- Liam - zawołał Louis następnego dnia, kiedy chłopak wysiadł z auta Harry’ego i zaczął iść w kierunku drzwi szkoły.
- Louis. Co jest? - kiwnął mu wesołą głową, podchodząc do niego i zostawiając Harry’ego i Zayna kilka metrów za sobą.
- Musisz zadzwonić do mojej cioci i to wszystko odwołać. - powiedział cicho szatyn.
- Mówisz o tym, żebyś został u mnie na weekend? - uśmiechnął się - Daj spokój, to żaden problem. Rozmawiałem już o tym z chłopakami i nie mają nic przeciwko.
- Ale ja mam! - zdenerwował się chłopak, a oczy mu zabłysły. Zayn, który odpalał właśnie papierosa od Harry’ego podniósł wysoko brwi - Musisz to odwołać, powiedzieć jej, że jesteś zajęty, że wyjeżdżasz, cokolwiek, najlepiej teraz. Zadzwoń do niej teraz.
Liam spojrzał na Louisa ze współczuciem. Wziął głęboki oddech.
- Przykro mi Louis, ale nie zrobię tego. - powiedział spokojnie - Rozmawiałem z twoją ciocią, bardzo jej na tym zależy. Nie chce żebyś został sam i uważa, że najlepiej będzie jak…
- Nie potrzebuję żadnej cholernej niańki! - krzyknął Louis, a kilka osób odwróciło się. Harry wypuścił powoli dym z ust i razem z Zaynem przyglądali się temu z ciekawością.
- Potrzebujesz Louis i dobrze o tym wiesz. - odparł chłopak, patrząc mu prosto w oczy ze stoickim spokojem, co jeszcze bardziej doprowadzało szatyna do szału - Możesz się na mnie wydzierać, możesz mnie znienawidzić, obrazić, a nawet uderzyć, ale nie zadzwonię ani do twojej cioci, ani do twojego wujka, bo w tej kwestii całkowicie się z nimi zgadzam. Masz huśtawki nastroju, łatwo wpadasz w szał i sam dla siebie stanowisz zagrożenie. Zostawienie ciebie samego w domu byłoby największą głupotą na świecie.
Louis patrzył na niego przez chwilę, a potem bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę chodnika, mijając Zayna i Harry’ego. Nie mógł w takim stanie iść na lekcje. Był zły i zrozpaczony. Chciał się gdzieś zaszyć, z dala od ludzi, by mógł po prostu być sam.
- Szkoła jest tutaj. - zawołał za nim Liam. Lou zatrzymał się, odwrócił i spojrzał na niego jak pokazuje palcem w kierunku drzwi - Jak do niej nie wejdziesz będę zmuszony poinformować twoją ciocię lub wujka. - dodał.
Louis patrzył na niego przez dłuższą chwilę, aż nie wytrzymał.
- Pieprz się Liam! Pieprz się! - krzyknął, czując jak ze złości łzy napływają mu do oczu. Mimo wszystko ruszył w kierunku drzwi szkoły i do końca dnia nie rozmawiał już z nikim.
*
Weekend przyszedł szybciej niż można by się spodziewać. Louis w tym czasie praktycznie w ogóle nie wstawał z łóżka. Nie chciał iść do doktora Flyncha, ani brać lekarstw. Był zły, smutny, zawiedziony, rozczarowany i zrozpaczony. Mimo, że jego ciocia i wujek próbowali z nim rozmawiać to on sam w ogóle się nie odzywał. Wziął jednak lekarstwa bo wiedział, że inaczej nigdy nie daliby mu spokoju.
W piątek rano, kiedy tylko wstał od razu poczuł jak wnętrzności wykręcają mu się na wszystkie strony z nerwów. Nie mógł tego powstrzymać - pobiegł do łazienki i wymiotował, a potem opadł na ziemię obok toalety.
- Louis - powiedziała zmartwionym głosem Lindsay, wchodząc do środka.
- Nie mogę po prostu… tu zostać? - jęknął odzywając się po raz pierwszy od trzech dni i patrząc na nią z wyrzutem.
- Wiesz, że nie możesz kochanie. - powiedziała kucając przy nim i odgarniając mu włosy z twarzy - To tylko dwie noce, wszystko będzie dobrze, Liam się tobą zajmie.
- Nienawidzę go.
- Nie mów tak. Zrobił to wszystko bo go poprosiłam. Chce ci pomóc… pozwól sobie pomóc Lou. - szepnęła, a kiedy nie odpowiedział wzięła głęboki oddech i spojrzała na niego z troską - Jesteś strasznie blady. Umyj się i chodź coś zjeść.
*
Oparł się o szybę, gdy razem z Liamem jechali do jego domu. Nie odezwał się ani słowem, nawet, gdy podjechali pod całkiem duży dom i weszli do środka. Liam zaprowadził go do pokoju na piętrze i zaczął coś mówić, ale Louis kompletnie go nie słuchał.
Puścił torbę na ziemię i podszedł do okna, z którego było widać piękny i duży ogród. Patrzył pustym wzrokiem na kołyszące się czubki drzew, aż sięgnął powoli do kieszeni i wyjął ipod’a. Była to jedna z dwóch rzeczy, które zawsze miał przy sobie. Pierwszą było oczywiście pudełeczko z żyletkami. Włożył słuchawki do uszu i nacisnął play, nie odwracając się nawet w stronę Liama. Całkowicie go zignorował, nie obchodziło go to, co chłopak chce mu powiedzieć.
Liam patrzył chwilę na plecy Louisa, aż westchnął głęboko, odwrócił się i wyszedł, zostawiając otwarte drzwi i przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Lindsay. Powiedziała mu naprawdę dużo.
- …i nie może zamykać drzwi, kiedy jest sam w pokoju… - mówiła - a w łazience nie może zamykać się na klucz. On o tym wie, ale jest trochę zdenerwowany, dlatego boję się, że mógłby coś wymyślić i wolę ci wszystko powiedzieć.
- Rozumiem, nie ma problemu. Będę o tym pamiętał…
- To nie jest tak, że ja… - zająknęła się - …że ja jestem przewrażliwiona na jego punkcie. On po prostu… - wzięła głęboki oddech - on po prostu próbował popełnić samobójstwo Liam.
Chłopak zbladł i wytrzeszczył na nią oczy. Tego nie spodziewał się usłyszeć.
- S-słucham? - szepnął.
- Znalazłam go w pokoju, leżał na ziemi nieprzytomny. Na początku myślałam, że zasłabł… ale… ale potem… zobaczyłam pudełeczko z tabletkami nasennymi, które trzymał w ręce. Dlatego tak się o niego boimy… stracił rodziców… i siostry… pół roku wcześniej najlepszego przyjaciela… boję się, że on tego wszystkiego dłużej po prostu nie zniesie… I niby chodzi do psychiatry, ale w ogóle nie chce z nim rozmawiać. Jedynie go słucha, a kiedy wraca wygląda na jeszcze bardziej przygnębionego. Nie wiem już co z nim robić… przepraszam, że zostawiam ci go na głowie… wiem, że Louis jest dość… trudny.
- Nie no… co pani mówi. Zajmę się nim i bardzo dziękuję, że mi pani to wszystko powiedziała. Rzeczywiście bardzo dużo przeżył i na pewno jest mu ciężko… Zrobię wszystko żeby mu pomóc. Obiecuję.
- Bardzo ci dziękuję Liam, naprawdę. Dam ci jeszcze jego lekarstwa i powiem kiedy ma je brać.
Wszedł do kuchni i opadł na krzesło przy jasnym stole, a jego rozmyślenia przerwał głośny trzask drzwiami i chwilę później do środka wszedł Harry z Zaynem.
- Siema. Byłeś już po tego świra? - zapytał ze śmiechem Zayn.
- Byłem, jest na górze. I naprawdę nie powinieneś tak o nim mówić. - mruknął z westchnieniem - Naprawdę dużo przeżył.
- Co nie zmienia faktu, że jest świrem. - wzruszył obojętnie ramionami.
- Kurwa, Zayn… on próbował popełnić samobójstwo! - syknął i zaraz tego pożałował - Cholera, przepraszam, nie powinienem tego…
Zayn odwrócił się i spojrzał na Harry’ego, którego twarz lekko pobladła. Patrzył chwilę na Liama, aż przeszedł przez kuchnię i bez żadnych emocji poszedł do siebie.
Kiedy tylko zamknął drzwi kopnął mocno plecak i drżącymi dłońmi wyjął papierosy z kieszeni. Pierdoleni samobójcy. Pierdoleni samobójcy, powtarzał w swojej głowie, zaciągając się mocno. Wiedział, że Louis się tnie, ale nie pomyślał o tym, że próbował się zabić. Jakoś w ogóle nie przyszło mu to do głowy.
Otworzył szufladę swojego biurka i wziął do ręki lekko zniszczone zdjęcie. Zdjęcie, które przedstawiało jego siostrę. Zabiła się dwa lata temu. Patrzył na nie chwilę, aż wrzucił je do szuflady i mocno ją zatrzasnął.
*
Life, it seems, will fade away
Drifting further every day
Getting lost within myself
Nothing matters, no one else
I have lost the will to live
Simply nothing more to give
There is nothing more for me
Need the end to set me free
Louis przełknął ślinę słysząc piosenkę Fade to black (x). Jego oddech był nierówny, a ręce, delikatnie oparte na dużym parapecie drżały. Nawet patrząc na głupi las, który był jakieś trzy kilometry od domu Liama myślał o swojej rodzinie. O siostrach, jak chodzili razem na spacery, jak się cieszyły kiedy znalazły jakiegoś grzyba albo wielką szyszkę… Nie mógł uwierzyć, że to już nigdy nie wróci. Że to coś minęło i nigdy się już nie powtórzy.
Wypuścił cicho powietrze, czując jak łzy napływają mu do oczu. Próbował. Za wszelką cenę próbował się nie rozpłakać, ale nie dał rady. Był taki żałosny. Zacisnął mocno oczy i odwrócił się placami do okna, a potem osunął się na podłogę, pod parapet.
Harry właśnie wychodził z pokoju i szedł w stronę schodów na dół, gdy spojrzał w stronę pokoju Louisa. Drzwi były otwarte, a on sam siedział na podłodze z głową opartą o kolana. Z odległości kilku metrów było widać jak jego małe ciało się trzęsie. Nawet nie rozpakował torby, która leżała na ziemi, na środku pokoju.
Ten widok sprawił, że Harry poczuł jak jego serce spada do żołądka. Chciał coś zrobić, podejść do niego, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale słysząc wołanie Zayna na dole zrezygnował. Nie umiał pocieszać. Nie wiedział nawet co mógłby mu powiedzieć.
- Chłopaki… wieczorem muszę wyjść. - jęknął Liam na samą myśl o tym, że Louis zostanie, z którymś z nich.
- Ja też wychodzę. - powiedział od razu Zayn, a Harry podniósł do góry brew. To było oczywiste, że kłamał. Wcześniej wspominał mu, że nie ma żadnych planów.
- Niby gdzie? - zapytał z wyraźną kpiną.
- Do klubu. - wymyślił mulat na poczekaniu, a potem uśmiechnął się wesoło.
- Świetnie. - prychnął Harry, wkładając ręce do kieszeni i mrużąc oczy - Idźcie w cholerę.
- Postaram się uwinąć jak najszybciej. - powiedział szybko Liam - Po prostu dajcie mu tabletki i co jakiś czas upewnijcie się, że wszystko z nim okej, dobra? Nie musicie go niańczyć.
Wiedział jak Louis reaguje na Harry’ego i nie chciał jeszcze bardziej pogarszać sprawy. Kilka minut później postanowił uprzedzić szatyna, że zostanie przez trochę tylko z Harrym. Wolał mu to powiedzieć, niż żeby sam się przekonał i zaczął panikować.
Wyszedł po schodach na górę i kiedy tylko skręcił w stronę pokoju Louisa, zobaczył go zwiniętego i leżącego na ziemi.
- Jezus Maria… - wydyszał podbiegając do niego, sprawdzając mu puls i potrząsając nim - Louis! LOUIS! - wrzasnął przerażony.
Chłopak otworzył powoli czerwone oczy i zamrugał. Wolnym ruchem ręki wyjął z ucha słuchawki, w których grała jeszcze muzyka i spojrzał na Liama.
- Co się stało? - wymamrotał sennym głosem, odzywając się do niego po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Ty mi powiedz! Co robisz na podłodze? Myślałem, że… że zasłabłeś. - powiedział ciszej, chociaż Louis wiedział, że ma na myśli coś innego.
- Ja tylko… - zaczął powoli, dochodząc do siebie - Chyba zasnąłem. - mruknął podnosząc się z ziemi. Sam nie wiedział jak to się stało. Zasnął na podłodze.
- Wystraszyłeś mnie na śmierć. - Liam również zaczął wstawać.
- Przepraszam. - powiedział Louis, mijając go i siadając na łóżku. Przetarł spuchnięte oczy i zaczął zwijać słuchawki.
Liam odwrócił się i rzucił mu zaskoczone spojrzenie. Myślał, że jest na niego zły za to wszystko, a tymczasem on jeszcze go przeprasza. Uśmiechnął się słabo i podrapał się po karku zdezorientowany, po czym wyszedł, zapominając jaki w ogóle był cel jego wizyty.
*
- Ja mu zaniosę. - powiedział ochoczo Zayn, kiedy Harry miał iść do Louisa i dać mu lekarstwa.
- Jak chcesz. - odparł brunet - To ja idę do siebie, zamknij drzwi na klucz jak będziesz wychodził. Nie mam ochoty szukać go po całym Green Meadow jak zachce mu się zwiać.
- Spooookoooo - zaśmiał się brunet i ruszył na górę z krzywym uśmieszkiem na twarzy.
On już dobrze wiedział co chce zrobić. Wrzucił tabletki Louisa do lewej kieszeni, po czym zanurzył rękę w prawej i wyjął małą torebeczkę, z której wysypał na rękę trzy kolorowe tabletki. Przeszedł korytarzem i przekroczył próg pokoju, w którym na łóżku po turecku siedział szatyn. Trzymał przed sobą jakiś duży album z widokami i wpatrywał się w niego wielkimi, czerwonymi oczami. Gdy tylko usłyszał kroki podniósł głowę, patrząc z lekkim niepokojem na Zayna.
- Twoje lekarstwa. - mruknął chłopak podając mu szklankę wody do jednej ręki, a do drugiej tabletki - Wesołej nocy. - dodał i zanim Louis zdążył coś powiedzieć wyszedł.
*
Harry poderwał się z łóżka, słysząc jakiś huk dobiegający z dołu. Rozglądnął się niespokojnie, po czym wstał z łóżka karcąc się w myślach, że pozwolił sobie na sen przed przyjściem Liama. Zszedł do kuchni i kiedy stanął w progu zobaczył Louisa szukającego czegoś po szafkach. Otwierał wszystkie szuflady i kiedy nie znalazł to czego szukał trzaskał nimi patrząc dalej, a czasami nawet zaglądał kilka razy do tych samych.
- Co ty kurwa robisz? - zapytał powoli Harry marszcząc brwi. Przez chwilę pomyślał, że szatyn naprawdę ma coś z głową. Zachowywał się co najmniej dziwnie.
- Szukam szklanki. - odpowiedział bez zająknięcia chłopak, nawet się nie odwracając.
- W piekarniku? Oszalałeś do reszty? - prychnął brunet, sięgając ręką do najbliższej półki i kładąc mu na stół czystą szklankę.
- Dzięki. - rzucił szatyn, a Harry odwrócił się i z powrotem ruszył na górę.
Zatrzymał się jednak w połowie drogi, dokładnie analizując zachowanie Louisa. Tak po prostu odpowiedział mu na pytanie? Bez zająknięcia? W ogóle się go nie bojąc? Nie, to nie było normalne. Coś było nie tak. Wrócił na dół znów do kuchni i ruszył w stronę niższego chłopaka. Podszedł do niego łapiąc go za brodę od spodu i podnosząc twarz tak, by spojrzeć mu w oczy. W normalnych okolicznościach szatyn od razu spuściłby wzrok, ale teraz patrzył prosto w zielone tęczówki.
- Zabiję cię Zayn. - syknął do siebie, puszczając jego twarz - Normalnie cię zabiję.
- Louis. Jestem Louis. - powiedział chłopak stojący przed nim.
Trzymał w ręku pustą szklankę i patrzył prosto na Harry’ego, mrugając wesoło. Brunet dostrzegł, że w oczach niższego chłopaka, w ogóle nie ma tej okropnej pustki, ani smutku. Wręcz przeciwnie. Jego oczy błyszczały wesoło spoglądając na Harry’ego z zaciekawieniem. On również nie mógł się nie uśmiechnąć. Ten widok był po prostu piękny.
- Wiem Tomlinson. Jesteś Louis i jesteś kompletnie nafukany. Rano będziesz miał dziurę w głowie. Chodź, zaprowadzę cię do łóżka. - powiedział ciągnąc go na górę i dziękując Bogu, że sam czegoś nie wziął. Wtedy na pewno zacząłby się do niego dobierać. Już i tak ledwo się powstrzymywał.
- Ale jak to… dziurę w głowie? - zachichotał szatyn, a brunet parsknął śmiechem - Zgłupiałeś, czy co? - zapytał wchodząc za nim do swojego pokoju.
- Wiesz, że na trzeźwo nigdy byś się tak do mnie nie odezwał? - Harry patrzył na niego uśmiechając się lekko i czując, że ma na niego coraz większą ochotę. Cholera, nie było dobrze. Kazał mu trzymać się komody, żeby się nie przewrócił, a sam zdjął mu ze stóp buty.
- Dlaczego tak uważasz? - zapytał cicho Louis.
Harry przez chwilę nie odpowiadał. Zdjął mu drugiego converse’a i rzucił na bok, po czym wyprostował się tak, że stał dokładnie przed nim. Mimowolnie zerknął na jego usta, czując ściśnięcie gdzieś w żołądku.
- Bo się mnie boisz. - powiedział, patrząc prosto w jego niebieskie oczy - I sam to przyznałeś. Zdejmij bluzę… I… nie patrz tak na mnie. - jęknął oddychając szybciej i zmusił się by zrobić krok w tył.
Louis opuścił wzrok i zaczął zdejmować bluzę. Walczył przez chwilę z rękawem, w którym utknęła mu ręka chichocząc przy tym cicho. Harry starał się w tym czasie zachować spokój, chociaż nawet ten widok, nieporadnego Louisa sprawiał, że miał ochotę go pocałować.
- Dlaczego? - zapytał nagle Lou, kiedy udało mu się wyswobodzić z bluzy. Oparł się plecami o ścianę bo czuł jak świat wokół niego wiruje.
- Co dlaczego? - powtórzył Harry.
- Dlaczego mam na ciebie nie patrzeć? - spytał szatyn spoglądając na niego nieśmiało.
- Bo cię kurwa wykorzystam. Dlatego.
- Wykorzystasz? - powtórzył cicho niższy chłopak - Dlatego, że na ciebie patrzę?
- Nie, że patrzysz ale jak patrzysz. - zirytował się Harry. Naprawdę nie miał ochoty mu tego teraz tłumaczyć.
- Jak?
- Cholera, czemu zadajesz tyle pytań?! - Harry podniósł głos zirytowany.
- Przepraszam. - mruknął cicho szatyn - Nie chciałem cię zdenerwować. - dodał i kiedy chciał przejść Harry zatrzymał go, kładąc rękę na jego klatkę piersiową. Louis spojrzał na niego z niepewnością.
- Nie zrobię tego. - szepnął Harry do siebie, robiąc krok w stronę chłopaka, tak, że znów opierał się o ścianę - Kurwa… nie zrobię tego. - powtórzył walcząc z samym sobą, robiąc jeszcze pół kroku i niemal stykając się z nim biodrami.
Kiedy tylko ich biodra się spotkały Harry nie wytrzymał. Położył rękę po lewej stronie jego talii i mocno go pocałował. Lekko oszołomiony szatyn odpowiedział mu na pocałunek zasysając dolną wargę Harry’ego, który zanurzył rękę w jego miękkich włosach i pociągnął do tyłu sprawiając, że Louis bardziej odchylił usta.
- Nie zrobię tego. - szepnął znów Harry, prosto w jego usta, na co ten cicho zamruczał, a z jego ust wydobyło się coś w stylu “mhm”.
Ręce bruneta zjechały po klatce Lou, zatrzymując się na pasku przy jego spodniach i szybko z nim walcząc. Kilka sekund później opuszczał mu spodnie w dół, wciąż go całując. Kiedy jego spodnie znalazły się na środku ud, a Harry przycisnął go mocno do ściany, z jego ust wydał się głośny jęk przepełniony bólem.
Brunet odsunął się od niego natychmiast, patrząc mu na twarz i próbując rozszyfrować co się dzieje. Do jego pełnych cierpienia oczu zaczęły napływać łzy.
- Co… - zaczął Harry i wtedy spojrzał w dół - Kurwa mać!
Uda Louisa były całkowicie pocięte. Rany były świeże, a niektóre rozerwały się na skutek tarcia i na nowo zaczynały krwawić.
- Ja pierdolę! Co ty kurwa zrobiłeś?! - krzyknął, łapiąc go i przenosząc na łóżko, gdzie jednym pociągnięciem zdjął z niego spodnie i rzucił na ziemię.
Pobiegł szybko do łazienki, porwał wcześniej zmoczony ręcznik i przyłożył do ran Louisa. Chłopak jęknął cicho, ale po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi.
- Jutro sobie pogadamy Tomlinson. - warknął zły, przykrywając go kołdrą.
Szatyn wypuścił z siebie powoli powietrze i zamknął oczy, a Harry wyszedł, dziękując losowi, że tak się właśnie stało. Mało brakowało. Naprawdę musi nauczyć się nad sobą panować.
Zanim zasnął jeszcze długo, bardzo długo myślał. Jeszcze nigdy nie pragnął nikogo tak bardzo jak tego chłopaka, o smutnych, ale pięknych, niebieskich oczach. Był dla niego perfekcyjny, a jego niewinność doprowadzała Harry’ego do szału. Nie chciał go bardziej skrzywdzić, zwłaszcza, że dowiedział się o jego nieudanej próbie samobójczej… ale z drugiej strony… miał na niego tak wielką i niepohamowaną ochotę, że nie wiedział czy uda mu się powstrzymać. Chciał go mieć, tu i teraz i mimo, że przed snem postanowił sobie, że już nigdy go nie dotknie, wciąż myślał o dotyku jego ciepłych warg na swoich ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz