wtorek, 7 stycznia 2014

Szczerze mówiąc, kiedy Harry zorientował się, że otwiera się na kogoś, poczuł się żałośnie. Ilość razy, kiedy musiał ujawniać swoją opowieść, było bardziej niż prawdopodobne, że po prostu nie potrafił przypomnieć sobie niektórych rzeczy, z czasów bycia dzieckiem. Nie był szczególnie skryty, gdyby ktoś go zapytał, ale tak naprawdę ciągle był w podłym nastroju. Ponieważ był jeden szczegół w jego historii, którego nigdy nikomu nie opowiedział, choćby nie wiem, co.


Było to coś, co starał się za wszelką cenę odsunąć. Wstydził się. Bo jak bezlitosny, śmiercionośny Książę Siedmiu Mórz może być jednocześnie tak żałosny? Beznadziejne zauroczony w synu człowieka, który wszystko mu odebrał. Prosta myśl o Louisie Tomlinsonie stawiała przed jego oczyma mleczną mgłę, już gdy był na pokładzie LionHeart, ale przez liczbę zabójstw i tortur, jakich dokonał, owa myśl znikała coraz częściej.

Nie starał się już skupić na imieniu Księcia Zjednoczonego Królestwa. Za każdym razem, gdy o nim myślał, starał się ignorować fakt, że jego serce bije nieco szybciej, niż by chciał. I po tak wielu próbach, wreszcie udało mu się zmienić zauroczenie w nienawiść. To przecież nie miało prawa się stać. Dlatego po prostu zapomniał o tym, że tamten chłopak istnieje.

Kiedy myśli Harry’ego wracały do tego, co było kiedyś, tak naprawdę nie mógł obwiniać siebie, będącego zwykłym dzieckiem z marzeniami. Skoro nie miał nic, prócz marzeń, uczył się żyć swoim życiem dla innych, by osiągnąć cel. Od czasu ostatniego, katolickiego władcy Tomlinsona, całe królestwo w oka mgnieniu zmieniło się w protestancką dyktaturę.

Przypomniał sobie wówczas królewski obraz. Książę wyglądał na chłopca w jego wieku i miał najwspanialszy uśmiech, jaki Harry kiedykolwiek widział. Harry pamiętał, że nigdy nie był zazdrosny, kiedy te dziewczyny sąsiedztwa opowiadały, jak to Louis wyrośnie na ich czarującego Księcia. Tylko dlatego, że nie był zazdrosny, był tak stanowczy w przekonaniu, że on i książę Louis byli bratnimi duszami. Był tak pewny, że te dziewczyny nie były nic warte i, że gdy on i książę po raz pierwszy się spotkają, od razu się pokochają.

Szczeniacka miłość i dziecięca ignorancja zaślepiły mu oczy. Chwilę potem jego marzenia zostały zniszczone przez władcę, który usunął wszelkie prawa dla katolickich rodzin. Byli dyskryminowani i doszło do punktu, w którym nawet nie mieli uprawnień do prowadzenia piekarni. W tym momencie Harry był jeszcze zbyt młody, by zrozumieć, dlaczego to wszystko się dzieje. Przypomniał sobie jego matką, płaczącą coraz częściej, Gemma była bardziej rozdrażniona niż zwykle, i dzieci w wiosce nie bawiły się już na zewnątrz jak kiedyś…

Jedzenie było rzadkie, ale Harry nie narzekał, bo był bardziej zaniepokojony jego matką, która wydawała się bardziej zestresowana każdym, kolejnym dniem. W końcu wszystko pękło i Gemma wreszcie się przełamała, płacząc, bo bała się o swoją przyszłość. Wtedy Harry udawał, że rozumie, dlaczego. Choć tak naprawdę nie rozumiał. On tylko chciał, by dwie osoby, które kocha, przestały być smutne. Jego matka zapewniła, że ​​wszystko będzie w porządku, ale Harry był coraz bardziej zdezorientowany. Dlaczego nie miałoby być w porządku? Oczywiście, wszystko było trochę trudne, ale gorszego mogło się zdarzyć? Nie byli złymi ludźmi. Nic strasznego by się z nimi nie stało, prawda?

Katolicka, krwawa masakra była właśnie tym najgorszym, co miało miejsce w ciągu czterech dni, w całym Zjednoczonym Królestwie. Harry chciał cofnąć się w czasie i przekonać matkę, aby nie wychodziła z ich małej sypialni, z kryjówki w szafie, gdzie przebywał z Gemmą, gdy na zewnątrz roznosił się dźwięk krzyków i strzałów.

Starał się nie pamiętać momentu, w którym jego matka została rozstrzelana. Przez cienkie ściany i drzwi, ich małym domku, słyszał krzyk matki, a następnie huk, po czym Gemma oznajmiła, że właśnie zostali osieroceni. Harry pamiętał, jak Gemma przytulała go mocno, szepcząc słowa uspokojenia, a wówczas szafa została otwarta. Jej ostatnie słowa były dłuższe niż mamy “kocham cię”, a właśnie “Przykro mi, że nie mogę cię już chronić. Przepraszam. Kocham, gdy jesteś szczęśliwy, Harry, więc proszę, bądź silny, gdy mnie tu nie będzie.”

Harry był zbyt zajęty, drżąc z przerażenia, by odpowiedzieć, bo Gemma został postrzelona w plecy wielokrotnie. Jej ciało upadło na jego i Harry tylko położył ją na ziemi, bojąc się odezwać, bo gdyby to zrobił, człowiek, który właśnie zamordował jego siostrę, zdałby sobie sprawę, że Harry nadal żyje. Leżał tam, słysząc odgłosy krzyków i wystrzałów nadal na zewnątrz. Dzieci, z którymi się bawił, ich rodziców, ich rodziny - wszyscy umierali. Część jego myślała o tym wszystkim jako koszmarze, z którego obudzi się w łóżku, śpiąc między mamą, a siostrą.

Gdy krew z pleców Gemmy zaczęła kapać na niego, Harry przypomniał sobie, co się dzieje. Jego szloch przeszył milczenie. Jego łzy przeszyły milczenie. Jego ciało zadrżało pod jego siostrą. Harry nie mógł sobie przypomnieć, jak długo tu był, ale gdy w końcu wyszedł z domu, była noc.

Nawet nie pamiętał ostatniego spojrzenia, które rzucił na jego matkę, leżącą w kałuży krwi. Był w zbyt wielkim szoku, by zrobić cokolwiek. I wtedy zobaczył kilku mężczyzn, którzy palili domy. Kiedy jeden z nich zauważył Harry’ego, chłopiec uciekł do lasu, unikając strzałów.

Harry po prostu biegł. Był bardzo zmęczony, po tylu miesiącach przy minimalnych racjach żywnościowych, ale nie o tym myślał. Śmierć Gemmy. Śmierć matki. Wszystko zostawił. Jego nogi odmawiały posłuszeństwa, ale ciągle biegł przed siebie. Bez rodziny. Bez domu. Harry naprawdę był sam.

Minuty zamieniały się w godziny, godziny w dni, dni w miesiące, a miesiące w rok. Jedyne, co Harry pamiętał, to deszcz. Wydawało się, że każdy dzień był pełen szarych chmur i opadów, które stale odbijały się na jego skórze. Jego stopy całe w pęcherzach, z powodu jego wędrówki, gdy wreszcie znalazł się w mieście.

Co dokładnie zrobił, aby przetrwać przez tyle lat? To na zawsze pozostanie tajemnicą, ponieważ nie miał jednego do powiedzenia. Najważniejsze było, co w tym momencie Harry mógł sobie przypomnieć, że większość jego myśli skupione na tym, iż nie ma już żadnego celu. Tęsknił za mamą i siostrą. Brakowało mu wszystkiego, co miał, zanim zostało mu odebrane. Płakał tak bardzo, aż jego ciało zaczęło boleć.

Wszystko, co miał już, już nie wróci, a on został sam. Nękanie go było nie do zniesienia i to doprowadziło go do więcej płaczu. Gemma nie mogła go chronić i jego mama nie mogła go kochać.

Więc, w jaki sposób miał przejść przez życie? Pierwszą pomoc zaoferowano mu dopiero na pokładzie LionHeart i było to coś, czego on, sierota wychowująca się na ulicy, nawet nie brała pod uwagę.

Ale później Harry spytał kapitana Cowella, co sprawiło, że jest tak wyjątkowy, iż dostał taką szansę. Kapitan powiedział, że widział w nim potencjał. Do tego dnia, Harry nie wiedział, jaki potencjał mógłby być postrzegany w jego pustej twarzy, chudej do szpiku kości. Jego pierwszy rok jako pirata rozjaśniły jego oczy w sposób, iż Harry nie mógł sobie wyobrazić innego życia.

Nauczył się walczyć, być silnym i, co najważniejsze, jak przetrwać. Stał się wojownikiem morza. Jego umiejętności dowodzenia były zdecydowanie na miejscu. A po tym pierwszym roku, jako pirat, Harry wiedział, że to jego powołanie. Chciał być najlepszym piratem. Chciał być najsilniejszym i nie było wątpliwości, w jego umyśle, że tak właśnie się stanie.

Gdy stał się nastolatkiem, powody, dla których jego rodzina zmarła, zaczynały nabierać sensu, a co za tym idzie, nienawiść do rodziny królewskiej rosła. Ale nie do Louisa.

Wbrew jego skamieniałemu sercu, było jeszcze miejsce ciepłe, które zarezerwował dla księcia. Widział wiele jego zdjęć, gdy był dzieckiem, a kiedy zobaczył do jako nastolatka, wszystko się zmieniło. Książę Louis był wyjątkiem w tej nienawiści do Korony, która rosła, gdy poznawał historie cierpienia innych ludzi w Wielkiej Brytanii, jakie bywały gorsze od tej, którą sam przeżył. A po tym, jak Kapitan Cowell zapowiedział koniec swojej kariery, Harry postanowił przejąć pałeczkę.

Otrzymał dużą sumę pieniędzy od Cowella, gdyż ten wiedział, że Harry będzie wielki. Styles sam wymyślił nazwę One Direction. Jego celem było być najlepszym, co szybko stało się rzeczywistością, kiedy został nazwany Księciem Siedmiu Mórz i Księciem Szkarłatnego Morza. Kiedy odkrył, że jego nazwisko zostało przekazane do każdego monarchy w Europie i był praktycznie najbardziej poszukiwanym w Anglii, Harry skłamałby, mówiąc, że nie był z siebie zadowolony. Czerpał satysfakcję z tego, że jego imię znał nawet król Zjednoczonego Królestwa. Mimo to, Książę Siedmiu Mórz miał jeszcze część siebie, która jeszcze ledwo istniała.

A przypomniał sobie o niej, gdy po jakimś czasie wrócił do Cheshire. Minął ciemne, zardzewiałe bramy, kiedy kroczył po wybrukowanej drodze. Miejsce to nie różniło się wiele do tego, które opuścił jak dziecko.

- Hej – powiedział cicho Harry, idąc naprzód z kwiatami w dłoniach. - Minął rok, odkąd ostatni raz tu byłem, hm?

W oddali usłyszał znajomy pisk wron. Nad jego głową, ich skrzydła trzepotały zawzięcie, jakby były złe z obecności kędzierzawego pirata. Zignorował to i zdjął kapelusz z głowy, gdy wpatrywał się w ciemny grób. Jeden, zielony kamień mienił się w centrum nagrobka i wyglądało zupełnie jak te, które zdobiły prawy i lewy kącik jego kapelusza. Harry westchnął z goryczą.

- Nadal mam swoje skarby. Jestem szczęśliwy, że nikt nie przyszedł, aby wziąć je od was.

Umieścił bukiet na nagrobku, po czym usiadł po turecku i przez chwilę wpatrywał się w nazwiska na grobie. “Pamięci Anne Cox i Gemmy Styles”. Pamiętał uśmiech jego mamy, jego siostry i przypomniał sobie, jak jego matka całowała go na dobranoc. Harry przypomniał sobie, jak oczy jego siostry zawsze błyszczały radośnie, gdy zaczął opowieść o tym, jak książę Louis by pomyślał, że jest ładna, i razem kupiliby dla niej tyle łodzi, ile by tylko chciała, żeby mogła podróżować po świecie, jak zawsze marzyła. Harry przypomniał sobie, jak jego matka zawsze mierzwiła jego włosy i przytulała go, gdy mówił o podarowaniu jej największego pokoju w pałacu, po poślubieniu księcia Louisa.

A przede wszystkim, Harry pamiętał ich miłość. Ich miłość była tak ciepła, czysta i niewinna. Bezgrzeszna i bezwarunkowa miłość bez strachu, kłamstwa, zła i zbrodni. To była miłość, jakiej Harry’emu tak bardzo brakowało, że dałby wszystko, co ma, aby przeżyć ją po raz ostatni. Nawet po tym wszystkim, co osiągnął, nawet po tym, jakie zdanie o sobie wyrobił, nawet po tym wszystkim, gdy był jeszcze dzieckiem, które zostało wepchnięte do trumny, wypełnionej grzechami. Książę stał w swoim własnym imieniu, ale nie był kimś, kim jego rodzina chciałaby, aby się stał.

- Przepraszam, mamo. Przepraszam, Gemma. Nie chciałyście tego, wiem i przepraszam – mruknął, gdy dłonią dotknął tęsknie kamienia i chociaż czuł, że serce mu pęka, wiedział, że łzy nie spadną.

Tyle lat bez płaczu wydawało się być dobrym czasem. Bolało go serce, ale nie potrafił płakać nawet nad śmiercią własnej matki i siostry. Dwie najważniejsze osoby na świecie, które zmarły praktycznie przed nim, na jego oczach i mimo to, nie był w stanie ukazać jakichkolwiek emocji, oznaczających żałobę. Był definicją potwora.

Harry zagryzł dolną wargę tak mocno, jak tylko mógł, podczas gdy upadł na kolana na miękkiej trawie pod nim, bo wiedział, że jeśli jego matka i Gemma jeszcze by żyły, to z pewnością potępiłyby go za to, co zrobił. One nienawidziłyby go za każde egoistyczne działanie, którego się do puścił. Ale było już za późno, by zawrócić. Nawet wody wszystkich siedmiu mórz nie zmyją krwi, którą ma na rękach. Wiedział, że jego los został napisany właśnie tą krwią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz