poniedziałek, 6 stycznia 2014

Tytuł: Blind Date (Randka w ciemno)
Autorka: @JustineAvenue & @CarpeDiemMargie
Ilość stron: 4
Połączenie: Niam = Liam + Niall
Gatunek: Romans
Opis: Niall po zerwaniu z chłopakiem, chce na chwilę uciec od cierpienia. Na portalu randkowym poznaje Liama, po czym umawia się z nim na spotkanie. Co się stanie, gdy ich randka w ciemno dojdzie do skutku?
Ostrzeżenie: Przewiduję sceny +18 - czytasz na własną odpowiedzialność.
Podkład muzyczny: Ed Sheeran - Give Me Love

* * *


Wpadłem do domu ze łzami w oczach, przemoczony do suchej nitki. Głośno zatrzasnąłem za sobą drzwi, próbując rozładować emocje. Z moich roztrzepanych, blond włosów ściekała woda, wędrując po szyi, nosie i brodzie, a następnie skapując na podłogę. Byłem wściekły na Josh’a i w duchu obiecałem sobie, że spróbuję o nim zapomnieć. Że MUSZĘ o nim zapomnieć. Zrzuciłem z siebie kurtkę i buty, a zaraz potem zsunąłem koszulkę przez głowę. Usiadłem przed komputerem i włączyłem facebook’a, planując zmienić status z “w związku” na “wolny”.

Ból powoli ustępował złości. Byłem wściekły i nie mogłem uwierzyć, że Josh zrobił mi coś takiego. Owszem, nie byliśmy doskonałą parą, ale nie spodziewałem się poo nim takiego zagrania. Zdrada. Tak po prostu zdradził mnie ze swoim kumplem. Na imprezie, na której byliśmy przecież razem. To przeszło wszelkie granice.

Wszedłem w edycję profilu i szybko zmieniłem status. Przed oczyma cały czas miałem widok, jaki zastałem, gdy wszedłem do jednego z pokoi. Moje szczęście, półnagie, leżało pod ciałem jakiegoś muskularnego bruneta i obsypywane było jego pocałunkami. Wydukałem krótkie “nie przeszkadzajcie sobie” i wyszedłem. Nawet nie zareagował na mój widok. Nawet za mną nie pobiegł.

Szczerze wolałbym, gdyby powiedział mi to prosto z mostu - “Słuchaj, stary, nic już do Ciebie nie czuję. Przepraszam, zrywam z Tobą.” Ale teraz… Jestem pewien, że ten widok już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Andrew całujący Josh’a tak, jak zawsze ja to robiłem. Twarz mojego ukochanego, przymknięte powieki i jego pełne wargi ułożone w półuśmiechu, a z pomiędzy nich wypełzające ciche jęki.

Zakląłem cicho pod nosem, przełączając stronę w przeglądarce i nagle moją uwagę przykuła pewna reklama. Reklama… Serwisu randkowego. Może to głupie, ale na samą myśl o tym, że mógłbym zrobić na złość Josh’owi, umawiając się z kimś innym, sprawiła, że jak głupi wyszczerzyłem zęby i zatarłem dłonie.

Nie do końca będąc świadomym tego, co robię, wszedłem na stronę i już po chwili zakładałem konto. Czułem się głupio. Nigdy nie brałem udziału w takich rzeczach, byłem tchórzem. Teraz jedna doszedłem do wniosku, że w Internecie tak naprawdę nikt mnie nie zna. Dlatego postanowiłem zaryzykować.

Umieściłem w swoim profilu dane odnośnie orientacji, wieku i lokalizacji, a także podałem imię. Załadowałem też swoje zdjęcie. Może ktoś się zainteresuje? Wywróciłem teatralnie oczyma myśl o swojej głupocie. I wtedy stało się coś niesamowitego. W małym okienku, w prawym dolnym rogu, pojawiła się czerwona koperta, sygnalizująca nową wiadomość. Przygryzłem wargi i wszedłem w nią.

’Cześć! To zabrzmi dziwnie, bo hm… Nie wiem, jak się zachować na takich portalach, jestem tu pierwszy raz. Chciałem powiedzieć, że masz miły uśmiech. Przyjemnie się na Ciebie patrzy, ee… Niall. Tak, Niall. I ten… Jakbyś miał ochotę pogadać, napisz. Ale nie naciskam. No i… Miłego dnia, tak myślę, x.’

Nadawcą był niejaki Liam. Uśmiechnąłem się szeroko. Czy to możliwe, by wiadomość od obcego, aż ak poprawiła mi humor? Byłem w szoku, ale jednocześnie coś ciepłego rozlało się w mym sercu. Może jest jakaś szansa, by poznać kogoś nowego? Bałem się, ale wtedy w mojej głowie zabrzmialy słowa mego brata: Nie ryzykujesz, nie zyskujesz.

Przełknąłem ślinę, wpatrzony w zdjęcie niejakiego Niall’a. Trzeba było przyznać, że wyglądał jak prawdziwy anioł - miał wielkie, niebieskie tęczówki, które przeszywały mnie na wskroś, nieco zmierzwione, blond włosy, mleczną skórę, w okolicach nosa upstrzoną jasnymi piegami i nierówne zęby, wykrzywione w uroczym uśmiechu, w którym od razu się zakochałem. Gdy pisałem do niego, cały się trząsłem - nie wiem już sam, czy z zimna, czy ze strachu. Przez chwilę miałem wielką ochotę to wszystko anulować, lecz było już za późno - wiadomość została wysłana. “Wdech i wydech, Liam, po prostu oddychaj” - upominałem sam siebie. Otworzyłem okno naszej rozmowy i jeszcze raz przeczytałem tekst napisany przeze mnie, usiłując patrzeć na niego obiektywnie. W końcu doszedłem do jednego wniosku: weźmie mnie za skończonego idiotę.

Jakie było moje zdziwienie, gdy po kilku minutach zamigotała czerwona koperta. Drżącymi dłońmi przesunąłem myszką i kliknąłem w nią. Kiedy zobaczyłem, że nadawcą jest Niall, moje serce omal nie wyskoczyło z piersi. Wziąłem głęboki oddech, a gdy przeczytałem treść wiadomości, przez dobry kwadrans zbierałem szczękę z podłogi.

’Umm. Cześć, Liam, o ile tak masz na imię. Nigdy nie wiadomo, prawda? Tak, cóż, dziękuję za komplement, to bardzo miłe z Twojej strony. Nie przejmuj się, to też mój pierwszy raz, nie jestem dobry w nawiązywaniu nowych stosunków międzyludzkich. Wybacz. Nie chcę zabrzmieć natrętnie w żaden sposób, ale zauważyłem, że jesteś z Londynu. Nie chciałbyś się ze mną spotkać? Chyba wolę poznać kogoś na żywo, niż przez tę durną maszynę, zwaną komputerem. Pozdrawiam! N. xx’

W sumie, byłem całkiem zadowolony ze swojej odpowiedzi. Nie narzuciłem się zbytnio, ale także nie byłem obojętny na jego wiadomość. Nie mogłem powstrzymać motylków w brzuchu, gdy wspomniał o moim uśmiechu. Nigdy nie spodziewałem się, że ktoś go polubi. Weźmy na przykład Josh’a: on nigdy nie komplementował moich ust, zawsze wspominał tylko o tym, że “dobry lód był”. Ale miałem nie myśleć już o nim. Nigdy, przenigdy. Zapominam o nim raz na zawsze i otwieram nowy rozdział w swoim życiu, bez niego. Nowy rozdział, który rozpoczął się wraz z poznaniem Liam’a.

Czerwona koperta znów zaczęła migać w rogu strony, więc czym prędzej odczytałem wiadomość. Znów te cholerne motylki. Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło i kontynuowałem czytanie.

’Pewnie, że bym chciał! Boję się tylko, że się Ci nie spodobam… Ale raz kozie śmierć, nieprawdaż? Więc, czy masz czas dziś wieczorem? Znam fajną knajpkę w centrum :). Liam x’

Zachichotałem cicho i przygryzłem dolną wargę. Zastanowiłem się przez chwil, co mu odpisać. Przez myśl przeszło mi moje ulubione miejsce w Londynie, do którego zawsze chodziłem. Zmarszczyłem brwi, analizując wszystkie “za” i “przeciw”, po czym wystukałem kilka słów i wysłałem.

'Zawsze i wszędzie. Będę czekał o 19 na ławce, naprzeciw London Eye. Niall x.

Następnie podniosłem się z krzesła i wyłączyłem komputer. Podszedłem do szafy, by wybrać odpowiedni strój. Nie chciałem wyjść na jakiegoś elegancika, ale pragnąłem zrobić dobre wrażenie. Postawiłem na szare rurki i biały t-shirt, a na to postanowiłem zarzucić czarny sweter. Przygotowałem białe conversy i z takim zestawem ruszyłem do łazienki, by wziąć gorący prysznic i przygotować się do pierwszej randki w ciemno.

Mój zegarek wskazywał 18:12, gdy wyjeżdżałem czarnym autem spod mojego małego mieszkania, kierując się w stronę umówionego miejsca. Jedną dłoń trzymałem na kierownicy, a drugą spryskiwałem się perfumami od Playboy’a. Ręce pociły mi się niemiłosiernie, kiedy niezgrabnie wjeżdżałem na parking tuż obok London Eye. Ostatni raz zerknąłem w tylne lusterko, nerwowo poprawiając grzywkę i wyszedłem z samochodu. Słońce zachodzące już na horyzoncie, oświetlało okolicę złocisto-różowym blaskiem, a ja stałem w miejscu, rozglądając się wokoło.

"Ławka naprzeciw London Eye" - powtarzałem sobie w myślach, stawiając coraz pewniejsze kroki. Wsunąłem dłonie w kieszenie i nieco przyspieszyłem, lecz za chwilę stanąłem jak wryty, gdy zobaczyłem JEGO.

Siedział - tak, jak to było umówione - na ławeczce, stukając białymi conversami o chodnik, zapewne w rytm piosenki, która leciała z jego słuchawek. Wyglądał niesamowicie, chociaż widziałem go z daleka. Nie mogłem powstrzymać szaleńczego rytmu, z jakim biło moje serce. Przełknąłem z trudem ogromną gulę, która zagnieździła się w mym gardle i ruszyłem do przodu. Nagle podniósł głowę i nasze oczy się spotkały. O mój Boże.

-Cześć… Cześć, Niall - powiedziałem niepewnie, gdy podszedłem bliżej. Chłopak podniósł się szybko i przywitał mnie lekkim uściskiem. Moich nozdrzy dobiegł jego zapach. Mimowolnie dostałem gęsiej skórki.

-Witaj, Liam - uśmiechnął się wesoło, a jego policzki ozdobiły dwa dorodne rumieńce. Przygryzł wargę - To… Co robimy?

-Jest tutaj niedaleko fajna kawiarenka. Podają najlepsze lody pod słońcem, a czekoladowa latte jest nie z tej ziemi! - rzekłem z uśmiechem, na co blondyn kiwnął głową. Ruszyliśmy przed siebie, cały czas rozmawiając. Pytał mnie o rodzinę, przyjaciół, o szkołę. Czułem, jakbyśmy znali się od lat.

Kiedy wreszcie przekroczyliśmy próg kawiarenki Minty Monday*, poczułem ten piękny aromat świeżo mielonej kawy i słodkich rogalików. Niall rozglądał się dookoła, jakby badał każdy szczegół pomieszczenia. Zajęliśmy stolik w samym rogu sali, gdzie mogliśmy mieć trochę prywatności.

-Cześć, Liam! Widzę, że przyprowadziłeś przyjaciela. Co podać, chłopcy? - podeszła do nas jedna z kelnerek, Danielle. Uśmiechnąłem się szeroko.

-Na co masz ochotę, Niall? - zapytałem grzecznie, a on przyjrzał się badawczo karcie menu. - Dla mnie to, co zwykle.

-A ja poproszę… Lody tiramisu i czarną kawę, bez cukru - powiedział po chwili mój towarzysz, a dziewczyna odeszła ze skinieniem głowy. - Widzę, że jesteś stałym bywalcem, co?

Potarłem lekko brodę, po czym skinąłem głową.

-Można by tak powiedzieć - odparłem. - Odkryłem to miejsce tamtej jesieni i od tego czasu przychodzę tu w każdy weekend. Nawet zaprzyjaźniłem się z pracownikami! - zaśmiałem się i poprawiłem kołnierz koszuli.

Przez chwilę milczeliśmy, w niekrępującej ciszy czekając na zamówienie. Niebo z każdą chwilą ciemniało, a dzwoneczek nad drzwiami co jakiś czas zwiastował nowych klientów, którzy radośnie gawędzili między sobą. Niall wpatrywał się w jakiś punkt za oknem, a ja miałem okazję lepiej się mu przyjrzeć. Był naprawdę piękny.

-Stresujesz się? - zapytał znienacka, zupełnie wytrącając mnie z równowagi. - Bo ja tak i to bardzo - dodał po chwili, widząc moje wahanie. Zastanowiłem się nad tym chwilę. Cóż to za pytanie? Chyba każdy normalny człowiek stresuje się przed randką w ciemno.

-Nie - odpowiedziałem po namyśle, zaskakując tym samym mojego towarzysza. - Szczerze, to… Kiedy tylko Cię zobaczyłem, zapomniałem o całym stresie. Serio! - poczułem, że się rumienię, gdy Niall wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - Cholera, masz mnie za idiotę, prawda?

-Nie! - zaprotestował blondyn, parskając cicho śmiechem. - Po prostu… To takie urocze. W sumie, to cały Ty jesteś uroczy, mówię prawdę - zagryzł wargę i spojrzał na mnie, wachlując długimi rzęsami. - Myślę, że trzeba by było uczcić jakoś nasze spotkanie, prawda?

Zanim zdążyłem zareagować, jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich, złączając w pocałunku. Wargi Niall’a, smakujące świeżymi brzoskwiniami, wpijały się łapczywie w moje, gdy nagle poczułem gwałtowne szarpnięcie w tył.

-Hej, co się dzieje? - warknąłem, spadając z krzesła.

-NIALL! - usłyszałem krzyk mężczyzny, który chwilę wcześniej mnie zaatakował. - Co ty wyrabiasz? - podniosłem się z ziemi i spojrzałem pytająco na Niall’a, który spoglądał to na mnie, to na chłopaka.

-Josh? - zapytał z niedowierzaniem. - Po co tu, do cholery, przyszedłeś!?

-Miałem taką ochotę, to przyszedłem. A Ty widzę, że nie próżnujesz. Co to za jeden? - mruknął ten Josh, na co Niall spojrzał na mnie wystraszony.

-Z tego, co pamiętam, to Ty nie próżnowałeś, pieprząc Andrew, a może coś mi się pomyliło? - warknął, a ja zdezorientowany nie wiedziałem, na kogo patrzeć.

-Oh, przestań. To była tylko zabawa, mogłeś się do nas dołączyć - zaśmiał się cierpko, przez co miałem ochotę mu przywalić.

-Mogę, do jasnej cholery wiedzieć, kim jesteś?! - stanąłem z nim twarzą w twarz i uśmiechnąłem się arogancko, zorientowawszy się, że jestem wyższy.

-Jestem jego chłopakiem - odpowiedział Josh, na co zakląłem w myślach.

-BYŁYM chłopakiem - mruknął Niall. Wkurzający koleś chciał do niego podejść, ale szybko zagroziłem mu drogę.

-Słyszałeś, co powiedział? Wygląda na to, że Ty jesteś byłym chłopakiem, a ja obecnym. Pogódź się z tym i wypierdalaj, zanim poczujesz, jak to jest mieć zamrażarkę z lodami w dupie - syknąłem chamsko. Josh skakał zdziwionym spojrzeniem ze mnie na Niall’a, aż w końcu zacisnął zęby i odwróciwszy się na pięcie, wyszedł z kawiarni, trzaskając drzwiami.

Odetchnąłem z ulgą i odwróciłem się do blondyna. Chłopak miał łzy w oczach, a wargi mu drżały. Nie powiedziałem nic, a przyciągnąłem go do siebie i mocno przytuliłem. Ukradkiem rozejrzałem się po sali, ale chyba nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na to, co się stało.

Po chwili usiedliśmy z powrotem na swoich miejscach, a Danielle przyniosła nasze zamówienie. Jedliśmy w ciszy, delektując się spokojem, jaki nas otaczał. Widziałem, że Niall się męczy z tym, co wydarzyło się kilkanaście minut temu, dlatego podniosłem dłoń i ułożyłem ją na jego, splątując nasze palce.

-Wszystko w porządku? - spytałem cicho, a on kiwnął głową.

-Dziękuję, że mnie obroniłeś - szepnął, a ja uśmiechnąłem się lekko. - Nienawidzę go.

-Ciii. On już nie istnieje. Jesteśmy tylko Ty i ja. Czy to jasne?

-Jak słońce - powiedział już weselej, a ja rozglądnąłem się dokoła. Przygryzłem wargę i zerknąłem na Niall’a. Przyglądał mi się z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wziąłem głęboki oddech i pociągnąłem go, po czym razem stanęliśmy na nogi.

-Mam ochotę zrobić coś szalonego i kompletnie nieetycznego - powiedziałem, a na policzkach poczułem rumieńce. Irlandczyk zaśmiał się, a następnie przysunął wargi do mego ucha, otulając je ciepłym powietrzem.

-To na co czekasz? Zrób to - szepnął, a następnie biegiem ruszyliśmy do wyjścia z kawiarni. London Eye, o dziwo, świeciło pustkami, więc nie musieliśmy długo czekać na bilety. Specjalnie wybrałem kopułę z szybami przyciemnianymi, aby z zewnątrz nic nie było widać. I kiedy drzwi się zamknęły, przycisnąłem Niall’a do szklanej ściany i naparłem swymi ustami na jego.

Chociaż wiedziałem, że to czysta głupota, kochać się z kimś po pierwszym spotkaniu, ale nie mogłem się oprzeć. Wsunąłem dłonie pod koszulkę Liam’a i przejechałem opuszkami palców po jego wyrzeźbionym torsie.

-Ściągnij spodnie - usłyszałem szept tuż koło swojego ucha. - Teraz.

Nie wahając się dłużej, rozpiąłem guzik i zsunąłem materiał spodni aż do kostek. Brunet opadł przede mną na kolana i zaczął obsypywać pocałunkami moje uda, a mną raz po raz wstrząsały dreszcze. Gdy zahaczył zębami o gumkę moich bokserek, spomiędzy moich warg wydarł się cichy jęk. Usłyszałem chichot i po chwili stałem przed Liam’em w samym t-shircie, o dziwo, niezawstydzony. Poczułem, jak kopuła rusza w górę i jeszcze bardziej przywarłem plecami do szyby.

-Li… Lliam…? - zająknąłem się. - Zapomniałem Ci powiedzieć, ale… Mam lęk… Wyso… Wyso… - Liam gwałtownie wziął całego mojego przyjaciela do ust i nagle zapomniałem o całym świecie, łącznie z moją fobią.

Przymknąłem powieki i odrzuciłem głowę w tył, uderzając o szybę. Dłonie zacisnąłem w jego włosach, gdy język chłopaka doprowadzał mnie do białego szaleństwa. Bałem się krzyczeć, ale gdy poczułem, jak przejeżdża zębami po moim penisie, nie mogłem się powstrzymać. Spomiędzy moich ust wydobył się wrzask podniecenia i rozkoszy.

-Boże, Liam, jesteś niesamowity, oh, kurwa - szeptałem, kiedy przyspieszył ruchów. Jego dłoń powędrowała do moich jąder, lekko je ściskając. Byłem coraz bliżej wejścia do raju, czułem to z każdą sekundą. Szatyn chyba to wyczuł, bo gdy moje mięśnie niebezpiecznie się napięły, oderwał się ode mnie gwałtownie. Spuściłem głowę i spotkałem jego wzrok, pełen pożądania.

-Odwróć się - wypowiedział powoli i wyraźnie, a ja posłusznie wykonałem polecenie. Jego chłodne dłonie masowały moje rozpalone ciało, począwszy od ramion, przez łopatki, lędźwie, aż zatrzymały się na pośladkach. Wiedziałem, co zaraz nastąpi i nie mogłem zdusić w sobie jęku, na samą myśl o tym. - Jesteś piękny. Najpiękniejszy na świecie - szeptał, a jego palce były coraz bliżej tajemniczego wejścia.

Powoli i spokojnie wsunąłem jeden palec w Niall’a, pilnując się przy tym, aby go nie zranić. Ku mej uldze, jedynie cicho stęknął, więc postanowiłem posunąć się nieco dalej i dołączyłem także drugi palec, po czym zacząłem poruszać nimi delikatnie.

-Oh… Boże… - jęczał, a na moje usta wpełzł szeroki uśmiech. - Jesteś… Niesamowity.

Przymknąłem powieki i nachylając się nad nim, przejechałem językiem wzdłuż jego kręgosłupa. Zamruczałem, owiewając ciepłym oddechem jego kark i poczułem jak cały drży. Jeszcze raz wbiłem się w niego, jednocześnie składając pocałunki na jego szyi.

-Może teraz Twoja kolej? - zaproponowałem, odsuwając się od niego.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie pożądliwie. Nie spodziewałem się, że ten anioł może być taki napalony. A jednak. Blondyn niemal rzucił się na mnie i bez żadnych oporów zsunął ze mnie spodnie wraz z bokserkami, natychmiast zabierając się do roboty.

-Gdy pierwszy raz do mnie napisałeś, chwaliłeś mój uśmiech - szepnął. - Teraz przekonasz się, że moje usta mają więcej funkcji - powiedział, a ja nie zdążyłem zrobić nic, bo poczułem jego wargi na sobie.

Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu, że będę robił komuś loda podczas jazdy London Eye, wyśmiałbym go. A gdyby ktoś mi powiedział, że to ja będę stał po drugiej stronie, jęcząc z rozkoszy, kazałbym tej osobie postukać się w czółko. A jednak. Cuda się zdarzają i jednym z nim był mój Niall.

-O kurwa! - sapnąłem głośno, gdy nie przerywając pracy ust, wsunął we mnie dwa palce. Zagryzłem wargi, aż poczułem na języku swoją krew. - Chryste, Panie najsłodszy… - nie mogłem się pohamować. Moje jęki wypełniały kopułę, gdy jego język tańczył na moim penisie.

Nagle przerwał i podniósł się na równe nogi, całując mnie namiętnie. Położył mi dłonie na biodrach i pociągnął za sobą na drewnianą ławeczkę, stojącą po środku. Usiadł, a ja wdrapałem się na niego.

-Mam na Ciebie ochotę, cholerną ochotę. Chcę Cię pieprzyć do nieprzytomności, chcę się kłaść obok Ciebie spać, chcę robić Ci śniadania do łóżka i dawać buziaka na dzień dobry. Chcę Ciebie, Liam - szepnął, a moja twarz z pewnością przybrała kolor buraczków.

Nie odpowiedziałem nic, a jedynie mocniej wpiłem się w jego wargi. Jęknął, gdy nasze języki się spotkały, po czym złapał mnie za pośladki i lekko podniósł. Czekałem na to, odkąd go zobaczyłem. I gdy wreszcie wszedł we mnie, nie mogłem powstrzymać cichego krzyku jego imienia.

Odczekał chwilę, zanim poruszył się ponownie. Gdy dałem mu znak, pchnął penisem głębiej i mocniej. Zagryzłem wargi i odchyliłem głowę. Dłonie wplotłem w jego włosy, zaciskając w nich pięści. Niall ucałował moje ramię i przyspieszył, a spomiędzy naszych ust wydobywały się jęki rozkoszy.

Czułem go wokół mnie i nie mogłem posiąść się ze szczęścia. Miałem go i nie miałem zamiaru go oddać. Mimo, że znaliśmy się jeden dzień, to czułem się przy nim inaczej. Ważny, mający dla kogoś znaczenie, bezpieczny. Coś, czego Josh nigdy mi nie dał. Liam był definicją tego, czego nie był Devine.

Kiedy mięśnie chłopaka zaczęły się spinać, przyspieszyłem. Moja dłoń powędrowała w dół i ścisnęła jego penisa. Krzyknął cicho, a ja ponowiłem ruch. Zsynchronizowałem ruchy całkowicie. Z każdym kolejnym moim pchnięciem, byliśmy bliżej krawędzi. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi, a gdy zorientowałem się, że dłużej nie wytrzymam, wbiłem się w niego z całą mocą.

Liam wygiął się w łuk, a biała maź ozdobiła mój brzuch. W tym samym momencie całe ciepło wytrysnęło ze mnie do jego wnętrza, nim opadliśmy na siebie zmęczeni. Odnalazłem jego usta i pocałowałem go czułe, co odwzajemnił. Nasza wycieczka London Eye dobiegała końca, więc szybko doprowadziliśmy się do porządku. Kiedy nasza kopuła zatrzymała się przy schodkach, złączyłem nasze dłonie i dumnie opuściliśmy karuzelę. Nie obchodziło mnie, co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. Miałem moje osobiste szczęście i dla mnie, nie liczyło się już nic więcej.

*Minty Monday - nazwa zaczerpnięta z bloga wspaniałej PepperMint. xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz