Tytuł: If I Had You ( Gdybym Cię miał)
Autorka: @JustineAvenue & @CarpeDiemMargie
Ilość stron: 4
Połączenie: Ziall = Zayn Malik + Niall Horan
Gatunek: Romans, dramat
Opis: Zayn Malik, najbardziej poważany demon wśród demonów, dostaje nietypowe zlecenie od samego Lucyfera. Ma pozbyć się Nialla Horana, anioła, który zamieszkuje Irlandię Północną i swoim dobrym sercem wspiera tamtejszych mieszkańców. Co stanie się, gdy na ziemi spotka się piekło z niebem?
Informacja: AU - One Direction nie istnieje.
Ostrzeżenie: Przewiduję sceny +18 - czytasz na własną odpowiedzialność!
Podkład muzyczny: Adam Lambert - If I Had You
* * *
Czeluście piekielne połyskiwały krwistą czerwienią, która tańczyła wśród czarnych i brunatnych smug, naznaczonych bez nieczyste dusze. Ogień buchał z każdego kąta, a gorąca para tworzyła swego rodzaju mleczną mgłę, dodającą upiorności całemu miejscu.
Mijając tłumy cierpiętników, konających za swe grzechy w samym sercu piekła, oraz witając się z orszakami mrocznych rycerzy, demon w najczystszej postaci kroczył przed siebie z dumnie uniesioną głową. Wszyscy usuwali mu się z drogi, delikatnie skłaniając głowy lub oddając należyte pokłony. Był znany zarówno tu, jak i w wyższych “sferach” tego świata. Największy wojownik, najsprytniejszy intrygant i najpiękniejszy diabeł o zabójczych zmysłach.
Drzwi do komnaty królewskiej otworzyły się z wielkim hukiem, a oczy zgromadzonych w środku, momentalnie skierowały się na tego, kto śmiał przeszkodzić w obradach Piekielnego Kręgu. Sześciu wspaniałych: Kain, Brutus, Judasz, Legion, Neron i król wszystkich królów - Lucyfer w najczystszej postaci, byli gotowi zabić za przerwanie rozmów. Jednak, gdy tylko zobaczyli, kto stoi w drzwiach, uśmiech wpełzł na ich twarze i nie kryli urazy.
-Zayn! - zawołał Lucyfer, klaszcząc w dłonie z aprobatą. - Jak miło, że postanowiłeś wpaść! Mamy dla Ciebie niesłychanie ważne zadanie. - Po tych słowach ucałował mężczyznę w policzek. - Belzebub oznajmił nam, iż nie byłeś rad wiadomością ode mnie.
-Musiałem oderwać się od rzezi niewiniątek w północnej Ameryce, Panie. Ale Twe słowo jest dla mnie rozkazem, dlatego słucham. Co mam uczynić dla Ciebie, ma Okrutność?
Lucyfer zerknął porozumiewawczo na swoich towarzyszy, uśmiechając się wyniośle.
-Tak więc… Jest coś, lub raczej ktoś, kto sprawia mi problemy. - Szatan zacisnął dłonie w pięści.
Zayn posłusznie, aczkolwiek nieco niedbale usiadł na krańcu stołu, wsłuchując się w słowa swego Pana.
-Któż to taki? - parsknął, unosząc ręce w górę. - Kto, na najciemniejsze czeluści tego świata, jest na tyle głupi, aby wchodzić w szyki Lucyferowi?
-Jest to… Istota nieludzka, a co gorsze, istota boska - mężczyzna zbliżył się do Zayn’a, spoglądając mu prosto w rozżarzone czerwienią oczy i wyszeptał z pogardą dwa słowa: - To anioł.
Na sali zapadła głucha cisza, a wszyscy zamarli w oczekiwaniu na reakcję wojownika. Ten jednak nie odpowiedział nic, tylko stanął na nogi i powoli, krok po kroku podszedł w stronę zaciemnionej szyby.
-Anioł, anioł, anioł - zanucił cichutko pod nosem, po czym odwrócił się w stronę Szatana. - Naprawdę? Naprawdę mam bawić się z jakimś głupim, skrzydlatym śmieciem, w czasie który mógłbym przeznaczyć na niszczenie tamtego świata? Czy naprawdę masz o mnie tak niskie…
-Milcz! - zarządził Lucyfer, wbijając nóż w ścianę, tuż obok głowy poddanego, który nawet nie drgnął. - Zrobiłeś się zbyt zuchwały, koleżko, i chyba zapomniałeś, że jesteś tu po to, aby wykonywać moje polecenia.
Zayn rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszystkie twarze były zwrócone w jego stronę, a Kain leciutko kręcił głową, dając mu wyraźny znak, aby tym razem ustąpił.
-Niech tak się stanie. - Diabeł westchnąwszy, przewrócił oczami. - Zstąpię na ziemię i trochę podrażnię się z tym kupidynkiem, skoro taka jest Twoja wola.
Spokojne i szczęśliwe życie trwało wśród mieszkańców Północnej Irlandii. Nieduże miasteczko, Mullingar, słynęło z radosnych zabaw, przyjacielskich gestów i ludzi, zawsze chętnych do pomocy. Miejsce to wydawało się być rajem na ziemi. Obce były mu katastrofy, choroby i płacz. A wszystko za sprawą jednej osoby, która swym uśmiechem uzdrawiała wszelkie zła i bóle.
Tak było i tego dnia. Niewysoki blondyn o lazurowym spojrzeniu i alabastrowej twarzy, kroczył przez ukochane sobie miasto, cicho podśpiewując. Jego złote skrzydła, niewidzialne dla zwykłych śmiertelników, połyskiwały w promieniach słońca i podskakiwały lekko, z każdym ruchem chłopaka. Na oko miał nie więcej, niż dziewiętnaście lat, choć w rzeczywistości żył już tysiące. Nikt nie znał prawdy o nim. Wszyscy znali go jako Niall’a, młodzieńca o niesamowicie dobrym sercu, bogatej duszy i światłym umyśle.
Zmierzał do swojego domu, położonego na obrzeżach miasteczka, tuż obok lasu. Kiedy już wszedł na teren ogrodu, jego wzrok przykuło coś dziwnego, dokładnie na linii horyzontu. Miejsce tamto było spowite czarnymi chmurami i niebezpieczny chłód uderzał w ciało blondyna. Anioł rozejrzał się dookoła i zdziwił się zjawisku, które kontrastowało z pięknym, letnim niebem w samo południe.
Nagle zobaczył kogoś w oddali. Ubrana na czarno postać kroczyła szybko w jego kierunku, a ogniste smugi buchały spod jego stóp. Niall znał to doskonale. Wiedział, kto przybywa, ale nie miał pojęcia, w jakim celu. Nie pozostało mu nic innego, jak oczekiwać przybycia tajemniczej osoby. Był świadom, jakie zagrożenie idzie za tym spotkaniem, ale przysiągł przed Bogiem, że nigdy nie ucieknie z pola walki.
Biorąc głęboki wdech, zacisnął pięści na drewnianym ogrodzeniu i zmarszczył czoło w oczekiwaniu na to, co nieuniknione. Mroczna postać zbliżała się coraz szybciej, zostawiając za sobą tumany kurzu. Blondyn zakasłał, gdy uderzyła w niego bijąca od diabła fala gorąca. Na jego poliki wstąpiły rumieńce, a ze skroni spłynęła kropelka potu.
-Witam, witam! - rozniósł się echem męski głos z obcym akcentem. Niall zamknął oczy, w duchu modląc się do swego Pana, aby ochronił go przed cierpieniem. - Kogo my tu mamy, hm? Czyżbym widział badziewne skrzydełka? Haha! Anioł otworzył oczy i rozejrzał się ze zdumieniem po ciemnym pomieszczeniu, w którym się znajdowali. Ale… przecież przed chwilą obaj stali w ogrodzie…
-Nie, kupidynku. Nie jesteśmy już w tym obrzydliwym ogródku, lecz w Twojej głowie. Trochę tu pusto, nieprawdaż? - Chłopak poprawił kołnierz swojej skórzanej kurtki, po czym wyciągnął rękę w stronę blondyna. - A tak w ogóle, to jestem Zayn.
Niall spojrzał na dłoń, przyjacielsko wysuniętą w jego kierunku i natychmiast zmarszczył nos.
-Nie jestem kupidynem, piekielny diable! - warknął, odsuwając się kilka kroków w tył. - Śmierdzisz szatańską mocą, odejdź ode mnie. Precz!
-Oh, przestań! - żachnął się mężczyzna, marszcząc brwi w rozbawieniu. - Myślisz, że jesteś taki twardy, na jakiego wyglądasz? Dobrze wiemy, iż Twoja skóra jest jak chińska porcelana. Piękna, lecz krucha.
-Czego chcesz? - spytał, przybierając jak najspokojniejszy ton. Nie mógł się zdenerwować. Jego czyny miały być dobre, nie gniewne.
-Porozmawiać - rzekł, jak gdyby nigdy nic demon, rozsiadając się w skórzanym fotelu. Otrzepał kolana swoich obcisłych rurek z czarnego dżinsu, po czym uśmiechnął się zadziornie. - Tatuś zabrania rozmawiać Ci z obcymi?
-Nie waż się wyśmiewać z mojego Niebiańskiego Ojca - wycedził anioł. Zayn wywrócił teatralnie oczyma.
-Wy ciągle napierdalacie się z mego Pana i Władcy, jakoś nie robię wyrzutów.
Niall uśmiechnął się przed nosem, kiedy zaświtała mu pewna myśl. Doskonale wiedział, kim jest Zayn i jak wielką posiada moc. Był również świadom, co zrobić, aby to jego wyprowadzić z równowagi.
-Masz jeszcze Pana? Myślałem, że już dawno objąłeś władzę w piekle. Co się stało? Nie masz wystarczającej mocy, by zrzucić z tronu Lucyfera?
Obserwował, jak twarz demona nabiera koloru purpury. Niall uśmiechnął się bezczelnie i nie zamierzał przerwać swojej prowokacji. Nie mógł się doczekać, aż Zayn pęknie i zostawi go w spokoju. Niczego więcej, prócz świętego spokoju nie chciał.
-Och, aż tak źle? A wszyscy uważają Cię za niepokonanego demona. Niesłusznie, prawda? Jesteś tylko mocny w słowach, czasami zniszczysz kogoś słabszego, lecz nigdy nie zdołasz pokonać Króla Diabłów, hm? Jak mi przykro.
W ułamku sekundy znaleźli się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Ściany skąpane były w czerwieni, a czerń podłogi zdawała się pochłaniać wszystko. Zayn nagle mocnym uderzeniem przycisnął anioła do ściany, zakleszczając jego nadgarstki w silnym uścisku. Niall czuł jego oddech na swojej szyi i bał się, że nie wyjdzie z tego cało.
-Nie. Prowokuj. Mnie - syknął, wkładając w swój ton jak najwięcej jadu. - Mogę Cię zabić, albo… - przejechał językiem po porcelanowej skórze szyi anioła. - Niecnie wykorzystać.
Blondyn odtrącił go od siebie i odwrócił głowę w bok.
-Zostaw mnie! - mruknął i ze złością nabrał powietrza w płuca. - Definitywnie wolę żebyś mnie zabił.
Zayn zmarszczył brwi i dokładnie mu się przyjrzał. Jego spojrzenie przeszyło Niall’a na wylot, mącąc mu myśli.
-Czy aby na pewno? - zbliżył się do anioła jeszcze bardziej i roześmiał się prosto w jego twarz. - Twoje myśli mówią mi co innego. Walczysz z nimi, ale nie możesz tego wytrzymać. Jestem zbyt pociągający, prawda? Ach, ten mój trzydniowy zarost, uwodzicielskie spojrzenie, włosy postawione na żel i perfumy od Playboya. Nie można się oprzeć.
Niall zagryzł wargi. Nie myśl o niczym, nie myśl o niczym, nie myśl o niczym, zaczął powtarzać w głowie to jedno zdanie: Nie myśl, nie myśl…
-Słyszę to wszystko. Przede mną niczego nie ukryjesz - oddech diabła owionął jego szyję. Zimny dreszcz przeszedł jego wątłe ciało, a ostra czerwień ścian zaczęła przyprawiać go o mdłości.
-Nie lubisz czerwieni? Więc pewnie preferujesz zieleń, skoro tak bardzo polubiłeś Irlandię? - wyszeptał Zayn i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki barwa pomieszczenia zmieniła się na soczysto-zieloną.
Ciało Niall’a przeszła fala dreszczy, kiedy czuł ciało demona tak blisko siebie. Zayn przesunął dłonią po jego udzie, aż spoczęła ona na pośladku niższego chłopaka. Anioł jęknął, kiedy poczuł wilgotne wargi na swojej szyi, spomiędzy których wysunęły się zęby i ukąsiły delikatną skórę.
-Będziesz tego żałował. Z tego, co pamiętam, to diabłom ściśle są zakazane bliskie kontakty z nami, czyż nie? - blondyn zapytał, powstrzymując drżenie głosu.
Zayn zaśmiał się pod nosem, po czym podniósł głowę i spojrzał na Niall’a. Niebieskie tęczówki anioła wwiercały się w jego, co doprowadzało demona do szaleństwa. Lecz nie potrafił odwrócić wzroku. Był zahipnotyzowany.
-Grozi nam to śmiercią, to prawda, ale… - wymruczał mu do ucha, wsuwając zwinnie dłoń do spodni i zahaczając palcem o bokserki. - Ale niektórzy mają u Pana specjalne względy.
Niall nie zdążył zareagować, bo znalazł się nagle przykuty kajdankami do łóżka, które pojawiło się nie wiadomo skąd. Był pozbawiony koszuli, a Zayn górował nad nim z wrednym uśmieszkiem.
-Pożałujesz tego. Bóg Ci tego nie daruje, znieważasz nas! - Blondyn próbował się bronić, lecz na niewiele mu się to zdało. Pisnął, kiedy demon zaczął przygryzać jego sutki.
-Oh, spokojnie, aniołku - zachichotał Zayn. - Będziesz jeszcze krzyczał moje imię, a potem…
-Potem, co?
-Zaciągnę Cię do piekła, gdzie będziemy zawsze razem - powiedział pewnie brunet i nie czekając na odpowiedź, wpił się w usta anioła z niesamowitą mocą.
Niall próbował go od siebie oderwać, lecz gdy demon wsunął język pomiędzy jego wargi, skapitulował. Uczucie było nieporównywalne do niczego. Moment, w którym języki rozpoczęły ze sobą walkę o dominację, zaważył na wszystkim. I anioł wiedział, iż stracił swoje boskie skrzydła raz na zawsze.
- Nigdy jeszcze takiego czegoś nie czułeś, mam rację? - Zayn pojawił się tuż za łóżkiem z tacą w ręku, przybrany w ciemne bokserki i muszkę. - Na co masz ochotę? Truskawki w czekoladzie? Z bitą śmietaną? Z cynamonem? A może drinka? - Wymieniane przez niego smakołyki zaczęły pojawiać się na srebrnej tacy, kusząc widokiem. - Wiem, że wolałbyś coś bardziej niebiańskiego, ale ptasiego mleczka nie serwujemy, so sorry! - parsknął diabeł, kładąc się na puste łóżko. Moment… Puste?
- Głupiutki wysłanniku piekieł, zapomniałeś, że my, anioły, też mamy moce? - zaśmiał się Niall, materializując w ogromnej klatce. Pokój zmienił swój kolor na równie śnieżnobiały jak nowa koszula blondyna, którą właśnie nonszalancko zapinał. Chytrze uniósł kącik ust w górę, przyglądając się skrępowanemu przez alabastrowe sznury Zayn’owi i cmoknął z pogardą. - Sądziłem, że jesteś nieco sprytniejszy. Diabeł warknął, próbując rozerwać sznury.
- Cholerny Aniele! - wrzasnął, a zaraz potem nastąpił wybuch. Ściany pokrył czarny pył, a jedyne co pozostało czyste to ubranie Niall’a i jego ogromne, puszyste skrzydła.
- Czemu się tak denerwujesz? Nie potrafisz opanować emocji? - blondyn kilkoma zwinnymi krokami dotarł do klęczącego na ziemi Zayn’a. - Wstań i mnie pokonaj, słabeuszu.
W mgnieniu oka krajobraz zmienił się i obaj wylądowali na zboczu wulkanu. Diabeł rzucił Niall’em o skałę, boleśnie raniąc jego plecy, po czym zbliżył się do niego i brutalnie zerwał z niego ubranie.
- I co? Co teraz powiesz? - szepnął mu do ucha. - Czyżbyś chciał ponownie nazwać mnie słabeuszem? Wypluj to słowo, nikczemniku.
-Nigdy! - wysyczał Niall. - Nigdy Ci się nie poddam! - wykrzyknął, odpychając od siebie mężczyznę, a ten z głuchym hukiem uderzył o przeciwległą ścianę z kamienia.
Zayn zakasłał, kiedy piasek i kurz dostał się do jego gardła. Podniósł głowę i cisnął rozzłoszczonym spojrzeniem w anioła. Ten zaś, stał z wysoką podniesioną głową i uśmiechał się zadziornie. Jego postać świeciła, jakby otoczona promieniami słońca. Wydawał się unosić lekko nad ziemią.
-Myślisz, że złość Ci pomoże? Wy, demony, macie takie ograniczone myślenie - zaczął Niall, stąpając z nogi na nogę. - Gniew, gniew, gniew. Nic więcej. Pustka. Totalne zero.
-Nie waż się tak mówić - warknął Zayn. - Jestem silniejszy od Ciebie! - po tych słowach podniósł się i rzucił na anioła.
W momencie, gdy ich ciała zderzyły się w walce, wulkan wybuchł, niszcząc wszystko dokoła. Tylko ich dwójka, moc piekła i siła niebios, pozostała nienaruszona. Tumany kurzu unosiły się w powietrzu, kiedy kolejne ciosy uderzają nawzajem w ich ciała. Wydawać by się mogło, iż jest to burza piaskowa lub tornado, wówczas gdy toczyła się najprawdziwsza walka na śmierć i życie.
-Nie masz jeszcze dość, marny aniołku? - zaśmiał się wrednie Zayn, ocierając z brody strużkę krwi.
-Nie pocznę, póki nie pozbawię Cię życia, diabelska gadzino - wysyczał Niall, rzucając się ku demonowi z pięściami. Nie przewidział jednak, iż ten zwyczajnie odskoczy, na skutek czego blondyn uderzył w ścianę.
Upadł skaleczony na ziemię, czując zgrzytanie piachu między zębami. Kurz wcisnął się do jego oczu, drapiąc niemiłosiernie. Nim zdążył coś zrobić, Zayn podbiegł do niego i podniósł go, brutalnie przyciskając do skały. W ułamku sekundy zerwał z niego ubranie, samemu będąc już nagim.
-Nie dam Ci tak po prostu wygrać - warczał złowrogo, paląc ciało Niall’a swoim piekielnym żarem. - Nie pozwolę!
Po tych słowach wszedł w niego brutalnie, a krzyk anioła rozdarł powietrze. Nastąpiła kolejna eksplozja, a ciemne chmury zastąpiły niebo. Krople deszczu zaczęły spadać na ziemię, mieszając się z gorącą lawą wulkanu. Demon zacisnął dłonie na biodrach kruchej postaci pod sobą, a usta przycisnął do jego karku.
-Kazali mi Cię zniszczyć, ale - Zayn mówił, wznawiając swoje ruchy. Blondyn jęczał z rozkoszy. - Ale gdy Cię zobaczyłem… Oh, słodki Panie nocy, nigdy nie widziałem czegoś piękniejszego.
Przeklął głośno, gdy przyspieszył w Niall’u. Demon nie mógł się opanować i wręcz wył z przyjemności. Anioł był tak mokry i ciasny, że powinien w piekle płonąć za tę perfekcyjność. Czuł zapach jasnych włosów chłopaka. Ich ciała ocierały się o siebie, zroszone potem.
-Obróć się - warknął Zayn, wychodząc gwałtownie z chłopaka. Boski wysłannik wykonał posłusznie polecenie.
Mulat pochylił się nad nim i złączył ich usta w zakazanym pocałunku. Wargi mężczyzn zaczęły poruszać się w tym samym rytmie, a języki podjęły zażartą walkę o władzę. Niall doskonale wiedział, iż łamie wszelkie reguły i to, co się dzieje, jest karygodne i niedozwolone, ale nie potrafił się oprzeć. Był zafascynowany demonem i to pożądanie przejęło nad nim kontrolę.
-Oh, Zayn - wydyszał chłopak, kiedy poczuł go w sobie. - Nie prze…Przestawaj.
-Zrobię wszystko, czego zapragniesz. Twe życzenie jest dla mnie rozkazem - odpowiedział brunet, obsypując pocałunkami twarz anioła.
Splótł palce ich dłoni i posuwał blondyna szybciej i mocniej. Burza szalała nad nimi, a ziemia trzęsła się pod nimi. Zayn miał wrażenie, że zaraz rozstąpią się czeluści piekielne, a Bóg zejdzie z samych niebios. Niall zacisnął palce na szkarłatnej pościeli i odrzucił głowę w tył, uderzając nią o poduszki. Biel jego ciała kontrastowała z czekoladą skóry Zayn’a. Byli jak ogień i woda, biel i czerń, Yin i Yang.
Mulat czuł, że długo nie wytrzyma. Podniecenie sięgało zenitu, a rozkosz wypełniała jego zmysły po brzegi. Czuł anioła w swoich żyłach, jak narkoman najczystszy gatunek heroiny. W ciągu kilku minut uzależnił się od niego. A myśl, iż będzie musiał od niego odejść, rozrywała go na strzępy. Przysiągł sobie, że nie pozwoli na to i będzie trwał, dopóki nie zostanie unicestwiony.
-Zayn, już blisko, Boże, Zayn… - jęczał Niall, wijąc się pod mężczyzną, jak kotka.
-Lepiej Boga nie wzywaj, kochanie - szepnął do niego demon, zmuszając tym samym, by anioł na niego spojrzał.
Pożerali się wzrokiem, kiedy Zayn dochodził wewnątrz blondyna, z głośnym krzykiem na ustach. Chwycił ramę łóżka, znajdującą się za głową Niall’a i wyrwał ją z drewnianej fraktury. Odrzucił za siebie i wykonał ostatnie pchnięcie, wypełniając chłopaka słodkim nektarem pożądania. Anioł zacisnął palce na plecach Mulata, wbijając mu boleśnie paznokcie w skórę, kiedy z głośnym krzykiem doszedł. Jego ciało wygięło się w łuk, a powieki zacisnęły się z euforii. Mężczyźni opadli obaj na łóżko, spleceni w dziwacznym uścisku.
-Miałeś mnie zabić - wyszeptał Niall, sunąc palcem po ramieniu bruneta.
-Miałeś mi nie ulegać - zawtórował mu Zayn, wpatrując się w lazurowe tęczówki. - Robię złe rzeczy z natury. Ale co z Tobą? Czeka Cię potępienie.
-Nie obchodzi mnie to. Zrzucam skrzydła raz na zawsze. Odnalazłeś mnie, nie chcę być już nigdzie indziej.
-Odejdziesz ze mną? Dokąd?
-Gdziekolwiek. Do piekieł nawet zejdę, byle być przy Twoim boku - rzekł Niall, a usta anioła znów złączyły się z gorącymi wargami demona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz