. Wiedział, że śmierć grozi jego załodze, ale miał szansę ich uratować, jeśli tylko spotka Harry’ego.
Wszedł do swojego pokoju i usiadł na łóżku, by zorganizować najpotrzebniejsze rzeczy. Przewrócił materac i zaczął pod nim grzebać, aż wreszcie wyjął złotą bransoletkę. We śnie o niej zapomniał, a potem stracił ją, gdy tylko One Direction zaatakowali jego okręt. Matka podarowała mu tę bransoletkę i przynosiła mu ona szczęście, więc nie mógł zapomnieć o niej po raz kolejny.
Nie miał nic do stracenia. Czuł się jak wariat, który śni na jawie. Założył bransoletkę na prawy nadgarstek, przeczesał dłonią włosy i rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu jakiejś broni, której mógłby użyć do obrony, gdyby coś poszło nie tak. W końcu zrezygnował z szukania czegokolwiek. Podszedł do drzwi i wtedy usłyszał odgłos strzału, który zatrząsł całym statkiem.
Jeśli dobrze pamiętał, we śnie, właśnie w tym momencie patrzył na Eleanor. Ale jej tu nie było. Wiedział, że jego sen był szalony i prawdopodobnie sprawi, że książę znajdzie się jedną nogą w grobie, ale odsunął na bok wszystkie lęki i ruszył na otwarty pokład.
Nie wiedział, ile osób już zginęło, nim podjął się tego ryzyka. Stanął przed drzwiami i cały czas słyszał krzyki raz strzały. Znów w głowie pojawił się jego sen. Skoro to się dzieje, Harry zapewne już jest na statku.
Szczerze mówiąc, im więcej o tym myślał, tym bardziej Louis czuł, że zaczyna wariować. Granica jawy i snu nie powinna być zamazana tak łatwo. Granica była tam nie bez powodu i fakt, że miał trudności z rozróżnieniem snu od rzeczywistości, był całkiem przerażający. Ale biorąc pod uwagę to, że czuł, iż to, co wydawało się około miesiąca temu, był gotowy na wszystko.
Całkowicie stracił poczucie czasu. We śnie, rozwinął relacje z ludźmi, zdobył dużo więcej wiedzy na temat rzeczy, o których wcześniej nie miał pojęcia. Jak to się stało, że doświadczenie, które nawet nie miało miejsca, aż tak go zmieniło? Nadal był Louisem Tomlinsonem . Nadal był księciem Wielkiej Brytanii. Ale nie czuł się tym samym, którym był, zanim poszedł spać.
Ale co, jeśli to nie był sen? Co, jeśli przez jakiś dziwne zrządzenie losu, po prostu znalazł się na statku? To było niedorzeczne. Jednak nie miał możliwości wyjaśnienia czegokolwiek. Pomysł, że faktycznie spotkał Harry’ego i zamierza spotkać się z nim ponownie, był niepokojący, biorąc pod uwagę okoliczności. Louis zaczynał mieć mdłości i nie był w 100% pewien, co planuje zrobić, jeśli Harry naprawdę tam jest.
Oddychając szybko, Louis położył rękę na klamce, zanim mocno za nią pociągnął. Światło oślepiło go na moment, a chwilę potem zobaczył swoich strażników, którzy walczyli zaciekle. Był w stanie zobaczyć prowizoryczny most, który łączył One Direction i jego własny okręt.
Przyjrzał się jednej z mniejszych bitew i zobaczył Liama z Danielle. Wyglądali dokładnie tak, jak w jego śnie. Podobieństwo było strasznie niesamowite. Para szybko wyjęła sztylety i pistolety, po czym zaczęli odpierać działania strażników.
Louis schylił głowę. Nie pamiętał momentu, w którym Eleanor została pojmana. Wszystko, co wiedział to to, że tam była i tyle. Nie pamiętał, kto zawiązał mu oczy i zaprowadził na okręt wroga. Wszystko był rozmyte.
- Co mam zrobić? - mruknął do siebie.
Jeśli Eleanor tu nie było, nie był pewien, jak piraci dowiedzą się, że jest księciem. We śnie, było to po tym, jak dziewczyna wywołała jego nazwisko. Westchnął ciężko i nagle ktoś mocno szarpnął go za ramię. Syknął z bóli i obrócił się, a jego oczy spotkały się z oczami Zayna.
- Starasz się schować? - zapytał sarkastycznie.
- Spierdalaj, Malik! - warknął, a twarz Mulata zbladła z zaskoczenia. Louis wykorzystał moment, by się wyrwać, lecz mężczyzna w ostatniej chwili złapał go za ręce. - Puść mnie!
- Skąd, do diabła, znasz moje imię, bogaty chłopczyku!? - brunet zapytał, uważnie przyglądając się szatynowi.
- Czy to ma jakieś znaczenie?! Wypowiem twoje imię milion razy, jeśli wtedy pozwolisz mi odejść! - Zayn burknął. - Nie masz jebanego prawa być poirytowanym, Zayn!
- Kim ty…
- Zayn, nie zabijaj go.
Rozległ się głos. Oczy Louisa rozszerzyły się w szoku i zdziwieniu. Uścisk Zayna zelżał, ale było to ostatnią rzeczą, jak którą książę zwrócił uwagę. Głos Harry’ego rozbrzmiewał w jego uszach i wszystko, co widział, to właśnie kapitan piratów. Wyglądał dokładnie tak, jak we śnie.
Kręcone włosy, chudy i wysoki, ciężki płaszcz okrywający jego ciało i kapelusz ze szlachetnymi kamieniami, które miały znaczenie sentymentalne. Wszystko było takie samo. Harry podszedł do nich, z mieczem w dłoni, aż przyjrzał się bliżej Louisowi.
- Harry – książę wymamrotał pod nosem i wtedy kapitan zatrzymał się.
Cały czas patrzył na Louisa, nie mrugnąwszy okiem. Jakby był przerażony. Wtedy Louis zorientował się, że jego uczucia względem pirata ze snu wróciły. A to znaczyło, że Harry także musi coś poczuć.
Byłoby łatwiej, przestaliby walczyć, jeśli Harry poczułby coś do niego jak poprzednio. Po tym, co powiedział, Harry siłą oderwał oczy od Louisa, gdy usłyszał swoje imię wykrzyknięte prze członka załogi. Zbyt dużo zdarzeń w tak krótkim czasie.
Podniósł głowę, jak Zayn zaczął go popychać. Pirat w ogóle nie zwracał na niego uwagi i Louis wiedział, że musi wykorzystać moment. Odchrząknął i obrócił się w kierunku, gdzie stał Harry z Liamem.
- Harry! - Louis zawołał. Harry obejrzał się przez ramię, zielone oczy zmierzyły księcia wzrokiem. - Nie zabijaj nikogo. Możesz wziąć wszystkie skarby, które chcesz, wszystkie kosztowności, które chcesz, cokolwiek zechcesz. Po prostu nie zabijaj już nikogo innego. Proszę - podkreślił dobitnie. Puste oczy kapitana ciągle wpatrywały się w księcia, a Louis zagryzł dolną wargę nieco mocniej. - Ja też jestem częścią tej umowy – uniósł dłonie w geście poddania. - Pójdę z tobą, bez walki, bez kłótni, możesz nawet założyć mi obrożę, nie obchodzi mnie to. Tylko nie rań więcej ludzi, proszę.
Cisza, która wisiała nad nimi, była praktycznie ogłuszająca. Louis słyszał, jak jego serce wali niezwykle głośno i ciepłe spojrzenie Harry’ego wystarczyło, by doprowadzić go do tego stanu. Trwało to kilka sekund, nim Harry spojrzał na Liama i skinął głową.
- Zabierzcie go na statek, teraz – rzekł do Zayna, który odpowiedział posłusznie.
- Tak, panie kapitanie - następnie chwycił ramiona Louisa i poprowadził go na pokład One Direction.
Louis odetchnął z ulgą. Był traktowany jak jeniec, ale wiedział, co zrobić, aby to zatrzymać. To wszystko było bardzo surrealistyczne i nie mógł uwierzyć, że to się dzieje. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, kiedy mijał poszkodowanych członków załogi królewskiej, których właśnie uratował. Uratował ich od śmierci.
Znajomy statek One Direction znów przyprawił go o déjà vu. Nie był zaskoczony, gdy Zayn zaczął prowadzić go do niższych pokładów, gdzie znajdowały się różne pokoje były i próbował milczeć nawet, kiedy został przykuty i zamknięty jak przedtem. Był pewien, że w jego śnie nie było Zayna, ale nie był pewien, czy to było w ogóle ważne. On uratował ludzi na swoim statku, nawet jeśli oznaczało to poświęcenie samego siebie.
Ostatni raz, kiedy został zatrzymany w pokoju, chwilę potem przyszedł Harry, więc wiedział, że ma trochę czasu. Westchnął i oparł głowę o ścianę, dziękując Bogu, że jest w stanie zobaczyć światło świecy. Zastanawiał się, co dokładnie teraz robi. Wiedział na pewno, że nie będzie próbował opuścić Harry’ego w Irlandii.
Czas musiał biec szybciej, niż myślał, ponieważ Louis nie był nawet w połowie dokonywania korekt w swoich przyszłych decyzjach, kiedy odgłos kroków na korytarzu dotarł do niego. Niall i Harry są tam. Ale nie było głosów rozmowy, jak w jego śnie. Ta różnica sprawiła, że Louis zaczął czuć się nieswojo, zwłaszcza gdy drzwi do pokoju zostały otwarte. W tej chwili patrzył na Harry’ego. Niemal swobodnie wypowiedział słowa, jakby miał witać starego przyjaciela.
- Cieszę się, że stałem się twoim priorytetem, Harry - Louis sarkastycznie zauważył, gdy Harry zamknął za sobą drzwi, nawet ich nie blokując, po czym podszedł do szatyna.
- Dużo wiesz, jak na księcia – powiedział krótko, krzyżując ramiona na piersi. Był poirytowany, a jego wredny uśmiech nie przypominał tego ze snu. Co było nie tak?
- Dowiedziałem się naprawdę wielu rzeczy.
- Czyżby? - zapytał Harry. - Znałeś imię Zayna i moje. Jestem zaskoczony. Plakaty gończe w Londynie muszą być coraz lepsze.
- Wiem o tobie dużo więcej, niż myślisz, Harry – książę parsknął śmiechem. - Wiem, że może wydawać się to szalone, ale ja naprawdę wiem, w porządku? Wiem więcej, niż tylko tytuł Księcia Siedmiu Mórz, który nosisz, dlatego mam nadzieję, że zabierzesz mnie stąd i będziemy mogli o tym porozmawiać…
- Znasz mnie? - Harry przerwał, na co Louis uniósł brwi.
- Cóż, to brzmi dziwnie, ale tak.
- Ciekawe.
- Jedna z twoich cech charakterystycznych – rzekł książę. - Jesteś trudny do rozgryzienia, ale powiem ci wszystko, co wiem.
- A wiesz, że wszyscy na statku, z którego cię zabrałem, są martwi? - Harry zrobił krok do przodu i natychmiast uśmiech zszedł z twarzy Louisa.
- Co?
- Nakazałem zatopić statek po tym, jak go obrabowaliśmy. Ci ludzie nic nie byli warci, więc musiałem ich zabić.
Po tym, jak książę zarejestrował słowa Harry’ego, zaczął drżeć sfrustrowany na całym ciele.
- Okłamałeś mnie, kurwa! - Louis krzyknął ze złością, patrząc groźnie się na kapitana piratów, a ten jedynie wzruszył ramionami.
- Nie okłamałem. Nie powiedziałem nic. Obiecałeś mi siebie w zamian za nich, ale przecież na nic się nie zgodziłem.
To było okropne.
- Jesteś taki płytki! Wiesz dobrze, dlaczego się zaoferowałem, a jednak…
Louis zagryzł dolną wargę, kiedy usłyszał, że Harry ruszył w jego stronę.
To nie tak miało być. On nie mógł być taki okrutny.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś. To nie ty, Harry - Louis powiedział po prostu, czując jak serce mu pęka w obliczu osób, które niewinnie zginęły.
Czuł się okropnie, bo Harry nie miał tego zrobić. Owszem, bywał okrutny, ale nie tak jak ta osoba, która teraz tu stoi. Dlaczego?
- Twierdzisz, że mnie znasz, panie – Harry szepnął nisko, nachylając się nad Louisem i łapiąc go za podbródek. - Ale jesteś w błędzie. Nie znasz mnie.
Jego słowa zabrzmiały chłodno, całkiem inaczej niż we śnie, chociaż tam Harry był bardzo arogancki i protekcjonalny. Louis nie był pewien, czy jego przeczucia były słuszne. Harry nie powinien traktować go w taki sposób na początku. To miał być inaczej. Ale im więcej o tym myślał, tym bardziej czuł, że ma to sens.
Harry go nie znał. Harry nie będzie nic z nim robić, jeśli poprosi. Nawet jeśli Louis znał go… To nie było to samo, nie było to odwzajemnione. Harry w jego snach nie istnieje. Wiedział, co się święci od początku i on zawiódł na całej linii.
- Harry, proszę – Louis mruknął błagalnie, kiedy Harry spojrzał na niego. - Będziesz tego później żałował. Nie… - dreszcz przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa, kiedy dłoń kapitana zacisnęła się na jego kroczu.
- Myślałem, że już przez to przechodziliśmy, mój książę - Harry warknął ponuro, po czym musnął wargami delikatnie usta Louisa.
Sposób, w jaki to się działo sprawił, że Louis był bardziej niż pewien, że już nie śni, a ból w dole jego ciała tylko wszystko potęgował.
- Nie znasz mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz