Eleanor syknęła z bólu, gdy omal nie złamała sobie kości w ręce. Odsunęła się do tyłu patrząc ze złością na twarde drewniane drzwi i pocierając knykcie. Niedługo po tym drzwi się otworzyły i jej oczom ukazał się Liam. Zrobił dziwną minę bo spodziewał się tu chyba każdego oprócz niej.
- Eleanor? – zdziwił się podnosząc brwi – Co ty tutaj…
- Harry. Gdzie jest Harry? – zapytała szybko bo nic więcej w tej chwili się nie liczyło. Musiała z nim porozmawiać i to jak najszybciej. Liam wzruszył ramionami.
- Nie ma go, wyszedł gdzieś z Zaynem, do jakiegoś klubu. – odparł przeciągając się.
- Ale jak to wyszedł? Kiedy? Gdzie? – zdenerwowała się naciskając, a Liam po krótkim zastanowieniu podał jej nazwę klubu. Dziewczyna nawet się nie odwracając pobiegła w dół uliczki i chwilę później jechała autobusem w stronę Londynu, szukając w telefonie mapy by najszybciej się tam dostać.
Klub „Dziesiątka”, co to w ogóle za miejsce? Klub gejowski, wspaniale, myślała przepychając się w kierunku wejścia. I jak ona niby ma znaleźć w środku Harry’ego? Wśród tylu ludzi…
Pół godziny czekała by móc wejść do środka, a gdy już jej się udało przez następne pół szukała Harry’ego. Okazało się to łatwiejsze niż myślała bo siedział przy barze z jakimś przystojnym i zadziwiająco podobnym do Louisa chłopakiem. Zmrużyła oczy widząc jak Harry się śmieje i mówi mu coś na ucho zaciskając rękę na jego włosach, ale nie zamierzała dłużej się przyglądać. Przepchnęła się w jego kierunku i odchrząknęła mówiąc ze muszą pogadać.
- Jestem zajęty El. – wymamrotał patrząc na nią znacząco.
- Tak. Jesteś zajęty. – powtórzyła patrząc na chłopaka, z którym flirtował – Słyszałeś co powiedział? Jest zajęty. Za-ję-ty. Ma chłopaka, więc spływaj. – warknęła niemiło, a chłopak natychmiast zmarszczył brwi i spojrzał z wyrzutem na Harry’ego.
- Hej to nie jest praw…
- Sory, nie mam ochoty być tym drugim. – rzucił, a potem odwrócił się i odszedł zanim Harry zdążył się wytłumaczyć.
- Cholera no i co zrobiłaś? O co ci chodzi? Co ty tu w ogóle robisz?! – oburzył się.
- Musimy porozmawiać. O L… - nie skończyła bo Harry pokręcił głową i odwrócił się w kierunku baru zamawiając kolejnego drinka. Nie chciał o nim rozmawiać, ale Eleanor nie zamierzała się poddać – Harry! – krzyknęła po raz piąty – On tego nie zrobił rozumiesz? Czemu zachowujesz się jak taki idiota?
- Och, niech zgadnę, opowiedział ci bajeczkę o tym, że jego wujek mu to zrobił? I ty w to uwierzyłaś, tak? – zaśmiał się, ale wyraz jego twarzy był dość dziwny i Eleanor przez chwilę myślała, że Harry zaraz zacznie płakać. Tak się jednak nie stało – Może sama potrzebujesz pomocy w takim razie. – dodał chłopak i już chciał odejść, gdy przytrzymała go za rękę.
- Miałeś się z nim widzieć wtedy, prawda? Miałeś mu powiedzieć. – spojrzała na niego kręcąc głową – Posłuchaj mnie Harry, tylko mnie posłuchaj, proszę. Dzwoniłam do więzienia. Musiałam kłamać i podać się za kogoś innego by pozwolili mi pogadać z tym całym Jamesem Dollingsem i tak, rozmawiałam z nim i nawet nagrałam tę rozmowę. – dodała widząc zdziwiony wzrok Harry’ego – Powiedziałam mu, że wiem, że nie zaplanował tego sam. Nie odpowiedział, a gdy tylko podałam nazwisko Toma powiedział żebym więcej nie dzwoniła, rozumiesz? I rzucił słuchawką. Nie zaprzeczył, a na rozprawie się przyznał i to…
- No i co z tego El? To żaden dowód! Dzwoniłaś do mordercy, który ma wszystko w dupie bo i tak już dostał dożywocie! – krzyknął zły – Do jasnej cholery, odpuść w końcu… czego ode mnie chcesz? – zapytał, a ona westchnęła.
- Chcę żebyś porozmawiał z Justinem i poprosił go by dowiedział się prawdy. Na pewno jego tatuś ma kontakty w więzieniu i…
- CO?! Oszalałaś… ty… co?! Filmów się naoglądałaś? – pokręcił przecząco głową – Boże… ty jesteś… nie, nie… kurwa nie do wiary. – zaczął się śmiać i pociągnął duży łyk alkoholu – To najgłupsza rzecz jaką w życiu usłyszałem. Justin mnie nienawidzi, a ja nie zamierzam ci pomagać. Wiesz co będzie jak Lindsay i Tom się dowiedzą? Ja… nie, nie ma mowy. Louis jest chory i przyjmij to w końcu do wiado…
- Louis cię kocha! – krzyknęła – I za kilka dni wyślą go do wariatkowa, będzie dostawał leki, które wypiorą mu mózg, rozumiesz? Zdrowemu człowiekowi! Będzie całymi dniami siedział i patrzył w zakratowane okno bez klamki i bujał się na niewygodnym łóżku, tylko dlatego bo nikt mu do kurwy nędzy nie uwierzył! Współczuję mu, wiesz? Że zakochał się w kimś kto mu nie ufa, w kimś kto mu nie pomoże, gdy tego potrzebuje, w kimś w kim nie ma żadnego oparcia! Co ci szkodzi spróbować się chociaż czegoś dowiedzieć? Bo nie wiesz jaka jest prawda, ja też nie wiem, ale dopuszczam do siebie myśl, że Louis może rzeczywiście mówić prawdę. Nie widzisz, że coś tu śmierdzi? Że to wszystko jest podejrzane? Louis zamknął się w łazience, pociął ręce i odkręcił gaz, a sekundę później przyjechała karetka? Tom nawet nie próbował wyważyć tych pieprzonych drzwi! A nie wiem jak ty, ale ja na jego miejscu pierwsze co bym robiła to próbowała się tam dostać, zwłaszcza, że zmienili z Lindsay zamki, po tym jak Louis podciął sobie żyły! Tom miał klucze i mógł wejść do środka, rozumiesz?! Dlaczego więc tego nie zrobił?! Był w szoku, tak? Zapomniał, że ma klucze, ale nie zapomniał już by wziąć telefon i zadzwonić po karetkę?! – krzyczała, a po jej twarzy płynęły łzy złości, Harry patrzył na nią zamurowany – Louis cię kocha, ze wszystkich ludzi na świecie myślał, że akurat ty mu uwierzysz, że akurat ty zrozumiesz… a ty go odrzuciłeś. Jesteś prawdziwym chujem Harry. Myślisz, że szpital mu pomoże, że uratuje jego pieprzone i i tak żałosne już życie, a tymczasem szpital mu je zabierze. Byłeś kiedyś w szpitalu psychiatrycznym Harry? Jako pacjent oczywiście? Nie byłeś. Ale ja byłam. Wiem jak to wygląda. Wiem jak traktują tam ludzi. Zrobisz coś złego, a od razu przykują cię do łóżka i nafaszerują jakimś gównem, cokolwiek zrobisz dadzą ci leki, które zamiast ci pomagać ściągną cię na dno. Widziałam nie jeden taki przypadek. I Louis na to nie zasługuje. Po tym wszystkim co przeszedł nie zasługuje na to by go teraz zostawiać, by go skreślać i brać za psychicznie chorego. I ty akurat powinieneś to rozumieć najlepiej… I wiesz co Harry… żal mi cię.– dodała kręcąc głową i nagle odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia, zostawiając go samego.
Szła na przystanek cała zapłakana i nagle coś sobie uświadomiła. Dopiero, gdy powiedziała to głośno wiedziała, że to wszystko naprawdę jest podejrzane. Wiedziała, że Louis nie próbował się zabić. I z Harrym czy bez musiała mu pomóc. Tego jednego była pewna.
*
Louis nie liczył nawet na to, że Eleanor mówiła poważnie. Wiedział, że nic się nie da zrobić i że naprawdę zostanie zamknięty w zakładzie dla chorych umysłowo, ale ku jego wielkiemu zdziwieniu okazało się, że dziewczyna była całkiem poważna. Przekonał się tego następnego wieczora.
- Jak się czujesz? – zapytała lekarka, która zaczęła odpinać mu od rąk różne kabelki.
Nie odpowiedział. Dlaczego w ogóle miałby jej odpowiadać? Niech ci ludzie po prostu dadzą mu już spokój. Wystarczająco przeszedł, prawda? Jedyne czego teraz chciał to święty spokój. Niczego więcej.
Lekarka zdjęła mu z ust maskę tlenową i zaczęła podnosić go do pozycji siedzącej. Jęknął z bólu, czując jak zsuwa go z łóżka.
- Co… - zaczął, ale wtedy zdał sobie sprawę z tego, że to Eleanor – El? C-co ty robisz?
- Mówiłam ci, że nie pozwolę im zamknąć cię w wariatkowie. – powiedziała poważnie – Skup się Louis, mamy mało czasu.
- Nie dam rady stanąć na nogach. – szepnął słabo. To wszystko nie miało sensu. Dziewczyna jednak nie zamierzała odpuścić. Wyszła na chwilę i chwilę później wróciła z wózkiem inwalidzkim.
- Cholernie schudłeś, wiesz o tym? – mruknęła, gdy z łatwością udało jej się go przenieść, a potem ubrała na niego gruby sweter, tak by nie było widać szpitalnej piżamy – Pójdziemy teraz do windy, jak będziemy przy recepcji to nie patrz na nikogo, r-rozumiesz? Boże… okej. Jedziemy. – dodała zestresowana i popchała go w stronę wyjścia biorąc wcześniej głęboki oddech.
Louis nie mógł uwierzyć, że to wszystko było takie łatwe. Kompletnie nikt nie zwrócił na niego uwagi. Eleanor bez słowa popchała go do windy, a gdy drzwi się zatrzasnęły ponownie odetchnęła z ulgą. Louis podniósł na nią wzrok. Był bledszy niż zazwyczaj. Otworzył usta chcąc zadać jej pytanie, ale dziewczyna przerwała mu bo dobrze wiedziała o co chce zapytać.
- Do domku za Green Meadow, gdzie zawsze jeżdżę z rodzicami. Samochodem. – wyrzuciła z siebie.
- Przecież ty nie masz prawa jazdy…
- Dam sobie radę. – zapewniła – Spokojnie. – dodała widząc jego zmartwione spojrzenie.
- Będziesz miała problemy jak się dowiedzą, że to ty El, bardzo duże problemy.
- Nikt mnie nie rozpozna jeśli włączą kamery. I nie, nie będę miała jeśli udowodnię, że twój wujek to przestępca, a udowodnię to. Nie wiem jeszcze jak, ale to zrobię Lou. Obiecuję.
*
H: Odbierz, to ważne.
H: Musimy pogadać. Rozmawiałem z Justinem
H: El do cholery, odbierz! Chcę pomóc
H: Gdzie jesteś Eleanor?! Louis zniknął, wiem, że maczałaś w tym palce
H: Proszę zadzwoń do mnie, gdzie go zabrałaś?
H: Proszę El, znowu jestem pijany i martwię się, proszę
Eleanor westchnęła ściskając w ręce telefon i patrząc na śpiącego na kanapie Louisa. Mimo tego, że spał wyglądał na bardzo słabego i naprawdę zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła zabierając go ze szpitala. Co jeśli będzie miał problemy z oddychaniem? Albo jeśli pęknie mu jeden ze szwów na ręce? Bała się, naprawdę potrzebowała kogoś pomocy, ale to nie mógł być Harry. Nie mogła mu teraz ufać. Co jeśli udawał żeby dowiedzieć się gdzie jest Louis? Nie wiedziała już co ma robić. Wszystko robiła pod wpływem impulsu i teraz było źle, naprawdę bardzo źle. Chwyciła telefon.
E: Jeśli chcesz pomóc to zrób coś. Z L wszystko w porządku, zajmę się nim.
H: Gdzie jesteście? Szukają go, wiesz o tym? Będziesz miała cholerne problemy, on powinien leżeć w szpitalu, może mu się coś stać!
E: Nie powiem ci gdzie. Jeśli chcesz pomóc to zrób coś, wszystko będzie dobrze jeśli udowodnimy, że Louis nie jest psychiczny, a to co mówił to prawda. Musimy znaleźć jakiś dowód. Co powiedział Justin?
H: Ktoś w więzieniu rozmawiał z tym Dollingsem i w końcu przyznał, że to Tom mu zapłacił, ale to żaden dowód. Jest przestępcą, równie dobrze mógłby powiedzieć, że to ja mu to zleciłem. Jego słowo jest nic nie warte, zwłaszcza po rozprawie
E: Więc znajdź inny dowód
H: Jaki?
E: Wymyślisz coś.
Harry jęknął rzucając telefon na podłogę. Dlaczego to wszystko musiało być tak skomplikowane? Jak w jakimś głupim filmie. Usiadł na kanapie i oparł głowę o łokcie, które umiejscowił na kolanach. Siedział tak chwilę myśląc. Już całkiem nie wiedział co ma robić. Czuł, że wariuje, a to co robi to kompletna głupota, ale po tym wszystkim co powiedział mu Justin zaczął wierzyć Eleanor. I Louisowi. Teraz wiedział, że może rzeczywiście coś tu jest nie tak.
Siedział tak pijąc i pogrążając się coraz bardziej, aż dołączył do niego Zayn, a potem Liam, którym wszystko opowiedział. Na początku zareagowali dokładnie tak jak on, ale gdy zaczął im wszystko wyjaśniać obaj zgodzili się, że ta cała sytuacja naprawdę jest podejrzana.
Zayn nie mógł uwierzyć jakim cudem udało się Harry’emu przekonać Justina by mu pomógł, ale Harry przypomniał mu, że uratował Justinowi tyłek i że jednak był mu coś winny. Siedzieli chwilę w ciszy, myśląc nad tym wszystkim co przed chwilą im opowiedział.
- Zi masz jeszcze trochę tych kolorowych pigułek? – zapytał nagle i chciał sięgnąć po swoją szklankę, ale Liam odsunął ją na bok mówiąc, że już mu wystarczy.
- Ma… nie mam. – powiedział Zayn widząc ostrzegawcze spojrzenie Liama – Nie mam.
- Nie wiem już co robić. Nie wiem w co wierzyć, nie wiem jak mogę pomóc Louisowi. Mam porozmawiać z Lindsay i powiedzieć jej, że jej mąż może być przestępcą? – prychnął zrozpaczony – W najlepszym wypadku dostanę w twarz i wylecę za drzwi. Nie będzie chciała mnie słuchać i…
- Tom. Trzeba pogadać z Tomem. – mruknął Zayn, bardziej do siebie niż do niego. Liam i Harry podnieśli głowy patrząc na niego pytająco.
- I co mam mu powiedzieć? Cześć wujku Louisa, mam pytanie, czy zleciłeś morderstwo jego rodziców i czy pociąłeś mu ręce i chciałeś upozorować jego próbę samobójczą? Nie muszę mówić jak idiotycznie to brzmi, prawda? – zapytał na co Liam przytaknął, wciąż nic nie rozumiejąc. Zayn roześmiał się.
- Naprawdę jesteście tacy głupi? – zdziwił się – Wystarczy odpowiednie podejście Hazz. Musisz mu powiedzieć, że wiesz, że on to zrobił.
- No i co potem? Przytaknie, albo i nie i… o Boże. – urwał nagle, w końcu rozumiejąc do czego Zayn zmierza – Muszę tylko sprawić by sam powiedział to głośno. Wystarczy tylko głupi dyktafon.
- Brawo Harry. – westchnął Zayn – Po pijaku ciężko u ciebie z myśleniem, hej gdzie się wybierasz? Jest już późno, nie możesz teraz wtargnąć mu do domu. Poczekaj z tym do jutra, przygotuj się. Musisz wiedzieć co mu powiedzieć by zaczął mówić. Musisz go podpuścić, a to nie będzie łatwe. Będziesz musiał go zdenerwować, wyprowadzić z równowagi. – dodał i Harry wiedział, że miał rację.
Przez pół nocy zastanawiał się co mu powie i jak to wszystko rozegra, ale nic konkretnego nie wymyślił. Musiał improwizować, dlatego następnego dnia po szkole – by to wszystko nie było podejrzane – udał się do domu Toma. Wiedział, że Lindsay będzie w pracy, dlatego mógł być z Tomem sam na sam. I to wszystko naprawdę mogło się udać.
Przed naciśnięciem dzwonka włączył dyktafon i napisał Eleanor wiadomość, że idzie do domu Louisa i zamierza nagrać rozmowę z Tomem i w ten sposób dostaną dowód, który będą mogli wykorzystać. Eleanor nagle zaczęła do niego dzwonić, więc musiał wyłączyć telefon bo Tom już otwierał drzwi.
- Harry. Co tutaj robisz? – zapytał zaskoczony – Pewnie chciałeś się dowiedzieć czy znaleziono Louisa, niestety wciąż nie wiadomo gdzie jest, ale to tylko kwestia cza…
- Nie. – przerwał mu Harry wchodząc do środka i starając się by jego głos brzmiał pewnie. Tom zamrugał widząc jego dziwne zachowanie – Chcę porozmawiać o tym jak zabiłeś rodziców i siostry Louisa. – mówił odwracając się do niego i patrząc jak zamyka za nim drzwi – Bo choć nie użyłeś do tego swoich rąk to tak właśnie mogę cię nazwać. Morderca.
- Nie wiem o czym mówisz Harry. – pokręcił głową bez zmrużenia oka.
- Wiesz.
- Nie mam zielonego pojęcia. – powtórzył mężczyzna – To Louis powiedział ci takie głupoty, prawda? Dużo was łączyło więc nie dziwię się, że mu wierzysz, ale…
- Nie zaczynaj z tym gównem. Dobrze wiesz o czym mówię. James Dollings, mówi ci to coś? Ile mu zapłaciłeś? Ile warta była śmierć siostry twojej żony i jej rodziny do cholery?! – krzyknął czując jak zaczyna się w nim gotować.
- Powinieneś się uspokoić Harry. To są jakieś głupoty i…
- James Dollings przyznał, że mu to zleciłeś. Powiedział, że może w każdej chwili zeznawać jeszcze raz i że wszystko powie. – kłamał Harry próbując go podpuścić. Cały czas patrzył mu w oczy – A to… - dodał wyjmując z tylnej kieszeni plik zwiniętych kartek, które oczywiście były zwykłymi notatkami ze szkoły – To są twoje akta. Byłeś już karany, prawda? Lindsay wie o tym? – roześmiał się widząc jego minę – Oczywiście, że nie wie. Jak myślisz co zrobi jak się dowie? Bo dowie się, pokażę jej to.
- Wie o tym.
- Nie, nie wie. – warknął Harry widząc jak Tom zaczyna się denerwować – Dobrze udajesz. Powinieneś być aktorem. Wcześniej dałbym sobie rękę uciąć, że jesteś dobrym i kochającym wujaszkiem. Tymczasem jesteś nikim, wiesz? Jesteś kompletnie nikim, zerem. – ciągnął dalej i widział jak twarz Toma robi się czerwona – Poczekam na nią i osobiście wręczę jej te akta to ręki.
-Nie chcesz tego robić.
- Chcę. Oczywiście, że chcę. Dlaczego miałbym tego nie robić? – zaśmiał się Harry – Morderca.
- Nie mów tak do mnie, nikogo nie zabiłem.
- Zabiłeś. Nie swoimi rękami, ale zabiłeś. Morderco. – ciągnął dalej chcąc wyprowadzić go z równowagi, czuł, że jest już bardzo blisko – Powiedz mi, jak to jest? Być takim nieudacznikiem, że musisz posunąć się do czegoś takiego? Aż tak bardzo chciałeś mieć dzieci? To, że nie możesz ich mieć powinno ci dać dużo do myślenia. Powinieneś wiedzieć, że tacy jak ty nie powinni mieć dzieci. Nieudaczni…
- Zamknij się. – powiedział Tom, już całkowicie zdenerwowany – Zamknij. Się. – powtórzył przez zaciśnięte zęby.
- Och, denerwujemy się, prawda? – zaśmiał się Harry – Jest dużo dowodów, wiesz o tym. Wiesz, że możesz wpaść, gdy zgłoszę to na policję i powiem wszystko co wiem. I powiem ci coś. Wyjdę przez te drzwi i to właśnie zrobię. Pójdę prosto na policję i wszystko im wyśpiewam. Powiem im, że chciałeś upozorować trzecią próbę samobójczą Louisa, powiem, żeby sprawdzili twoje akta, porozmawiali jeszcze raz z Dollingsem, wszystko będzie przeciwko tobie. Jak myślisz ile ci dadzą? Dwadzieścia pięć lat? Może dożywocie? Zobaczymy. – dodał ruszając w kierunku drzwi, ale Tom zastawił je.
Harry starał się ukryć zdenerwowanie, ale wiedział to. Wiedział, że Tom teraz to powie. I nie mylił się.
- Mieli zginąć tylko jego rodzice. Kazałem Dollingsowi zabić tylko jego rodziców, siostry Louisa miały żyć. Nie chciałem pozorować próby samobójstwa Louisa, ale nie miałem wyjścia, wiesz o tym. Musiałem to zrobić bo usłyszał moją rozmowę, gdy kazałem załatwić w więzieniu Dollingsa. Nie jest głupi, domyślił się i natychmiast skojarzył wszystkie fakty. Musiałem coś zrobić, sprawić, że nikt mu nigdy w to nie uwierzy. I to było prostsze niż myślałem. Wszyscy wiedzieli, że był uzależniony od żyletek, że marzył o śmierci. Teraz trafi do wariatkowa, ale zabierzemy go stamtąd do prywatnej kliniki i wciąż będzie pod naszą opieką.
- Wiesz co? – westchnął Harry – Gówno mnie to obchodzi. I tak pójdę z tym na policję. – uśmiechnął się i chciał go wyminąć, ale Tom znów zastawił mu drogę.
- Nigdzie nie pójdziesz dopóki mi tego nie oddasz. – powiedział groźnie Tom, patrząc na kartki w jego ręce.
- Pójdę.
- Oddaj mi te akta. – powiedział, a Harry zrobił krok do tyłu. Tom jednak był szybszy. Wyrwał mu plik kartek z ręki, a gdy na nie spojrzał zdał sobie sprawę, że to zwykłe szkolne notatki – Co do… co… - zmarszczył brwi przewracając kartkami, a potem jego oczy napotkały zielone tęczówki Harry’ego. I domyślił się bo sekundę później spojrzał na jego kieszeń. Wiedział, że Harry ma dyktafon. – Oddaj mi to. – powiedział spokojnie robiąc krok do przodu.
- Nie.
- Oddaj mi to, albo cię zabiję.
- I co, upozorujesz moją próbę samobójczą? – zapytał Harry – Nikt w to nie uwierzy.
- Być może. Biedny Harry, załamał się po tym jak jego ukochany Louis okazał się być psychicznie chory i popełnił samobójstwo skacząc z mostu. To był taki uroczy chłopak, nikt się tego nie spodziewał. Jaka szkoda. Podoba ci się ten scenariusz?
- Rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę. – pokręcił głową Harry i zaczął się cofać, gdy Tom ruszył w jego kierunku.
- Nie będę się bawił w kotka i myszkę Harry. Oddaj mi dyktafon, albo zrobię ci krzywdę.
Harry stał chwilę w miejscu i sięgnął do kieszeni. Tom już myślał, że naprawdę poda mu małe urządzenie, ale Harry puścił się biegiem do innego pokoju, przewracając szafkę by utrudniła Tomowi przejście. Zanim jednak dobiegł do okna Tom przewrócił go na ziemię i zaczęli się szarpać. Harry kopnął go w klatkę piersiową przez co mężczyzna jęknął, a potem chwycił wolną ręką jego twarzy by go od siebie odepchnąć. Mężczyzna zamknął oczy, ale miał jednak więcej siły niż Harry i Harry wiedział, że będzie miał kłopoty. Wcisnął dyktafon między poduszki na kanapie, upewniając się, że Tom tego nie widział i po prostu się poddał, a chwilę potem dostał z pięści w brzuch.
Zakaszlał przewracając się na bok, a Tom sięgnął do jego kieszeni i wyjął telefon. Uśmiechnął się zadowolony.
- I po co ci to było Harry? – zapytał wstając, a potem z całej siły rzucił telefonem o ziemię i dodatkowo zdeptał go nogą, przez co natychmiast się rozwalił – Nie ze mną takie numery. Teraz pojedziemy sobie na wycieczkę. Stary most nad Tamizą, na skraju Green Meadow, spodoba ci się. To idealne miejsce na samobójstwo. – dodał podnosząc go za koszulkę z ziemi i ciągnąc do garażu. Otworzył bagażnik i wcisnął go do środka, a chwilę później przekręcił kluczyki i ruszył.
*
Eleanor nacisnęła powoli klamkę i zdziwiła się, gdy okazało się, że drzwi domu Louisa są otwarte. Weszła po cichu do środka i rozejrzała się. Na środku leżała przewrócona szafka i rzeczy, które z niej spadły. Przeszła po cichu do salonu, spoglądając na przewrócone krzesło i przy kanapie zobaczyła rozbity telefon i kilka kropel krwi. Zatkała ręką usta by nie krzyknąć i ruszyła do następnego pokoju, gdy nagle coś uderzyło ją w głowę, przez co upadła na podłogę z głośnym piskiem.
- Jezus Maria! – usłyszała nad sobą, a gdy otworzyła oczy zobaczyła chłopaka, którego kojarzyła ze szkoły – Nic ci się nie stało? O Boże, przepraszam! O Boże, wszystko w porządku? Rozwaliłem ci głowę! – zawołał przerażony Zayn natychmiast przy niej kucając.
- Nie, jest okej. Cholera to naprawdę bolało. Czym mnie walnąłeś?
- Yhh… plastikowym pistoletem. – jęknął pomagając jej wstać i prowadząc do kanapy, na której usiadła pocierając krwawiące czoło – Nie pytaj. – uśmiechnął się blado patrząc ze zmartwieniem na ranę na jej głowie.
- Kim ty w ogóle jesteś? I co robisz w domu Louisa?
- Eleanor, prawda? Jestem Zayn, wydaje mi się, że mamy kilka lekcji razem. – powiedział, a ona zdziwiła się, że ktoś ją w ogóle zna. Przecież była nikim. Zwykłą wariatką, której nikt nie lubił.
- Tak, chyba tak. Przyjaciel Harry’ego? Ten co zawsze się spóźnia i pali za szkołą?
- To ja. – przytaknął – Szukam Harry’ego, podsunąłem mu wczoraj głupi pomysł i teraz najwyraźniej ma kłopoty i…
- Wiem o wszystkim. Musimy go znaleźć. Dzwoniłam do niego kilka razy. Chciałam mu powiedzieć, że to głupi pomysł i że Tom może mu zrobić krzywdę, ale nie odebrał. I chyba tak właśnie się stało. Masz jakiś pomysł, gdzie mógł go zabrać? W domu chyba ich nie ma…?
- Nie mam pojęcia. – jęknął Zayn siadając obok niej na kanapie i chowając twarz w dłoniach – Ten facet może zrobić mu krzywdę…
- Cholera. Myśl, gdzie mógł go zabrać. – westchnęła biorąc z kanapy dyktafon i podając mu do ręki – Wypadło ci.
- To nie moje. – mruknął – Nie wiem, gdzie mógł go… hej to Harry’ego! Daj mi to. – powiedział biorąc jej z ręki urządzenie i odtwarzając od początku.
Przesłuchali całą rozmowę, a potem spojrzeli na siebie przerażeni i sekundę później, bez słowa wybiegli z domu. W tym momencie rozumieli się bez słowa.
- Tutaj! – rzucił Zayn zakręcając w boczną uliczkę, gdzie zaparkował samochód. Wsiedli do środka i kilka chwil później pędzili ulicami jak szaleni, a Eleanor w tym czasie dzwoniła na policję.
- Jesteś okropnym kierowcą, wiesz o tym? – powiedziała, gdy Zayn wziął ostry zakręt i uderzyła o drzwi.
- Wiem. Dlatego zabrali mi prawko. – uśmiechnął się spoglądając na nią – Otwórz schowek i weź sobie jedną zabawkę. Będziemy improwizować.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, a potem otworzyła schowek, z którego na jej kolana wypadło kilka plastikowych pistoletów na kulki. Otworzyła w zdumieniu usta i spojrzała na niego.
- Są niezawodne. Uwierz mi. Nie raz uratowały nam tyłek. – wyjaśnił, a ona nic już nie powiedziała. Niedługo po tym dotarli pod stary most bez barierek i zauważyli tam samochód Toma.
Zatrzymali się i wyskoczyli z auta jak szaleni, a chwilę później zobaczyli Toma, który stał i trzymał za kurtkę zgiętego z bólu Harry’ego.
- Zostaw go! – krzyknął Zayn celując w niego plastikową zabawką. Tom od razu znieruchomiał – Słyszałeś co powiedziałem. Puść go i odsuń się. Za chwilę będzie tu policja, a ty pójdziesz siedzieć.
- Nic na mnie nie macie. – pokręcił głową szarpiąc Harrym.
- Tak ci się tylko wydaje. – warknął Zayn podchodząc bliżej – Puść go.
- To ty pójdziesz siedzieć gówniarzu. – powiedział Tom puszczając Harry’ego, który natychmiast odsunął się od krawędzi mostu i upadł na ziemię – Za posiadanie broni. Powiem, że groziliście mi śmiercią bo chcę wysłać Louisa do domu wariatów i że… co ty robisz?! O-odłóż to! – krzyknął, gdy Zayn ponownie wymierzył w niego pistoletem.
- Nic nie powiesz bo cię zabiję. – mówił Zayn świetnie się przy tym bawiąc – Przestrzelić ci łeb czy inną część ciała? – zapytał mrużąc jedno oko i celując po jego ciele.
- N-nie rób tego.
- Dlaczego nie? – zapytał wzruszając ramionami – Sam chciałeś zabić Louisa.
- N-nie chciałem, nie chciałem! To był przypadek i-i, to nie miało tak być i…
- Za późno.
- NIE!
Zayn strzelił, a gdy nic się nie stało zaczął się głośno śmiać. Cały Zayn. Harry pokręcił z niedowierzaniem głową, wycierając krew ze swojej wargi, a Eleanor wypuściła z siebie powietrze.
- Frajer. – mruknął mulat, rzucając zabawkę do rzeki, gdy tylko usłyszał syreny policyjne – Założę się, że masz teraz pełne gacie. – dodał z uśmiechem, a potem cofnął się, pomagając Harry’emu wstać.
Sekundę później wszystko zaczęło dziać się niesamowicie szybko. Przyjechała policja i karetka i zrobiło się ogromne zamieszanie. Tom zaczął krzyczeć jakieś dziwne rzeczy, ale gdy tylko Eleanor wyjęła dyktafon wszystko nagle odwróciło się przeciwko niemu.
I nie mógł już się wytłumaczyć. W żaden sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz