poniedziałek, 6 stycznia 2014

Tytuł: Biggest Load Of Bullshit Ever (Największa bzdura świata)

Autorka:@JustineAvenue & @CarpeDiemMargie

Ilość stron: 4

Połączenie: Larry Stylinson = Harry + Louis

Gatunek: Romans

Opis: Harry nie może znieść ciągłego ukrywania się przed światem. W dniu, w którym Louis wydaje oświadczenie, że Larry “to największa bzdura świata”, Styles nie wytrzymuje i zamierza wymierzyć ukochanemu karę.

Ostrzeżenie: Przewiduję sceny +18 o tematyce homoseksualnej - czytasz na własną odpowiedzialność.

Podkład muzyczny: Emeli Sande - Read All About It Part 3

* * *

Szelest stron mojego ulubionego tygodnika roznosił się po pustym salonie w mieszkaniu Louisa. Ze znużeniem przyglądałem się szarawym nagłówkom, szukając tematu, który mógłby mnie zainteresować. "Wpadka! Rihanna nie nosi majtek!" - głosił jeden z nich, a ja czym prędzej przewróciłem kartkę na drugą stronę. ”Nowy album Adele już w sklepach!”. Ziewnąłem przeciągle. “Afera w najpopularniejszym boysbandzie świata! Czy przyjaźń Louisa i Harry’ego z One Direction wisi na włosku?” - przeczytałem tytuł artykułu i od razu zanurzyłem się w lekturze, rozdrażniony, wyłapując fragmenty tekstu.

"Larry to nie romans!" - buntuje się Louis, gdy fani pytają go o tzw. bromance. - Pomiędzy mną, a Harrym NIC nie ma. Jesteśmy tylko kumplami z zespołu, a ja i Eleanor jesteśmy razem szczęśliwi. Czemu nie możecie tego zrozumieć?"

Prychnąłem, nieco oburzony i zjechałem wzrokiem w dół kartki.

O zdanie w tej sprawie spytaliśmy także Eleanor: “Harry wciąż miesza się w nasze życie!” - komentuje to dziewczyna. - “Pomimo, że jesteśmy przyjaciółmi, powoli zaczyna mnie to drażnić…”

Zatrzasnąłem gazetę i przeszedłem do salonu, gdzie rozłożyłem się na kanapie i leniwie włączyłem telewizor. Natrafiłem na wieczorne wydanie wiadomości BBC, ale już po chwili pożałowałem swojej decyzji.

-Kryzys w One Direction! - zawołał głośno dziennikarz programu, zwracając tym uwagę zapewne połowy kuli ziemskiej. - Dosłownie kwadrans temu Louis Tomlinson, jeden z pięciu wokalistów tego wielkiego boy bandu, wydał oświadczenie na swoim Twitterze! “Larry to największa kupa bzdur o jakiej kiedykolwiek słyszałem!”, napisał dziś Louis. tym jednym zdaniem zaprzeczył wszystkiemu, z czym moglibyśmy łączyć duet Tomlinsona i Styles’a. Jak widać, nie wszystko złoto, co się świeci. Harry nadal milczy, ale czy rzeczywiście nie zareaguje na słowa swojego przyjaciela?

-Tak! - wrzasnąłem, rzucając pilotem prosto w ekran telewizora. - Tak, kurwa! Zareaguję! - gniew zapanował mną do granic możliwości. Ruszyłem do przedpokoju, a gdy natrafiłem na wspólne zdjęcie naszej dwójki dwójki, zerwałem je ze ściany i roztrzaskałem o podłogę.

Oparłem się plecami o ścianę i głośno zapłakałem, a następnie zsunąłem się na lodowatą posadzkę i ukryłem twarz w dłoniach. Cała ta sytuacja mnie przerosła. Zawsze to ja był wojownikiem, który walczył o tę miłość. Ale już nie miałem siły. Louis zabrał mi wszystko, co można, łącznie z duszą i umysłem.

-Harry? - usłyszałem szept, TEN szept. Podniosłem głowę i napotkałem lazurowe spojrzenie chłopaka o szatynowych włosach, który właśnie wszedł do domu. Wystraszony spoglądał na mnie, skulonego w kącie, oraz na zdjęcie, rozbite na tysiące drobnych kawałeczków. Przełknąłem głośno ślinę. - Harry, co się stało?

Zmarszczyłem brwi i spojrzałem się prosto w oczy Louisa.

-Larry to stek bzdur? - warknąłem, podnosząc się na nogi. Kurczowo złapałem chłopaka za koszulkę i przycisnąłem do ściany. - Jesteś szczęśliwy z Eleanor? Naprawdę?

-Harry, to nie tak…

-Dobrze wiem, jak to jest. “Trzeba kryć się przed ludźmi, to dla naszego dobra, kiedyś będziemy razem, na zawsze.” - zacząłem go przedrzeźniać, natarczywie nacierając na niego całym swoim ciałem - Jestem ciekaw, czy powiedziałbyś to samo, gdybym to ja chodził za rączkę i wymieniał pieszczoty z jakąś DZIEWCZYNĄ - ostatnio słowo wymówiłem niemal z obrzydzeniem.

Louis spuścił wzrok, wbijając go w moją klatkę piersiową.

-Zrozum, że…

-NIE ZROZUMIEM - przerwałem mu natychmiastowo, przytykając usta do jego ucha. - Nie zrozumiem. Nigdy - na chwilę odsunąłem się od niego i ostatni raz na niego spojrzałem, po czym wpiłem się w jego usta, kosztując chwili.

Louis zamarł i przez chwilę nie wykonywał żadnego ruchu. Zignorowałem to i kontynuowałem pieszczenie jego słodkich warg. W tej chwili nienawidziłem siebie i jego, za to wszystko, co robiliśmy. Byłem zdruzgotany władzą, jaką nade mną zawsze miał. Ale dziś miało się to wszystko zmienić. Teraz, albo nigdy. Nie ma odwrotu. Albo razem na zawsze od dziś, albo już nigdy nie obdarzę go nawet spojrzeniem.

-Nienawidzę Cię, słyszysz? Nienawidzę Cię z całego serca! - warknąłem, kiedy odsunąłem się od niego minimalnie. Mogłem zobaczyć, że jego oczy zachodzą łzami. Brzydzę się Tobą i nie potrafię znieść Twojego widoku, a wiesz dlaczego? Wiesz, DLACZEGO!?

-Dla… Dlaczego? - wydukał słabym głosem Lou, a ja uśmiechnąłem się arogancko.

-Bo mimo tego, jak bardzo mnie ranisz, a kocham Cię mocniej każdego, pierdolonego dnia. Rozumiesz?! Nie potrafię przestać Cię kochać, chociaż Ty zniszczyłeś mi życie. Zepsułeś mnie, jestem wrakiem człowieka. To wszystko, co się ze mną dzieje, jest tylko i wyłącznie Twoją winą. A ja, jak ten głupiec i ślepiec, kocham Cię bardziej, niż słońce.

-Harry, ja tylko…

-Zamknij się! - powiedziałem stanowczo, a gdy poczułem, jak jego ciało spina się ze strachu, zaśmiałem się chłodno. - Już za dużo powiedziałeś. Lubisz robić szum, prawda? Dzisiaj ja będę mówić. Po raz ostatni. I nie waż się mi przerywać - rzekłem, zaciskając mocniej pięści na jego koszulce.

Chłopak skulił się pod moim gwałtownym dotykiem, a ja nie zważając na nic, zerwałem z niego kremowy materiał w paski. Przyłożyłem T-Shirt do nosa i zaciągnąłem się jego zapachem.

-Perfumy Eleanor? - szepnąłem, rozrywając go na strzępy. - Okropne, jak ona sama - nie przerywając monologu, przejechałem językiem po klatce piersiowej Louisa. - Jej widok… Widok Ciebie z nią… Przyprawia mnie o mdłości.

Słona łza zatańczyła na rzęsach Lou, a za chwilę swobodnie popłynęła po jego policzku.

-Płacz, płacz. Zobacz, jak czułem się ja, kiedy mnie ignorowałeś - złapałem w dłonie jego nadgarstki i przytknąłem usta do jego czoła. - Zobacz, ile łez wylałem, podczas gdy ty biegałeś od Starbucksa do Starbucksa i nosiłeś w tych dłoniach jej zakupy.

-Chciałbym… Chciałbym to naprawić… - wychlipał.

-Co mówisz? Że chciałbyś cofnąć czas? - puściłem jego ręce i moja dłoń delikatnie wsunęła się w jego spodnie.

Przesunąłem opuszkami palców po jego męskości, skrytej pod materiałem bokserek, na co chłopak jęknął cicho. Byłem w stanie zobaczyć, jak jego mięśnie napinają się i w ciągu sekundy staje się twardy. Uśmiechnąłem się z wyższością, ignorując jego spojrzenie pełne bólu.

-Widzisz, jak reagujesz na mój dotyk? Tylko ja potrafię doprowadzić Cię do takiego stanu. Czy czujesz się tak gotowy, kiedy ona Cię dotyka? Czy potrafi sprawić, byś jęczał tak, jak robisz to teraz? - zassałem skórę na jego szyi, zostawiając w tym miejscu dorodną malinkę. - Czy ona całuje Cię w ten sposób?

-Harry, proszę, przestań - szepnął, drżącym głosem, na co złapałem go za ramiona i mocniej przycisnąłem do ściany. Miałem wrażenie, że zostaną mu siniaki od mojego uścisku, ale nie robiło to na mnie wrażenia. Zasłużył.

-Co mówiłem na temat Twojego odzywania się?

Chłopak wziął głęboki oddech - wyraźnie powstrzymywał się od płaczu. Byłem na niego zły i nie mogłem nic na to poradzić. Tak długo mnie ranił. Rok udawania, bawienia się, ukrywania. Miałem dość - jedno z nas w końcu musiało postawić na swoje. Wiedziałem, że on nigdy nie wykona żadnego kroku. Bał się. Mi już nie zależało na niczym. Ani na opinii zarządu, fanów czy naszych rodzin. Kochałem go i nienawidziłem jednocześnie. To on doprowadził do takiego stanu. To była tylko jego wina. I musiał za nią zapłacić.

-Louis, nie masz pojęcia, jak bardzo Cię nienawidzę. Jesteś dla mnie śmieciem, wiesz? Nie znoszę tego, że potrafisz okłamywać świat i siebie samego, iż nic do mnie nie czujesz. To cholernie boli, Louis - rzekłem spokojnie, muskając wargami jego ramię, dłońmi majstrując przy jego pasku od spodni. - Nie sądzisz, że należy Ci się bolesna nauczka? Taka, którą zapamiętasz do końca życia? Taka, która będzie śniła Ci się po nocach?

Louis nieznacznie pokręcił głową, ale zapamiętałem to sobie.

-Nie? To może mam wyjść na zewnątrz i krzyknąć “jestem gejem” tak, aby cały Londyn się o tym dowiedział? - zjechałem ustami nieco niżej i zacząłem całować jego biodra, powoli zsuwając z niego bokserki. - Mam to zrobić? Chyba nie mam nic do stracenia, za to ty wiele.

-Co na przykład? - warknął Lou, a ja natychmiast zgromiłem go wzrokiem, po czym znów przybrałem na twarz ironiczny uśmieszek.

-Na przykład… - zamyśliłem się, chuchając na wybrzuszenie odznaczające się na cienkim, białym materiale. - Dziewczynę. Możesz stracić przez to swoją dziewczynę, nieprawdaż? - zaśmiałem się gorzko, zsuwając jego bokserki aż do kostek. - Ale to nieważne. Żyj, ciesz się, uśmiechaj. Szalej. Kto wie, może jutro nie nadejdzie?

Chcąc go rozdrażnić, zacząłem pieścić jego uda, starannie omijając genitalia.

-Wiem, co sobie właśnie pomyślałeś. “Przestań cytować ten pieprzony Bollywood”, prawda? Znam Cię na wylot, kochanie. Na wylot - szepnąłem i nie czekając dłużej, wziąłem go całego do ust, a Louis wydał z siebie cichy, zduszony jęk, przepełniony złością. - Nie chcesz tego - stwierdziłem cicho i coś we mnie pękło, ale zignorowałem to i nie przerywałem rozpoczętej czynności.

Zassałem mocno jego penisa, delikatnie przygryzając główkę. Chłopak stęknął, odrzucając głowę w tył i uderzając nią o ścianę. Mój język rozpoczął taniec wokół jego męskości, doprowadzając go do szaleństwa. Dłońmi zacząłem ściskać i pieścić jego jądra. Ciało Louisa wiło się pode mną z ekstazy. Wiedziałem, że długo nie wytrzyma i tylko próbuje zrobić mi na złość. Niegrzeczny chłopczyk.

Pochłonąłem go całego, aż uderzył o ściankę mego gardła. Zachłysnąłem się jego smakiem, uwielbiałem czuć go w swoich ustach. W takich chwilach wiedziałem, że jest tylko mój i nikogo więcej. Przyspieszyłem ruchy, przez co jego penis na przemian pojawiał się i znikał bardzo energicznie. Ciszę domu przerywał jego przyspieszony oddech i jęki, które starał się tłumić.

Kiedy zacisnął pięść w moich lokach, dając mi znać o swoim zbliżającym się finale, gwałtownie przerwałem dogadzanie mu. Podniosłem się na równe nogi i spojrzałem na niego z góry, ostentacyjnie oblizując usta. Widziałem, jak jego wzrok podąża za moim językiem, dokładnie badając każdy fragment moich ust. Uśmiechnąłem się arogancko.

-Nienawidzę Cię, Louis. Z całego serca Cię, kurwa, nienawidzę! - warknąłem i złapałem go za pośladki, podnosząc do góry, a gdy owinął nogami moje biodra, ruszyłem po schodach na górę.

Wpadłem do mojego pokoju i zrzuciłem go z siebie. Chłopak zatoczył się, ale przytrzymał się komody. Przekręciłem klucz w zamku, po czym stanąłem naprzeciw niego, jednocześnie zdejmując swój sweter. Mierzyłem go wzrokiem. Był przerażony. Nie miał pojęcia, co się wokół dzieje. Podobało mi się to.

Szybko pozbyłem się swojego ubrania, a następnie popchnąłem go, by usiadł na łóżku. Stanąłem przed nim, a mój sterczący kolega stał na wprost jego twarzy. Złapałem Lou za włosy i przyciągnąłem bliżej.

-Pokaż mi, jak bardzo chcesz to wszystko naprawić - syknąłem, a on złapał mojego penisa w dłoń i zbliżył do niego swe usta. Przez moment miałem wrażenie, że zastanawia się, co zrobić. Postanowiłem mu pomóc. - Ssij go, dziwko.

Louis przełknął ślinę i z zamkniętymi oczami posłusznie wykonał polecenie. Zauważyłem jego ociąganie, więc, zupełnie niespodziewanie, sprzedałem mu siarczysty policzek.

-Rusz się - mruknąłem, brutalnie wypychając biodra do przodu. Oczy Lou zrobiły się wielkie jak spodki, gdy zaczął się krztusić. - Bądź grzeczny, bo inaczej zostaniesz ukarany.

Chłopak nieco odsunął się, po czym trzęsącymi rękoma zaczął pomagać sobie przy dogadzaniu mi. Moje ciało przeszyły przyjemne dreszcze, gdy z zamkniętymi oczami gładziłem jego włosy. Jego giętki i zwinny język doprowadzał mnie do ekstazy, wirując wokół mojego członka. Zęby delikatnie przygryzały go co jakiś czas, a ja syczałem z przyjemności. Musiałem przyznać, że był w tym naprawdę dobry.

Nie mogąc wytrzymać, zacząłem powoli poruszać biodrami, pieprząc jego usta. On w odpowiedzi przyspieszył tempo, nadając swojej pracy jeszcze większe obroty.

-Och, Boże… Louis… - jęknąłem, rozgorączkowany. - Tak właśnie ma być codziennie… Tak ma być. Masz… Masz tak robić… A może wybaczę… - zagryzłem wargę, czując, że za moment dojdę.

Zacisnąłem powieki i krzyknąłem, gdy sperma wytrysnęła z mojego penisa wprost do jego ust. Przytrzymałem jego głowę, zmuszając go do połknięcia wszystkiego. Louis zakrztusił się, ale wykonał moje nieme polecenie. Uśmiechnąłem się z satysfakcją, gdy zobaczyłem, w jakim stanie jest Lou. Wyglądał jak najczystsza definicja seksu. Z zarumienionymi policzkami, rozczochranymi włosami i błyszczącymi oczyma. Drżał nieznacznie, przez co pogłaskałem go czule po twarzy.

-Grzeczny chłopiec. Widzisz, jak łatwo się dogadujemy? - spytałem i pochyliłem się, by skraść z jego warg jeden pocałunek. - Ale to dopiero początek, kochanie. Bardzo mnie zraniłeś, wiesz o tym, prawda?

-Co mam zrobić? - szepnął, a mną znów ogarnęła furia.

-NIC. NIE. MÓW. JASNE?! - powiedziałem stanowczo, a chłopak pokiwał głową. - Mój Louis. Tylko, tylko, tylko mój. Musisz o tym pamiętać. Należysz tylko do mnie, kochanie.

Nakazałem mu położyć się na brzuchu, na całej powierzchni łóżka. Wszedłem na niego, a pochylając się, zacząłem obsypywać pocałunkami jego umięśnione plecy i kark. Raz po raz jego ciało przeszywał dreszcz, gdy miejscami przygryzałem jego jedwabistą skórę, błyszczącą się w świetle księżyca. Uśmiechnąłem się na widok jego pode mną. Był uległy, nie sprzeciwiał się. Uwielbiałem nad nim dominować. Nie było nic słodszego, niż bezbronny Louis w moim łóżku.

-Kocham Cię i nienawidzę jednocześnie. Wiesz to, prawda? Nienawidzę tego, że jesteś taki próżny. Nienawidzę Twoich gierek, kiedy udajesz, że nic nas nie łączy. Nienawidzę, gdy jesteś niepewny. Nienawidzę, że kochasz mnie, a lubisz ją. Nienawidzę tego, że doprowadzasz mnie do łez. Nienawidzę, że powodujesz u mnie śmiech. Nienawidzę, kiedy jesteś tchórzem. A najbardziej nienawidzę, że ciągle sprawiasz, iż Cię kocham - powiedziałem cicho i w tym momencie wszedłem w niego gwałtownie i mocno.

Louis krzyknął, a ja zarejestrowałem ten charakterystyczny odgłos zaciskanych na pościeli palców. Jego ciało spięło się i wygięło w łuk pode mną. Przygryzłem wargi, kiedy usłyszałem jego ciężki i bolesny oddech. Uwielbiałem być wewnątrz niego. Był tak niepoprawnie gorący, mokry i ciasny, że nie mieściło się to w głowie. Umierałem każdego dnia dla niego.

Wciąż go posuwając, ścisnąłem w dłoni jego penisa i z satysfakcją przejechałem językiem po jego karku. Z sekundy na sekundę przyspieszałem swoje ruchy. Zamknąłem oczy, słysząc jęki Lou, wypełniające cały pokój. Łóżko lekko skrzypiało pod naszym ciężarem, a zza okna dobiegały ledwo słyszalne dźwięki ulic. W końcu, nie zwracając uwagi na to, czy ranię chłopaka, czy nie, przyspieszyłem maksymalnie i w amoku zacząłem krzyczeć, jak bardzo go nienawidzę. Nasze krzyki stawały się coraz głośniejsze i byliśmy coraz bliżej krawędzi.

-Harry… Nie wytrzymam… - usłyszałem cichy, zachrypnięty głos. - Już prawie…

Chciałem, aby ta chwila trwała jak najdłużej, ale wiedziałem, że nie mogę tego przeciągać. Wykonałem ostatnie, mocne pchnięcie i ponownie wystrzeliłem. Louis opadł na łóżko, ciężko dysząc. Łzy spływały po jego twarzy, mieszając się z kroplami potu. Osunąłem się na ziemię i chwyciłem w dłoń butelkę z wodą, oblewając się nią cały.

Kiedy ochłonąłem, odwróciłem głowę i spojrzałem na mojego kochanka. Już nie płakał, ale ciągle wpatrywał się we mnie. Odnalazłem po omacku jego dłoń i splotłem nasze palcem razem. Wziąłem głęboki oddech, by przerwać tę ciszę.

-Jest tyle rzeczy, za które Cię nienawidzę, ale są też te, za które Cię kocham - szepnąłem, a on zamrugał szybko. - Kocham sposób, w jaki układasz włosy. Kocham, gdy na mnie patrzysz. Kocham Twoje kolorowe spodnie i koszulki w paski. Kocham, kiedy się całujemy. Kocham to, że doprowadzasz mnie do łez. Kocham, gdy sprawiasz, iż się śmieję. Kocham Twoją dłoń w mojej, bo kiedy są złączone, wszystko jest w porządku. A najbardziej kocham Cię za to, że każdego dnia sprawiasz, iż kocham Cię mocniej.

Louis uśmiechnął się delikatnie i pochylił się nade mną. Byłem przekonany, że chce mnie pocałować, a on jedynie sięgnął do stolika i wziął mój telefon. Już miałem spytać, co chce zrobić, kiedy po prostu złączył nasze usta w pocałunku. W tle usłyszałem charakterystyczne “pstryk” aparatu i kiedy otworzyłem oczy, ujrzałem mojego IPhona.

-Mogę wiedzieć, co robisz? - spytałem cicho, a Lou kliknął coś w moim telefonie, a następnie podstawił mi wyświetlacz pod nos.

-“@Harry Styles Nie mogę dłużej tego robić. Nasza miłość nie ma prawa być skrywana. Na zawsze Twój, Louis - głosił wysłany właśnie tweet, a do niego załączone było zdjęcie, zrobione kilka sekund temu.

W moich oczach pojawiły się łzy wzruszenia. Wygraliśmy bitwę. Po raz kolejny miłość zwyciężyła. I już nic nie mogło nas powstrzymać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz