- Lou, wyluzuj. Wszystko będzie dobrze. Takie rzeczy się zdarzają… to, że nie ma z nimi kontaktu nic jeszcze nie znaczy. - mówił Kevin do zmartwionego chłopaka. Jego rodzice z siostrami pojechali na wycieczkę i od kilku godzin nie dawali znaku życia. W normalnych okolicznościach szatyn nie zwróciłby na to żadnej uwagi, ale rok wcześniej zginął jego najlepszy przyjaciel co sprawiło, że Lou bardzo się zmienił. Kiedy tylko coś było nie tak od razu się martwił i przeczuwał najgorsze. Po śmierci Stana - najlepszego przyjaciela - ciężko mu było radzić sobie z problemami, dlatego gdy tylko miał jakiś problem od razu sięgał po żyletkę. Do tej pory nikt nie zauważył śladów na jego rękach, a przyklejony uśmiech na twarzy sprawiał, że wszyscy myśleli, że wszystko jest w porządku.
- Mam złe przeczucia. - mruknął, nerwowo przeczesując dłonią włosy - Boję się o nich. - szepnął przygryzając dolną wargę.
- Pójdziemy dziś do klubu, to się wyluzujesz. - padła propozycja, ale on pokręcił przecząco głową. Jak mógł iść do klubu, gdy był cały zdenerwowany?
- Nie chcę. - powiedział patrząc na przyjaciela - Nie jestem w nastroju Kevin, serio.
- Oj zamknij się. Musisz dotrzymać mi towarzystwa! Matt na pewno zniknie po pięciu minutach… nie chcę siedzieć sam. Proszę cię, błagam!
Lou nie mógł się nie zgodzić. Co tu dużo mówić, był uległy i nie umiał odmawiać, dlatego tego wieczora razem z Kevinem i jego kumplem Mattem wybrali się do klubu gejowskiego o nazwie “Dziesiątka”. Nie miał na to ochoty, dlatego ubrał na siebie byle jakie dresy by uniknąć jakichkolwiek zaczepek. Nie był w nastroju na romanse, flirty ani nic z tych rzeczy. Westchnął głęboko, myśląc, że jakoś wytrzyma te kilka godzin, a w końcu kiedy byli już gotowi, wsiedli do samochodu Matta i ruszyli w stronę Londynu.
Klub był ogromny, zatłoczony i wszędzie unosił się zapach alkoholu i papierosów oraz wielkie chmury dymu. Muzyka głośno grała, a głośniki dudniły od basów. Wszyscy wyglądali na wesołych i szczęśliwych. No… prawie wszyscy. Lou wziął głęboki oddech i zatrzymał się. Co on tutaj w ogóle robił? To ostatnie miejsce, w którym powinien się dzisiaj znajdować. Z jego rodziną nie było kontaktu, a on sobie pojechał na imprezę?
- Nie Kev.. to nie dla mnie. Wracam do domu. - powiedział odwracając się, ale został przez niego zatrzymany.
- Nie wypuszczę cię teraz. Idziemy się napić, rozluźnisz się. - uśmiechnął się, ciągnąc go do baru i zamawiając mu drinka. Wiedział, że Lou nie ma umiaru w piciu. Wystarczyło tylko wlać w niego pierwszego drinka.
I miał rację.
Po dobrej godzinie Louis był już całkowicie porobiony. Siedział na kanapie gdzieś na końcu sali czując jak wszystko wiruje wokół niego. Kevin dobrze wiedział, że jego kumpel ma słabą głowę i nie umie odmawiać i tego wieczoru perfidnie to wykorzystał, a na koniec i tak zostawił go samego.
- Idę tańczyć - usłyszał nagle głos kumpla i zanim zdążył zareagować został sam. Zaśmiał się do siebie mając przypływ trzeźwości umysłu i zdając sobie sprawę, że został wykorzystany. Nie trwało to jednak zbyt długo bo chwilę później znów wirowało mu w głowie. Widział, że kilku facetów przygląda mu się uważnie, ale oni byli dla niego zupełnie niewidoczni. Wstał z miejsca mając zamiar coś zrobić, ale zupełnie zapomniał co, dlatego zrobił dwa kroki i zatrzymał się. To już nawet przestawało być dla niego zabawne. Wiedział, że nie powinien się upijać i czuł się z tym wszystkim fatalnie. Postanowił wyjść, ale kiedy odwrócił się w kierunku wyjścia zdał sobie sprawę, że przed nim ktoś stoi i mu się przygląda. Był jednak zbyt pijany żeby zapamiętać jego twarz. Widział tylko, że chłopak stojący przed nim jest wyższy i dużo bardziej umięśniony od niego.
Nie dużo minęło, aż Louis poczuł uścisk na swoim nadgarstku i chwilę później został gdzieś ciągnięty. Nie wiedział do końca co się dzieje i co się stanie, ale nie zrobił też nic żeby to zatrzymać. A nawet gdyby chciał coś zrobić to i tak nie dałby rady. Procenty za bardzo uderzyły mu do głowy. A poza tym był ciekawy. Chciał wiedzieć czego ten chłopak od niego chce. Pozwolił więc zaciągnąć się do pustego korytarza prowadzącego do łazienki, gdzie został popchnięty na ścianę. Zanim zdążył cokolwiek zrobić nieznajomy chłopak przycisnął swoje ciało do jego i zaczął go całować. Louis zamknął bezwiednie oczy łapiąc chłopaka za szyję. Kiedy ten przycisnął swoje biodra do jego, Lou jęknął mu cicho w usta co wywołało na jego twarzy szeroki uśmiech. Był wyraźnie zadowolony reakcją niższego chłopaka. Szatyn był całowany tak mocno, że z trudem łapał oddech, a serce waliło mu jak szalone. Nie do końca ogarniał co się dzieje i kiedy postanowił odwzajemnić pocałunek, tamten odsunął się na kilka centymetrów i patrząc mu prosto w oczy włożył nogę między jego uda dociskając do krocza. Lou wypuścił w jego usta trochę powietrza i nim zdążył wziąć następny oddech znów poczuł na sobie jego usta. To było takie… inne, dobre, a jednocześnie złe, że całe jego ciało przebiegały dreszcze. Pragnął więcej. Ścisnął mocniej jego kark czując, że zaraz nogi odmówią mu posłuszeństwa.
- LOU! - Kevin wyrósł przy nich jakby spod ziemi - Kompletnie się zajebałeś! Inaczej w życiu nie pozwoliłbyś się tak… - wziął głęboki oddech patrząc na nieznanego chłopaka, który odsunął się od szatyna. Tylko czekał, aż Kevin powie coś co mogłoby go sprowokować. Kiedy tak się nie stało minął go uderzając go z barka i odszedł, zły, że przeszkodzono mu w “konsumowaniu” niższego chłopaka. Kevin syknął jakieś przekleństwo po czym zaczął zbierać lekko wstrząśniętego Louisa.
- Wiesz, w ogóle kto to był?! - warknął do niego, gdy znaleźli się sami w mieszkaniu - Dlaczego mu na to pozwoliłeś?! - Był wściekły, że ktoś go dotknął bo czuł, że to on ma do niego jedyne prawo, chociaż tak naprawdę nigdy nic między nimi nie było. Louis od zawsze mu się podobał, ale traktował ich znajomość tylko jako przyjaźń. Chłopak zaprowadził go do sypialni i położył na łóżku, na którym szatyn od razu zasnął, a potem usiadł obok dotykając palcami jego twarzy i wzdychając cicho.
*
Następnego ranka Louis czuł się tragicznie. Nie pamiętał wiele z poprzedniej nocy, a ból głowy nie ułatwiał mu w przypomnieniu sobie kilku szczegółów. Mało tego, czuł, że niektóre stare rany na jego rękach zostały na nowo rozerwane i zupełnie nie wiedział jak to się stało. Miał żal do Kevina, że wlał w niego tyle alkoholu, ale też zawdzięczał mu to, że przerwał to do czego o mały włos nie doszło między nim, a nieznajomym chłopakiem. Kiedy doczołgał się do kuchni i nalał szklankę wody usłyszał telefon, a gdy odebrał rozpoznał drżący głos swojej cioci, która płakała i mówiła, że będą u niego za pół godziny. Na początku nie chciała mu powiedzieć o co chodzi, ale Louis jakimś cudem to z niej wydusił. I nie wiedział czy dobrze zrobił.
- Louis… - załkała - T-twoi rodzice.. i-i sio-ostry… Oni.. o-oni… Nie żyją.
*
Liam Payne był najlepszym uczniem w całym liceum “Green Meadow High School”. I nie chodzi tu już tylko o wysokie stopnie, a o wysokie stanowisko przewodniczącego szkoły i wzorową reputację zarówno wśród uczniów jak i nauczycieli. Miał zamknięte grono znajomych, które “zwykli śmiertelnicy” zwali po prostu kujonami. Oprócz tego grona miał dwóch przyjaciół, z którymi mieszkał. Zayna i Harry’ego. Chłopcy byli jego całkowitym przeciwieństwem. Włóczyli się po nocach, wracali nad ranem pijani ze śliwą pod okiem i nie raz mieli też przygodę z policją. Liam, jako jedyny rozsądny często ich uspokajał co chociaż w domu mu się udawało. Chłopak nie miał wrogów, a każdy kto prosił go o pomoc dostawał ją bez kiwnięcia palcem. Pewnego dnia, miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego został wezwany do gabinetu dyrektora i poinformowany, że w poniedziałek do jednej z klas dołączy nowy uczeń, który przeprowadził się do Green Meadow.
- …jak pewnie się już domyśliłeś chciałbym żebyś pomógł mu się zaaklimatyzować. Jego ciocia mówiła, że nie będzie to łatwe, ponieważ po śmierci rodziców całkowicie zamknął się w sobie. Spróbujesz mu pomóc?
- Oczywiście. - uśmiechnął się Liam - Jak chłopak ma na imię?
- Louis. Louis Tomlinson. Będzie tu w poniedziałek o 7:30.
- W takim razie i ja będę. - powiedział i już miał wychodzić, gdy dyrektor znów się odezwał.
- Liam.
- Tak proszę pana? - zapytał zatrzymując się.
- Miej na niego oko, dobrze? Wiem, że to nie jest informacja, z którą powinienem się dzielić z innymi, ale wiem, że mogę ci zaufać… Ten chłopak chodzi do psychiatry. Naprawdę bardzo przeżył śmierć rodziców i naprawdę potrzebuje pomocy, kogoś kto mu pomoże.
- Zajmę się nim. - mruknął Liam dziękując za informację i po tych słowach wyszedł z gabinetu dyrektora i ruszył w kierunku pokoju przewodniczących szkoły. Idąc i obserwując uczniów pomyślał sobie, że nie będzie to łatwym zadaniem. Dobrze wiedział jak w tej szkole traktuje się nowych.
*
- Lou! Kochanie pospiesz się bo się spóźnisz! Leć po torbę i wychodzimy, ja też spieszę się do pracy. - usłyszał chłopak, który od pół godziny siedział przy stole w kuchni i mieszał łyżką w płatkach owsianych, których nawet nie tknął.
Wstał od stołu i niechętnie poszedł na górę do swojego pokoju. Chwycił torbę i już miał wychodzić kiedy spojrzał do lustra. Zatrzymał się patrząc na szczupłego chłopaka w czarnych jeansach i wyciągniętej szarej koszulce z czarnym nadrukiem. Przeczesał ręką jasnobrązowe włosy i potrząsnął głową sprawiając, że same jakoś się ułożyły. Zza okularów z czarnymi oprawkami patrzyły na niego smutne, niebieskie oczy, które kontrastowały się z bladą twarzą.
To już miesiąc. Miesiąc od wydarzenia, w którym zostali zamordowani jego rodzice i wszystkie siostry, a ból w sercu i strach z dnia na dzień był coraz większy. Wciąż nie znaleziono winnego. Po tym wydarzeniu trafił do domu siostry swojej mamy, która kochała go jakby był jej własnym synem (swoich dzieci mieć nie mogła). Można by rzec, że była trochę nadopiekuńcza, ale mimo wszystko on nie mógł sobie poradzić sam ze sobą. Nie mógł zrozumieć dlaczego to akurat on przeżył. Wolałby nie żyć, ale nawet to mu nie wyszło, bo po tym jak zażył garść przypadkowych tabletek nasennych zabrano go do szpitala na płukanie żołądka. Jego ciocia zmusiła Louisa by poszedł do psychiatry, do którego owszem - chodził - ale nie zamienił z nim jeszcze ani jednego słowa. W ogóle od miesiąca powiedział raptem kilka zdań. Zazwyczaj jego odpowiedzi ograniczały się do krótkiego “tak” albo “nie”. Chłopak zacisnął mocno oczy chcąc wyrzucić te wspomnienia ze swojej głowy.
Nie dzisiaj, proszę, powtarzał w myślach czując gulę goryczy w gardle. Nie chciał znowu płakać. Nie teraz, nie przed szkołą.
Kiedy ponownie na siebie spojrzał jego oczy zaszkliły się lekko.
- Louis? - usłyszał troskliwy głos swojej cioci, która pojawiła się w drzwiach. Odwrócił głowę i spojrzał na nią dając jej do zrozumienia, że słyszy. - Wszystko w porządku? - zapytała, a on pokiwał ponuro głową - Wiem, że nie chcesz tam iść, wiem, że się boisz… i-i ja… ja też się boję o ciebie, ale nie możesz wiecznie siedzieć w zamknięciu… musisz wyjść do ludzi, wiesz? Nikt nie zrobi ci krzywdy, obiecuję. Wszystko będzie dobrze. - zakończyła, a kiedy on nie odpowiedział dodała - Chodź kochanie bo się spóźnimy. - i zniknęła za drzwiami.
Wyszedł za nią z pokoju wkładając na głowę szarą czapkę, a przed wyjściem usiadł na podłodze i wciągnął na bose stopy białe conversy i ubrał bluzę żeby zakryć stare blizny. Kiedy wsiadł do samochodu poczuł narastającą panikę, a jego wnętrzności zaczęły się wykręcać. To oczywiste, nie był na to gotowy. Dlatego gdy Lindsay (bo tak miała na imię jego ciocia) przekręciła kluczyki i wrzuciła bieg otworzył szybko drzwi i wymiotował na podjazd.
- Boże Lou… - usłyszał zrezygnowany i zatroskany głos, a chwilę później zobaczył przed sobą twarz siostry swojej mamy. Dotknęła delikatnie jego czoła, po czym zaprowadziła go z powrotem do domu.
- Zapomnieliście czegoś? - zapytał wesoło Tom, jego wujek - Spóźnicie się w końcu obydwoje.
- Nie, to Louis… nie czuje się najlepiej. - powiedziała Lindsay wchodząc do kuchni. Mężczyzna zmarszczył brwi słysząc odgłosy wymiotowania z łazienki.
- Co się dzieje? - zapytał ściszonym głosem.
- On nie da rady. - jęknęła kobieta - Tak mi go żal… serce mi się kraja jak na niego patrzę Tom.
- Jest miesiąc do tyłu, będzie miał okropne zaległości, już je na pewno ma. Nawet jego psychiatra jak dzwonił powiedział nam, że musimy wysłać go do szkoły. To mu pomoże Lin. - powiedział podchodząc do niej i łapiąc ją za ramiona - Ja wiem, że dla ciebie to też nie jest łatwe, ale on musi dziś iść do szkoły. Niech chociaż spróbuje… Jeden telefon i go stamtąd zabierzemy.
*
- Przepraszam… - powiedziała Lindsay kiedy podjechała pod szkołę - Wiem, że tego nie chcesz, a mi jest przykro, że musimy cię do tego zmuszać, ale musisz zacząć żyć… - wzięła głęboki oddech i spojrzała na szatyna. Siedział nieruchomo wbijając wzrok w swoje kolana - Miałeś być na 7:30 w gabinecie dyrektora, jest już wprawdzie 9 ale idź do niego, dowiesz się gdzie masz lekcje… Lou.. - dodała kiedy otworzył drzwi i zaczął wychodzić. Spojrzał na nią smutnymi i trochę przestraszonymi oczami - Będzie dobrze i jak mówił Tom… jeden telefon i cię stąd zabierzemy.
Chłopak kiwnął głową na znak, że zrozumiał po czym wyszedł z auta i z rękami w kieszeniach ruszył w kierunku szkoły. Czuł się okropnie mijając śmiejących się ludzi, choć na razie nikt nie zwracał na niego żadnej uwagi. Kiedy wychodził po schodach do gabinetu dyrektora parę dziewczyn obróciło się za nim szepcząc coś do siebie, ale również nie zwracał na to uwagi. Sekretarka powiedziała mu, że już nie ma dyrektora i dała mu jego plan. Okazało się, że pierwszą ma historię. Z każdym krokiem było mu coraz trudniej, a serce biło mu jak szalone.
Gdzie jest ta klasa?, pomyślał idąc pustym korytarzem. Chwilę temu zadzwonił dzwonek.
- Hej ty! - usłyszał nagle za sobą i niemal podskoczył, a kiedy się odwrócił zobaczył wysokiego i dobrze zbudowanego chłopaka w krótkich włosach - Tomlinson, prawda? …Taaa ja wszystko wiem. - odpowiedział na niewypowiedziane pytanie Louisa - Liam jestem, przewodniczący. Miałeś być wpół do ósmej kolego. Chodź, chodź, właśnie spóźniłeś się na swoją pierwszą lekcję. Pospiesz się, idziesz jak ślimak… Tu masz plan zajęć i kluczyk do szafki. Tylko nie zgub! No… pospiesz się na miłość Boską.
Louis ruszył za nim długim korytarzem. Chłopak tyle gadał, że on sam nie musiał nic mówić. To mu się podobało. Tak naprawdę nie miał ochoty z nikim rozmawiać, ani nikogo poznawać. Kiedy doszli do drzwi klasy poprawił nerwowo okulary, a krew odpłynęła mu z głowy i zanim zdążył cokolwiek zrobić Liam otworzył drzwi i pociągnął go za sobą do środka.
- Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie ale znalazłem nowego. - powiedział, a wszystkie oczy od razu przeniosły się na stojącego za nim chłopaka.
- Oh… oczywiście. - uśmiechnęła się nauczycielka - Louis, taaak… - mruknęła patrząc do dziennika, a potem na chłopaka - Wiesz, że twoje lekcje zaczęły się godzinę temu, prawda? - zapytała i nie czekając na odpowiedź dodała - Może chciałbyś się przedstawić albo powiedzieć nam coś o sobie?
Louis poczuł, że jeszcze chwila, a serce wyskoczy mu z klatki piersiowej. Był przerażony. Każda para oczu wypalała mu dziurę w skórze. Minęło dobre kilka sekund zanim zdobył się na odpowiedź. Pokiwał przecząco głową.
- N-Nie - odpowiedział w końcu bardzo cicho co najwyraźniej nie tylko zdziwiło nauczycielkę ale także uczniów, którzy zaczęli coś szeptać między sobą.
- W takim razie zajmij miejsce. - odpuściła nauczycielka choć przez chwilę patrzyła na niego z konsternacją.
Louis nie miał za dużego wyboru. Nie dbając o to co powiedzą inni usiadł w pierwszej ławce przy drzwiach, jak najdalej od ludzi bo ławka za nim również była pusta. Usłyszał ciche szepty gdzieś za sobą.
- Dziwak - szepnęła jedna dziewczyna do drugiej i zaczęły się śmiać.
Dalsza część lekcji minęła już spokojnie, chociaż Louis wciąż czuł na sobie wzrok innych. Nie odwrócił się jednak ani na chwilę i z nikim nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, a kiedy zadzwonił dzwonek szybko się spakował i już chciał wyjść, gdy weszła w niego jakaś wysoka blondynka ubrana w krótką spódniczkę.
- Po co ślepemu okulary? - zapytała koleżanek, które jak na komendę zaczęły się śmiać, rzuciła mu krótkie spojrzenie i wyszła kręcąc pośladkami. A przecież to ona wpadła na niego.
Stał chwilę w miejscu zastanawiając się co się właśnie stało, aż napotkał zielone spojrzenie pakującego się na końcu klasy chłopaka. Był wyższy od niego i zdecydowanie lepiej zbudowany, a lekko kręcone włosy opadały mu na czoło. Trwało to jednak krócej niż sekundę bo Louis natychmiast odwrócił wzrok. Był pewien, że tamten wciąż na niego patrzy, a nie wyglądał na kogoś przyjaźnie nastawionego do świata. Wręcz przeciwnie. Jego pewne siebie spojrzenie przeraziło Louisa na śmierć. Dlatego chwycił torbę i szybko wyszedł z klasy.
- O cholera. - powiedział do siebie Harry przypominając sobie gdzie widział te niebieskie oczy.
*
Chaos jaki panował na korytarzu sprawiał, że jego wnętrzności wykręcały się na wszystkie strony. Po raz kolejny tego dnia miał ochotę wymiotować. Zacisnął jednak pięści w kieszeniach przysięgając sobie, że da radę. Zrobi to dla Lindsay i Toma, którzy tak bardzo się o niego troszczą. Najgorszy był strach, który nie odstępował go na krok. Praktycznie paraliżował go od góry do dołu. Dlatego wszedł do łazienki, gdzie posiedział dobre pięć minut byleby tylko przerwa szybciej zleciała. Umył ręce i ponownie wyszedł starając się oddychać równomiernie. Zrobił kilka kroków i nagle poczuł szarpnięcie, a chwilę później mocno uderzył plecami o szafki. Kiedy podniósł wzrok zobaczył nad sobą chłopaka o miodowych włosach postawionych na żelu, a za nim dwójkę innych. Louis wciągnął głośno powietrze kiedy został pociągnięty za koszulkę, a potem znów uderzony o szafki.
- A więc to jest ten nowy, o którym wszyscy mówią. - zaśmiał się chłopak o miodowych włosach wciąż trzymając go przy szafkach. Louis przełknął ślinę. Czuł, że jego ciało zaczyna dygotać, a on nie ma na to wpływu. - Jak masz na imię? - zapytał, a kiedy Lou nie odpowiedział znów szarpnął go za koszulkę uderzając jego plecami mocno o szafki - Pytałem. Jak. Masz. Kurwa. Na. Imię. - wyrzucił ze złością.
- L-Louis - szepnął przerażony chłopak, a jego oczy zaszkliły się.
- L-Louis? - powtórzył chłopak o miodowych włosach, a dwójka za nim wybuchnęła głośnym śmiechem - A więc posłuchaj L-Louis. Tutaj, w tej szkole… nie ubieramy się jak pedały, więc… - zdjął mu z twarzy okulary, rzucił je na ziemię i patrząc prosto w oczy szatyna rozgniótł je nogą na ziemi po czym uśmiechnął się, rad, że Lou patrzy na niego ze strachem w oczach - To też ci nie będzie potrzebne… - zdjął mu czapkę z głowy i podał ją blondynowi o imieniu Niall, który rzucił ją gdzieś za szafki - To… - wziął mu torbę i wsypał całą zawartość do kosza na śmieci, który stał obok - …tak dla zasady… bo jesteś nowy, a to… - dodał biorąc od drugiego chłopaka pepsi i wylewając ją na głowę Louisa - Żebyś wiedział kto tu rządzi. Tak na przyszłość. - dodał szeptem kiedy zadzwonił dzwonek, po czym wyjął telefon, zrobił mu zdjęcie i odszedł ze śmiechem, którym wtórowały mu inne osoby znajdujące się na korytarzu.
*
- Louis? - zdziwił się Tom, gdy odebrał telefon - Co się dzieje? Cze..
- Przyjedź po mnie. - powiedział drżącym głosem szatyn, a jego głos odbił się echem w pustej łazience, w której nawet nie wiedział jak się znalazł - Przyjedź po mnie teraz. - powtórzył trochę głośniej. Był cały zdenerwowany, a jego ciało trzęsło się tak bardzo, że nie mógł nad tym zapanować.
- Co się stało? Jesteś zdenerwowany…
- Po prostu po mnie przyjedź, dobrze? Teraz, natychmiast… - wychrypiał chodząc od ściany do ściany.
- Lou nie dam rady teraz wyjść mam zebra…
- Jak to nie dasz rady?! - krzyknął niemal z płaczem - Obiecaliście, obiecaliście, że jeden telefon i… i… Ja nie chcę tutaj być! Nie chcę być w tym popieprzonym miejscu! Chcę żebyście mnie stąd kurwa zabrali, rozumiesz?! Chcę stąd wyjść, teraz, natychmiast! I ja mam w dupie twoje zebranie, pierdoli mnie to, że masz zebranie! Chcę żebyście mnie stąd…
- Louis, uspokój się i po…
- CHCĘ ŻEBYŚCIE MNIE STĄD KURWA ZABRALI! - krzyknął z płaczem całkowicie tracąc nad sobą kontrolę. Kiedy Tom próbował go uspokoić i powiedzieć, że może być dopiero za godzinę wpadł w szał, krzyknął, że nie tak miało być i że wraca sam, a potem z całej siły cisnął białym telefonem o ścianę.
Zaraz po tym cofnął się do tyłu na drugi koniec łazienki. Złapał się za głowę nie mogąc nad sobą zapanować. Oddychał szybko, dużo za szybko, a serce waliło mu jak szalone. Był całkowicie przerażony i zdenerwowany, a jego ciało trzęsło się jak galareta. Stał tak może kilka sekund, aż wybiegł na korytarz i pobiegł w kierunki drzwi.
- Tomlinson! - Liam, który przez zamknięte drzwi łazienki słyszał wybuch nowego chłopaka zawołał za nim próbując go jakoś zatrzymać. Ten jednak nawet się nie obejrzał.
- Jezuu… - szepnął Zayn, który razem z Harrym stali może pięć metrów za przewodniczącym.
- Musimy go znaleźć.
- Co? Nie będę go szukał. To jakiś kompletny świr… - zaśmiał się Zayn chowając ręce do kieszeni - To nie nasz kumpel żebyśmy się nim przejmowali. Poza tym mamy le…
- Nie ważne! Ja muszę go znaleźć, dyrektor mówił mi, że… nie ważne… on jest tu nowy i nie zna tego miasta. Harry - zwrócił się do nic nie mówiącego chłopaka - proszę cię… masz samochód…
- Hazza chyba nie zamierzasz… - zaczął Zayn ale urwał widząc krótkie kiwnięcie głową zielonookiego - Świetnie. Szukajcie go sobie, tego dziwaka, a ja spadam na trening. Widzimy się w domu. - zakończył i szybkim krokiem odszedł.
*
- Jak myślisz, gdzie może być? - zaczął denerwować się Liam, kiedy skręcili na skrzyżowaniu koło szkoły.
Harry wzruszył ramionami ściskając kierownicę. Sam nie wiedział dlaczego ale bał się o niego. Zwłaszcza po tym jak rozpoznał, że to chłopak, którego miesiąc wcześniej spotkał w klubie. Przejechali jeszcze jedną ulicę i wtedy Liam zawołał:
- Jest! Przy bramie do parku… zawróć, szybko!
Zawrócili. Louis akurat zatrzymał się między bramą do parku, a murem odgradzającym parking do sklepu. Nawet z daleka można było zobaczyć jak jego ciało się trzęsie.
- Co on kurwa robi?! - zdenerwował się Harry widząc jak Louis nacina sobie żyletką rękę.
- Zostań w… - Liam nie dokończył, bo jego przyjaciel wyszedł z auta i szybkim krokiem ruszył w kierunku nowego.
*
Kiedy Louis zobaczył zbliżającego się do niego chłopaka ze szkoły natychmiast opuścił ręce, w których trzymał dwie żyletki. Cofnął się o kilka kroków, aż poczuł za sobą zimną ścianę muru. Przełknął ślinę widząc wściekłe spojrzenie chłopaka po czym opuścił wzrok. Harry przerażał go jeszcze bardziej niż chłopak, który wylał mu na głowę pepsi.
- Dlaczego to robiłeś? - zapytał ze złością zielonooki, zbliżając się do Louisa na odległość kilkunastu centymetrów.
- Harry - powiedział ostrzegawczym tonem Liam, który szybko się przy nich pojawił.
Louis, którego twarz nagle zbladła podniósł powoli wzrok i spojrzał prosto w oczy Harry’ego, które przybrały ciemny odcień. Widząc przerażenie w niebieskich oczach nowego Harry odrobinę złagodniał. Zmarszczył brwi kiedy na twarzy Louisa oprócz przerażenia dostrzegł ból. I wtedy wszystko zaczęło dziać się bardzo szybko. Liam krzyknął, a sekundę później nogi Lou ugięły się pod jego własnym ciężarem i gdyby nie Harry, który stał bardzo blisko uderzyłby o ziemię. Zamiast tego jego bezwładne ciało zatrzymało się na klatce chłopaka, który delikatnie położył je na ziemi.
- Jego ręce! - krzyknął Liam wciągając głośno powietrze i chwytając zakrwawioną dłoń Louisa - Cały czas ściskał w pięściach żyletki! - powiedział odrzucając je na bok, a potem klepiąc chłopaka po twarzy żeby się obudził.
Kiedy po kilku minutach Lou wciąż nie odzyskał przytomności Harry wyjął z kieszeni telefon chcąc zadzwonić po karetkę.
- Poczekaj - wydyszał Liam, a leżący chłopak poruszał głową i otworzył nieprzytomnie oczy. Był jednak za słaby żeby cokolwiek powiedzieć. - Zabierzmy go do domu. - dodał wyjmując mu z kieszeni dowód - To nie daleko.
*
- Zasnął. - powiedziała Lindsay wchodząc do kuchni. Jej mąż rozmawiał tam właśnie z Liamem i Harrym, a raczej Liam opowiadał mu co się stało.
- Dałaś mu coś na uspokojenie? - zapytał Tom podnosząc wzrok i patrząc na żonę.
- Tak i jedną tabletkę na sen. - mruknęła zmęczonym głosem i usiadła naprzeciwko chłopaków chowając twarz w dłoniach. Potarła zmęczoną twarz i spojrzała na Liama, a potem na Harry’ego. - Dziękuję, że go tu przywieźliście.
- Przykro nam, że tak wyglądał jego pierwszy dzień w szkole. - powiedział Liam, a kobieta pokiwała głową.
- Miesiąc temu stracił rodziców i siostry, rok wcześniej zmarł jego przyjaciel… Bardzo się o niego boję. Już raz próbował… - urwała czując, że nie powinna tego mówić.
- Nigdy wcześniej nie wpadł w taki szał jak dzisiaj, kiedy do mnie dzwonił. - powiedział szybko Tom nie chcąc by zwrócili uwagę na to co przed chwilą powiedziała Lindsay.
- Proszę mi uwierzyć, że każdy by się zdenerwował, gdyby został przywitany w nowej szkole tak jak Louis. Wstyd mi, że tak się stało i mam nadzieję, że jutro lepiej się poczuje. - znowu powiedział Liam, po czym zaczęli wstawać mówiąc, że muszą się zbierać.
To zdecydowanie nie był dobry dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz