- Cholera, nudzi mi się. - warknął Harry paląc kolejnego papierosa i popijając drinkiem – Ta domówka jest gorzej niż chujowa. Kto to w ogóle jest ten cały Liam?
- Chodzi do tej prywatnej szkoły na rogu Eiseness. Sportowiec.. pływak, miał pierwsze miejsce w zawodach, tatuś jest biznesmenem, a mamusia prawnikiem. – mruknął znudzony Zayn – Gdyby nie pływanie byłby zwykłym lamusem… w sumie cały czas nim jest. Nawet zioła nie załatwił, frajer.
Podczas, gdy Zayn gadał wzrok Harry’ego poszybował w kierunku dużej drewnianej werandy, gdzie w cichym miejscu, oparty rękami o barierkę stał szczupły chłopak w koszulce w paski. Nie widział jego twarzy, ale wystarczył mu widok jego tyłka. Najcudowniejszego tyłka na świecie, który opinały dopasowane, czerwone spodnie.
- Kurwa – szepnął loczek czując, że zaschło mu w ustach i nie myśląc dłużej ruszył pewnie w stronę drzwi na zewnątrz.
Kiedy tylko przekroczy próg chłopak o pięknym tyłku odwrócił głowę i spojrzał na niego niebieskimi oczami. Cofnął się trochę zdziwiony zachowaniem Harry’ego, który szedł prosto w jego stronę patrząc mu w oczy.
- Co.. – wydyszał ale urwał bo wyższy chłopak przycisnął go do ściany i zaczął całować jego szyję.
Chłopak w czerwonych spodniach wciągnął głośno powietrze niemal słysząc swój własny puls. Nie wiedział co się dzieje. Jęknął cicho z przyjemności i zdał sobie sprawę, że zamknął na chwilę oczy. Kiedy je otworzył zobaczył parę zielonych oczu, które patrzyły prosto na niego. Były ciemne, pewne siebie i pełne pożądania. Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech, kiedy ciało niższego chłopaka zaczęło drżeć. Zdezorientowany zaczął delikatnie odpychać od siebie ciało Harry’ego, co nie było łatwe bo chłopak był naprawdę dobrze zbudowany, dużo lepiej od niego.
- Jak masz na imię? – usłyszał nagle niski szept.
- Louis – wyjąkał po dłuższej chwili oddychając szybko.
- Miło cię poznać Louis. Jestem Harry. – powiedział do jego ucha, mocno przyciskając swoje ciało do ciała chłopaka, a potem spoglądając mu w oczy – I mam ochotę dobrać się do twojego tyłka.
Louis otworzył usta wciągając powietrze zaskoczony. Pierwszy raz spotkał się z kimś tak pewnym siebie i tak bezpośrednim. Z kimś kto takie słowa wypowiada prosto w oczy nowo poznanej osobie. To było tak bezpruderyjne i obcesowe, że nie był w stanie nic odpowiedzieć.
Harry korzystając z okazji, że chłopak uchylił usta przycisnął swoje wargi do jego mocno go całując i wdzierając się językiem do środka. Był taki spokojny i bezbronny. Nawet nie protestował co jeszcze bardziej podniecało loczka.
- Hazza – usłyszeli nagle.
- Jestem zajęty. – warknął w stronę swojego przyjaciela Zayn’a odrywając się na chwilę od Louis’a, ale wciąż przyciskając go do ściany – Nie widzisz?
- Będziesz musiał przerwać swoją zabawę bo dzwonił Tony i chce żebyś zawiózł Chrisowi towar. Czekam w samochodzie. Pospiesz się. – mruknął i wyszedł.
Loczek przeniósł swój wzrok z powrotem na niebieskie oczy niższego chłopaka. Kurwa, cholernie mu się podobał. Był taki piękny i perfekcyjny w każdym calu. Nie, jedna noc z nim stanowczo mu nie wystarczy. Chce go dla siebie na własność.
- Od dzisiaj należysz do mnie. – rzucił poważnie – Nie chcę cię widzieć z nikim innym. – dodał ostrzegawczym tonem i odszedł.
*
Miesiąc później Harry stał oparty o swój samochód pod szkołą, do której chodził Louis. Obserwował jak chłopak wychodzi z budynku i śmieje się razem ze swoimi znajomymi. Miał cudowny uśmiech i wyglądał na lekko zwariowanego. Jego śmiech był taki głośny i rozczulający, że Hazza nie mógł nie uśmiechnąć się pod nosem.
Zaśmiał się w duszy przypominając sobie, że na początku chciał go po prostu przelecieć. Jak innych swoich chłopaków, których po prostu sobie brał i zostawiał kiedy chciał. Ale z Louis’em tak nie było. Spotykał się z nim już miesiąc i nie zamierzał wypuszczać go z rąk. Wygłupiali się razem w parku, grali w gry, całowali się i zasypiali razem siedząc do późna przed telewizorem. Co tu dużo mówić kochał go całym sercem.
Loczek poczuł ukłucie zazdrości, a uśmiech spełzł mu z twarzy, kiedy zobaczył, jak blond włosy chłopak podchodzi do szatyna, mówi mu coś na ucho, śmieje się i potem odchodzi. Co to miało być do jasnej cholery? Czego ten tleniony skurwiel chce od jego chłopaka? Poszybował za nim wzrokiem i zobaczył jak odwraca się jeszcze za Louis’em, patrzy na jego tyłek, po czym podchodzi do samochodu i pakuje się do środka.
Jego rozmyślania przerwało delikatne i czułe cmoknięcie, gdzieś pod płatkiem jego ucha. Podniósł wzrok i zobaczył nieśmiałe spojrzenie szatyna. Uśmiechnął się od razu.
- Czy wszystko co robisz musi być takie rozczulające? – zapytał z miękkim sercem od razu się rozchmurzając, a niebieskie oczy zabłysły promiennie.
Szatyn zarumienił się wzruszając ramionami. Wsiedli do samochodu i pojechali do mieszkania Harry’ego. Kiedy tylko drzwi się zamknęły loczek przygwoździł Louis’a do ściany patrząc mu prosto w oczy.
- Kto to był? – zapytał.
- K-Kto? – zdziwił się Lou patrząc na niego pytająco. Był przyzwyczajony do lekko agresywnego zachowania loczka, ale pytanie, które zadał zbiło go lekko z tropu.
- Ten kutas, który szeptał ci coś na ucho. – warknął brunet uważnie patrząc na swojego chłopaka.
- To Niall.. – szepnął szatyn - ..chodzi.. chodzi ze mną na kulturoznawstwo.. – wyjąkał.
- Więc niech się od ciebie odpierdoli. – wyrzucił z siebie zdenerwowany,
- Harry, ale.. ale o co ci chodzi? – Louis kompletnie nie rozumiał zachowania bruneta – To tylko kolega.. nie masz powodu by..
- Ma się od ciebie.. kurwa.. odpierdolić. - powiedział dosadnie, a niższy chłopak zadrżał – Już dobrze wiem co mu chodzi po głowie, widziałem jak na ciebie patrzył. Nie chcę cię z nim więcej widzieć.
- Harry! – oburzył się szatyn próbując odepchnąć go od siebie.
- Nie chcę cię z nim więcej widzieć. Zrozumiałeś? – powtórzył loczek.
- Cholera, Harry! – zawołał zirytowany Lou – Nie zachowuj się tak.. – dodał spokojnie patrząc mu w oczy i rezygnując z przepychanki. I tak nie miał szans z umięśnionym brunetem.
Chłopak nic już nie powiedział. Zamiast tego szarpnął lekko Louis’a za włosy przyciągając jego usta do swoich i mocno się w nie wtapiając.
- Jesteś.. – pocałował go - ..tylko.. – znowu pocałunek - ..mój. – warczał mu w usta, a Louis odpuścił zamykając oczy i mrucząc cichutko z przyjemności jaka wypełniła jego ciało.
*
Przez kilka kolejnych dni Louis rzeczywiście starał się unikać swojego kolegi, Nialla. Nie chciał się kłócić z Harrym bo za bardzo mu na nim zależało, a poza tym zdawał sobie sprawę, że chłopak jest trochę ekspansywny. Mimo tej małej wady kochał go całym sercem i zrobiłby dla niego wszystko.
Wszystko jednak trochę się pokomplikowało, gdy czekając na Harry’ego żegnał się z resztą. Blondyn podszedł do niego i zapytał czy mogą pogadać chwilę na osobności.
- Niall.. nie możemy, przepraszam cię.. Harry zaraz po mnie przyjedzie i.. – nie dokończył zdania bo chłopak złapał go z tyłu w pasie i z łatwością przeniósł kilkanaście metrów dalej.
- Tylko chwilę! – poprosił stawiając go na ziemi.
- Co ty robisz? – zdenerwował się Louis natychmiast od niego odchodząc.
- Chcę się z tobą spotkać. Podobasz mi się i myślę, że byłoby nam zajebiście. Na pewno masz ciasny tyłeczek…
Szatyn zmarszczył brwi robiąc krok w tył. Czy dobrze usłyszał? Do tej pory myślał, że ich relacje są jasne.
- Co ty.. co?! Niall ja mam Harry’ego! – oburzył się, a blondyn zrobił kilka kroków w jego stronę i podniósł rękę odgarniając mu włosy z twarzy. Louis natychmiast odtrącił jego dłoń – Przestań!
- Lou.. on nie musi wiedzieć.. spotkamy się parę razy i zabawimy..
Szatyn nie usłyszał co Niall powiedział bo zobaczył z daleka Harry’ego. Kurwa mać. Był zły. Musiał widzieć jak blondyn obejmuje go i przenosi, albo jak odgarnia mu włosy z twarzy. Albo i to i to. Louis przełknął ślinę przenosząc spojrzenie znów na stojącego przed nim chłopaka.
- Odpierdol się ode mnie. Nie spotkam się z tobą nigdy. – rzucił i ruszył do samochodu.
Już kiedy zamknął za sobą drzwi auta poczuł nerwową atmosferę. Zapiął pasy rzucając Harry’emu krótkie, niespokojne spojrzenie. Jego szczęka była zaciśnięta, a ręce mocno chwytały kierownicę. Ruszył bez słowa. Louis przez chwilę nic nie mówił, ale czuł potrzebę wytłumaczenia się. Podniósł wzrok znów na chłopaka i wziął głęboki oddech.
- Ha..
- Nie teraz. – uciął loczek, więc szatyn posłusznie zamilkł.
Weszli do domu bez słowa, a Harry poszedł do kuchni nalewając sobie zimnej wody do szklanki. Louis stanął przy wyspie na środku i patrzył na jego plecy. Ignorował go. Kompletnie go ignorował, a to doprowadzało go do szału. Podszedł do niego.
- Harry – zaczął podnosząc rękę by dotknąć jego włosów, ale chłopak złapał go silno za nadgarstek.
- Co to było do cholery? – zapytał złowrogo patrząc chłopakowi w oczy i wciąż ściskając jego rękę. Louis jęknął cicho. – Mówiłem ci, że nie chcę cię z nim więcej widzieć. – syknął.
- Ale to on…
- Może tobie się on podoba, co? – wyszeptał kwaśno robiąc krok w kierunku Louisa i pociągając go za nadgarstek tak, że teraz Lou opierał się tyłkiem o blat, a Harry stał nad nim – Chciałbyś żeby dobrał ci się do tyłka?
- Nie Harry, nie chciałbym! – powiedział głośno patrząc na niego bez mrugnięcia okiem i bez żadnych emocji. Sam się dziwił jak to możliwe, że jest odporny na takie zachowanie Hazzy. Nigdy się z nim nie kłócił i mimo złości czy zazdrości w jego oczach nie bał się go. Normalna osoba już dawno by się z nim pobiła. – Tylko ty masz ten przywilej. – warknął w jego usta, na co Harry zmrużył oczy.
- Tak? – szepnął ledwo dosłyszalnie i szybkim ruchem obrócił Louis’a tyłem do siebie, przyciskając usta do jego lewego ucha – To może w końcu to wykorzystam.. co?
Szatyn wciągnął cicho powietrze. Jego serce zaczęło bić jak szalone, a on sam oddychał niespokojnie. Nierównym oddechem wypuścił z siebie powietrze, starając się zachować spokój, gdy nagle dłonie Harry’ego zerwały z niego jasną koszulkę.
Harry poczuł jak ciało Louis’a się spina, gdy przycisnął swoje przyrodzenie do jego tyłka. Owinął ręce wokół bioder szatyna i przycisnął go mocno do siebie, a potem nachylił się nad jego lewe ramię i spojrzał mu w twarz. Uśmiechnął się szyderczo widząc, że chłopak zmrużył oczy i ciężko oddycha, a drżące dłonie opierają się o blat. Dopiero zaczynał.
- Harry – jęknął Louis, gdy poczuł jak chłopak mocniej na niego napiera.
- Tylko ja mogę cię pieprzyć Lou. – powiedział mu w ucho, odpinając rękami jego spodnie i szybkim ruchem zdejmując je z niego, a potem pozbywając się bokserek – Jesteś cały mój. – mruknął - Lepiej się rozluźnij bo będzie bolało.
Kiedy to powiedział od razu wbił się w jego tyłek. Louis krzyknął cicho w odpowiedzi czując ból rozrywający jego ciało. Harry popchnął raz, a potem drugi przyciskając go mocno do szafki i zjeżdżając ręką na jego przyrodzenie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu widząc do jakiego stanu doprowadził Louisa. Chłopak, aż trząsł się z podniecenia. Harry przesunął po nim dłońmi. Jego mocne pchnięcie i cichy jęk Louisa, znowu jego pchnięcie i znowu jęk…
Nagle zrobiło się gorąco, a ich oddechy zawiesiły się w powietrzu. Chwilę później doszli w tym samym momencie i Harry oparł głowę o plecy Louisa dysząc. Pocałował delikatnie jego ramię i pozwolił mu odwrócić się do siebie. Ich spojrzenia się spotkały, a klatki piersiowe unosiły się i opadały szybko.
- Nogi mi drżą – szepnął cicho Louis czując, że chyba nie da rady dłużej na nich ustać.
Harry zachichotał składając mu na ustach krótki i czuły pocałunek po czym wziął go na ręce i zaniósł do sypialni, kładąc się obok niego na łóżku. Kochał kiedy Louis wtulał w niego swoją głowę. Był to dla niego najprzyjemniejszy widok na świecie. Uśmiechnął się, kiedy szatyn cmoknął go gdzieś między szyją, a obojczykiem, po czym usnęli.
*
W piątek Harry dostał ważną wiadomość, że musi jechać do innego miasta coś załatwić, więc Louis został sam w jego mieszkaniu. Chciał trochę posprzątać i coś mu ugotować. Nie nudził się, bo Harry praktycznie wszędzie miał bałagan. I już nie chodzi o ubrania czy rzeczy biurowe. Harry miał bałagan nawet w kuchni. Louis zaśmiał się do siebie znajdując w zamrażalce opakowanie z makaronem.
„Ty roztargniony idioto”, pomyślał ze śmiechem na twarzy, kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi.
- Harry? Już jesteś? – zawołał kontynuując sprzątanie.
Po chwili, kiedy zdał sobie sprawę, że nikt nie odpowiedział ruszył w kierunku korytarza. Pusto. Drzwi wciąż były zamknięte, a mógłby przysiąc, że słyszał jak ktoś wchodzi. Wzruszył do siebie ramionami wracając do kuchni i aż podskoczył, gdy przed sobą zobaczył Niall’a, a makaron wypadł mu z rąk.
- Cześć Louis. – powiedział z dziwnym wyrazem twarzy. Wyglądał jakby się naćpał.
- Co tu robisz?! – zdenerwował się – Nie powinieneś tu przychodzić, to mieszkanie Harry’ego!
- W twoim nigdy nie mogłem cię zastać. – syknął robiąc krok w jego kierunku. Louis zrobił dwa kroki w tył i zbladł. Był w jego mieszkaniu?
- Harry zaraz wróci – powiedział szybko szatyn łatwo zgadując, że blondyn nie ma dobrych zamiarów.
- Nie wróci. To ja wysłałem mu tego sms’a. Mamy całą noc dla siebie.
- Nie podchodź do mnie. – Louis starał się żeby jego głos był spokojny, ale gdy wyczuł od Niall’a alkohol od razu zaczął się denerwować.
Blondyn oczywiście go nie posłuchał. Szedł powoli w jego kierunku, gdy ten cofał się do tyłu, aż napotkał plecami zimną ścianę. Zatrzymał się przed Louis’em dokładnie obserwując jego sylwetkę. Sekundę później uderzył go mocno pięścią w brzuch. Lou krzyknął zginając się na pół.
- To za to jak mnie ostatnio potraktowałeś. – zaśmiał się – A teraz się trochę zabawimy. – dodał podnosząc chłopaka za koszulkę do góry.
Louis odepchnął go najmocniej jak potrafił i kiedy blondyn stracił równowagę podbiegł do drzwi szarpiąc za klamkę.
- Tego szukasz? – usłyszał za sobą. Odwrócił się dostrzegając klucze zawieszone na palcu chłopaka. Przełknął głośno ślinę i pobiegł do sypialni rzucając się na swój telefon. Słyszał jak Niall wpada do środka za nim.
Nacisnął kilka razy zieloną słuchawkę i chwilę później poczuł mocne popchnięcie na komodę. Jęknął z bólu osuwając się na ziemię, ale utrzymał telefon w ręce. Sekundę później krzyknął głośno. Niall uderzył go kopniakiem w brzuch.
- Halo? – usłyszeli dobiegający z telefonu cichy głos Harry’ego.
- Harry! – krzyknął z płaczem Louis – Har.. – imię Harry’ego zostało przerwane kolejnym jękiem wydobywającym się z jego ust na skutek kolejnego uderzenia.
Niall kopnął jego rękę, w której trzymał telefon. Kiedy spadł gdzieś na drugi koniec pokoju, kucnął nad trzęsącego się chłopaka i szarpiąc go za koszulkę, ręce i włosy popchnął go twarzą do ziemi, a potem przygwoździł go swoim ciałem. Louis próbował z nim walczyć przez kilka, albo kilkanaście długich minut, ale był w naprawdę nieciekawej pozycji, a poza tym Niall był od niego znacznie większy i silniejszy. W końcu nie mając już dłużej siły, uspokoił się pozwalając by chłopak zrobił z nim co tylko chciał.
- Czekałem na to. – wychrypiał opuszczając mu spodnie i rozdzielając kolanem jego nogi, którymi bezsilnie próbował ruszać.
Złapał go mocno za włosy przekręcając jego twarz na bok i przyglądając jej się. Po jego policzkach spływały łzy, a jego ciało drżało ze strachu.
- I gdzie jest teraz twój pierdolony Harry? – zaśmiał się zsuwając z niego bokserki.
Zaczął grzebać właśnie przy swoim rozporku, kiedy do środka wpadł Harry, a za nim Zayn.
- Zabierz stąd Louis’a – rzucił Hazza w kierunku bruneta, a sam złapał Niall’a za ubranie i cisnął nim mocno o ścianę.
- Ha…
- Zabierz kurwa Louisa! – krzyknął tracąc nad sobą panowanie.
*
- Jak się czujesz? – zapytał łagodnym głosem loczek, gdy jego chłopak uchylił lekko oczy. Leżał na łóżku, a Harry wpatrywał się w niego z troską.
- Bywało lepiej – wymamrotał śmiejąc się i natychmiast tego żałując bo poczuł ból gdzieś w okolicach brzucha – Ał.. – jęknął.
- Przykro mi, że do tego dopuściłem. Powinienem się domyślić, że ten kutas to uknuł. Widziałem jak na ciebie patrzył..
- Daj spokój Harry.. przyszedłeś na czas. Dziękuję. – szepnął podnosząc wzrok i patrząc na niego.
- Poszedł siedzieć za włamanie i narkotyki, które u niego znaleźli. Oprócz tego stracił kilka zębów i złamał nos niefortunnie upadając. Już nic ci nigdy nie zrobi.
- Dziękuję Harry. – szepnął szatyn.
- Tak się bałem, że nie zdążę przyjechać… - loczek wziął głęboki oddech – Bałem się, że zrobi ci krzywdę…
- Wiem.. wiem, ja też. Ale wiedziałem, że zdążysz. – niebieskie oczy ponownie spotkały się z ciemną zielenią.
- Tak bardzo cię kocham Lou.. – szepnął Harry, który mówił mu to po raz pierwszy.
- Ja też cię kocham Harry. – odpowiedział z błyskiem w oku – Nachyl się i mnie pocałuj głupku. Nie dam rady się podnieść.
Harry zachichotał pochylając swoją twarz nad twarz szatyna i łaskocząc go brązowymi lokami.
- Może to ma jakieś plusy.. – zamruczał brunet w jego usta i odsunął się, gdy Lou chciał go pocałować.
- Nie drocz się ze mną. – szepnął chłopak przyciągając jego głowę ręką i łącząc ich usta w najsłodszym i najbardziej romantycznym pocałunku na świecie.
- Jesteś tylko mój. - wyszeptał desperacko Harry nie przestając go całować.
- Twój. - odpowiedział Louis, któremu uśmiech szczęścia zaczął wkradać się na twarz - Cały twój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz