Książę Louis Tomlinson oparł się o szynę królewskiego statku. Przypuszczał, że morskie powietrze go orzeźwi. Mylił się. Westchnął i odrzucił z oczu grzywkę. Wiatr rozwiewał jego włosy, splątując i rozrzucając w każdym kierunku. Było to niesamowicie irytujące.
Miał ochotę pójść pod pokład, ale stanie w tym miejscu było jedynym aktem wolności, jaki obecnie miał. Co Francja ma takiego wspaniałego w sobie?, pomyślał sfrustrowany. Przecież to taki sam kraj jak Anglia. Skrzywił się do pieniących się pod nim wód.
Usłyszał krzyk i podniósł głowę z ciekawością, by zobaczyć, skąd pochodzi huk. Marynarze rzucili się, by wypełni swoje obowiązki. Louis stał pośród nic, czując dziwną mieszaninę irytacji i bezsilności. Kapitan statku (Louis zapomniał jego imienia) pędził na dół z górnych pokładów.
- Louis, pod pokład, szybko! Statek piratów płynie prosto na – przerwała mu fala krzyków i nagle błysk ostrza pojawił się wszędzie.
Louis czuł się całkowicie zdezorientowany. Statek piracki był tuż obok. Kilka osób z załogi dostało się na pokład i walczyło z marynarzami. Kapitan wyciągnął swój miecz i zaczął atakować. Louis przycisnął się do poręczy, mając nadzieję, że nikt wśród chaosu go nie zauważy.
To wszystko było bardzo niewygodne. On ukrywał się, unikając walki z piratami. Lecz ci jakoś nie przejmowali się jego obecnością. Ich priorytetem były migające ostrza przed nimi. Louis ukrył się pod pudłem, nałożonym w porę. Wszędzie słyszał zderzenia ostrzy. Louis wiedział, jak walczyć, brał przecież lekcje, ale nie wydawał się być ostry.
Obserwował bitwę z kryjówki. Kapitan zabił kilku z nich i teraz ich ciała leżały na pokładzie okręty, jednak piraci wyraźnie byli górą. Louis skrzywił się na ten widok.
Kilka strzałów zabrzmiało, ale Louis nie był pewien, czy wszystkie były królewskie, czy może piraci także mieli broń.
- Louis! - usłyszał głos Eleanor i świst kuli zabrzmiał tuż koło jego głowy.
Cofnął się i schylił się, by się ukryć, ale to nie był dobre. Wiedział, że pirat go widział. Jeden z bandy brudnych szumowin wkrótce pociągnął go w górę i przyłożył nóż do gardła. Metal twardego ostrza lekko wbił mu się w skórę.
- To książę! - pirat krzyknął, trzymając Louisa jak nagrodę.
Chaos się skończył i nagle Louis był ciągnięty na statek piratów. Nic nie mógł zrobić. Kapitan jego statku zginął, a wszystko, co pozostało to grupa żeglarzy, nadal będąca w szoku z powodu nagłego ataku.
Potknął się na pokładzie i szarpnął, widząc tłum wieśniaków. To właśnie miejsce, gdzie miał skończyć. Ktoś związał mu ręce i oczy. Louis podniósł głos w proteście, ale szybko został zakneblowany. Jednak wciąż wszystko słyszał.
Ktoś rzucił go na kolana. Usłyszał dźwięk ciężkich butów wokół niego. Wziął głęboki oddech, przygotowując się na swój koniec.
- Oszczędź go. Do aresztu – rzucił głos.
Louis został przeciągnięty po drewnianym pokładzie.
- A więc to jest słynny książę Louis – odezwał się ponownie. Brzmiał dość młodo, kimkolwiek ten człowiek był. - Huh.
Louis zorientował się, że drzwi są otwarte, a pomieszczenie przyciemnione, gdy prowadzący go pirat pchnął go na ścianę i przypiął kilka łańcuchów do kajdan. Dźwięk metalu rozniósł się po podłodze.
Książę nigdy nie wyobrażał sobie, że znajdzie się w sytuacji takiej, jak ta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz